Nieoczekiwana zmiana miejsc
fot. joepyrek / CC BY-SA 2.0

13 minut czytania

/ Obyczaje

Nieoczekiwana zmiana miejsc

Bartosz Żurawiecki

Shereen El Feki, autorki książki „Seks i cytadela”, stawia pytanie, czy Arabska Wiosna stanie się również zarzewiem rewolucji seksualnej na miarę tej, jaką Europa i Ameryka urządziły sobie w roku 1968

Jeszcze 3 minuty czytania

„Kiedy opuścił mnie Mohammed, długo jeszcze wibrowałem promienną ekstazą i choć już dzięki niemu pięć razy osiągnąłem rozkosz, ożywiałem jeszcze nie raz jeden swoje porywy, a wróciwszy do hotelu, przedłużałem aż do rana ich echa”. W autobiograficznej książce „Jeżeli nie umiera ziarno…” (wydanej w roku 1926) André Gide opisuje swą młodzieńczą podróż do Algierii. Chowany w surowym protestanckim domu, edukowany do mieszczańskich obowiązków tu po raz pierwszy zaznaje cielesnych przyjemności i godzi się ze swą seksualnością. Jego dotychczasowe doświadczenia miłosne ograniczały się do planowania małżeństwa z kuzynką i czułych chłopięcych przyjaźni, w których jednak wszelki kontakt fizyczny był niedozwolony i niehonorowy. W Algierii Gide poznaje też Oscara Wilde’a i lorda Douglasa podsuwających mu arabskich chłopców. Jest rok 1895. Po powrocie z Algierii artysta wraca również do swych mieszczańskich powinności. Żeni się z kuzynką, zostaje burmistrzem i… pisarzem-skandalistą sławiącym „immoralizm”. Wizyta na Wschodzie otworzyła go, odblokowała, zainspirowała do buntu i propagowania „wywrotowych treści” na kartach książek.

W ostatnich, algierskich rozdziałach autobiografii Gide’a pojawiają się wreszcie takie słowa jak: „rozkosz”, „ekstaza”, „lubieżne”, „podniecenie”, „kopulacja”. Jest dużo „czaru”, „wilgotnych zapachów”, „prawdziwej zazdrości”… Wszystkie te określenia jednoznacznie przynależą do Algierii, która z punktu widzenia zapiętego dotąd na ostatni guzik paryskiego młodzieńca z dobrego domu zdaje się piekłem, ale piekłem absolutnie zniewalającym. Od Francji, której przecież jest kolonią, oddziela Algierię szczelny mur. Gdy André postanawia sprowadzić jednego ze swych arabskich przyjaciół do Paryża, matka pisarza wpada w panikę, wzywa na pomoc krewnych, znajomych, a nawet członków służby, byle tylko zapobiec temu skandalowi.

Wizja Orientu jako ogrodu rozkoszy ziemskich, gdzie można przeżyć nieziemski seks i doświadczyć mistycznych odlotów po zażyciu środków wspomagających (haszysz etc.), jest bardzo silnie zakorzeniona w kulturze zachodniej. A przynajmniej była jeszcze całkiem niedawno. Można ją odnaleźć chociażby w powieściach Paula Bowlesa, także w rozmaitych filmach ukazujących zgubne niekiedy a przemożne pokusy Wschodu. W jednym z nich, zatytułowanym po polsku „W stronę Marrakeszu” Kate Winslet gra młodą kobietę, która pod wpływem kontrkulturowych idei, przeciwstawiających prawdę i autentyczność Wschodu kłamstwu i opresji Zachodu, jedzie do Maroka z dwiema córkami szukać „wolności i miłości”. Kto by jednak dzisiaj szukał w Maroku wolności?

