Związek Anonimowych Fotografików Codziennych

Agnieszka Słodownik

Rando to zaglądanie przez wizjer losowo wybranego smartfona 

To nie jest sieć antyspołecznościowa. Wbrew temu, jak określają ją twórcy. Rando, nienowa aplikacja na Androida, pozwala robić zdjęcia wykadrowane w charakterystycznym kółku i wysyłać je do losowo wybranej przez algorytm osoby, która także ma zainstalowaną aplikację Rando na swoim smartfonie. W odpowiedzi nadawca otrzymuje też zdjęcie od nieznajomego. Jedyne, co wiadomo, to miejsce nadania zdjęcia – po stuknięciu odwraca się ono jak karta, by ujawnić na rewersie mapkę z zaznaczonym czerwoną gwiazdką punktem. To stamtąd nadaje anonim.

Awers i rewers w Rando

Dotychczas otrzymałam zdjęcie kobiety rozmawiającej przez telefon w pokoju hotelowym (w kadrze inne urządzenia elektroniczne, smartfon, tablet, kable – Chicago); był też wiatrak sufitowy (Cincinnati), dziewczynka z tabletem na kolanach zasłaniająca twarz (Szczecin), plecak dziecięcy na kanapie oraz opływające go książki (Maringá), szafeczka z lakierami do paznokci w salonie kosmetycznym oraz czubek lewego palucha u stopy (jeszcze nie pomalowany paznokieć – Salt Lake City), dwa wtulone w siebie rosyjskie koty oraz goła lewa stopa z lewej (bez pedicure – Kemerovo), zaśnieżone cienką warstwą pole i zachmurzenie pełne, a na nim dwa słońca – odbicia lamp w szybie, przez którą fotografowano (Mińsk), niebieskie niebo z jedną białą chmurą (Niquelandia), dachy czteropiętrowców oraz komin (Wilno), wędkowanie nad jeziorem (Sao Jose dos Campos), wschód słońca nad morzem, długie cienie jednopiętrowych domków, sople, zaśnieżony taras (Turku), rysunek dziewczyny z profilu (brązowy cienkopis – Seul), niebieskie wiadro z brudną wodą, do której wpadają z rantów wiadra strużki białej farby, tworząc na powierzchni esy floresy (tu system zawiódł lub ktoś zhakował przesyłkę, na odwrocie zdjęcia jest tylko niebieska plama – ktoś nadaje z morza?).

Rysunek z Seulu oraz fragment choinki z Petersburga

„Nikt Cię nie lubi”, „Nie masz przyjaciół” – tymi hasłami wita nas strona aplikacji. Tymczasem praktyka pokazuje, że aplikacja nie tymi potrzebami się karmi. Wysyłanie zdjęć napędza ciekawość, co u kogoś widać, tajemnica i drobna ekscytacja z faktu, że zdjęcie może przyjść z całego świata. Okrągłe kadry zdjęć, nawiązujące do widoku z wizjera, podkreślają tylko ten efekt podglądania. Można przyjrzeć się czyimś codziennym drobnostkom (ten paluch i kable!). I może jest tu też pewna ulga, że w Rando nie ma żadnych innych opcji, nic się nie da zrobić, na przykład nie można lajkować. Ale nie na tym chyba jednak polega „społecznościowość”, chyba że już tak daliśmy się sformatować? Twórcy aplikacji ustwo – „studio produktów cyfrowych” – nie rozwijają już Rando, ponieważ nie da się na niej zarobić, ale wciąż można ją ściągnąć. Wcześniejsza wersja zdaje się pozwalała na zablokowanie udostępniania położenia (być może stąd na rewersie wiadra niebieska plama), ale w ściągnietej w grudniu 2014 wersji nie widzę takiej możliwości. Aplikacja nie zawsze śmiga, czasem zdjęcie przychodzi z dużym opóźnieniem, czasem wcale – tym lepiej, jest na co czekać.