Element żenady

Anka Herbut

Zofia Krawiec zaprosiła do „Miłosnego performansu” artystów, którzy miłość przepracowują jako zjawisko intensywne, bolesne, traumatyczne. Zainteresowały ją tylko prace wynikające z potrzeby podzielenia się tym, co prywatne

Element żenady

Jeszcze 2 minuty czytania

Element żenady

Zazdroszczę Zofii Krawiec, że wpadła na pomysł „Miłosnego performansu”. Miłość plus sztuka współczesna. Upublicznione dzieło sztuki i realizujący się tym samym w sferze prywatnej performans przeznaczony dla jednej tylko osoby. Prowadząc długie rozmowy z artystami i wgryzając się w żywą tkankę ich miłosnych historii, Krawiec nadała odświeżającą perspektywę pracom, w powszechnym obiegu analizowanym zazwyczaj w oderwaniu od prywatnych kontekstów. Przewróciła na nice narosły wokół nich dyskurs, pozwalając i im, i sobie na sentymentalizm. Więcej, swój research zmaterializowała w postaci książki i wystawy, które stały się jej własnym miłosnym performansem.

Do wystawy Krawiec zaprosiła artystów, którzy miłość przepracowują jako zjawisko intensywne, bolesne, czasem traumatyczne. Kuratorkę interesowały właściwie tylko prace funkcjonujące na styku sztuki oraz sfery prywatnej i wynikające z potrzeby podzielenia się tym, co intymne. Odrzuciła fikcyjne narracje. Jest więc na wystawie tatuaż Aleksandry Ska, będący połączeniem liter A i L, zrobiony według wzoru znalezionego wśród rysunków Leszka Knaflewskiego po jego śmierci. Jest czarno-biały film Wilhelma Sasnala Zofia Krawiec, „Miłosny performans”. Wydawnictwo Lampa i iskra boża, w księgarniach od lutego 2016. „Miłosny performans”, wystawa w galerii Labirynt w Lublinie, kuratorka: Zofia Krawiec, do 20 marca 2016.Zofia Krawiec, „Miłosny performans”. Wydawnictwo Lampa i Iskra Boża, w księgarniach od lutego 2016.
„Miłosny performans”, wystawa w Galerii Labirynt w Lublinie, kuratorka: Zofia Krawiec, do 20 marca 2016.
z 1998 roku, w którym podręcznik do przysposobienia obronnego artysta zestawia z kilkudziesięcioma jednosekundowymi kadrami przedstawiającymi Ankę Sasnal, a całość opatruje komentarzem: „Przysposobienie obronne nie przysposobiło mnie do obrony przed tobą. Nie żałuję”. Jest fotografia z performansu Zbigniewa Warpechowskiego, podczas którego kilku zaproszonych na scenę mężczyzn porwało na strzępy różowy szal. Pisano wtedy, że było to działanie antykonsumpcyjne i antymaterialistyczne. Krawiec pisze, że szal dostał Warpechowski od swojej ówczesnej partnerki Ewy Partum: Partum preferowała u mężczyzn elegancki styl, z którym Warpechowskiemu było raczej nie po drodze – stąd rytualne rozdarcie prezentu.

