Czekamy na naszego Mistera D.
fot. Wyjdź z Kadru

12 minut czytania

/ Obyczaje

Czekamy na naszego Mistera D.

Rozmowa z Blok Barem

„Czasem powstaje przestrzeń, którą odwiedzają artyści, intelektualiści, dziennikarze i nagle okazuje się, że pod wpływem jednego czy dwóch mocniejszych powstaje pomysł na nowy projekt artystyczny” – rozmowa z twórcami Blok Baru

Jeszcze 3 minuty czytania

PAWEŁ SOSZYŃSKI: Blok Bar to coś więcej niż „bar dla homoseksualistów”, jak piszecie na swoim fanpejdżu. Organizujecie dyskusje i wieczory wyborcze, czasem pojawia się queerowa sztuka i rozrywki natury świetlicowej: bingo, poczta francuska, speed dating czy koncerty życzeń. Świat gejów to w stereotypowej opinii raczej taniec, drinki i podrywanie. Wasz program, z dodatkiem świetlicowo-dyskusyjnym, wykracza poza ten wyskokowy obrazek.
PIOTR WOJSZNIS:
Kiedy myśleliśmy o otwarciu baru, na pewno chcieliśmy zrobić coś więcej. Idea, która przyświecała nam od samego początku, polegała na oderwaniu chłopaków od telefonów komórkowych i aplikacji randkowych. Zaproponowaliśmy alternatywną rozrywkę, stąd choćby wspomniane bingo. Ale zależy nam również na funkcji edukacyjnej tego miejsca, dlatego zorganizowaliśmy m.in. dyskusję przy okazji Światowego Dnia Walki z AIDS czy wieczór wyborczy na żywo. Nie uciekamy od kultury, organizując wernisaże, i od typowej rozrywki, oferując taneczne weekendy. Mimo tak szerokiego spektrum wydarzeń jesteśmy je w stanie pogodzić i wkomponować w przestrzeń jednak typowo barową.

PAWEŁ KCIUK: Często coś sobie wymyślamy i mamy wątpliwości, czy to się komukolwiek spodoba, czy będzie jakikolwiek odzew.

Bo wiadomo, że nasze środowisko chce się tylko upić i zabawić.
Paweł:
A okazuje się, że to się podoba, na dodatek społeczność chce więcej inicjatyw idących w innych, nieoczywistych kierunkach. Niczego nie udało nam się stworzyć w ciągu tygodnia czy miesiąca. To jest proces, który rozbudza nasze ambicje i angażuje gości.

Stanisław Chyla-Smyk, humanistyczne szkiełko i oko. Również dosłownie, kiedy chwyta za kamerę, by kręcić filmy promocyjne i wizuale na imprezy w Blok Barze. Lubi stanąć za barem i czarować gości sztuką barmańską w nieco niezdarnym wydaniu.

Paweł Kciuk, umysł ścisły, choć bardzo romantyczny. Lubi mieć wszystko uporządkowane i zaplanowane, więc jak mało kto kocha excelowskie tableki. Ma jednak i drugie oblicze – z dużym sukcesem, jako DJ, rozkręca imprezy w Blok Barze.

Piotr Wojsznis, czyli kreacja w akcji. Odpowiada, w dużej mierze, za komunikację Blok Baru w mediach społecznościowych. Jako jednoosobowa komisja losująca sprawuje też pieczę nad sekcją gier i zabaw, także zawsze można go spotkać na środowym bingo.

STANISŁAW CHYLA-SMYK: W grudniu mieliśmy dyskusję o AIDS i obawialiśmy się, że przyjdą jedynie zaproszeni prelegenci, a na publiczności będzie dziesięć osób. Przyszło jednak dużo ludzi, debata była emocjonująca, dotykała coraz to nowych tematów i wszystko trwało dobre dwie godziny, bo tyle było pytań. Okazało się, że potrzebujemy także takich spotkań. Oprócz zabawy i spędzania czasu w swoim środowisku dorastamy powoli do tego, żeby rozmawiać o poważniejszych sprawach nie tylko w wąskich gronach organizacji pozarządowych. W miejscu publicznym, otwartym, gdzie można przyjść na piwo i przy okazji czegoś się dowiedzieć.

To ogromna luka, która powstała w Warszawie po zamknięciu legendarnego Le Madame czy później Nowego Wspaniałego Światu. Tam się dyskutowało, były wydarzenia artystyczne. I piwo, i taniec też były. I choć żadne z tych miejsc nie było w założeniu gejowskim klubem, to były mocno queerujące – w intelektualny, artystyczny sposób.
Paweł:
U nas, mimo zróżnicowanego programu, jednak jest nacisk na zabawę.

