dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

Nienasycony głód życia.
Zombie: obrazy transgresji w kulturze masowej

Produkty uboczne Rafał Nowakowski

Zombie nie chcą zabijać, ale zjadać – przejąć siły i zdolności Innego. Chcą stać się na powrót prawdziwym człowiekiem, świadomym swego istnienia, niezależnym, spełnionym i kompletnym

1.
Zarazy. Plagi. Epidemie. Najbardziej realne zagrożenie dla ludzkości, najbardziej realny, choć absurdalny lęk. W naszych ponowoczesnych, stechnicyzowanych czasach nadal mamy swoje plagi, co więcej są one jeszcze bardziej przerażające, niż dżuma i cholera: AIDS, sepsa, zabójcze mutacje grypy… Do epidemii można też już zaliczyć nowotwory, depresję. Czasem nieważny jest zasięg epidemii, raczej lęk przed nią. Dowodzą tego chociażby ostatnie doniesienia na temat grypy ptasiej, świńskiej czy tej na Ukrainie. Cokolwiek o tym myślimy, najważniejsza staje się manipulacja lękiem przed zagrożeniem, zarówno realnym, jak i wyobrażonym.

Trudno znaleźć bardziej aktywny obecnie mit, niż plaga żywych trupów. Zombie opanowały naszą wyobraźnię. Jako motyw filmów grozy wyparły wampiry, duchy, zbuntowane roboty i przybyszów z kosmosu. Zalały całą sferę przemysłu gadżetów i rozrywek: oprócz filmów, powstają książki (w tym tak kuriozalne, jak „Zombie survival” Maksa Brooksa – podręcznik przetrwania na wypadek ataku zombie!), gry komputerowe, fabularne i planszowe, wszelkiego rodzaju przebrania, a wreszcie tematyczne imprezy przebierankowe, jak choćby organizowane od niedawna także w naszych miastach zombie walks. Wiadomo, że kultura masowa skonsumuje i przetrawi wszystko, co stanie na jej drodze. Jednak ten mało apetyczny motyw musi mieć dla nas jakiś sens, skoro znajduje tak szeroki oddźwięk.

2.
Pojęcie „zombie” pochodzi z haitańskiego kultu wudu. Jednak Maya Deren w „Tańcu nieba i ziemi. Bogowie haitańskiego wudu” dość zdawkowo wspomina ten tajemniczy fenomen. W krótkiej notce w „Słowniczku kreolskich terminów wudu” pisze: Zombie – ciało pozbawione duszy. Dusza może zostać usunięta w magiczny sposób z żywego człowieka albo ciało niedawno umarłego może zostać wyciągnięte z grobu po tym, jak dusza zostanie oddzielona od niego podczas normalnego rytuału śmierci. Celem jest wykorzystanie ciała jako niewolnika”. Znacznie więcej informacji na ten temat można znaleźć w książce afroamerykańskiej badaczki Zory Neale Hurston „Tell My Horse” (1938). Hurston poświęciła zombie cały rozdział, wspomina nawet, że sama spotkała zombie. Autorka „Koloru purpury” opisuje konkretne przypadki, przytacza zasłyszane historie i podaje sugestywne szczegóły, jak choćby przejmujące głosy dziewczynek-zombie, które o bladym świcie chodzą i… sprzedają małe paczuszki palonej kawy. Z jej książki wyłania się dość konkretny obraz. Zombie mają służyć pracy, być niczym niewolnicy. Czasem ożywienie trupa służy zemście i poniżeniu wroga. Ożywiony człowiek pracuje bowiem wściekle i niezmordowanie, bez świadomości otoczenia i pamięci swojego wcześniejszego stanu. Nie może też mówić, przynajmniej dopóki nie poda mu się soli.

Hans Baldung Grien „Śmierć i dziewczyna”.
1509-1510, Kunsthistorisches Museum, Wiedeń
Uwidaczniają się natychmiast bardzo charakterystyczne i znamienne różnice. Zombifikacja w kulcie wudu jest rodzajem klątwy. W naszej popkulturze jest ewidentnie formą zarazy, która atakuje trupy. Na Haiti zombie to pojedyncze przypadki, ciała zmarłych, którym wykradziono dusze, i potem przywrócono do życia. W popkulturze zombie masowo występują z grobów. Wreszcie w wudu zombie to karni, bezwolni niewolnicy, poddani swemu panu. W filmach grozy są powolnymi, ale niepowstrzymanymi drapieżnikami, żądnymi ludzkiego mięsa, nad którymi nic nie może zapanować. Wreszcie w wudu zombifikacja dotyczy często członków rodziny, gdy tymczasem w filmach epidemia zombie oznacza na ogół koniec wszelkich relacji rodzinnych, czy uczuciowych. Takie różnice, choć być może dyktowane wymogami spektakularności, o czymś jednak świadczą. Z jakiegoś powodu takie właśnie ujęcie tematu wydaje się publiczności atrakcyjne.

