„Wschodnie obietnice”,  reż. David Cronenberg

„Wschodnie obietnice”,
reż. David Cronenberg

Michał Oleszczyk

Scenariusz Knighta był tekstem napisanym przez utalentowanego społecznika; pod ręką Cronenberga zamienił się w dzieło wybitnego artysty

Jeszcze 1 minuta czytania


Wydawało się, że „Wschodnie obietnice” to będzie w Polsce dystrybucyjny pewniak: w obsadzie same gwiazdy, reżyser kultowy, a na dokładkę nasz Jerzy Skolimowski w dużej roli wujka Naomi Watts. Ale nie. Oto film trafia do nas po trzech latach od premiery, i to tylko na DVD. Znika tym samym źródłowa koincydencja z równie krwawym (i równie londyńskim) „Sweeney Toddem” (2007). To, co nie przemija, to ranga samego filmu: jednego z najlepszych, jakie Cronenberg nakręcił.

Scenariusz Stevena Knighta był tekstem napisanym przez utalentowanego społecznika; pod ręką Cronenberga zamienił się w dzieło wybitnego artysty. Kto pamięta „Niewidocznych” (2002) Stephena Frearsa – także według Knighta – ten może sobie wyobrazić, czym „Wschodnie obietnice” się nie stały. Opowieść zamierzona jako reportaż o rosyjskim podziemiu mafijnym w Londynie stała się filozoficznym sequelem do „Historii przemocy” (2005): traktatem o konflikcie tożsamości wpisanej w nasze ciało przez geny z kulturą, w jakiej wzrastamy i z wolną wolą, którą każdy posiada.

„Wschodnie obietnice”, reż. David Cronenberg.
USA 2007, na DVD od 5 maja
Film otwiera podwójny przelew krwi: jedna struga tryska pod ostrzem brzytwy, druga leje się ze sponiewieranego ciała ciężarnej kobiety. Najpierw trup, potem narodziny. Jak na film o cielesności przystało, kluczowym wątkiem późniejszych partii jest tatuaż i jego rola w rytualnym budowaniu (fałszywego?) „ja” – a także sama przemoc, dokonywana tu w całości bez użycia broni palnej, za to w spazmach ciosów i cięć nożem. Nawet seks wygląda u Cronenberga jak przemoc właśnie: cielesne kłębki po kopulacji i po (zdumiewającej!) nagiej walce w tureckiej łaźni, są do siebie łudząco podobne.

Na całą ową nasyconą atawizmami cielesność Cronenberg nakłada filtr tożsamości narodowej i klanowej: to rozmiękczanej, to umacnianej kontekstem wielokulturowego Londynu. Rzewne wykonanie „Oczu czarnych” nad dymiącym barszczem sąsiaduje tu z krwawymi porachunkami rosyjskiej mafii, dowodzonej przez satanicznego Siemiona (Armin Mueller-Stahl). Wyparty homoerotyzm jego syna Kiriła (Vincent Cassel) staje się kołem zamachowym jednej serii zdarzeń, podczas gdy seria druga zaczyna się wspomnianym już porodem.

Niezwykle klarowny narracyjnie, a zarazem bardzo niekonwencjonalny, scenariusz Knighta ma dwie postaci centralne – położną Annę (Naomi Watts) i mafijnego żołnierza Nikolaia (Viggo Mortensen) – które wszak nie schodzą się w ekranową parę. Kobieta i mężczyzna zamieszkujący co prawda jedno tylko miasto, ale zarazem dwa różne światy, zjednoczą się tylko po to, by umożliwić bezpieczny transfer nowego człowieka z jednej warstwy do drugiej.

Londyn ukazany przez Cronenberga smakuje Dickensem, podobnie zresztą jak finałowa kulminacja mająca miejsce w ciemnym zaułku i dotycząca dalszego losu niemowlęcia. Baśniowość centralnej sytuacji (osierocone dziecko, jego bezdzietna opiekunka, zaskakujący pomocnik z pogranicza prawa i występku) jest tu wygrana także dzięki niewinności Wielkiej Nieobecnej, czyli owej Tatiany wykrwawiającej się na śmierć i dającej życie jednocześnie na samym początku filmu.

Tatiana obecna jest we „Wschodnich obietnicach” jako głos wyrzutu, ale i głos zawiedzionej nadziei. Dziewczyna z Rosji emigrująca na Zachód, bo „tam przyszłość ma miejsce już dziś”, reprezentuje sen o lepszym świecie. Przedziwny film Cronenberga, zagrany przez międzynarodowy zespół aktorski bez ani jednego Rosjanina w głównej roli – z rozmaitymi wersjami udawanego rosyjskiego akcentu w funkcji motywu muzycznego – budzi szacunek nie tylko filozoficznym namysłem, ale także rozpiętością emocji, jakich udaje mu się dotknąć.

W scenariuszu Knighta tatuaże były zaledwie częścią anegdoty. Cronenberg zrobił film o piekle nasyconym krwią i tuszem, z którego udaje się wyrwać pojedyncze ludzkie istnienie. W ostatniej scenie dziecko jest bezpieczne, nowa matka rozwiesza białe pranie, a na zewnątrz świeci słońce. I tylko mięso leżące na stole przypomina, że idylla miała swój początek w bebechach.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.