Zderzenie z rzeczywistością
fot. Natalia Kabanow

7 minut czytania

/ Teatr

Zderzenie z rzeczywistością

Marta Bryś

Spektakl „Śmierć i dziewczyna” Marciniak nie jest prowokacyjny, nie ma w nim gestów, które przełamywałyby narzuconą przez reżyserkę konwencję umowności i radykalizowały tezy Jelinek

Jeszcze 2 minuty czytania

Albo pożądanie, albo śmierć. Taka dychotomia towarzyszy bohaterkom najnowszego spektaklu Eweliny Marciniak na podstawie tekstów Elfriede Jelinek. Dychotomia ta jednak okazuje się tylko pozorna, bo pożądanie kończy się tutaj porażką i jawi się jako gest zbliżający kobiety do samozagłady. Pożądanie nie jest źródłem energii, nie kończy się fizycznym spełnieniem, ale destrukcyjną siłą.

Temat pożądania i cielesności Marciniak i Wojtysko wpisują w kontekst sztuki – jej wartości oraz poświęcenia, jakiego wymaga wirtuozeria (w tym przypadku gry na fortepianie) – wykorzystując do tego fragmenty z „Dramatów księżniczek” i strukturę fabularną „Pianistki” Elfriede Jelinek. Katarzyna Borkowska stworzyła scenografię na wzór kaplicy Marka Rothko z Houston: na trzech białych ścianach wiszą ogromne czarne obrazy, a górna ich część jest lekko pochylona do wewnątrz, dokładnie tak, jak na projekcie Rothko. Przemoc w relacjach między kobietami i mężczyznami wydarza się więc w miejscu, które z jednej strony w pewnym sensie je uświęca, każe kontemplować, z drugiej – ujmuje w sytuację „do oglądania”, jak w galerii sztuki. Relacje damsko-męskie, ukryte żądze i traumy zostają tu potraktowane jak obiekty badań, obserwacji, a efekt tajemnicy i patrzenia na coś niestosownego wzmacnia przez cały czas panujący na scenie półmrok.

„Śmierć i dziewczyna”, na podstawie Jelinek, reż. Ewelina Marciniak. Teatr Polski we Wrocławiu, premiera 21 listopada 2015„Śmierć i dziewczyna”, na podstawie Jelinek, reż. Ewelina Marciniak. Teatr Polski we Wrocławiu, premiera 21 listopada 2015Wszystkie kobiety zmagają się tutaj ze swoimi pragnieniami. Pianistka (Małgorzata Gorol) szuka mężczyzny, który spełni jej sadomasochistyczne potrzeby, ale kiedy wyjawia je uczniowi, słyszy tylko: „jesteś jebnięta”. Uczennica (Katarzyna Strączek) marzy o karierze pianistki, za którą gotowa jest znosić upokorzenie i fizyczny ból. Matka Pianistki (Ewa Skibińska) znęca się nad córką, obraża, krytykuje, a sceny z jej życia to dla tej pierwszej telewizja, którą można podgłośnić lub ściszyć w dowolnym momencie. W podświadomości Pianistki walczą ze sobą mroczne pragnienia i marzenia. Te pierwsze materializują się w dwóch męskich postaciach w czarnych, lateksowych kostiumach, drugie zjawiają się pod postacią dwóch mężczyzn w jasnych maskach, którzy pomagają jej wykonać kilka figur znanych z tańca na lodzie w skąpym stroju tancerki. Taniec ten będzie miał swoje konsekwencje, bo w finale spektaklu Uczeń i Pianistka odgrywają cyrkowe pozycje sugerujące akt seksualny. W spektaklu biorą udział pianiści (Krzysztof Dudek, Mikołaj Ferenc), którzy w brawurowy sposób prowadzą muzyczną dramaturgię spektaklu, grając na fortepianach, i niejednokrotnie uczestniczą w scenach, dialogując z aktorami (przede wszystkim Grzegorz Rdzak – zdystansowany i z poczuciem humoru). Ich wirtuozeria i umiejętności stanowią ciekawy, realistyczny kontrapunkt dla mąk Uczennicy, która pod okiem sadystycznego Nauczyciela (Michał Opaliński) zmaga się z instrumentem.

