Muzyka 2.1: Artur Kroschel
fot. Damian Gacek

Muzyka 2.1: Artur Kroschel

Jan Topolski

Choć przeszło 40-letniego Artura Kroschela ciężko zakwalifikować do „muzyki 2.1”, to ważny jest ton, jakiego polskiej muzyce współczesnej dodaje ten kompozytor: introwertycznego ekspresjonizmu, mozaiki cisz i szmerów, rozbitych początków, ukrytych dźwięków, elementów zbłądzenia i ciągłego zapominania

Jeszcze 3 minuty czytania

Pamiętam do dzisiaj tamto olśnienie. Nie tak bynajmniej częste na festiwalach polskiej muzyki współczesnej dekadę temu z okładem. To było Oratorium Marianum we Wrocławiu, Musica Polonica Nova w 2006 roku, kameralny koncert na instrumenty smyczkowe, typowy repertuarowy groch z kapustą. I nagle rodzynek: „Duo (in memoriam Jan Astriab)” autorstwa zupełnie mi nieznanego, a wcale już wówczas niemłodego kompozytora. Artur Kroschel. Delikatne szmery i cisze niczym u Nona lub Sciarrina – a jednak własne. Muzyka uboga, choć przy tym mocno oddziałująca, na swój sposób poetycka. Wszelkie próby internetowego czy płytowego rozpoznania spełzły na niczym. Gdy wreszcie poznałem Artura osobiście, okazał się zamkniętym człowiekiem, którego trzeba było wręcz błagać o nagrania jego skromnego dorobku. Praktycznie nie udzielał wywiadów, nie pisał tekstów, nie komentował swej twórczości. Ciężki orzech, to znaczy rodzynek do zgryzienia...

Minęła dekada z okładem, dorobek się urobił, a Kroschel otworzył. I to do tego stopnia, że sam został dyrektorem festiwalu i kierownikiem zespołu, co w jego pokoleniu bynajmniej nie stanowi reguły (z ważnym wyjątkiem Pawła Mykietyna). Co interesujące, jego dokonania na obu tych polach są równie interesujące, co na polu kompozycji, a mowa tu o Poznańskiej Wiośnie Muzycznej i Sepia Ensemble, współprowadzonym z Rafałem Zapałą. Wszystkie działalności się zresztą przenikają i uzupełniają, bo zespół grywa na festiwalu m.in. utwory Artura Kroschela (na tyle wszak rzadko, by nie wzbudzało to podejrzliwości), a autor nieustannie się uczy, programując imprezę czy repertuar ansamblu, tudzież wykładając na poznańskiej Akademii Muzycznej. Urodził się i do dziś mieszka z rodziną w miasteczku obok – tym samym, z którego pochodził słynny polski renesansowy kompozytor Wacław. A teraz Artur z Szamotuł.


W tej twórczości zazwyczaj brak jakichkolwiek tekstów, konceptów, elektroniki czy multimediów, a obsady i partytury pozostają zaskakująco tradycyjne wobec rezultatów brzmieniowych – mało punktów zaczepienia. Ale wyraziste i znaczące tytuły: „Étonnement”, „Aller”, „Parfois”, „Nimis”, „Tauen”, „Fracture”, „Dissipatio”, „LESS”, „Oubli”. Zaskoczenie, iść, czasami, nadmiar, tajenie, złamanie, rozpad, MNIEJ, zapomnienie; czy nie układa się z tej wyliczanki pewna historia? Pełna niedopowiedzeń i wieloznaczności, podobnie jak muzyka Artura Kroschela, którego ulubioną techniką jest „rozbijanie początku” – współbrzmienia, sieci interwałów (bo nie tematu) czy pewnego typu dźwięku. Rozbijanie, tajenie, złamanie, rozpad. Kompozytor ma na koncie bodaj jeden autotematyczny tekst, dobitnie nazwany: „Dźwięki ukryte, głosy zasłonięte. O cichej muzyce” (a powinien być jeszcze z małych liter!). Dla muzyki tym lepiej, bo ona nie lubi być zakrzykiwana i zagadywana, a słuchacz i krytyk ma dla siebie więcej przestrzeni.