Pamiętam moją pierwszą podróż w tamte rejony, do Egiptu, z pewnością nie tak podniecającą jak ta André Gide’a, bo przebytą w towarzystwie matki i w ramach orbisowskiej wycieczki, lecz może także wartą wzmianki. Był rok 1989, kończyłem właśnie liceum i byłem, wyrwanym z PRL-owskiego baraku, chłopcem, który o sobie wiedział niewiele, a o świecie i seksie zgoła nic – jako dowód służy fotografia, na której siedzę na wielbłądzie w słomkowym kapeluszu, koszulce wepchniętej niezgrabnie do długich spodni i skarpetach wciśniętych do sandałów. Kair przerażał mnie swym chaosem i hałasem, ale jednocześnie wydawał mi się przesycony homoerotyczną atmosferą. Mylnie bowiem brałem widok dwóch chłopców idących pod rękę za znak ich intymnej bliskości, a nie za dozwoloną w tamtej kulturze ekspresję męskiej przyjaźni.

Pewnego dnia moja maman koniecznie chciała kupić buty i inne artykuły skórzane. Chodziliśmy więc po eleganckiej ulicy od sklepu do sklepu, aż w jednym z nich właściciel, szpakowaty mężczyzna w średnim wieku spojrzał w me nastoletnie oczy schowane pod słomkowym kapeluszem, chwycił moją rękę i zaczął ją głaskać, nie zważając na obecność rodzicielki, ze słowami: „beautiful! very beautiful!”. Usiedliśmy z wrażenia. Mężczyzna nie puszczał mojej dłoni i nie przestawał powtarzać „beautiful”, a tymczasem jego sprzedawczynie przynosiły mamie kolejne skórzane akcesoria. Dumna z tego, że ma syna, który budzi takie zainteresowanie, kupiła w tym sklepie wszystko, co chciała i czego nie chciała. Ja zaś, gdyby nie presja rodzinna i harmonogram wycieczki, z pewnością poszedłbym tam na zatracenie. Właściciel jeszcze długo stał w progu, machając nam na do widzenia, matka zaś zapytała mnie zakłopotana: „To był chyba jakiś pe… pe...?”. Czerwony na twarzy, mimo słomkowego kapelusza chroniącego przed słońcem, wzruszyłem jedynie ramionami.

Shereen El Feki, „Seks i cytadela. Życie intymne w arabskim świecie przemian”, przeł. Agnieszka Nowakowska. Czarne, 428 stron. W księgarniach od 6 maja 2015Shereen El Feki, „Seks i cytadela. Życie intymne w arabskim świecie przemian”, przeł. Agnieszka Nowakowska. Czarne, 428 stron. W księgarniach od 6 maja 2015Egipt jest też głównym polem badań Shereen El Feki, autorki niezwykle ciekawej książki „Seks i cytadela. Życie intymne w arabskim świecie przemian”, wydanej właśnie po polsku. El Feki – „pół Walijka, pół Egipcjanka, wychowana w Kanadzie” – stawia pytanie, czy Arabska Wiosna, która niedawno przeszła przez kraje Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, stanie się również zarzewiem rewolucji seksualnej na miarę tej, jaką Europa i Ameryka urządziły sobie w roku 1968. Autorka zaczyna jednak od rozważenia kwestii, dlaczego Wschód z Zachodem zamieniły się miejscami. Co się stało, że teraz to Zachód jest uważany za krainę seksualnej wolności (lub, jak kto woli, za siedlisko rozpusty i zepsucia)? Obraz Orientu jako utraconego erotycznego Edenu nie jest dla El Feki ani iluzją, ani przejawem postkolonialnej przemocy. Na dowód przytacza nie tylko fragmenty dziennika Gustava Flauberta, opisującego z detalami swe przygody w Egipcie z przedstawicielami obojga płci, ale przede wszystkim przywołuje dawną literaturę arabską pełną soczystych, zmysłowych opisów rozmaitych uniesień erotycznych.