3.
Trudno wymienić wszystkie tytuły produkcji filmowych, eksploatujących temat „żywej śmierci”. Wystarczy wspomnieć, że ich lista (na pewno niepełna) obejmuje kilkadziesiąt pozycji. Większość pochodzi z lat 70.–90. XX wieku. W zasadzie większość motywów i intelektualnych odniesień wyczerpuje seria filmów Rogera Romero: „Noc żywych trupów” (1968), „Świt żywych trupów” (1978), „Dzień żywych trupów” (1985), „Ziemia żywych trupów” (2005) i „Kroniki żywych trupów” (2007).

„Nowoczesne” zombie pojawiły się w „Nocy żywych trupów”. Film, początkowo zlekceważony przez krytykę, szybko okazał się kamieniem milowym kina popularnego. Romero złamał wszelkie kody gatunku kina grozy. Czarno-biały film jako jeden z  pierwszych odwoływał się do konwencji dokumentu. Groza nie narasta powoli, w półmroku, ale uderza gwałtownie, w świetle dnia. Zagrożeniem nie jest wyimaginowany, pojedynczy potwór – lecz nieuchronnie zbliżający się tłum zwykłych ludzi, mężczyzn w garniturach, gospodyń domowych, nawet dzieci i starców. Ostatecznie nie przeżywa nikt. Jak pisze Andrzej Kołodyński w „Seansie z wampirem”: „Obiektem grozy jesteśmy «my», ludzie, z którymi widz identyfikuje się początkowo bez żadnych oporów. (…) W końcu wszyscy ulegają przerażającej epidemii. Nikt nie zdoła się uchronić. Jest to kafkowska «przemiana» – ale doprowadzona do skrajności”.

Akcja „Poranka żywych trupów” rozgrywa się wokół centrum handlowego. Bohaterowie chronią się w sklepie, do którego nadciągają żywe trupy, wiedzione jakąś instynktowną siłą, która przetrwała śmierć i odrodzenie pod postacią zombie. To było silniejsze od ich klątwy, albo jak mówi jeden z bohaterów, „to miejsce pełniło w ich życiu tak ważną rolę”. Film ma tak jednoznaczną wymowę, że polski krytyk Marek Haltof w książce „Kino lęków” (1992) określił go wprost jako „horror społeczny”. I napisał, że „najlepszą wersją objaśniającą jest ta stawiająca znak równości między społeczeństwem zombich, a społeczeństwem konsumpcyjnym. Moloch konsumpcji pożera swoje kolejne ofiary (kanibalizm), a świat ludzi wolnych jeszcze od tej choroby kurczy się w zastraszającym tempie”. I dalej: „film Romero jest najmocniejszym, najbardziej dosadnym atakiem na konsumpcyjny styl życia”.

W filmie „Diary of the Dead” grupa desperatów przemierza świat opanowany przez zombie, w którym wszelkie reguły społeczne zostały już złamane, pozostała już tylko żądza przeżycia i bezwzględne okrucieństwo. Błąkające się żywe trupy są w równym stopniu agresorami, co ofiarami – do ludzi ciągnie ich nienasycony głód, a zaraza – impuls elektromagnetyczny, który ożywia ich mózgi – jest ich największą klątwą. Poza obrazami śmierci i plugastwa najgorsza jest degeneracja humanizmu. Tym, co pozwala bohaterom uniknąć szaleństwa, jest cynizm i dystans, jaki gwarantują obiektywy kamer, aparatów i telefonów komórkowych. Mediatyzowanie grozy staje się rodzajem racjonalizacji, a film zamienia się w multimedialny teatr okrucieństwa. Filmy o zombie dokonują przewartościowań nie tylko w sferze estetyki. Ewidentnie chodzi o złamanie tabu i zakazów moralnych – choć nie o ich zanegowanie. A tak właśnie brzmi definicja transgresji.

4.
Mit zombie dotyka najbardziej podstawowych kategorii kultury konsumpcyjnej: estetyki służącej przyjemności, kultowi pięknego, młodego ciała, identyfikacji poprzez posiadane przedmioty i odpowiedni wygląd zewnętrzny. Motyw żywych trupów jest obrazem transgresji w kulturze masowej, przełamania dwóch najstarszych zakazów dotyczących samego ciała: zakazu spożywania ludzkiego mięsa i zakazu bezczeszczenia zwłok.
Georges Bataille w swojej – fundamentalnej dla rozważań nad pojęciem transgresji – książce, eksplorując problematykę ciała, zakazów i granic, które je wyznaczają, pokazuje też siłę metafory żywego trupa i jego związek z kulturą konsumpcyjną. „Człowiek zbudował racjonalny świat, lecz przetrwała w nim na dnie pierwotna gwałtowność. (…) W naszym życiu nadmiar przejawia się tam, gdzie gwałtowność bierze górę nad rozsądkiem. Praca (…) wymaga zachowania rozumnego, w którym nie ma miejsca na gwałtowne odruchy, dochodzące do głosu w czasie święta i generalnie w zabawie. (…) Wraz z pracą człowiek odkrył grozę, ohydę – i cudowność – śmierci”.

