Ćwierkrakanie

Maciej Jakubowiak

Twitter pozwala powiedzieć wszystko i wszystkim, co jednak oznacza, że musi też akumulować wybuchy nienawiści, nieprzystojne słowa, wyssane z palca doniesienia i zagłuszający bełkot

Papier przyjmie wszystko. Twitter też. Pewnie dobrze wiedział o tym Kanye West, kiedy pod koniec stycznia wyrzucił z siebie szereg inwektyw pod adresem Wiza Khalify za to, że ten ośmielił się skrytykować jeden z pomysłów na tytuł nowej płyty męża Kim Kardashian:

Bro first of all you stole your whole shit from Cudi. Second, your first single was corny as fuck and most there after.
[Stary, po pierwsze ukradłeś wszystko Cudiemu. Po drugie, twój pierwszy singiel był sucharowy jak chuj, podobnie jak reszta.]

3rd no one I know has ever listened to one of your albums all the way through.
[Po trzecie, nikt kogo znam nigdy nie wysłuchał żadnego z twoich albumów od początku do końca.]

Dwa tygodnie później, w dniu premiery albumu, ostatecznie zatytułowanego „The Life of Pablo”, West przyznał się swoim followersom, że ma ogromne długi, i zwrócił się do Marka Zuckerberga o niebagatelną dotację:

Mark Zuckerberg invest 1 billion dollars into Kanye West ideas.
[Marku Zuckerbergu zainwestuj 1 miliard dolarów w pomysły Kanyego Westa.]

Później natomiast poinformował, że nowa płyta będzie początkowo dostępna wyłącznie na platformie Tidal i zachęcał do korzystania z niej w sposób, powiedzmy, mało subtelny:

Please for all music lovers. Please subscribe to tidal!!! I decided not to sell my album for another week. Please subscribe to tidal.
[Prośba do wszystkich miłośników muzyki. Proszę, zapiszcie się na tidala!!! Zdecydowałem nie sprzedawać mojego albumu przez następny tydzień. Proszę, zapiszcie się na tidala.]

Wyliczać można by długo. West jest zresztą znany z zamiłowania do tweetowania, a jego timeline stanowi jeśli nie wierną, to przynajmniej aktualizowaną na bieżąco relację z życia muzyka. Nic więc dziwnego (?), że w chwilach uniesień w pierwszej kolejności daje im upust właśnie na platofmie, na której śledzi go blisko 20 milionów osób.

Jak podaje „Urban Dictionary”, taki moment, w którym za bardzo nas ponosi na Twitterze, nazywa się twitter meltdown, co w polszczyźnie sytuowałoby się gdzieś pomiędzy wtopą a stopieniem rdzenia jądrowego. A Kanye West nie jest pierwszą osobą, której się to przydarza (choć pewnie jest pierwszą osobą, której przydarza się to nieustannie).

W 2010 roku Jim Carrey uzewnętrznił na Twitterze swój żal w stosunku do osób, które podejrzewały aktora o problemy ze zdrowiem psychicznym:

…#BOING Mother F%kers #BOING Mother F%kers #BOING!!!#BOING #BOING#BOING#BOING#BOING#BOING#BOING#BOING#BOING!!! {BP
[…#BOING Matko J%bcy #BOING Matko J%bcy #BOING!!!#BOING #BOING#BOING#BOING#BOING#BOING#BOING#BOING#BOING!!! {BP]

W 2013 roku Alec Baldwin, reagując na doniesienia brytyjskiego dziennikarza, jakoby żona aktora, Hilaria Thomas, tweetowała podczas pogrzebu Jamesa Gandolfiniego, również dał się ponieść i zagroził publicyście osobistymi porachunkami:

I'm gonna find you, George Stark, you toxic little queen, and I'm gonna fuck…you…up.
[Znajdę cię, George'u Starku, ty mała toksyczna księżniczko, i cię za…je…bię.]

Swój twitterowy meltdown miał też legendarny pomocnik reprezentacji Anglii Paul Gascoigne. W 2015 roku opowiedział światu o swojej trudnej relacji z Mandy, pracownicą poczty, która miała wyłudzać od niego pieniądze, przymuszając do utrzymywania intymnych relacji:

I bought u food money and u screwed me over I knew u were up to something that's y I told u to fuck off what goes around comes around bitch.
[Kupiłem ci jedzenie pieniądze i wydymałaś mnie wiedziałem, że o coś ci chodzi, dlatego ci powiedziałem, żebyś się odpierdoliła jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie, dziwko]

Meltdown przydarza się nie tylko osobom, ale również całym firmom. W odpowiedzi na artykuł w „Vanity Fair”, w którym analizowano toksyczne skutki mody na przygodne relacje seksualne, promowanej m.in. przez aplikację Tinder, firma zareagowała gwałtowną polemiką:

@VanityFair Little known fact: sex was invented in 2012 when Tinder was launched.
[@VanityFair Mało znany fakt: seks został wymyślony w 2012, kiedy uruchomiono Tindera]

We have tons and tons of emails from people that have all kinds of amazing experiences on Tinder.
[Mamy tony maili od ludzi, którzy mieli mnóstwo wpaniałych doświadczeń na Tinderze]

Jak się jednak później okazało, pozornie spontaniczna reakcja Tindera była zaplanowaną akcją PR-ową, o której uprzedzono wybranych dziennikarzy. Firma doskonale zdawała sobie sprawę, jakie wrażenie na użytkownikach Twittera i mediach wywołuje meltdown, i wykorzystała jego potencjał, żeby przyciągnąć uwagę.

