Trudna sztuka

Maciej Jakubowiak

Książki Jasia Kapeli rejestrują pewien proces dokonujący się w publicznej komunikacji. Choć „Dobry troll” to, prawdę mówiąc, literacki gniot

Trudna sztuka

Jeszcze 2 minuty czytania

Trudna sztuka

Osiem lat temu w jednym z wierszy z tomu „Życie na gorąco” Jaś Kapela pisał: „Stać mnie na więcej. / Stać mnie na więcej, / lecz wolę oszczędzać”. Dziś już wiadomo, że to była tylko blaga, a Kapela wyrósł na pisarza ostentacyjnie złego. W tej ostentacji jest jednak coś symptomatycznego, co każe zastanowić się nie tylko nad literaturą, ale też światem, który chce ona opisywać.

W ciągu tych ośmiu lat Kapela nie tylko przeprowadził się z Krakowa do Warszawy, ale stał się również jednym z najlepiej rozpoznawalnych felietonistów Krytyki Politycznej. Ta rozpoznawalność wzięła się z bezceremonialnych prowokacji, w których Kapela przetwarzał elementy lewicowego programu KP na personalne zaczepki. Dostawało się Rafałowi Kosikowi, Szczepanowi Twardochowi, burmistrzowi warszawskiego ŚródmieściaElżbiecie Bieńkowskiej. Ukoronowaniem tych złośliwości było zgłoszenie do prokuratury facebookowej strony „Nie dla islamizacji Europy” — za nawoływanie do nienawiści na tle religijnym, oraz Rafała Ziemkiewicza — za znieważenie papieża. Zresztą to pierwsze zgłoszenie oraz zdjęcie na tle pewnego naściennego napisu sprawiły, że na Kapelę wylała się fala internetowej nienawiści.

Jaś Kapela, „Dobry troll”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 320 stron, w księgarniach od maja 2015

Kapela najwyraźniej zupełnie poważnie traktuje imperatyw ze swojego felietonowego wierszyka „Przesłanie pana Trollito”: „masz mało czasu trzeba wkurwić wszystkich”. Trolling w wykonaniu autora „Janusza Hrystusa” jest o tyle przewrotny, o ile wymierzony jest najczęściej w tych, którzy sami trollują, tak jak w przypadku „Nie dla islamizacji Europy”. W środowisku Krytyki Politycznej Kapela obsługuje komunikację (ale czy ktoś tu się w ogóle komunikuje?) z zupełnie innymi grupami społecznymi niż te, do których odwołują się poważni publicyści, tacy jak Sławomir Sierakowski czy Michał Sutowski. Z jednej strony prowokuje rozemocjonowanych zwolenników prawicy, z drugiej przyciąga lewicową hipsterkę. Wychodzi z tego coś na kształt hejterskiej pop-lewicy, sprowadzającej się do kilku naczelnych sloganów i nieeleganckich zagrań.

Kuzyn Cartmana

Najnowsza powieść Jasia Kapeli, „Dobry troll”, ma najwyraźniej być rozwinięciem tej strategii, „Przesłaniem pana Trollito” rozpisanym na objętość powieści. Wydaje się, że miałoby tu chodzić o taki właśnie rodzaj satyry pisanej z lewicowej perspektywy. Lista kwestii, które zostają w powieści poruszone, układa się w lewicowy słownik podstawowy: koszty transformacji ustrojowej, globalny kapitalizm, homofobia, antysemityzm, rola Kościoła w życiu publicznym, konserwatywna polityka historyczna i hipokryzja amerykańskiej wojny z terroryzmem. Byłoby to więc coś na kształt literatury tendencyjnej o lewicowym odchyleniu.

Ta lewicowość przestaje być jednak tak jednoznaczna, gdy przyjrzeć się samemu bohaterowi — Januszowi, dobremu trollowi. Ani w jego wychowaniu, ani w życiorysie nie sposób znaleźć elementów biografii lewicowego czy społecznego aktywisty. Syn byłych opozycjonistów, którzy wzbogacają się na transformacji, od najwcześniejszego dzieciństwa odpychająco brzydki i równie złośliwy, prowokuje i jątrzy nie ze względu na polityczne przekonania, ale po prostu z nudy. Niewygodne pytania stawiane nauczycielkom, brutalna szczerość wobec rodziców, wyżywanie się na słabszych kolegach, a nawet organizacja obchodów Międzynarodowego Dnia Walki z Ubóstwem — wszystko to jest zupełnie pozbawione substancji, a stanowi tylko użyteczne narzędzie, zwyczajnie, „wkurwiania” innych.