„Trio” (2002) na skrzypce, klarnet i fortepian wychodzi od dwóch akordów, które po pierwszej pełnej prezentacji są następnie dzielone na partie, rejestry, poziomy dynamiczne i typy artykulacji („rozbijany początek”). Wspomniane już „Duo” (2006) na dwoje skrzypiec to archipelag wysp: rykoszety smyczków, szczątki kontrapunktów, powtórzenia dosłowne i interwały sekundowe („dźwięki ukryte”). „Fracture” (2006–07) na flet, klarnet, skrzypce, altówkę, perkusję i fortepian idzie z pozoru jeszcze dalej w tym redukcyjnym punktualizmie, ale w połowie utworu z mgławic dźwiękowych wyłaniają się całkiem wyraźne motywy, zderzone następnie z ciszami, które ostatecznie wygrywają z dźwiękami („elementy zbłądzenia”). I wreszcie wspaniałe „Oubli” (2012) na trzy perkusje, moim zdaniem jeden z najbardziej udanych utworów Artura Kroschela. Kompozytor unika tu popisów barwowych, skupiając się na samych rytmicznych tematach i ich przekształceniach, rozgrywanych w bardzo wieloplanowej narracji. W warstwie fizycznej liczy się samo uderzenie, kontakt pałki z membraną, istota perkusji; w warstwie dramaturgicznej cała seria kulminacji i wybrzmień; w warstwie filozoficznej chodzi o czas, jego rozciąganie i ściskanie, a w warstwie psychologicznej o „pamięć i zapominanie”.

Artur Kroschel

Urodził się w 1973 roku w Szamotułach. Absolwent Akademii Muzycznej w Poznaniu (kompozycja u Jana Astriaba i elektronika u Lidii Zielińskiej, obecnie wykładowca tejże uczelni w stopniu doktora habilitowanego – tytuł z Krakowa). Laureat stypendiów Ministerstwa Kultury i Sztuki oraz firmy Davidoff, laureat konkursów, m.in. w Katowicach, Weimarze i Chalon-sur-Saône. Jego utwory grane były przez Ensemble Aleph, Warehouse Ensemble, Ensemble ON, en_Arche, Orkiestrę Symfoniczną Filharmonii Poznańskiej, a nagrane zostały m.in. na płytach wytwórni Acte Préalable, Verlag Neue Musik Berlin i poznańskiej AM. Od 2012 dyrektor artystyczny festiwalu Poznańska Wiosna Muzyczna,  współzałożyciel (w 2014) Sepia Ensemble i także jego dyrektor artystyczny.

Dla mnie jako kompozytora podczas pracy twórczej bardzo istotne jest zapomnienie na dwóch poziomach: o życiu codziennym, o tym co zrobiłem przed chwilą i co muszę realizować za moment oraz druga niepamięć – o muzyce, o tradycji, o mistrzach, o ulubionych utworach, o rozwiązaniach technicznych, formalnych, o całym pięknie muzyki, którą znam. Chcąc o tym wszystkim zapomnieć, próbuję stworzyć utwór oryginalny, nowy, mój utwór. Jednak samo myślenie o tym, że chcę zapomnieć sprawia, że pamiętam. W twórczości więc, tak jak w życiu, nie da się do końca zapomnieć. I chociaż niepamięć wydaje w twórczości stanem wysoce pożądanym, to nie da się jej osiągnąć, ale już samo jej pragnienie daje przynajmniej iluzję wolności, oryginalności i odmienności.
Za: Ewa Fabiańska-Jelińska, „Preludium do twórczości Artura Kroschela”, „Glissando” #23/2014.

Sprawa komplikuje się na gruncie utworów ansamblowych i orkiestrowych, choć to tylko pozory. Weźmy takie „Parfois” (2009) na orkiestrę smyczkową, które różni się od „cichych” utworów silniejszą dynamiką i pędzącą narracją. Jednak w mocy pozostaje znana już z kameralistyki zasada naprzemienności – krótkich triol lub pizzicat oraz długich brzmień trzymanych lub ślizgających się na taflach glissand – objawiająca się także w dialogowym przeciwstawianiu grup smyczków. Dużo tu powtórzeń i charakterystycznych rytmów, które ułatwiają kompozytorowi grę z percepcją słuchacza, grę w pamięć i zapomnienie. Pierwszymi ważnymi próbami w medium orkiestry były „LESS” (2004) i „Dissipatio” (2006–07), nieobecne niestety na nagraniach. W tym pierwszym wyróżnioną rolę pełni perkusja (trzy osoby, w tym jedna na kotłach), wokół której pojawiają się pojedyncze wyspy innych instrumentów. W drugim mamy typowy dla autora intensywny początek tutti, po którym następuje rozrzedzenie faktury, lecz w dalszym toku także zaskakująco regularne szesnastkowe kwintole rozbijane w trzydziestodwójki i tremola.

