Zdezorientowane algorytmy

Agnieszka Słodownik

Twarz staje się nową formą klatki. Można wprawdzie nosić dezorientujące algorytmy makijaże i fryzury, ale co zrobić, gdy zostaliśmy już namierzeni?

Im więcej ludzie czują, tym więcej wydają. Warto spojrzeć więc w afektywnie zarządzaną przyszłość, czerpiącą garściami z badań Paula Ekmana. Psycholog wyróżnił 6 podstawowych emocji – strach, złość, smutek, radość, wstręt, zaskoczenie – które rysują się na twarzach ludzi niezależnie od kultury, w której żyją. W ten sposób emocje zostały ustandaryzowane, a dzisiejsze algorytmy rozpoznawania twarzy idą temu procesowi w sukurs.

Już dziś Real Eyes, oprogramowanie do rozpoznawania emocji osoby oglądającej dany materiał wideo, pomaga analizować, sekunda po sekundzie, jaka jest emocjonalna reakcja publiczności. Może to być analiza jednej reklamy bądź całej kampanii. Kamerka internetowa śledzi ekspresję twarzy osób, którym zapewne zapłacono za uczestnictwo w badaniu 5 groszy albo wcale, jak w przypadku przykładowego modułu badawczego, który można wypróbować samodzielnie na stronie firmy. Następnie osiągi reklamy swojego produktu można porównać z konkurencją. Real Eyes – oto nowa inteligencja emocjonalna.

 

Od 2011 roku firmie Affectiva udało się przeanalizować ponad miliard klatek nagrań twarzy ludzi oglądających reklamy oraz treści rozrywkowe w ponad 70 krajach. Być może wreszcie widz dotrwa do końca i nie będzie przeskakiwał. Affectiva wierzy, że cyfrowe treści i produkty technologiczne stają się lepsze, gdy posiłkują się ludzkimi emocjami.


Usługa Emotient potrafi analizować nawet kilka twarzy w kadrze naraz. Prezes firmy, Ken Denman, wspomina o dwóch zastosowaniach tego innowacyjnego oprogramowania: sprzedaż i służba zdrowia, jednak nie przedstawia przykładów zastosowania w tej drugiej kategorii. Wśród rady doradców firmy zasiada Paul Ekman.

 

Same filmy w swojej estetyce i narracji dezynfekują nieoczywistości wiążące się ze, zdawać by się mogło, skomplikowaną naturą ludzkich emocji. Przekaz o zastosowaniu technologii rozpoznawania emocji w stricte sprzedażowym celu zostaje zawoalowany w (oczywiście emocjonalnej) opowieści o innowacji i nowym, lepszym, wystandaryzowanym świecie. Zgrzyt paznokci na szkolnej czarnej tablicy i igły gramofonowej na płycie winylowej. #niespójność, #podwójnewiązanie

Opowieść o technologiach afektywnego nadzoru, z której czerpię te przykłady, snuta podczas tegorocznego festiwalu transmediale w Berlinie (28 stycznia – 1 lutego 2015), wypełniona była nie tylko przykładami ze świata merketingu, ale i reakcjami artystów na sytuację ciągłego wystawienia na algorytmy przeliczające człowieka na konsumenta.

Zach Blas i jego rzeźby pokazują, że twarz staje się nową formą klatki. Można wprawdzie nosić dezorientujące algorytmy makijaże i fryzury, ale co zrobić, gdy zostaliśmy już namierzeni?

Można skorzystać z AdNauseam autorstwa Mushona Zer-Aviva i Daniela C. Howe’a – dodatku do AdBlock Plus, który automatycznie, w tle, klika we wszystkie wyświetlane nam reklamy. W ten sposób dane zaczerpnięte od użytkownika korzystającego z programu przestają być miarodajne, stają się bezużyteczne. Jak powiedział w Berlinie Zer-Aviv: „Chcą danych? Dostarczymy im więcej, niż są w stanie unieść”. Taką strategię można nazwać dezorientacją, zaciemnianiem obrazu, tworzeniem wokół siebie szumu – to odwrotność kamuflażu.

 

Inną strategię przybrała Erica Scourti w „Life in AdWords” (2012–2013). Przez prawie rok Scourti codziennie wysyłała sobie na Gmaila zapisy ze swojego pamiętnika i nagrywała na kamerce internetowej sugerowane na tej postawie przez Gmaila słowa kluczowe reklam: obiekty, marki, stany emocjonalne, pragnienia, wszystko, co algorytm Google’a uznaje za potencjalnie możliwe do sprzedania. W rezultacie Scourti otrzymywała gmailową wersję siebie. Praca nad projektem zakończyła się przed planowanym pełnym rokiem, z powodu zmiany ustawień reklamowych Gmaila. Obecnie Gmail nie wyświetla już reklam w prawej kolumnie obok treści korespondencji, niezależnie od tego, czy zainstalowany jest AdBlock, czy nie. Kolumna pozostała jednak w layoucie Gmaila na komputery stacjonarne i laptopy, i świeci teraz pustkami. Kiedyś również dla żartu uzupełniałam korespondencję z przyjaciółką sugerowanymi obok reklamami. Te reklamy bawiły, a niekiedy przerażały, jako naoczny dowód na to, że treść mejli jest filtrowana i analizowana. To motywowało do ograniczenia wylewności i stosowania metafor. Algorytm bowiem nie był aż tak inteligentny, aby rozumieć aluzje, lirykę i osobiste kody – sprowadzał nas do banału, który widać w projekcie Scourti. Mediowanie osobistych doświadczeń przez algorytm służący celom reklamowym nieco go obezwładnia. Nagrania Scourti są doskonale nieuczesane i intrygują – jakie błędy popełnił algorytm interpretujący jej pamiętnik, co działo się w jej życiu naprawdę, co czuła i dlaczego?