W świecie Marciniak problemem jest również mówienie w swoim imieniu (Uczennica bezgłośnie porusza ustami, a w jej imieniu mówią inni) oraz niemożność wyrażenia siebie (kiedy Uczeń chce w końcu zagrać sam na fortepianie, zamiast spektakularnych uwertur wydobywa z instrumentu proste dźwięki utworu Erika Satie). Próby grania na fortepianie kończą się oddaniem pola do popisu profesjonalnym muzykom, aktorzy mogą jedynie siedzieć na krzesłach za ich plecami i symulować grę. Nie tylko głos stracił tu swoją moc, również ciało zostało wyabstrahowane i jest obiektem, który nic nie znaczy, a po prostu jest obecny, tak jak w scenie marzenia sennego Matki, która widzi walec z wijących się nagich ciał czy kilkakrotnie pojawiających się nagich aktorów w rolach żywych rzeźb. Marciniak prowadzi temat pornografii i przemocy spojrzenia widza, który sam decyduje o tym, w jakim kontekście i charakterze postrzega nagość. Pod koniec spektaklu, kiedy Uczennica ma zagrać koncert, aktorzy siadają na krzesłach na proscenium tyłem do widowni i co jakiś czas odwracają się w jej stronę. Wraz z nimi będziemy uprawiać pornografię i wpatrywać się w porażkę niezdolnej pianistki upokarzanej przez Nauczyciela. Niewątpliwie temat spojrzenia pornograficznego został bardzo mocno podbity przez okoliczności, w jakich doszło do premiery, i zdominował spektakl, być może nawet w stopniu nieplanowanym przez twórców. To, w jaki sposób hasło „porno” rozpaliło wyobraźnię radykalnych obrońców moralności, gładko wpisuje się w temat spektaklu, stając się jego niemal nieodłącznym elementem.

fot. Natalia Kabanow

Jak już wiadomo, w spektaklu „Śmierć i dziewczyna” nie ma sceny seksualnego zbliżenia. Aktorzy porno Tim i Rossy pojawiają się na scenie dwukrotnie. W prologu spektaklu podnosi się żelazna kurtyna i w półmroku, przy pulsujących światłach i agresywnej muzyce, przez kilkanaście sekund widzimy majaczące postaci aktorów, a na środku nagich mężczyznę i kobietę symulujących kopulację i demonstrujących kilka pozycji seksualnych. Kurtyna opada i zapalają się światła na widowni, tak jakby spektakl się skończył. Ten błyskotliwy i ostentacyjny gest Marciniak stanowi nie tylko odautorski komentarz do wypadków poprzedzających premierę, ale również unieważnia ewentualne oczekiwania widzów – porno mamy odhaczone, zacznijmy spektakl. Tim i Rossy pojawiają się na scenie jeszcze raz, by symulować stosunek, kiedy Pianistka ogląda pornografię, nie radząc sobie z niespełnionym napięciem seksualnym. Paradoksem w całej tej sytuacji jest to, że de facto spektakl Marciniak nie jest prowokacyjny, nie ma w nim gestów, które przełamywałyby narzuconą przez reżyserkę konwencję umowności i radykalizowały, na przykład w formie, tezy Jelinek.

Trudno nie odnieść się do wydarzeń, które bezpośrednio poprzedziły premierę spektaklu, choć jeszcze trudniej powiedzieć o nich coś nowego. Łańcuch mężczyzn z obłędem w oczach na przemian modlących się, krzyczących „gestapo, gestapo!” i blokujących wejście do teatru, interwencja policji, wpuszczanie widzów pod ochroną i niepokój, który panował wewnątrz teatru – wszystko to tworzy spektakl społeczny, który, jak się wydaje, będzie niejednokrotnie w najbliższym czasie wznawiany. Niewątpliwie najbardziej wstrząsające jest to, że na budowlanej zwyżce przed teatrem przemawiał mężczyzna, który kilka dni wcześniej spalił kukłę Żyda na wrocławskim Rynku. Odczytywał SMS-y, które rzekomo mieli pisać do niego na bieżąco różni księża, wyrażając wsparcie dla protestu. Pewnie to wyraz naiwności, ale jedyne pytanie, jakie przychodzi w tej sytuacji do głowy, brzmi: naprawdę…?