Z wysoka widok jest piękniejszy

8 minut czytania

/ Sztuka

Z wysoka widok jest piękniejszy

Anka Herbut

Dużo ciała, tego kruchego. Ludzkiego i zwierzęcego. Nie o ciało w tym wszystkim jednak chodzi. Działania Honoraty Martin mają charakter radykalnie duchowy – artystka do niedzieli koczuje w Parku Bródnowskim w Warszawie

Jeszcze 2 minuty czytania

Wystawa „Bóg małpa” Honoraty Martin we wrocławskiej galerii BWA Awangarda to czołowe zderzenie dwóch systemów: tego, który początków człowieka upatrywać każe w zapisanym w Biblii boskim geście stworzenia i tego, który za pomocą maszyny antropologicznej to, co ludzkie wyprowadza oraz separuje od tego, co właściwe całej reszcie naczelnych. Niemożliwość pogodzenia obydwu genealogii, tarcia pomiędzy fundującymi je założeniami i wynikającymi z nich wizjami człowieka, u Martin skutkują potrzebą stworzenia autorskiego systemu, w którym dryfują tezy i przykłady zapamiętane z lekcji biologii i religii, ale dominująca rola człowieka nad resztą stworzenia zostaje podana w wątpliwość. Punktem jak w soczewce skupiającym w sobie refleksje na temat organizujących odbiór rzeczywistości porządków myślowych i kompulsywne pragnienie doświadczania potencjalności własnej śmierci jest u Martin ciało. Dużo ciała: tego kruchego, z premedytacją poddawanego próbom wytrzymałości i ryzykownym doświadczeniom. Ludzkiego i zwierzęcego. Chorego, starzejącego się, funkcjonującego na granicy życia i śmierci. Ciała ufnego i bezbronnego. Nie o ciało w tym wszystkim jednak chodzi. Bo działania i prace wizualne Martin mają charakter radykalnie duchowy, nie somatyczny.

Honorata Martin znana jest przede wszystkim z tego, że bez wyznaczonego celu i zamierzonej trasy wyruszyła w Polskę, licząc na gościnność przypadkowo poznanych ludzi, śpiąc w ich domach i wkraczając swoją intymnością w ich intymność („Wyjście w Polskę”, 2013). Obdarzając ich zaufaniem i zaufanie w nich wzbudzając. Skupiała się wtedy na samym działaniu, nie na okolicznościach mu towarzyszących, na jakości doświadczenia – nie na punkcie dojścia. Na czasie teraźniejszym. W działaniu „Przyjdź i weź co chcesz” (2011) zaprosiła do swojego mieszkania ludzi i rozdała wszystko, co miała, rezygnując z przywileju posiadania własności, łamiąc twarde prawa wymiany ekonomicznej i pozbywając się zmaterializowanych pamiątek po własnej przeszłości. Najnowsza wystawa „Bóg małpa” czas przeszły i przyszły łączy w perspektywie śmiertelności: świadomego jej przeżywania, czysto cielesnego doświadczania i pytania o jej sens. Bezbronności zwierząt z wideodokumentacji Martin całkiem blisko do bezbronności człowieka. Kiedy w performansie „Honorata i Sasko” artystka idzie środkiem kilkupasmowej, ruchliwej ulicy, niosąc na rękach swojego psa, można odnieść wrażenie, że pies czuje się zupełnie bezpieczny w jej ramionach. Choć za duży i za ciężki, choć niemalże wypada jej z rąk... Można odnieść wrażenie, że człowiek jest tu dla zwierzęcia instancją, której sam został dziś niejako pozbawiony. Sasko nie może chodzić. W innym obrazie podglądany przez kamerę w najbardziej prozaicznych momentach, próbuje się przemieścić, ale z trudem porusza tylnymi łapami, zmuszony ciągnąć je za sobą. Słychać ostry szum wiatru. Obraz traci ostrość, kamera skupia się na zarastających pole trawach, by po chwili znowu odsłonić pejzaż z Sasko. Pejzaż pozbawiony kolorów i estetycznych ozdobników, bez korekty i akcji, bez dramaturgii. Tak to wygląda. Tak jest. I nawet gdyby Sasko mógł iść, to wolałby zostać na rękach i pozwolić się nosić. Tak jest bezpiecznie. Tak lepiej.

Martin na wewnętrznej stronie ramienia ma wytatuowanego goryla. Zaprojektowała go jej przyjaciółka Emilka, która zginęła w Tatrach podczas wspinaczki. W opisie jednej z prac czytamy: „Bezsensownie przypadkowa śmierć. Podobna śmierci zwierząt, które w sensie wyższym, duchowym, umrzeć mogą najwyżej w ofierze. Sens bywa zagrożeniem”. Te poetycko-refleksyjne komentarze do prac Martin, będące efektem rozmów kuratorki wystawy Anny Mituś z artystką, budują tutaj linię narracyjną wystawy: pozwalają eksponowane prace zdekodować przez pryzmat prywatnych lęków, pytań i doświadczeń. Dokładnie w tym miejscu odbiorca spotyka się z „Bogiem małpą”.

