Wolne, trochę zniewolone

13 minut czytania

/ Muzyka

Wolne, trochę zniewolone

Rozmowa z Kornelią Bincewicz

Lata 60. w Turcji, podobnie jak na całym świecie,  to okres ekspansji kultury młodzieżowej i muzyki pop. Na scenie zaroiło się od pięknych blondynek. To podążanie w stronę zachodniej kultury łączyło się raczej z większym dekoltem niż z większą emancypacją

Jeszcze 3 minuty czytania

AGATA PYZIK: Rozmawiamy we wczesnej fazie twojego projektu „Ladies On Records”. Jak zainteresowałaś się kobiecym popem lat 60. i 70. i to jeszcze w takim miejscu jak Turcja?
KORNELIA BINICEWICZ:
Wszystko zaczęło się od poprzednich wakacji, z których miesiąc spędziłam w Turcji. Poczułam, że odpowiedź na pytania o to, co chcę dalej robić w życiu, znajduje się właśnie tu. Wróciłam do Krakowa i zdecydowałam się przyjechać do Stambułu na dłużej i zrealizować swój projekt.
Lata 60. i 70. od dawna były dla mnie interesujące. Był to okres, kiedy wszędzie na świecie muzyka rozrywkowa stawała się ogólnodostępnym produktem. Wiązało się to oczywiście z rewolucją technologiczną, z filmem, kinem i dostępnością płyt winylowych. To wszystko zrewolucjonizowało dostęp do muzyki. Również rola kobiet w przemyśle muzycznym stawała się coraz większa. Oczywiście kobiety występowały na scenie od zawsze, ale w latach 60. scena pop czy scena flirtująca z muzyką popularną rozkwitła właśnie wśród kobiet.
Jestem z wykształcenia antropolożką, cokolwiek robię, zawsze podchodzę do tego z takiej właśnie perspektywy. Od wielu lat zajmuję się muzyką, jestem didżejką, zbieram płyty i kobieca muzyka tego okresu zawsze interesowała mnie najbardziej. Fascynowało mnie to, że tak niewiele w sumie wiemy o kobietach, które śpiewały wtedy turecki pop.

Twój projekt można odczytać poprzez popularną ostatnio nostalgię za PRL czy za okresem zimnej wojny. Lata 60. to specyficzny, najbardziej chicglamour okres zimnej wojny, także u nas, w wyniku odwilży. Wcześniej interesowałaś się wykwitami tej kultury w Polsce, organizowałaś imprezy grania muzyki z pocztówek dźwiękowych. Interesuje mnie twoje przejście z Polski na Bliski Wschód.

Kornelia Binicewicz

Antropolożka kultury, kolekcjonerka płyt, didżejka. Absolwentka etnologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Założycielka projektu muzyczno-antropologicznego Ladies on Records. 60s & 70s Female Music, poświęconego kobiecej muzyce z lat 60. i 70. Obecnie mieszka w Stambule, gdzie bada turecką muzykę poprzez staranne przeczesywanie zakurzonych sklepów z płytami winylowymi i targów staroci, rozmowy z dawnymi diwami sceny tureckiej i wielbicielami muzyki. Pisze artykuły o muzyce i kulturze, gra w klubach muzycznych i organizuje festiwale.

