Śmierć książki
Platige Image

Śmierć książki

Maciej Jakubowiak

Decyzja o wydaniu książki Dukaja tylko jako e-booka, odrzucenie papieru jako przestarzałego medium, współgra ze światem przedstawionym, w którym zagładzie ulega materia organiczna

Jeszcze 3 minuty czytania

Jest coś intrygującego w tym, że tworząc opowieść o zagładzie materii organicznej, Jacek Dukaj likwiduje jednocześnie papierową książkę. „Starość aksolotla” to nie tylko eksperyment rynkowy, to także próba sprawdzenia, jak mogłaby wyglądać literatura (w) przyszłości. Próba to jednak zachowawcza, choć może na tym właśnie polega jej wizjonerstwo.

Ukazanie się nowej książki Dukaja wzbudziło poruszenie w mediach, i to nie tylko tych, które poświęcają większą lub mniejszą uwagę literaturze. O „Starości…” pisano na stronach poświęconych technologiom, gadżetom, czytnikom e-booków. Bo to jednak nadzwyczajne, że uznany pisarz, autor tysiącstronicowych powieści drukowanych przez poważne wydawnictwo, decyduje się porzucić papier i wydać tylko e-booka. Nic więc dziwnego, że zwolennicy e-czytników i tabletów oraz fani elektronicznych gadżetów (sam się do nich zaliczam) uznali to za sygnał nobilitacji nowego medium. W sporze ze zwolennikami druku zyskali nagle poważnego sojusznika. I to nie byle jakiego, bo specjalistę od przyszłości.

Superprodukcja

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że w tym wypadku wydawcą Dukaja jest Allegro. Portal aukcyjny, który pokonał eBaya, próbuje od pewnego czasu znaleźć swoje miejsce na polskim rynku e-książek. Wydanie „Starości aksolotla” jest więc zarazem wielką akcją marketingową platformy sprzedaży e-booków. A wszystko wskazuje na to, że budżet tej produkcji literackiej z założenia przekracza planowane zyski ze sprzedaży książki.

Jacek Dukaj, „Starość aksolotla”.
Allegro, dostępna od marca 2015
Piszę „produkcji”, bo tekst Dukaja został wzbogacony o dodatkowe materiały. Gotowe do wrzucenia na drukarkę 3D wizualizacje robotów autorstwa Aleksa Jaegera, ilustracje i trailer zrobione przez agencję Platige Image, bogato ilustrowana strona internetowa samej publikacji oraz odświeżona strona Jacka Dukaja — to wszystko nie mogło być tanie. Tani jest za to sam e-book, który można kupić, w zależności od oferty (w końcu mamy do czynienia z portalem aukcyjnym), za około 10 zł. Ewidentnie sama cena również ma stanowić element promocyjny i zachęcić tych czytelników, którzy albo sami nie sięgnęliby po Dukaja, albo nigdy nie kupowali elektronicznych książek. Wreszcie, lada dzień ma się ukazać angielskie tłumaczenie książki autorstwa Stanleya Billa (któremu, nawet nie znając jeszcze efektów jego pracy, należy pochylić się w pas za podjęcie się tego zadania).

Machina marketingowa, której towarzyszą hasła „nowego wymiaru książki” i „wielowarstwowej literatury”, jest w tym przypadku imponująca. Jej celem jest nie tyle sprzedaż jednego produktu, ile wypromowanie całej platformy transakcyjnej, a w dłuższej perspektywie — wzmocnienie rynku e-booków w Polsce. Myliłby się jednak ten, kto chciałby wysnuć z tego wniosek, że Dukaj dał się podkupić i wykorzystać w kampanii reklamowej. Jeśli pomimo wszystkich fajerwerków uważnie przeczytamy „Starość aksolotla”, może okazać się, że cały ten technologiczny huraoptymizm odsłania swoją ciemną stronę.

Inny koniec świata

W Ziemię uderza fala neutronowa, która w ciągu paru godzin niszczy wszelką materię organiczną. Giną ludzie, zwierzęta, rośliny, nawet bakterie oceaniczne. Ostaje się tylko materia nieożywiona, przede wszystkim — internet. Niewielka grupa ludzi z całego świata w ostatniej chwili dokonuje transferu swojej świadomości do sieci. Odtąd ludzkość istnieje tylko jako software, działający na infrastrukturze komputerowej.

Dukaj powraca tutaj po raz kolejny do motywu przewijającego się w jego poprzednich powieściach. W „Perfekcyjnej niedoskonałości” bohaterowie „przepisują się” na kolejne poziomy abstrakcji, porzucając fizyczny świat. Podobnie w „Linii oporu” ludzie żyją nieustannie podłączeni do sieci, a funkcjonowanie samego ciała staje się coraz mniej ważne. W pisarstwie Dukaja ta dematerializacja zwykle oznaczała wzniesienie się na wyższy stopień rozwoju. Uwolnienie się od cielesności, czy to za pomocą technologii, czy jakiegoś rodzaju mistyki (jak w „Innych pieśniach” czy „Lodzie”), dawało obietnicę przezwyciężenia ograniczeń materii i pokonanie śmierci.