Tylko przypadkiem okazuje się, że to słownik lewicowy lepiej służy temu celowi. Kapela zdaje się przez to sugerować, że wyłącznie lewica jest dziś w stanie wytrącić z równowagi. Dlatego też skuteczny troll okazywałby się jednocześnie trollem dobrym, nawet jeśli pozbawionym dobrych intencji. Kimś podobnym do — z zachowaniem wszystkich proporcji — Mefistofelesa, który „zła pragnąc, dobro czyni”. Ale i to jest pozorem, bo trollingowe przedsięwzięcie wieńczące karierę Janusza jest już tylko prowokacją czystą, pozbawioną jakiegokolwiek ostrza ideologicznego. Tak to zresztą tłumaczy sam bohater:

Trolling to trudna sztuka, ale nie niemożliwa do nauczenia. Przede wszystkim trzeba zrozumieć, że to jest gra. Nic tutaj nie dzieje się na poważnie, choć uczestnicy tej gry nie zawsze są tego świadomi. I o to też zresztą chodzi. Gdyby wszyscy byli świadomi, że to gra, nie byłoby całej zabawy. Najłatwiej dojechać kogoś, kto bierze nas na poważnie. Kogoś, komu brakuje dystansu. Kogoś, kto ma uczucia, które można by zranić. Oczywiście prawie każdy ma jakieś uczucia, ale sęk w tym, żeby dotrzeć do tych, które są dla tego kogoś szczególnie ważne. Kocha dzieci? Wyślij mu obrazek bobaska gwałconego analnie. Martwi się o los biednych czy uchodźców? Napisz, żeby „przyjął ich do własnego domu. Bo ty nie zamierzasz na nich płacić ze swoich podatków”. Jakby naprawdę z jego żałosnej pensji korwinisty na poślednim stanowisku urzędniczym można było utrzymać choćby ćwierć obozu dla uchodźców.

Troll Janusz nie jest więc ani lewicowy, ani prawicowy. Najbliżej mu pewnie do znanego z „South Parku” Erica Cartmana, złośliwego grubasa, który wypierając własne problemy, jest gotowy posunąć się do najgorszych podłości. Przodkiem ich obu byłby natomiast Dyl Sowizdrzał, posuwający się do złośliwych kawałów wszędzie, gdzie zawędruje.

Jeśli jednak trollowanie okazuje się z gruntu apolityczne i bardziej związane z indywidualnymi kompleksami niż ideologicznymi projektami, to jak wobec takiej diagnozy sytuuje się felietonistyka samego Kapeli? Czy miałby to być jakiś rodzaj wyznania, że w lewicowej krytyce nie o politykę chodzi, ale tylko o własne „ja”? Czy może cała ta powieść jest trollingiem na wyższym jeszcze poziomie, na którym ofiarami prowokacji padają Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego (które udzieliło Kapeli stypendium na napisanie „Dobrego trolla” — kopia wniosku jest załącznikiem do książki) i sami czytelnicy?

Badziewie

Rozpatrywanie politycznego usytuowania „Dobrego trolla” i dociekanie złożonych strategii tej powieści — wszystko to może się wydawać w kontekście książki Kapeli marnym żartem. Pewnie bardziej na miejscu jest rozpisana na głosy ironiczna recenzja, jaką napisał Jan Bińczycki. Bo też „Dobry troll” to jest, prawdę mówiąc, literacki gniot.

Fabuła jest tu co najwyżej pretekstowa, postaci to, w najlepszym wypadku, marnie skopiowane klisze, a pod względem stylistyki mamy do czynienia z pospolitym grafomaństwem. Nie jest też tak, żebyśmy mogli czerpać perwersyjną przyjemność z wyrafinowanych złośliwości bohatera, bliżej mu raczej do „mistrza ciętej riposty” ze znanego suchara. Cała ta książka jest literacko tak dobra, jak wizualnie atrakcyjna jest jej okładka. Niespecjalnie. Po co więc marnować na „Dobrego trolla” klawiaturę?

Mamy tu do czynienia z dosyć pokrętną strukturą, która nieco komplikuje kwestie literackiej oceny. W końcu narratorem całej tej historii jest bohater, który nawet jeśli nie kompromituje się doszczętnie, to nigdy raczej nie zyskuje sympatii. I sam kształt opowiadania może zostać potraktowany jako kolejny przyczynek do jego charakterystyki. A trudno, żeby protagonista, który jest trollem, tworzył wyrafinowane zdania. Podejrzany narrator produkuje podejrzaną narrację. Co prawda, znając wcześniejsze wiersze i powieści Kapeli, można się domyślać, że marna jakość tej prozy jest dowodem raczej abnegacji autora niż jego ironicznego stosunku do bohatera. Nie ma to jednak większego znaczenia.

Ważniejsze jest to, że książki Jasia Kapeli, a „Dobry troll” pewnie w najwyższym stopniu, rejestrują pewien proces dokonujący się w publicznej komunikacji. Felietonista Krytyki Politycznej nie udaje, że obraca się w środowisku elitarnej kultury, gdzie czytuje się Becketta i Joyce'a, a smak wizualny kształci na obrazach Pollocka. Codziennością kultury są za to nagłówki z „Faktu”, idiotyczne komentarze pod marną publicystyką na wiodących portalach i żenujące memy z Demotywatorów. Trolle natomiast, czyli najskuteczniejsi uczestnicy debaty publicznej, nie są cynikami nadającymi wielopoziomowe komunikaty, ale zwyczajnymi chamami.

Literatura, która mierzy się z tą rzeczywistością, nie wychodzi z tego spotkania niezmieniona, ale sama przekształca się w badziewie. Jak przekonywał niedawno na tych łamach Piotr Karwowski: jaka rzeczywistość, taki realizm. Dlatego pewnie warto przeczytać „Dobrego trolla”: żeby z pełną wyrazistością zobaczyć nieatrakcyjne oblicze współczesności.