W ostatnich miesiącach podobna strategia znalazła nawet zastosowanie w kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych. Donald Trump, hotelowy potentat ubiegający się o nominację Partii Republikańskiej, wykorzystuje Twittera namiętnie, specjalnie się przy tym nie cenzurując. Po tym, jak w prawyborach w Iowa zajął drugie miejsce, dał upust swojej frustracji, zarzucając zwycięzcy, Tedowi Cruzowi, kłamstwo i korupcję:

Ted Cruz didn't win Iowa, he stole it. That is why all of the polls were so wrong and why he got far more votes than anticipated. Bad!
[Ted Cruz nie wygrał Iowa, on je ukradł. To dlatego wszystkie sondaże tak się myliły i dlatego zdobył znacznie więcej głosów, niż przewidywano. Niedobrze!]

The State of Iowa should disqualify Ted Cruz from the most recent election on the basis that he cheated- a total fraud!
[Stan Iowa powinien zdyskwalifikować Teda Cruza z ostatnich wyborów z tego powowu, że oszukiwał- kompletny oszust!]

Meltdown może mieć również charakter zbiorowy. Przekonał się o tym komik Stephen Fry. Po tym, jak w trakcie ceremonii przyznawania Nagród Brytyjskiej Akademii Filmowej zażartował ze stroju Jeanny Beavan, laureatki nagrody za najlepsze kostiumy, jego konto na Twitterze zostało zalane niepochlebnymi, delikatnie mówiąc, komentarzami:

Stephen Fry's comment about Jenny Beavan's 'bag lady' outfit was spiteful and insulting. A very sincere apology is is due I think.
[Komentarz Stepena Frya o „łachmaniarskim” stroju Jenny Beavan był złośliwy i obraźliwy. Wymagane są są bardzo szczere przeprosiny, jak sądzę]

Ok I hate Stephen Fry now using his stupid basically sexist remarks to try and make a joke … Crossing the line.
[Dobra, nienawidzę, jak Stephen Fry wykorzystuje swoje seksistowskie uwagi, aby spróbować zażartować… Przekracza granicę.]

Aktor odpowiedział na nie dosadnie:

Will all you sanctimonious fuckers fuck the fuck off Jenny Beavan is a friend and joshing is legitimate. Christ I want to leave the planet.
[Odpierdolcie się, świętoszkowate pierdoły Jeanny Beavan jest przyjaciółką i wyzłośliwianie się jest uprawnione. Chryste, chcę opuścić tę planetę.]

– po czym zlikwidował swoje konto, tłumacząc, że Twitter stał się „miejscem dla świętoszkowatych pyszałków, którzy uwielbiają krytykować, wyciągać pochopne wnioski i obrażać się – gorzej, obrażać się w imieniu tych, których nawet nie znają”.

O tym, że Twitter ma poważny problem z zarządzaniem mową nienawiści, mówi się od dawna. Największa zaleta platformy, jaką stanowi niekontrolowany i niefiltrowany strumień informacji, okazuje się dzisiaj jej największym problemem. Tweety są demokratyczne, każdy może je pisać i każdy może je czytać, nie ma tu podziału na przyjaciół i obcych, a jedynymi zasadami porządkującymi są chronologia i limit 140 znaków. Pełna swoboda wypowiedzi przeradza się jednak coraz częściej w swoją własną karykaturę, a demokratyczne forum samo dostarcza narzędzi swojego zniszczenia. Nie oznacza to jednak, że użytkownicy chętnie zrezygnują z twitterowego ideału. Na wieść o planach wprowadzenia przez firmę algorytmu porządkującego timeline zareagowali swoim własnym meltdownem.

W Polsce Twitter nie zdobył nigdy takiej popularności jak za oceanem i pozostaje głównie platformą informacyjną dla instytucji, dziennikarzy i polityków. Pewnie dlatego lokalne skandaliki są znacznie mniej widowiskowe. Kiedy Zbigniew Boniek złośliwie skomentował zdjęcie reprezentanta Polski, Grzegorza Krychowiaka, ten odpowiedział jak dżentelmen:

jeśli prezes zadaje to pytanie to nie jest jeszcze prezes gotowy isc ze mna na zakupy do Paryza

Gdy prowadzący programu „Dzień Dobry TVN” Jarosław Kuźniar i Anna Kalczyńska poprztykali się na Twitterze, szybko ucięli dyskusję. Natomiast Tomasz Lis, zaatakowany w niewybrednych tweetach za krytyczne wypowiedzi o rządzie, odpowiedział nie na Twitterze, ale w osobnym artykule. Najbliżej klasycznego meltdownu sytuują się pewnie tweety Rafała Ziemkiewicza, na przykład taki (z 2014 roku):

Pytanie do oburzonych tłitem o wykorzystaniu nietrzeźwej kobiety A jak facet rano trzeźwieje obok kaszalota też ma prawo skarżyć ją o gwałt?

Tyle tylko, że to co najwyżej publicystyczna prowokacja, a nie prawdziwe emocjonalne załamanie, przelewające się wprost na timeline. Choć polskie media społecznościowe także pełne są mowy nienawiści, z którą usiłują walczyć kampanie społeczne takie, jak Hejt Stop (ze słynnym „Ryjem Kuźniara”). Polski hejt znajduje sobie jednak zupełnie inne kanały.