Dziwna układanka

7 minut czytania

/ Film

Dziwna układanka

Agnieszka Jakimiak

„El Club” Pabla Larraína, bardziej niż inne jego filmy, przygląda się mechanizmom konstruowania pamięci, osobistych narracji, własnych wersji przeszłości

Jeszcze 2 minuty czytania

„Historia, która jest zwykłą kurwą, nie posiada decydujących momentów, a jest nagromadzeniem chwil, krótkich interludiów, które przeglądają się we własnej potworności” – pisał Roberto Bolaño w swojej najważniejszej powieści „2666”. Bolaño, podobnie jak reżyser „El Club” Pablo Larraín, pochodził z Chile, ale obu twórców łączy nie tylko miejsce urodzenia. Dzielą także podobną perspektywę postrzegania narracji historycznej i równie uważnie przyglądają się materii słowników tworzonych na potrzebę historycznej, politycznej i społecznej manipulacji. Zarówno Larraín, jak i Bolaño wyszukują „krótkie interludia, które przeglądają się we własnej potworności” i które, nawet jeśli nie są decydujące dla historii, to wskazują na jej opresyjne i przemocowe tryby.

Larraín w swoich filmach pracuje nad rozbrojeniem opozycji między odgórnie ustalaną polityką i samosterowną Historią a jednostkowym losem ludzi uwikłanych w ich mechanizmy. Nie można traktować tych pól jako opozycyjnych kategorii – zdaje się mówić Larraín – ale jedynie jako system naczyń połączonych. Co więcej, to jednostkowe relacje, uschematyzowane strategie upamiętniania i procesy tworzenia mikronarracji umożliwiają wytwarzanie państwowych mechanizmów przemocy i represji. Propaganda, strategie manipulacji i medialne przekłamania nie są domeną zewnętrznych sił, wpływów i nacisków, ale powstają i zostają utrzymane w prywatnych opowieściach, domowych rytuałach, relacjach między sąsiadami czy w stosunkach w pracy. Ani reżim Augusta Pinocheta, o którym opowiadał w swoim poprzednim filmie „No”, ani Kościół katolicki, obecny w „El Club”, nie są ponadludzką, odgórnie narzuconą strukturą. Larraín mówi o procesach interioryzacji przemocy, udzielania przyzwolenia na wykluczenie, nierówność i okrucieństwo w ramach niewielkiej grupy współpracowników czy współmieszkańców.

W jego najnowszym filmie taką mikrospołecznością jest grupa złożona z czwórki księży i siostry Moniki (w tej roli żona reżysera, Antonia Zegers), zamieszkująca domek w odległym nadmorskim miasteczku La Boca. To miejsce pokuty, przypominające sanatoryjny dom spokojnej starości, lecz księża, mimo zakonnych restrykcji i pozornie rygorystycznych rytuałów, prowadzą tryb życia, który wydaje się dość nietypowy dla reprezentatów kleru. Do ich podstawowych zajęć należy trening przynoszącego spore dochody wyścigowego charta i opieka nad nim. Dom znajduje się na uboczu, nie odwiedzają go żadni wierni, księża wydają się nie pełnić funkcji kościelnych. Wszystkie modlitwy i nabożeństwa odbywają się przy jadalnym stole.