www.facebook.com/ladiesonrecords

To nie jest tak, że w pewnym momencie dokonałam jakiegoś świadomego „przesunięcia” na Bliski Wschód. Interesują mnie kultury z całego świata, widzę wspólne sensy, podążam za nimi i je łączę. Wcześniej zajmowałam się festiwalem filmu dokumentalnego o muzyce (Muzyka i Świat) i Festiwalem Kultury Żydowskiej w Krakowie, którego byłam menadżerem programowym przez 8 ostatnich lat. Tak jak powiedziałaś, bez względu na to, w jakim kraju żyłaś w latach 60., zachodziły wtedy potężne przemiany technologiczne. Miała miejsce rewolucja komunikacyjna, która całkowicie zmieniła sposób, w jaki ludzie przekazywali sobie informacje. Nagle kultura popularna zaczęła cyrkulować międzynarodowo, a ludzie zdali sobie sprawę z łączących ich podobieństw. Amerykańska, brytyjska i francuska kultura miały wpływ na kulturę muzyczną na całym świecie – czy to w Indonezji, czy w Polsce można było znaleźć zespoły, które chciały brzmieć jak Beatlesi albo dziewczyny śpiewające jak France Gall.
Od dawna słuchałam muzyki tureckiej i zaintrygowało mnie, że tak niewiele tureckich kobiet jest znanych poza granicami kraju.  Doszłam do wniosku, że coś tu jest nie tak. Istniał tam potężny rynek muzyczny, o którym nic nie wiemy. Turcja okazała się fascynująca, ponieważ kulturowo i historycznie zawsze stała w rozkroku między Europą a Azją, między światem arabskim i europejskim. To kraj, który wiecznie szuka własnej tożsamości: otomańska spuścizna jest bardzo silna, Turcja wciąż a to zbliża się do islamu, a to od niego kulturowo oddala. Okazało się, że dzięki temu rola kobiet jest złożona. Nie jest tak, że kobiety są tutaj ciemiężone, ale islam i spuścizna otomańska bardzo wpłynęły na postrzeganie kobiet, które mają mimo wszystko niższą pozycję społeczną od mężczyzn.

 Lata 60. to był też kres największej otwartości zimnej wojny i największej wymiany, z drugiej strony – emancypacji kultury młodzieżowej, która postępowała od końca wojny, moment, kiedy Turcja otworzyła się na Zachód.
Ta emancypacja zachodzi w Turcji od lat 20., kiedy Atatürk utworzył nowoczesną Turcję i chciał wzbudzić myślenie o Turcji jako o kraju, który jest bardzo świadomy swojej tożsamości, zbudowanej na tej podwójnej, europejsko-bliskowschodniej podstawie. Atatürk wprowadził też autentyczną równość płci, to właśnie w Turcji w jako jednym z pierwszych krajów kobiety mogły głosować. Jednak mimo to oczekiwania wobec kobiet były bardzo tradycyjne, miały pięknie wyglądać i być pociągające. W Turcji zresztą panują inne konwencje i nie wyraża się tak po prostu fascynacji piękną kobietą, nie zaczepia się ich na ulicy. Emocje i pożądanie pozostają ukryte – a narzędziem do ich wyrażania jest sztuka. Tylko w piosenkach wyraża się pożądanie, mówi się o tym, że umiera się z miłości, bo to właśnie jest coś, czego bezpośrednią komunikacją nie możesz w tej kulturze swobodnie wyrazić.

Emancypacja czasów Atatürka była trochę pozorna. Zależała też od klasy społecznej: jeśli kobiety były zamożne, z burżuazyjnych rodzin, chodziły do lepszych szkół, w modnych europejskich ubraniach do eleganckich lokali. Widzisz to w powieściach Orhana Pamuka, u którego lata 50. to okres prosperity i wyzwolenia obyczajowego. Kobiety dopóki były młode i niezamężne, cieszyły się względną wolnością, mogły ubierać się po europejsku, ekstrawagancko. To zmieniało się, kiedy wychodziły za mąż. O wyzwoleniu obyczajowym świadczy np. rozkwit od końca lat 70. tureckiego rynku  filmów pornograficznych. Stambuł był pełen kin erotycznych, do których chodziło się na ostre porno ze scenami na skałach, w godzinach wczesnowieczornych. Ta Turcja już nie istnieje. Nie ma po niej śladu.