W „Starości aksolotla” ten ruch w górę krzywej rozwoju zostaje ironicznie zakwestionowany. Transfer świadomości do sieci jest tutaj nie tyle zdobyczą, co zwyczajnie katastrofą. Z tego też powodu nowych ludzi nie opuszcza potrzeba ucieleśnienia, wykorzystują więc tworzone przed zagładą mniej lub bardziej rozwinięte roboty, aby poruszać się po świecie i wchodzić ze sobą w interakcje. Ucieleśnienie okazuje się nie tyle doraźnym ograniczeniem umysłu, ile jego podstawową strukturą. A całkowita likwidacja natury prowadzi do odkrycia, że jej przeciwstawienie kulturze to kompletna pomyłka, bo tak jak natura ma swoją kulturę (jednym z kluczowych zagadnień podnoszonych w powieści jest epigenetyka), tak i kultura ma swoją naturę, a jedna od drugiej nigdy się nie uwolnią.

Dlatego pojawia się tu też problem fizycznych podstaw działania software'u, czyli infrastruktury komputerowej. Nieprzypadkowo głównym bohaterem powieści jest nie informatyk czy jakiś arystokrata ducha, ale właśnie spec od sprzętu. W nowym świecie uzależnionym od hardware'u okazuje się on niezastąpiony. Sprzęt zaczyna ujawniać swoje własne ograniczenia, a jego śmiertelność okazuje się tylko odroczona w czasie. W magazynie „Książki”, w artykule zapowiadającym publikację „Starości…”, Dukaj pisał: „Kierunek rozwoju komercyjnego środowiska cyfrowego jest bowiem oczywisty: to całkowity zanik, «rozpuszczenie» hardware’u i całkowicie nieograniczony, «bezoporowy» dostęp do software’u, czyli także do całej cyfryzowalnej kultury”. W swojej książce wskazuje jednak, że to „rozpuszczenie hardware'u” to zwykła bujda.

Platige Image

Jednym z pierwszych odruchów nowej cywilizacji jest chęć odtworzenia stanu sprzed katastrofy. Powrót do przeszłości jako plan na przyszłość to jednak, w kontekście wcześniejszego pisarstwa Dukaja, diagnoza niezwykle pesymistyczna. A choć pojawiają się w powieści takie społeczności, które odmawiają udziału w regresie — nazywają się heavy metalowcami — to z punktu widzenia samej opowieści traktuje się je jako przejawy ideologicznego zaślepienia. „Starość aksolotla” to bowiem opowieść o takim postępie, który nie do końca się udał i jedyne, co można z nim zrobić, to go po prostu odkręcić.

Nic się nie zmienia

Choć Dukaj w swoim pisarstwie opowiada o odległej często przyszłości i z najmniejszymi szczegółami konstruuje nowe światy, to jego powieści stanowią w istocie przenikliwe diagnozy współczesności. Wspomniana „Linia oporu” to w zasadzie projekcja współczesnych tendencji związanych z mediami społecznościowymi, która przez radykalizację pewnych mechanizmów z większą wyrazistością ukazuje ich właściwy charakter. Dotyczy to nawet historii alternatywnych, takich jak „Lód” czy „Xavras Wyżryn”, w których to, jak mogłoby być, czasem trudno odróżnić od tego, jak jest.

„Starość aksolotla” pod tym względem nawet bardziej bezpośrednio odnosi się do naszego dzisiaj. Jeden z bohaterów pyta: „czy w istocie cokolwiek się tu zmieniło od czasów sprzed Zagłady? Google tak czy owak trzymał u siebie kopie neuro każdego człowieka na Ziemi. Jeśli nie sporządzone przez IS3, to skompilowane ze wzoru jego internetowej aktywności”. I to właśnie uwarunkowania funkcjonowania internetu oraz naszych relacji z globalną siecią stają się główną odskocznią dla projekcji przyszłości. Ale pojawia się tu również wątek globalnego ocieplenia i nierozpoznanych odpowiednio mechanizmów regulowania atmosfery, których zachwianie może prowadzić do katastrofy.

Najważniejsze jednak pytania dotyczą kondycji ludzkiej. W jaki sposób na rozumienie tego, czym jest człowiek, wpływa zmiana fizycznych podstaw jego funkcjonowania? Czy robot z ludzką świadomością wciąż jest człowiekiem? A jeśli tak, to kim jest człowiek? W „Starości…” ta kwestia okazuje się kluczowa, bo cywilizacja transformersów zmierza do stworzenia człowieka na nowo. I nie chodzi tu wyłącznie o odtworzenie biologicznych podstaw życia organicznego i manipulacje genetyczne. Roboty tworzą bowiem człowieka na swoje podobieństwo, w pierwszej kolejności muszą więc same zrozumieć, kim lub czym są. Gorzkie rozpoznanie polegałoby na tym, że utrata ciała niewiele zmienia, a ludzie nie są tak znowu różni od robotów. Jak mówi jeden z bohaterów: „Czego szukasz? Człowieka? Naprawdę? Przyznaj się! — przede mną możesz się przyznać — najbardziej przeraża cię ta możliwość cicha, że w istocie nic, nic, nic się nie zmieniło”. Z tej perspektywy to, że głównym wyznacznikiem tożsamości ocalałych ludzi-maszyn jest ich zawód, a pozbawieni pracy pogrążają się w trupiej bezczynności, stanowi w zasadzie gorzką diagnozę społeczeństwa późnego kapitalizmu.