Tam też był. Ale oprócz niej wydarzały się rzeczy inne, które nigdzie indziej nie mogły zaistnieć. Wy jesteście barem, Le Madame to był jednak przede wszystkim klub nocny.
Stanisław:
Właśnie, Le Madame było imprezowym miejscem. Ale jednak to robiła Kasia Szustow, Krystian Legierski – osoby ze środowiska LGBT, więc te tematy się oczywiście pojawiały. Natomiast trochę się zmieniły czasy – jesteśmy innym miejscem niż Le Madame, które dokonało wielkiego przełomu, jeśli chodzi o styl wieczorów, zakres tematów. I dokładnie ze względu na ten impet, ale i przełomowość tamtych czasów, było to miejsce znacznie mocniej upolitycznione i silniej zaangażowane choćby w walkę emancypacyjną, w podnoszenie tematów, które w Polsce były wtedy marginalne, także dla samego środowiska, nie tylko dla oficjalnego dyskursu. Pod tym względem bardzo dużo się zmieniło, więc tak – rozmawiamy tu o tematach społecznych, dotykamy problemów politycznych, ale to nie jest główne pole naszej działalności. Dla nas najważniejsza jest funkcja społeczno-kulturalna Blok Baru – nie w teorii, a w praktyce wieczorowej.

Wiadomo, że gdybyście organizowali na tym piątym piętrze bez windy, co należałoby pomnożyć przez dwa z racji wysokości stropów, jedynie dyskusje, debaty i wernisaże, to zapewne niewiele osób by przyszło. Takie miejsca słabo się sprzedają, na tym też polegała rewolucyjność pomysłu Szustow i Legierskiego. Alkohol i rozrywka sprzężone z czymś ambitniejszym. W ten sposób sukces odniósł także choćby stary Raster, galeria sztuki z piwem, która zmieniła się w moduł: dużo piwa plus galeria sztuki. Wcześniej takim tworem alkoholowo-artystycznym był kinoteatr Tęcza.
Stanisław:
Doskonały przykład, jak wyskokowy napój fermentowany może dokonać twórczego fermentu w pewnym środowisku. To  czasem zwykły przypadek, czasem zmyślna inżynieria towarzyska wprowadzona mimochodem, a innym razem odpowiedź na ogromną potrzebę jakiejś grupy ludzi czy środowiska. Pojawia się przestrzeń, którą odwiedzają artyści, intelektualiści, dziennikarze, persony pisane wielką literą oraz cały otaczający ich wianuszek towarzyski, i nagle okazuje się, że pod wpływem jednego czy dwóch mocniejszych powstaje na przykład pomysł na nowy projekt artystyczny. Nawiązując do wspomnianych przez ciebie miejsc – czekamy na naszego Mistera D. czy Ballady i Romanse. A czekając, cieszymy się, że jak dotąd udaje się budować dobre relacje pomiędzy środowiskami, które dotychczas były sobie obce.

A planujecie rozszerzenie działalności kulturalnej?
Stanisław:
Bazowym założeniem tego miejsca było otwarcie na różnego rodzaju inicjatywy. Jak zaczęliśmy organizować co miesiąc imprezę klubową COXY, to zwracało się do nas dużo ludzi z pytaniami o współpracę przy rozmaitych inicjatywach, już niekoniecznie klubowych. W tamtej formule technoparty nie było na to miejsca.

Paweł prowadzi speed dating; Piotr na debacie przedwyborczej / fot. Wyjdź z Kadru

Piotr: Bardzo naturalną odpowiedzią na ich potrzeby, ale i na naszą chęć rozszerzenia pewnego formatu, był i jest Blok Bar – miejsce w charakterystycznym klimacie, otwarte na szeroką wydarzeniowość, w którym niemal wszyscy mogliby się spotkać. Jesteśmy otwarci na inicjatywy, które się do nas zgłaszają. Przychodzą artyści, zgłaszają chęć wystawienia swoich prac i im to umożliwiamy, udostępniając naszą przestrzeń.

Stanisław: Po debacie o AIDS powstał pomysł, żeby stworzyć rodzaj regularnego modułu w charakterze otwartych spotkań, by rozmawiać o ważnych dla środowiska tematach. To się tworzy i potrzeba na to czasu. Współpracujemy też ze stowarzyszeniem „Bezmiar”, stojącym między innymi za corocznym festiwalem Równe Prawa do Miłości. U nas zorganizowali warsztaty drag queen, ale też rzadko spotykanych drag kingów.

A pierwszy w Polsce pokaz drag kingów odbył się, pamiętam, we wspomnianym Le Madame.
Piotr:
Mamy też spotkania klubu kobiet biseksualnych. Więc w kontekście Blok Baru LGBT to nie tylko geje, mamy u nas i gejów, i lesbijki, i osoby trans, i kobiety bi. Może tylko brakuje nam jeszcze chłopaków biseksualnych do kompletu.

Ostatnio ujawnił się jeden chłopak bi na łamach „Repliki”. Kobiety w prasie mówią już o swoim biseksualizmie bez skrępowania, z męską populacją jest gorzej.
Paweł:
Zapraszamy!