Czy to był ekwiwalent takiej eleganckiej erotyki à la Jess Franco, z muzyką Morricone?
Nie, to była hardcorowa pornografia klasy F albo Z (śmiech). W Turcji dokonała się też wtedy rewolucja seksualna, która umożliwiła taki zseksualizowany wizerunek kobiety. Uliczki otaczające główny deptak Stambułu, Istiklan, były pełne kin wyświetlających filmy pornograficzne. W Polsce nigdy nie było takiego wyzwolenia seksualnego jak tutaj. Złożoność sytuacji społecznej kobiet wynikała też z pewnej powierzchowności tej emancypacji. W szołbiznesie kobieta mogła być tylko obiektem seksualnym. Często ta wolność okazywała się pozorna.
Westernizacja była naturalną konsekwencją łatwiejszego przepływu informacji, o którym wspomniałyśmy. W tureckiej muzyce tego okresu mamy wiele gatunków muzycznych – kiedy w Europie popularny był pop typu francuskiego chanson, w Turcji największą gwiazdą była np. Ajda Pekkan, która śpiewała wiele coverów francuskich przebojów po turecku i wyglądała jak Dalida czy Brigitte Bardot.

Jak większość gwiazd – to była normalna praktyka, Marianne Faithfull czy Francoise Hardy też śpiewały covery!
Tak, a równolegle do tego rozwijały się nurty muzyki stricte tureckiej. Turecka kultura w kółko obraca się wokół tych samych motywów, kolejnych reinterpretacji tych samych piosenek, najczęściej pochodzenia ludowego w nowoczesnych aranżacjach. Szuka się nowych brzmień, ale wciąż nawiązuje do tradycji. Tak właśnie jest z tzw. Türk Sanat Müziği, muzyką odwołującą się do tradycji dworskiej, otomańskiej, jednocześnie muzyką absolutnie popularną. Adaptowano motywy arabskie do zwykłego popu. W latach 70. rozwinął się gatunek muzyczny zwany arabesk, który łączył filmową muzykę egipską z lat 40. z arabskimi orkiestrami i muzyką do tańca brzucha. Jednocześnie aspirowano do Zachodu, co wyrażało się właśnie w namnożeniu tych pięknych piosenkarek z włosami ufarbowanymi na blond, zerkającymi zalotnie z okładek płyt winylowych.

Plakat imprezy Ladies on RecordsTe piękne blondynki były jednocześnie najbardziej uprzedmiotowione. Podążanie w stronę kultury europejskiej zawsze łączyło się z większym dekoltem. Czyli wolna, ale zniewolona. Natomiast w muzyce tradycyjnej paradoksalnie było miejsce na bardziej subtelną ekspresję kobiecości, liczył się liryzm, głębia słów, sama muzyka. Zarazem odwoływano się do języka tradycji, która była dla wszystkich zrozumiała. Ten rozstrzał panuje w tureckiej kulturze do dziś. Być może jest to też opowieść o współczesnej islamskiej radykalizacji Turcji.

Wydaje mi się, że było to udziałem wielu krajów, które doświadczyły bardzo szybkiej, ale dość powierzchownej modernizacji i westernizacji na Bliskim Wschodzie.
Tak, ale w przypadku Turcji ten element zachodni zawsze był silny, to zawsze był kraj zbudowany jakby z dwóch połówek. Lata 60. i 70. i muzyka pop śpiewana przez kobiety były najpełniejszym wcieleniem tej próby odnalezienia się i dostosowania do tej podwójności. Kobiety chciały być wyemancypowane, ale chciały też zachować tradycyjną kulturę. Wtedy sytuacja była perfekcyjna, bo muzyka pop stała się czymś powszechnym, każdy miał adapter, można było dotrzeć z tym nowym image'em wszędzie. Niestety jeszcze nie mówię po turecku, często korzystam z pomocy przyjaciół, którzy tłumaczą teksty i znaczenia. Okazało się np., że temat kobiecej emancypacji, jak i inne problemy, nie jest dyskutowany. Udało mi się jednak znaleźć piosenki, np. tradycyjne, opowiadające o tym, jak trudno być kobietą. Słyszy się teksty, w których kobieta komentuje swoją pozycję w domu mężczyzny jako gorszą nawet od hodowlanych zwierząt. Takich tekstów jest jednak bardzo niewiele.

