#Zło
„#WszystkoGra”, reż. Agnieszka Glińska

6 minut czytania

/ Film

#Zło

Jakub Socha

„#WszystkoGra” jest jak ciotka, która tydzień temu zapisała się na fb i teraz pod twoimi wpisami wszędzie umieszcza komentarze, ciotczyne nauki ozdobione hasztagiem, żeby wszyscy widzieli, że ciotka jest na czasie

Jeszcze 2 minuty czytania

Warszawa – pany! Lepsza niż Nowy Jork, Barcelona i Londyn razem wzięte. Lepsze wieżowce, smaczniejszy jarmuż i jeszcze jak czysto. W takim Muzeum Sztuki Nowoczesnej potrzebują zaledwie jednej sprzątaczki, żeby wszystko lśniło, a i ta jedna niespecjalnie się zamęcza, pracuje jakby od niechcenia, melancholijnie przeciera szyby i eksponaty w pawilonie Emilia, a potem równie melancholijnie i od niechcenia spaceruje nad brzegiem Wisły. Nad dumną Wisłą siedzą szczęśliwi wędkarze, którzy łowią duże ryby z czystej rzeki. Młodzież maluje murale, uroczo droczy się w kawiarniach na Powiślu i brzdąka na ukulele, marząc niepotrzebnie o zagranicy. Bezdomni emeryci śpią bezpiecznie na ławkach, ci z domami szykują zielone koktajle i czytają „Kapitał w XXI wieku” Piketty'ego w swoich zielonych ogrodach, śniąc na jawie o lokajach i dworkach.

Cuda-niewidy; zwyczajnie szkoda. Po Agnieszce Glińskiej spodziewałem się raczej, że wejdzie do kina na własnych prawach, a nie, że z zamkniętymi oczami skoczy na główkę do pustego basenu – że zrobi symulację wszystkiego tego, co właśnie nie gra w naszym kinie komercyjnym. Już sam tytuł – „#WszystkoGra” – jest jak ciotka-mieszczka, która tydzień temu zapisała się na fb i teraz pod twoimi wpisami wszędzie umieszcza komentarze, przypominające raczej ciotczyne nauczki, za to ozdobione hasztagiem, żeby wszyscy widzieli, że ciotka jest na czasie. Jest, tak samo jak jej mądrości: papierosy są niezdrowe; czas biegnie nieubłaganie; spieszmy się kochać etc. Film Glińskiej też jest na czasie, bo przecież opowiada o niedobrym kapitalizmie i podejmuje na przykład temat gentryfikacji, ale tak się akurat składa, że nie dotyczy ona Pragi, tylko Starych Bielan. Tu nie wyrzuca się z rozpadającej kamiennicy, tylko z willi; bezdomność nie jest stanem inercji, tylko wolności. Tu międzywojnie powraca nie jako czas zamachu stanu, biedy i antysemityzmu, tylko pyszna zabawa przy konfiturach. A drażliwą kwestię, wokół której skonstruowany jest cały film, czyli groźbę utratę wilii zamieszkiwanej przez trzy bohaterki, rozwiązuje się, grając w monopol. Następnie zaprasza się wszystkich nad rzekę. Nie, żeby się potopili – na piknik.

„#WszystkoGra”, reż. Agnieszka Glińska



Oczywiście, ktoś powie, że nie chodzi tu o Polskę, tylko o to, żeby było ładnie, no i o miłość. Ładnie jest, ale po pięciu minutach człowieka mdli od tych warszawskich pralinek. Co zaś się tyczy miłości – przykro mi, ale miłość między piłkarzem przygłupem a niespełnioną życiowo sprzątaczką jest równie kuriozalna i śmieszna jak wszystko inne. Co ich połączyło? Trudno powiedzieć. Między nimi jest z dwadzieścia lat różnicy, ale dzieli ich dużo więcej niż wiek, czym oczywiście nikt się specjalnie nie przejmuje. Jest grom z jasnego nieba zamiast jakichkolwiek przygód. W zasadzie każdą sytuację fabularną tu się tak rozwiązuje. Jest tak i tak, ma skończyć się tak i tak, nieważne, że między punktem wyjścia a dojścia „sens się wklęsł”, ważne, że tak sobie pomyśleli scenarzyści. To, że nie natrudzili się za bardzo przy pisaniu, widać nie tylko po dziurawej fabule, ale i bohaterach, klejonych z zupełnie nieprzystających elementów. Weźmy na przykład tego sportsmana. Nie znam piłkarza jak filmowy Staszek Bogucki. Staszek jest jak Werter, a whisky ciągnie prawie tak samo udanie jak Henry Chinaski. Wieczorami chodzi na wernisaże, lubi oprócz tego przewalać się po dywanie ze swoim małym pieskiem. To się nazywa fantazja! Szczególnie wyraźnie widać ją w scenie, w której Staszek wraz ze swoimi kolegami z zespołu tańczy w deszczu na boisku do piosenki „Ale w koło jest wesoło” grupy Perfect – wyglądają wtedy prawie jak chippendalesi.

„#WszystkoGra” „#WszystkoGra”, reż. Agnieszka Glińska. Polska 2016, w kinach od 6 maja 2016No właśnie, zapomniałem o najważniejszym – „#WszystkoGra” to musical, w którym tańczy się do szlagierów polskiej piosenki. Obok Perfectu jest tu Maanam, Marek Grechuta, T.Love i jeszcze kilkoro innych. Ich piosenki poddano nowoczesnym aranżacjom, dokładnie tak nowoczesnym jak te, które można usłyszeć w tych wszystkich programach ze śpiewem. Inaczej niż we wzorowym musicalu, gdzie piosenki, w których kumulują się emocje, naturalnie wynikają ze scen gadanych, są komentarzem do nich lub ich rozwinięciem, w filmie Glińskiej wchodzą one bez ładu i składu. Czasami zdarza się, że współgrają z akcją, częściej jednak, jak we wspomnianym hicie Perfectu, odeklejają się od niej całkowicie. Nie wiadomo w zasadzie po co są śpiewane, chyba jedynie dlatego, żeby aktorzy mogli się poruszać. Ruszają się, co tylko potęguje wrażenie śmieszności. Nad kształtem ruchów czuwał przy produkcji sam Agustin Egurrola, jedna z gwiazd TVN-u, co widać jak na dłoni. Ogólnie wygląda to tak, że albo aktor idzie na kamerę, a za nim idą towarzyszący mu tancerze, albo aktor stoi w miejscu, wyginając ciało, a za nim po bokach, w tle stoją towarzyszący mu aktorzy, którzy również wyginają ciało. Filmująca ich kamera raz na jakiś czas opuszcza ziemski padół i wystrzela w niebo, by wolna jak ptak, szybując wśród chmur łapać z wysoka teatr tańca na ziemi, dodając piękna tym, którzy się mu oddają. Całość ubogaca jeszcze młodzieżowa z ducha animacja, ale to ubogacenie tylko zwiększa opary absurdu. No i takie to kino.

Szkoda Kingi Preis i Stanisławy Celińskiej na tego typu filmy. Ciężko się patrzy na to, co te wspaniałe aktorki muszą grać. I tylko Eliza Rycembel, która wciela się w studentkę ASP, jest tutaj zwyciężczynią. Młoda aktorka robi wszystko, by jej postać napisana na kolanie ożyła. Udaje jej się to na przekór wszystkiemu. Już dziś można uznać to za drugi cud nad Wisłą.