Stanisław za barem / fot. Wyjdź z KadruStanisław za barem / fot. Wyjdź z Kadru

Wasza trójka spotkała się po raz pierwszy jako team organizacyjny przy okazji formatu technoimprez COXY w Warszawie?
Paweł:
Gdyby nie było COXY, nie byłoby Blok Baru, choć to dwie całkowicie różne rzeczy. COXY to impreza, która odbywa się w różnych miejscach raz w miesiącu, stricte muzyczna, przyciągająca mnóstwo osób, które chcą się dobrze bawić. To event rozrywkowy, popularny, z progresywnymi DJ-ami, skierowany do środowiska LGBT, choć – tak samo jak w barowej przestrzeni w Alejach Jerozolimskich – uczestniczą w nim również osoby hetero. Robimy to od 2013 roku.

Wiecie, bo to brzmi bardzo zawodowo: co miesiąc COXY, codziennie bar. Czy z tego da się wyżyć?
Stanisław:
No nie! Gastro to bardziej fun niż wielki hajs. Póki co normalnie codziennie pracujemy zawodowo, co pochłania nas – jak to często dziś bywa – bardzo lub jeszcze bardziej. Także póki co wszystko to raczej hobby niż biznes.

Dopłacacie?
Paweł:
Nie jest to inicjatywa, która pozwoliłaby nam przestać pracować, ale ogromnych pieniędzy wykładać już nie musimy. To powoli zaczyna się samo kręcić, inwestycja w bar się spłaca, ale ten rodzaj działalności raczej nie przekłada się na wyjątkowy sukces komercyjny. I nas to zadowala.

Stanisław: Początkowo zależało nam na dobrej zabawie i poznaniu fajnych chłopaków. Brakowało nam imprezy, która by wszystkich zgromadziła. A nagle okazało się, że jest też jakaś niezagospodarowana społeczność, która nie ma swojego miejsca, ale też nie umie się tak do końca zdefiniować.

Piotr: Wiesz, my nie zawsze się zgadzamy ze sobą, więc dużo od początku gadaliśmy o tym, czego nam brakuje i co moglibyśmy z tym zrobić.

Wernisaż i warsztaty drag / fot. Wyjdź z Kadru

A czy nie założyliście niechcący baru, który – wychodząc ku społeczności LGBT – tworzy jednocześnie przestrzeń dość jednorodną, opartą na heteroseksualnych wzorcach? Czy gdzieś nie zagubił się pośród tych wszystkich kolesi z brodami acting straight ten campowy, ambiwalentny i egzotyczny, pikietowy model rozrywki pedalskiej? Bohaterowie Witkowskiego nie czuliby się u was jak w domu, bo to jest może przestrzeń gejowska, ale pozbawiona queerowego ekscesu. Taki był wasz cel?
Piotr:
Dawno chyba u nas nie byłeś!

Brak mi tu starych pedałów, szemranych straceńców gejowskiego półświatka, którzy także aktywnie, bądź pasywnie, współtworzą nasze środowisko, bo to oni nasycają sztandarową tęczę swoimi kolorowymi historiami.
Stanisław:
Nie wiem, czy jest drugie miejsce w Warszawie, które by było tak często odwiedzane przez tego typu osoby. Warsztaty drag przyciągnęły mnóstwo osób. Drag queenki prowadzą bingo.

Czyli są maskotkami, a nie przeciętnymi klientami.
Stanisław:
Oczywiście, że nie. Witamy każdego odmieńca, bo to jest miejsce również dla nich. Zawsze były nam obce wewnętrzne środowiskowe próby dzielenia ludzi na lepszych i gorszych oraz wykluczania ze względu na przykład na „poziom męskości”.

A osoby starsze?
Paweł:
Rzeczywiście jest ich mniej. Piąte piętro pewnie nie sprzyja.

Piotr: A może starsi panowie nie wychodzą do gejowskich lokalów?

Chyba wychodzą. Lodi Dodi, Ramona – tam są i czują się swobodnie. A obok nich są młodzi kolesie. I się udaje. Siedzą za barem, opowiadają niesamowite historie o seksualnej partyzantce PRL-u i rodzi się wspólnota międzypokoleniowa. Dla mnie to jest bardzo ważna część jakiegoś dziedzictwa. Oni stają się elementem mojej tożsamości.
Stanisław:
To jest też sprawa historyczna, na naszych oczach kształtowało się prawdziwe środowisko z wyraźną tożsamością. Wcześniej to były pojedyncze miejsca: pikiety, klozety, prywatne sytuacje itd. Początek przechodzenia do mainstreamu to klub Utopia oraz wspomniane wcześniej emancypacyjne, społeczno-kulturalne miejsca. Historia społeczności LGBT definiująca się w nowych kapitalistycznych czasach. Nieco sztuczny blichtr w różu i polityczne, zaangażowane rozmowy na Koźlej. Dopiero niedawno pojawili się ludzie, którzy w naturalny sposób mówią o swojej tożsamości. Wcześniej nikt o tym nie mówił publicznie, więc i nie było publicznych miejsc. To proste.