Baśń o Mani

Agnieszka Słodownik

„Enough” Isaaca Cohena to wizualno-muzyczny poemat na spowolnione pół godziny

W czerwcu 2015 roku na świat przyszła Mani (znak zodiaku: Bliźnięta) ze swoim pięknym ogonem, który przypomina wielowymiarowy pióropusz. W parku pewnie mieniłby się w słońcu, ale w paramorskiej lub kosmicznej krainie, przez którą podróżuje Mani, przywodzi na myśl raczej ruch włosów zanurzonych w wodzie – leniwie faluje zgodnie z kierunkiem wyznaczanym przez tutejsze siły i świetlny kursor myszki. Na tym i przechodzeniu dalej, jak to się elegancko mówi, polega cała interakcja w opowieści „Enough” Isaaca Cohena.



Historia wymaga pół godziny, działającej w trybie pełnoekranowym przeglądarki (F11) i słuchawek lub głośników. Nastrój prosi się o zmrok lub szczelnie zamknięte żaluzje. Projektowi przyklejono metkę interaktywnej książki ilustrowanej (picture book). Autor we wstępie dzieli się swoją miłością do ilustrowanych książek, które pochłaniały go w dzieciństwie i pozwalały poddać magii wyobraźni. „Enough” faktycznie przypomina baśń. Opowieść o Mani to wizualno-muzyczny poemat (momentami może nieco przegadany). Każda z przestrzeni, przez które przepływamy, przelatujemy, które stają się przez chwilę naszym środowiskiem, oprawiona jest w hipnotyzującą elektronikę. Narrator słowami tłumaczy świat, prowadzi przez niego.

Mani szuka siebie, jakiejś prawdy o tym, po co jest. Trochę ją tu wrzucono. Napotyka na majestatyczne grające kryształy, śpiewający las, nawiedzone drzewo. Ma wiele pytań, w końcu pojawiają się i odpowiedzi. Żeby uniknąć spoilowania, wspomnę tylko, że w chórze zawsze raźniej. A że rozwojowi opowieści przyświeca motto z Rumiego, to wymowa całości ma charakter sufickiego traktatu o pokorze i uważności.

Kadr z „Enough”

Nie tylko ogon Mani faluje od niechcenia, cały ruch w tej przestrzeni jest spowolniony, stąd skojarzenie ze światem podwodnym lub przestrzenią kosmiczną i dryfowaniem kosmonauty w skafandrze w oderwaniu od statku-matki. Mani zmaga się ze sobą i jest równie samotna jak dr Ryan Stone, gdy Matt Kowalski oddala się coraz bardziej.


Jak Cooper za regałem z książkami.


Rytm tej opowieści przypadnie do gustu wyznawcom podróży trwających dekady (pamiętacie Ripley budzącą się po 57 latach hibernacji?). Jest leniwy, a narrator przypomina nam, że pomiędzy jedną a drugą sceną mija wieczność, czasem się też powtarza, jakby chciał coś dobitniej powiedzieć albo jakby trochę za bardzo naprężał emocjonalną strunę. Odbiór tej dawki zależy od nastroju.

Autor „Enough” Isaac Cohen jest muzykiem, badaczem, programistą interfejsów. Na co dzień pracuje w firmie Leap Motion w Kalifornii, która sprzedaje między innymi małe pudełeczka (kontrolery) o tej samej nazwie, służące przemianie szarego użytkownika w Toma Cruise'a z „Raportu mniejszości”. Cohen jeździ na konferencje i widać, że również prezentacja jego autorstwa ma wzruszać. Wkręcony w swoją pasję entuzjasta. Na Twitterze anonsował „Enough” jako dzieło swojego życia, małego życia.

Bardzo skromnie.