1. i 2. Honorata i Sasko / fot. Kamila Chomicz  3. i 4.  „Przygotowanie kości z babcią Halinką”a  

Małpa zajmuje na tej wystawie zresztą dość istotne miejsce – stojąc na przeciwległym wobec człowieka biegunie antropologicznym, teoretycznie odsyła do tego, co zwierzęce. Tylko że Martin małpy przedstawia w serii ujęć malarskich i rysunków, tradycyjnie zarezerwowanych dla człowieka: niektóre „Twarze” przypominają obrazy świętych, inne wywieść można z tradycji portretowej, jedna wpisana została w koło, u da Vinci obejmujące człowieka witruwiańskiego... Za każdym razem jednak Martin skupia się na spojrzeniu, spojrzenie małpy spotykając ze spojrzeniem widza. Obok umieszczona została replika skrępowanego i przywiązanego do drewnianego rusztowania goryla ogromnych rozmiarów. Rusztowanie przypomina krzyż, niemal automatycznie kojarzony z tradycją chrześcijańską. Rozmiar małpy i jej unieruchomienie, obcowanie z materialnością martwego ciała i na wpół otwarte, pozbawione spojrzenia oczy każą w tej symulacji upatrywać spotkania z tym, co ostateczne. Na tej samej zasadzie, na której własną śmierć falstartem „przeżywa” w swoich performansach Martin.

„Bóg małpa”, wystawa Honoraty Martin, kuratorka: Anna Mituś, BWA Wrocław, do 5 lipca 2015.

„Zadomowienie”, działanie Honoraty Martin w Parku Rzeźby na Bródnie w Warszawie, 19 czerwca – 5 lipca 2015 (finał)

W korytarzu prowadzącym do jednego ze skrzydeł galerii leżą porozrzucane odlewy kości zwierząt wymarłych i gatunków wciąż żyjących. Podeptanych i pokruszonych: żeby zobaczyć dalszą część wystawy, trzeba po nich przejść. Dalej: trzykanałowe wideo złożone z obrazu obmywania kości przez artystkę w morzu, opalania ich w płomieniach oraz rozmów z babcią Haliną, podczas gotowania i oskrobywania ich z mięsa. Jeszcze dalej: w oszklonej przestrzeni z witryną wychodzącą na ulicę, Martin wypisała na ścianie ogromnymi literami: DZIĘKUJĘ CI BOŻE ZA ŚWIAT PEŁEN DOBROCI, MIŁOŚCI I SZACUNKU. Obok namalowała mural goryla-trofeum.

Jest na wystawie w BWA jeszcze jedna szczególna praca, pokazywana jako wideodokumentacja performansu i fotografia: „Z wysoka widok jest piękniejszy” tytułem nawiązująca do filmu Anki i Wilhelma Sasnali. W „Z daleka widok jest piękny” dystans pozwalający nie zauważać zła rozlewał się horyzontalnie, u Martin relacja wobec mało optymistycznej rzeczywistości ma charakter zdecydowanie wertykalny. Honorata stoi na dachu wieżowca: w kadrze widać rękę mężczyzny, trzymającą ją za włosy. Martin wychyla się coraz dalej w kierunku przepaści, w pełni zależna od tego, kto ściska w ręce jej włosy.

Honorata MartinHonorata Martin, „Z wysoka widok jest piękniejszy”, dokumentacja performansu /  fot. Kamila Chomicz

Kiedy w 1980 roku Marina Abramović i Ulay dokumentowali performans „Rest Energy”, ona trzymała napięty łuk, on strzałę. Ryzyko i odpowiedzialność rozkładały się równo po obydwu stronach, uwagę widza skupiając tym samym na wzajemnym zaufaniu i głębokości łączącej ich relacji. U Martin trzymająca ją ręka pozostaje anonimowa, a w kadrze prócz artystki, dachów i zachmurzonego nieba nie ma nic innego. Ją samą oglądamy jedynie od tyłu – podobnie jak w serii prac „Wiszenie”, w których Martin zwiesza się z wpisanych w pejzaż blokowiska balkonów. Tu nie stawia się już pytań o relacje z drugim człowiekiem, zaufanie czy empatię, ale o to, co najbardziej podstawowe: o samotność, o nasze miejsce w historii naturalnej, o nasz własny sens, który możemy i musimy nadać światu. O zmianę perspektywy panreligijnej i antropocentrycznej na posthumanistyczną: „małpy to my – na obraz i podobieństwo. Patrzymy, reagujemy, kopulujemy, zabijamy za dostęp do zasobów, manipulujemy, hodujemy psy, żeby broniły nas przed innymi psami i psami innych. Jeśli to okropne, to jesteśmy okropni. Tak życie urządziło się na świecie”.