Otwieram na chybił trafił wydany w serii Biblioteki Narodowej Ossolineum tom „Poezja arabska. Wiek VI–XIII”. Al-Buhturi, żyjący w latach 822–899 pisze:

W przyrodzeniu kobiety ukrywa się rozkosz
i lek najlepszy, jeśli odnaleźć go zdołasz.

A Ibn Sana al-Mulk (1155–1211) lamentuje:

Przyszedł zaledwie na połowę nocy
taki okrutny jest mój ukochany.

I właściwie na każdej stronie można znaleźć podniecające wersy.

W odrzuceniu tamtej tradycji, w tabuizacji języka widzi El Feki jedną z przyczyn obecnego stanu rzeczy. Twierdzi, że jeszcze w pokoleniu jej babci o sprawach związanych z płcią i ciałem mówiło się w sposób otwarty, bez unikania trudnych tematów (babcine mądrości są zresztą mottem kilku rozdziałów). Wskazuje też na winy kolonializmu – wiele zakazów penalizujących niektóre zachowania seksualne w krajach arabskich stanowi spadek po prawodawstwie zachodnich mocarstw, traktowanie zaś ludów arabskich przez Zachód w kategoriach podległości to jeden z argumentów, jakim szafują islamiści walczący o „moralną czystość i dumę”. Sytuacji z pewnością nie poprawia fakt, że np. USA wspierała świeckie dyktatury obalone w trakcie Arabskiej Wiosny. El Feki przestrzega zresztą przed mechanicznym przykładaniem zachodnich tożsamości i postulatów (takich jak np. małżeństwa jednopłciowe) do realiów świata arabskiego, zwłaszcza że w tamtejszym dyskursie są one traktowane jak kolejna próba podboju kulturowego Wschodu, wręcz „seksualnego imperializmu” niszczącego specyficznie arabskie formy życia intymnego. Retorykę muzułmańskich konserwatystów głoszącą, że „Zachód jest kloaką” , można, w opinii autorki, uznać za „orientalizm à rebours”. Perspektywa się odwróciła i teraz to nas, Białych postrzega się jako dzikich, rozpustnych, bezbożnych, agresywnych… Siebie zaś chce Wschód widzieć w roli oblężonej przez barbarzyńców cytadeli (w dialekcie egipskim słowo „cytadela” brzmi jednak bardzo podobnie do słowa „rozbieraj się”, co jest źródłem jednej z anegdot w książce, nadaje również dwuznaczny wymiar tytułowi).

fot. Joonas Plaan / CC BY 2.0



El Feki zabiera nas w podróż po krajach regionu (oprócz Egiptu, są to m.in. Maroko, Tunezja, Liban). Rozmawia z tamtejszymi mieszkańcami – zwykłymi obywatelami, ale też osobami publicznymi i celebrytami. Kolejne rozdziały książki zajmują się różnymi aspektami intymności – od małżeństwa, przez singli, kwestię edukacji seksualnej, prostytucję do mniejszości seksualnych. Konkluzja na ostatniej stronie ostatniego rozdziału jest prosta: „Nie wierzę, że w życiu seksualnym nastąpi trzęsienie ziemi”. El Feki nie widzi zresztą powodu, by do takiego trzęsienia doprowadzić. Zmiany powinny następować ewolucyjnie, Arabska Wiosna, która była ruchem oddolnym, demokratycznym, stworzyła przestrzeń, by wreszcie odkłamać wiele kwestii, także w sferze intymnej. Pytanie tylko, czy Arabowie wykorzystają tę szansę na, jak to nazywa autorka, „seksualną rewaluację”. Na razie, patrząc na porażki demokracji w krajach arabskich, rosnących w siłę konserwatystów czy przerażające działania bojowników Państwa Islamskiego, nasuwa się odpowiedź negatywna. Ale – jak z kolei przekonuje w wywiadzie zamieszczonym na gazeta.pl libański pisarz Iljas Churi, przywołując rewolucję francuską – na pozytywne skutki przewrotów społecznych często trzeba czekać latami, nawet dekadami. Jedno zapewne będzie odróżniać wschodnie przemiany od przemian zachodnich. W Europie rewolucja seksualna była pokłosiem sekularyzacji, w wiernych religii krajach arabskich przeobrażenia obyczajowe muszą się dokonać w zgodzie z islamem, w którym, według El Feki, istnieje jednak szerokie pole dla wolności i swobód. Należy tylko sięgnąć po zapoznane tradycje i odczytać na nowo święte księgi.