Wszelkie napięcia kultury konsumpcyjnej rozgrywają się więc w opozycji między pracą a przyjemnością. Zasada przyjemności ma natomiast związek ze śmiercią. Gdyby nie nałożone na nas zakazy, zaspokojenie głodu i żądzy byłoby kwestią czysto mechaniczną: „Gwałt i śmierć, która gwałt oznacza, budzą w nas dwojaki odruch: zgroza w połączeniu z przywiązaniem do życia każe nam się cofnąć, jednocześnie fascynuje nas w śmierci coś uroczystego, a zarazem przerażającego, co wstrząsa nami do głębi. (…) Żadne transgresje nie mogą usunąć zakazu, jak gdyby zakaz służył tylko temu, by obłożyć chwalebną klątwą to, co odrzuca”.

Tymczasem trupy, tak jak nadmiar życia, wręcz narzucają się nam swoim przesytem, fermentacją, która jest końcem i początkiem życia. Zgroza i fascynacja życiem sprawia, że obsesyjnie krążymy wokół tych fenomenów, które dla nas – racjonalnych jednostek – są zabójcze, decydują jednak o ciągłości naszego bycia: „Nie chcemy widzieć, że życie to pułapka dla równowagi, że jest w całości niestabilnością, zakłóceniem równowagi, burzliwym ruchem nieustannie pociągającym za sobą eksplozję. (…) Jeśli patrzeć na życie ludzkie całościowo, to jest ono dręczącym dążeniem do obfitości, dręczącym aż do bólu, aż do granicy, gdzie bólu już nie da się znieść”.

Zombie nie chcą zabijać, ale zjadać – nie chcą zniszczyć Innego, ale pochłonąć go, a więc przejąć jego siły i zdolności. Chcą stać się na powrót prawdziwym człowiekiem, świadomym swego istnienia, niezależnym, spełnionym i kompletnym. A wreszcie – naturalnym, czyli takim, który utożsamił się ze swoim „stylem życiowym”.

Zombie nie są ani martwe, ani żywe. Trup rozkłada się, nieruchomy i nieświadomy, aż wreszcie zamieni się w czyste kości, a potem zniknie. Człowiek żywy, świadomy siebie, będzie walczyć z entropią własnego ciała i umysłu. Jednak zombie jest istotą nieśmiertelną, pozostającą w wiecznym stanie rozkładu, ożywianą jedynie absolutnie doskonałą siłą – głodem życia, żądzą zaspokojenia zasady przyjemności.

Czy nie jest to obraz seksoholika, zakupoholika, czy pracoholika, ludzi owładniętych nienasyconym pragnieniem i obsesją samodoskonalenia, poszukiwania pełni gdzieś poza sobą, w ciągłym pobijaniu rekordów, ćwiczeniu się, zdobywaniu nowych przedmiotów? Czy te drobne, ale uporczywe aberracje nie są nieodłącznie związane z nowoczesną kulturą konsumpcyjną? W tym kalekim ruchu jedna siła pozostanie doskonała i niezmienna: samo pragnienie zaspokojenia, dążenie do obfitości.

Pogoń za człowieczeństwem zamienia się w żądzę, której nic nie może zaspokoić, bo jej zasada leży w przekraczaniu, a więc jest to ruch z założenia nieskończony. Seksualne pragnienie martwego ciała, ożywionego jedynie przez mózg, „tę największą strefę erogenną”, jest właściwym wyrazem rozpaczliwej potrzeby ciepła, bezpieczeństwa, zaufania, braterstwa, naturalności. Tym, co ożywia zombie, nie jest żądza zabijania, ale nienasycony głód życia.

Rafał Nowakowski, ur. 1972, poeta, pisarz, muzyk, performer, pracownik naukowy, agent chaosu. Współpracował m.in. z pismami: „Antena Krzyku”, „Exkluziv”, „Playboy”, „Ozon”, „PolenPlus”. Wydał powieść futurologiczną „Rdza”. Pracował w Centrum Sztuki Współczesnej, Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza, a obecnie jest zatrudniony w Muzeum Plakatu w Wilanowie. Jest autorem projektów muzycznych spod znaku „spoken word”. Obecnie przygotowuje tomik poetycki, zawierający prace z ostatnich 10 lat. Wielbiciel street artu, kontrkultury, efemerycznych zjawisk kultury masowej.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Produkty uboczne

Golem: wykluczenie i bunt
Społeczna wartość pewnego mitu kultury popularnej

Rafał Nowakowski

Figle

ŁYDKA WIKINGA

PUDELIT

Produkty uboczne

Nienasycony głód życia.
Zombie: obrazy transgresji w kulturze masowej

Rafał Nowakowski

Rozmowy

Króliki w potrzasku

Rozmowa z Piotrem Rosołowskim

Literatura

Coetzee evergreen

Joanna Tokarska-Bakir

Muzyka

Z podróży (1):
muzyka i architektura

Jan Topolski

Rozmowy

Idealny moment

Rozmowa z Borysem Lankoszem

Sztuka

WIEDEŃ:
Czy nadal boimy się ojcobójców?

Julia Holewińska

Felietony

NA OKO:
Między zmysłami

Maria Poprzęcka

Produkty uboczne

Golem: wykluczenie i bunt
Społeczna wartość pewnego mitu kultury popularnej

Rafał Nowakowski