Czyli rewolucja seksualna, która się tam dokonała, nie pociągnęła za sobą dyskusji na temat ról społecznych?
Turcja jest bardzo hermetyczna i dodatkowo w swojej historii przeżywa regularne załamania kulturowe, pucze i czystki. Teraz Turcja też, pod Erdoganem, znajduje się w momencie społecznego i politycznego przeorania. Politycy próbują lansować obraz nowoczesnego kraju, a Stambułu jako fajnego miasta, a tak naprawdę dąży się do zbudowania imperium.


Czy mogłabyś opowiedzieć o innej niż popowa interesującej muzyce tamtego okresu?
Muzyka turecka jest znana najbardziej z lokalnej odmiany rocka, zwanej Anadolu rock – najpopularniejsi artyści to Cem Karaca, Barış Manço czy Erkin fot. Szymon Makuchfot. Szymon MakuchKoray. Grali bardzo często tradycyjne piosenki zaaranżowane w nowoczesny, psychodeliczny sposób. Niezwykłą postacią jest również Mustafa Özkent, który w latach 70. grał awangradową wersję tureckiego rocka. Przez lata niedoceniany, w cieniu wielkich gwiazd, został ponownie odkryty przez wytwórnię Finders’ Keepers. Wczoraj byłam na jego koncercie z młodymi belgijskimi muzykami, którzy zagrali jego płytę „Gençlik Ile Elele” z 1973 roku. Sprawa całkiem podobna do Wodeckiego i Mitch and Mitch.

Selda Bağcan była jedną z nielicznych kobiet w anatolijskim rocku i jej specjalnością były protest songi, była taką bardką śpiewającą o wolności słowa. Zrobiłam z nią wywiad i zapytałam o rolę kobiet i ona skomentowała ją pozytywnie. Turcy bardzo często wypierają problematyczne i niewygodne kwestie.

Mój projekt Ladies on Records i pobyt w Turcji to podróż w głąb muzyki i kultury tureckiej. Odkrywam twórczość i życie artystek z lat 60. i 70., o których się zapomniało lub nigdy nie poświęcono im należnej uwagi. Spotykam się z ich rodzinami, robię wywiady, zbieram płyty, gram je w klubach w Stambule. Pragnę naszkicować wielowymiarowy obraz. Taką artystką jest np. Esmeray, która zmarła w 2002, jedna z bardzo nielicznych czarnych artystek tureckich. Była bardzo znana w Turcji, śpiewała piosenki dla żołnierzy, ale mało kto zadawał sobie pytanie, jak to było być czarną dziewczyną w Turcji, gdzie w wyniku historii niewolnictwa i 500 lat emigracji ludów jest duże zróżnicowanie etniczne – przodkowie Esmeray pochodzili akurat z Maroka. W mało znanych piosenkach próbowała opowiedzieć o trudnościach bycia inną w społeczeństwie tureckim.


Istnieją analogie między modernizującą się Turcją a komunizmem w Polsce. Twój projekt każe mi też myśleć o boomie na wydawnictwa nieeuropejskie takich oficyn jak Finders Keepers, które wydało wiele wspaniałych płyt popu irańskiego czy libańskiego, Soul Jazz czy Awesome Tapes from Africa. Czy planujesz dalszą ekspansję na inne kraje?
Iran, Liban, Izrael, również Gruzja i Armenia są ciekawe – to są światy muzyczne, które powstały w wyniku zderzeń i kontaktów odmiennych kultur i wartości. Bardzo chciałabym zająć się też kobietami w polskim popie lat 60. i 70. Mój projekt ma swoich fanów w Turcji i na całym świecie. Dostaję wiele budujących maili od ludzi z różnych krajów, którzy poznają dzięki mnie muzykę turecką z nowej, dotychczas nieeksplorowanej perspektywy.

Napisałam artykuł do kanadyjskiego magazynu „ReOrient”, mój mixtape Turkish Ladies też cieszy się wielką popularnością. Badań i pobytu nie udałoby mi się sfinansować tylko z didżejowania. Stambuł stał się bardzo drogi. Obecnie wraz z przyjaciółmi z Gulbaba Music organizuję festiwal współczesnej muzyki tureckiej i izraelskiej. Poświęcam się trochę dla projektu, żyję bardzo skromnie, kupuję już tylko płyty winylowe (śmiech).