Niewątpliwie wydarzenia ostatnich lat, a zwłaszcza ostatnich miesięcy sprawiły, że kraje arabskie straciły w oczach Zachodu erotyczny powab. Już nie tylko seks, ale i sam pobyt w nich zdaje się obciążony zbyt dużym ryzykiem. Seksualny kompas przesunął się dzisiaj raczej w stronę krajów latynoskich, że nie wspomnę o Dalekim Wschodzie, gdzie już od dziesięcioleci dokazują dawni kolonialiści. Tam jednak czar Orientu zbyt często zmienia się w trywialny i nierzadko szkodliwy seksbiznes.

Seks jest też elementem walki politycznej. Nie przypadkiem Izrael promuje się – w opozycji do palestyńskiej, czy szerzej, arabskiej homofobii – jako jedyne miejsce na Bliskim Wschodzie przyjazne mniejszościom seksualnym. Miałem o tym okazję przekonać się na własnej skórze. Gdy ja zabawiałem się w Tel-Awiwie na gejowskiej paradzie, zaproszony jako dziennikarz przez Ministerstwo Turystyki, w marokańskim Marrakeszu (tym samym, w którym bohaterka Kate Winslet szukała „wolności i miłości”) aresztowano i skazano dwóch chłopaków, którzy, robiąc „selfie”, stanęli zbyt blisko siebie. Podróże i migracje seksualne zmieniły kierunek. Nawet uparta w swoim konserwatyzmie Polska nadała właśnie status uchodźcy Marokańczykowi prześladowanemu w ojczyźnie z powodu orientacji seksualnej.

Niedawno poznałem w Berlinie parę młodych mężczyzn z Arabii Saudyjskiej (gdzie, przypominam, homoseksualizm zagrożony jest karą śmierci). Jeden bardzo dużo zarabia, więc często przebywa w Europie i ma zachodnich partnerów, drugi – robotnik – przyjechał na nasz kontynent po raz pierwszy, dzięki funduszom swojego przyjaciela. Nie są jednak ze sobą, gdyż obaj gustują w panach po sześćdziesiątce, co może być ciekawym przyczynkiem do rozważań na temat wpływu kultury patriarchalnej na seksualne pragnienia. Na Zachodzie, gdzie kontrkultura zdegradowała i zdekonstruowała figurę Ojca, wprowadzając na jej miejsce kult młodości, dojrzałość, a już zwłaszcza starość pożądana bywa (zwłaszcza w porządku homo) nader sporadycznie.

Berliński Schöneberg, niegdyś jądro gejowskiego świata, dzisiaj zaludniony jest głównie przez weteranów niegdysiejszych rewolucji seksualnych, młodzież bawi się w innych dzielnicach. Moi rozmówcy nie mieli więc żadnego problemu ze znalezieniem kochanków. Ja zaś patrząc na to zestawienie niemłodych Niemców, okrzepłych, zadomowionych w swych „perwersjach” i świeżych, spragnionych Arabów przybyłych z kraju rządzonego przez surową starszyznę, a także mając w pamięci to, co było i to, co jest teraz, tradycje i realia, fascynacje i niechęci, pomyślałem, że stosunki między Wschodem i Zachodem nie są ani jednoznaczne, ani stałe. Wciąż mają w sobie intrygującą, trudno do uchwycenia dynamikę. Zapewne więc czeka nas jeszcze niejedna nieoczekiwana zmiana miejsc w tym ciągnącym się od wieków romansie.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.