Szczególnie istotnym utworem w dorobku Kroschela jest „Aller ”(2014) na puzon, wiolonczelę i orkiestrę, prawykonane na Poznańskiej Wiośnie Muzycznej. Podobnie jak w „Oubli”, tu także imponuje wielość planów, zwłaszcza oscylowanie między kameralnością a symfonicznością, oraz skomplikowana polirytmia. Instrumenty solowe są w nieustannym kontrapunktycznym dialogu ze sobą oraz orkiestrą (szczególnie bawi pierwszy, „glissandowy” duet). „Aller” rozwija się nielinearnie, brak tu oczywistych kulminacji i części, co tym bardziej intryguje podczas słuchania. Szczególnie cenię jego migotliwe faktury...

A jeśli już mowa o Wiośnie, to trzeba zaznaczyć, że pod dyrekcją Artura Kroschela ten zasłużony niegdyś, ale nieco zapuszczony przegląd lokalnej muzyki współczesnej zyskał nową formułę i znaczenie. Z jednej strony, coraz więcej tu starannie dobranej światowej klasyki XX wieku (Lachenmann, Ligeti, Berio) oraz rzadziej w Polsce grywanych outsiderów (Radulescu, Billone, Neuwirth), zderzanych z młodymi twórcami krajowymi, nie tylko poznańskimi. Zapraszane są interesujące zespoły zagraniczne (Aleph, Aventure, Distractfold, Lux, Radar, Quiet) z oryginalnymi programami, odkrywane nietypowe lokacje koncertowe (salki w Starym Browarze, korytarze w Zamku). Choć nie zawsze idzie za tym sukces frekwencyjny, z pewnością ostatnio na plus zmieniła się recepcja festiwalu, w czym wielka zasługa dyrektora artystycznego i jego doradców.

Partytura utworu AllerArtur Kroschel, „Aller”, partyturaFlagowym zespołem Poznańskiej Wiosny Muzycznej, który tradycyjnie już podczas imprezy daje jeden premierowy koncert, jest Sepia Ensemble. Zaplecze w postaci podstawowego sprzętu i miejsc prób oferuje Akademia Muzyczna, a promocją zajmuje się Sonora Music, czyli Stach Suchora. Artur Kroschel tak opowiadał niedawno o zespole:

W roku 2015 zagraliśmy 7 koncertów. Na dzień dzisiejszy na rok 2016 mamy zaplanowanych 11 koncertów. To całkiem sporo, jeśli wziąć pod uwagę̨, że każdy koncert to w większości nowy program. Na wybór repertuaru składa się̨ wiele elementów: idea koncertu, propozycja organizatora koncertu lub festiwalu, który nas zaprasza, chęć włączenia do repertuaru polskiej klasyki XX wieku (Szalonek, Serocki, Lutosławski, Schaeffer), ale przede wszystkim elementy, które sprawiają̨, że utwór wydaje się̨ interesujący. Do tego dochodzą ograniczenia finansowe – nuty na duże, ansamblowe składy są̨ dość drogie i najczęściej musimy je kupować lub wypożyczać z własnych środków. Jednak w najbliższym czasie chcemy skierować się̨ właśnie ku większym składom i musimy sobie jakoś z tym problemem poradzić.
Za: Krzysztof Kwiatkowski, „Dziś to marzenie, ale może kiedyś... Czyli jak stworzyć w Polsce zespół muzyki współczesnej” („Glissando” #28/2016).

Jeśli brać pod uwagę samą metrykę, to trudno by Artura Kroschela zakwalifikować do „muzyki 2.1”. Jednak późny debiut na scenie krajowej, powolny (lecz konsekwentny) rozwój każe przypuszczać, że ten szamotulski twórca jeszcze nie powiedział najważniejszego. Wciąż czekają na wykonanie i nagranie liczne utwory orkiestrowe, a coraz więcej zamówień dobrze rokuje na przyszłość. Przede wszystkim jednak ważny jest ton, jaki polskiej muzyce współczesnej dodaje Kroschel: introwertycznego ekspresjonizmu, mozaiki cisz i szmerów, rozbitych początków, ukrytych dźwięków, elementów zbłądzenia. I ciągłego zapominania.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.