Poza zasadą technologii

Największym wyzwaniem, z jakim mierzą się nowi ludzie, jest zdolność do innowacji. Z jakiegoś powodu przeniesienie się do sieci blokuje twórczy potencjał bohaterów, skazując ich na przetwarzanie tego, co już stworzone. Poszukiwanie części zamiennych do robotów, z których korzystają, przypomina grzebanie w śmietniku. I nawet pozorny rozwój tej społeczności okazuje się tylko konsekwencją lepszego przyswajania dokonań cywilizacji ludzi. Nic nowego w tym świecie nie powstaje.

Dukaj w szczególnie zabawny sposób rozgrywa ten aspekt powieści. Bohaterowie wcieleni w roboty spotykają się w barach, żeby pić wódkę. Symulują relacje społeczne i zwykłe zachowania, które w zmienionych warunkach stanowią tylko pustą mimikrę. I nawet recytują klasykę humanistycznej kultury, nieznacznie ją tylko zmieniając: „Co po nas zostanie: rdza i miliard głuchych smartfonów”. Niemniej istotne jest to, że w chwili katastrofy narzędziami do transferu świadomości dysponowali najczęściej zapaleni gracze, którzy w nowym świecie odtwarzają znane sobie struktury społeczne. Dlatego świat zostaje podzielony na strefy wpływów gildii i aliansów, a język używany do opisu rzeczywistości brzmi jak gorzka parodia współczesnej popkultury.

Platige Image

Na tym pesymistycznym tle atmosfera technologicznej rewolucji towarzysząca ukazaniu się „Starości aksolotla” wygląda co najmniej podejrzanie. Decyzja o wydaniu książki wyłącznie jako e-booka, a w konsekwencji odrzucenie papieru jako przestarzałego medium, współgra ze światem przedstawionym, w którym zagładzie ulega materia organiczna, z której przecież powstaje papier. Śmierć książki okazuje się równoznaczna ze śmiercią człowieka. A pytania o ludzką tożsamość w warunkach wyłącznie cyfrowego świata prowadzą do pytań o możliwość cyfrowej literatury. Ten problem nie zostaje stematyzowany w powieści, ale zostaje przez nią samą zainscenizowany.

We wspomnianym już artykule w „Książkach” Dukaj pisze właśnie o tym, jakie konsekwencje dla kultury może przynieść rezygnacja z papieru. Choć z pewną przekorą broni nowego medium przed konserwatywną krytyką i twierdzi, że literatura jest „czymś zewnętrznym, potężniejszym i pierwotniejszym wobec książki papierowej, elektronicznej czy kolejnych jej inkarnacji”, to w jego argumentacji łatwo odnaleźć wyraźny sceptycyzm wobec nowych technologii. Książka bowiem, nie pierwszy zresztą raz podkreśla pisarz, ma tę niewątpliwą zaletę, że pozwala się skupić wyłącznie na lekturze, podczas gdy urządzenia elektroniczne nieuchronnie zachęcają do rozproszenia uwagi.

Takimi rozpraszaczami w formie odnośników usiana jest „Starość aksolotla”. Działają one jak przypisy i służą nie tylko wyjaśnianiu trudniejszych pojęć (IP, epigenetyka, metamateriały), ale stanowią również element literackiej narracji, definiując pojęcia należące do świata przedstawionego. W ten sposób jednak traci się jedną z przyjemności związanych z lekturą wcześniejszych książek Dukaja: rekonstruowanie złożonego słownika, który zwykle zaczyna nabierać sensu mniej więcej w połowie książki, zachęcając do ponownej lektury. W tym przypadku definicje mamy podane jak na tacy i za każdym razem możemy się do nich odwoływać.

Tyle tylko, że przypisy i przypisy do przypisów (zajrzyjcie do encyklopedii!), podobnie jak ilustracje do tekstu to żaden wynalazek. I nawet trójwymiarowe modele są tylko ozdobą, bo kto ma dzisiaj dostęp do drukarek 3D? Produkcja firmowana przez Allegro jest w najlepszym przypadku nieco bardziej atrakcyjną książką, wydaną ze względów rynkowych wyłącznie na jednym nośniku. I na niczym by nie straciła, gdyby ją po prostu wydrukować.

Bo i sama technologia, jak uczy opowieść Dukaja, niczego jeszcze nie zmienia. Nawet radykalne przekształcenie środowiska i narzędzi nie sprawi jeszcze, że zaczniemy inaczej z nich korzystać. Możemy zamienić kruche ciała na wielotonowe roboty, a i tak nie ominie nas melancholia, depresja i zazdrość. Możemy też spalić wszystkie książki i czytać wyłącznie e-booki, a literatura — pozostanie literaturą.