Takich historii jest więcej. Świetne są rozdziały o Zofii Kulik, Kwieku, Truszkowskim i Liberze. Wzruszający jest prezentowany na wystawie „List z Mediolanu” wysłany przez Kulik do Kwieka  i dokumentacja „Portretów Trzech” pokazana jedynie w książce. Innego wymiaru nabiera „Pies” Jana Smagi, powstały po rozstaniu z Anetą Grzeszykowską, i zdjęcia ich seksu. Zmienia się perspektywa odbioru serii „O niej” Teresy Gierzyńskiej, kiedy jako kontekst pojawia się trudna relacja z Dwurnikiem. „Magic Hour” Wojtka Pusia jako miłosny performans staje się pracą o lęku przed rozstaniem. Miłosne przesyłki Ady Karczmarczyk kuratorka prezentuje na wystawie w lekarskiej szafie: zakochana w Oskarze Dawickim Karczmarczyk przez pół roku wysyłała performerowi listy i okolicznościowe artefakty oraz przerabiała fragmenty książki „W połowie puste”, której jest bohaterem, na bardziej optymistyczne. Bez odbioru, a intensywność jej działań może przerażać. Na wernisażu w Labiryncie Karczmarczyk – znana już jako ewangelizująca Adu – wykonała utwór pt. „Miłość czy performans”. Muzycznie i tekstowo raczej średni, ale ciekawy w kontekście genezy jej prac prezentowanych na wystawie. Ciekawy, bo książkę Krawiec otwiera zdjęcie pracy Oskara Dawickiego „Chwała ofiarom miłości”: marmurowa tablica z płaskorzeźbą przedstawiającą popiersie odwróconej plecami kobiety i złote litery układające się w napis Gloria amore victis.

1. Ada Karczmarczyk, „Koperta do przesyłania miłosnej sztuki z kluczem”.  2. Jan Smaga, bez tytułu (Pies), 2008.

Książkę i wystawę Zofii Krawiec można traktować jako komplementarne względem siebie propozycje, jednak kluczowe wydaje się założenie, że wydana przez Lampę i Iskrę Bożą publikacja trafić ma do znacznie szerszego i zdecydowanie mniej wyspecjalizowanego grona odbiorców. To ważne, jeśli wziąć pod uwagę jej ryzykowny, rozemocjonowany styl i anegdotyczną perspektywę ujęcia samych prac. Krawiec we wprowadzeniu do książki podkreśla, że zależało jej na rozszczelnieniu hermetycznego dyskursu krytyki artystycznej i zdemokratyzowaniu odbiorców. Zresztą już sam temat daje taką możliwość. Jednak o ile w Galerii Labirynt widz może obcować z pracami w sposób w zasadzie niezapośredniczony, bo kuratorka zdecydowała się na dość transparentny styl ich prezentacji, sygnalizując konteksty ich powstania, ale ich nie komentując – o tyle w książce pracom zostaje przydana dodatkowa dawka odautorskich emocji, realizujących się zwłaszcza na poziomie języka. Dyskurs zaproponowany przez Krawiec nie boi się elementu żenady, bo działając według emocjonalnych priorytetów, z góry zakłada jego obecność. Trudno się pisze o miłości. W lekturze co jakiś czas pojawiają się sformułowania w rodzaju: „zakochana osoba jest Buffalo Billem z «Milczenia owiec»” czy „tych kilka miesięcy potężnych zmian przypominało jazdę po nitce toru wyścigowego bolidem Formuły 1, balansującym między brzegami asfaltu”. Trudno się pisze o miłości. Trudno się o niej czyta. Bo kiedy miłość utożsamiana jest z zakochaniem, trudno nie popaść w patos albo egzaltację. Intensywny język ukierunkowuje odbiór: może niechcący sprowadzić temat do poziomu narracyjnej ciekawostki lub przez beletrystyczną otoczkę zbanalizować artystyczną wartość samych prac.

Przecieki ze sfery prywatnej i wylewność uczuciową zwykle chce się kontrolować, próbując nadać im formę co najmniej zjadliwą dla sfery publicznej. Na okładce książki Joanna Krakowska pisze: „Niby wiadomo, że sztuka sublimuje uczucia, a z nich najpotężniejszym jest miłość, ale mało kto na serio o nią pyta, by dotknąć realnego doświadczenia. Bo szczerość skazuje tu na żenadę. Język zaplącze się nieuchronnie w sentymentalnych kliszach (...)”. Przypomina mi się słynna fraza Rochefoucaulda o tym, że ludzie w ogóle by się nie zakochiwali, gdyby nie słyszeli, jak o miłości się mówi.

Zdjęcie na górze: Teresa Gierzyńska, „O niej”, IX z serii „Pieszczotki”, 1980