„El Club”, reż. Pablo Larraín

Ich spokojną emeryturę zakłóca przybycie kolejnego księdza. W trakcie wspólnej kolacji członkowie „klubu” słyszą litanię oskarżeń, wykrzyczaną przez mężczyznę stojącego przed domem. Nowo przybyły ksiądz wychodzi mu naprzeciw, ale nie po to, by odpowiedzieć na zarzuty. Na oczach mieszkańców popełnia samobójstwo. Krótko po dramatycznym zdarzeniu do domu przybywa ojciec Lazcano (Marcelo Alonso), specjalizujący się w likwidacji przytułków dla księży. Zanim rozpocznie procedurę zamykania domu, musi zrobić wywiady z jego mieszkańcami i przeprowadzić wizję lokalną. W trakcie procesu zaznajamiania się z regułami panującymi w ośrodku i z historiami księży Lazcano ujawnia rzeczywistą misję pensjonatu. La Boca to nie sanatorium, ale wygnanie, a przebywający tu duchowni dawno przestali pełnić służbę, i to nie w wyniku osiągnięcia wieku emerytalnego. Kilku z nich było zamieszanych w afery związane z molestowaniem nieletnich, kilku samodzielnie interpretowało prawo i egzekwowało własną wersję sprawiedliwości.

„Wychowywałem się w katolickich szkołach i spotkałem wielu szlachetnych księży. Spotkałem też wielu, którzy w tym momencie siedzą w więzieniach – mówi Larraín w wywiadzie dla Indiewire. – Ale spotkałem również wielu księży, po których ślad zaginął. I zastanawiałem się, co się z nimi stało. Rozmawialiśmy z księżmi i to oni opowiadali nam o specjalnych domach, o tym, jak one funkcjonują. Ale gdy tylko próbowaliśmy dotrzeć do któregoś z ośrodków, nie mogliśmy trafić na nikogo, kto chciałby pomóc, ponieważ oczywiście wszyscy się ukrywali. Dlatego zdecydowaliśmy się stworzyć fikcję – tak powstał dom przedstawiony w filmie”. 

Tak jak poprzednie produkcje Chilijczyka, „El Club” jest filmem zadziwiającym. Reżyser wyraźnie odżegnuje się od konwencji magicznego realizmu, choć zdjęcia Sergio Armstronga sprawiają, że chwilami wioska zamieszkiwana przez księży wygląda jak nie z tego świata. Ale ani agorafobiczne poczucie zagrożenia, ani mozaikowość opowieści nie pracują na stworzenie aury fantastyki. Larraín przesuwa punkt ciężkości na igranie z percepcją widza. „El Club”, bardziej niż inne jego filmy, przygląda się mechanizmom „El Club”, reż. Pablo Larraín„El Club”, reż. Pablo Larraín.
Chile 2015, w kinach od 16 października 2015
konstruowania pamięci, osobistych narracji, własnych wersji przeszłości. Struktura filmu opiera się na zaburzeniu, na konsekwentnym wprowadzaniu elementów niepasujących do obrazka. Przypomina rozbite zwierciadło – poszczególne sekwencje wewnątrz domu, sceny z wyścigów chartów, wyznania byłych księży i rozmowy z tajemniczym inkwizytorem początkowo sprawiają wrażenie dziwnej układanki, złożonej z wielu nieprzystających do siebie elementów. Larraín nie daje narzędzi do zdemistyfikowania kolejnych opowieści, jednocześnie trudno nie obdarzyć bohaterów zaufaniem.

Próżno dziś szukać reżysera równie skutecznego w nakreśleniu siatki nieoczywistych połączeń między mikrospołecznością a tak zwaną „wielką narracją”. Ambicją „El Club” nie jest stworzenie uniwersalnej diagnozy Kościoła katolickiego, ale skupienie się na części zamiast całości. W miejsce opowieści o pedofilii wśród księży, Larraín wpisuje historię o marginesie, sytuacji wykluczenia ze wspólnoty kościelnej i włączenia do wspólnoty małomiasteczkowej. Wzory zachowań, haniebne, lecz przemilczane praktyki kościelne, nieprzepracowane i nierozwiązane winy z przeszłości wyznaczają zbiór reguł fundacyjnych dla kolejnych społeczności. Kościół nie jest zewnętrzny i obcy – staje się tu instytucją nie tylko wchłaniającą każdy porządek społeczny, ale również utrzymywaną przy władzy i legitymizowaną przez społeczną zmowę milczenia czy chęć stłumienia niewygodnych prawd.




Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.