Dziewięćdziesiąt sześć godzin  techno obecności
„Miłość” Miłosza Łuczyńskiego

8 minut czytania

/ Sztuka

Dziewięćdziesiąt sześć godzin
techno obecności

Anka Herbut

„140 uderzeń na minutę” to chyba pierwsza w Polsce wystawa przepracowująca relacje sztuk wizualnych z muzyką techno i rave, stawiająca obok figury artysty-samplera – ciało widza w ruchu

Jeszcze 2 minuty czytania

W 1994 roku w galerii Chwilowej w Koninie miała miejsce akcja „120 h mega techno obecności”, która na dziesięć dni zamieniła przestrzeń wystawienniczą w klub techno. Miksowana przez Piotra Wyrzykowskiego muzyka miała wprowadzać w trans, a wkomponowane w ścieżkę dźwiękową cytaty bardziej niż na świadomość odbiorców oddziaływać miały na ich podświadomość. Całej inicjatywie przyświecała idea stworzenia imersyjnej sytuacji imprezowo-artystycznej, zakładającej demokratyczną formę uczestnictwa. Do doświadczania muzyki, wizualizacji i przestrzennych interwencji nie trzeba specjalnej metodologii – artystyczny potencjał zdarzenia przez wiele godzin wsączał się wraz z mocnym beatem w krwiobieg publiczności, zgodnie z podtytułem akcji: „sztuka to przestrzeń kultowa lub nie ma sztuki”.

Na tej samej zasadzie zadziałała na tegorocznym Open'erze przygotowana przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie techno-raverska wystawa „140 uderzeń na minutę”. Wystawa, którą można oglądać lub odbierać czysto sensorycznie. Można ją także tańczyć.

W perspektywie kontemplacyjnej sytuacji galeryjnej festiwalowy kontekst może wydawać się trudny: dużo ludzi, mnóstwo dźwięków i niemożliwa do przetrawienia ilość bodźców. Pomysł Łukasza Rondudy, Szymona Maliborskiego i Zofii Krawiec, by zrobić wystawę o zepchniętej na margines kulturze techno, doskonale wpisał się jednak w okoliczności. W pewnym sensie jest to wystawa site-specific – na Open'erze funkcjonowała na tej samej zasadzie co koncert. Koncert znacznie bardziej intymny poprzez prosty, ale zdecydowany gest scenograficzny: zamiast klasycznego white cube'a dostajemy klub o ścianach wyłożonych czarną gąbką akustyczną. Psychoaktywny labirynt wyposażony w dwa darkroomy z dużą zawartością muzyki i VJ-ki: w tym z dyskotekową kulą pośrodku słychać fragmenty techno-wykładu Wyrzykowskiego; drugi – bardziej medytacyjny – zajmuje stworzona przez kultową łódzką Wspólnotę Leeeżeć instalacja „To co widnieje każdego dnia i czyni się samo” (1997) złożona totemicznych wzorów i fluo-mandali.

Karol Suka, „Schizofrenia”;  Paweł Althamer, „Astronauta”.

Tak zaprojektowana wystawa pozwala więc z jednej strony uciec od festiwalowego nadmiaru, z drugiej – sama stanowi propozycję imprezy utrzymanej w klasycznym dla techno, tytułowym rytmie 140 uderzeń na minutę. Obydwa modele jej doświadczania wydają się na równi uprawnione, a jest i trzeci, bo „140 uderzeń” to także szczegółowo przez kuratorów opisana alternatywna archeologia wizualna lat 90.

140 uderzeń na minutę

kuratorzy: Łukasz Ronduda, Szymon Maliborski, współpraca: Zofia Krawiec,  Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie na Open'er Festival, Gdynia, do 2 lipca 2016

Kultura techno i rave w Polsce sytuują się wciąż na obrzeżach dominujących nurtów sztuki. Kiedy na Zachodzie rave na skalę masową wyrażał się w postaci Love Parade, u nas dominowała sztuka krytyczna. Hermetyczne performanse, prace wideo i instalacje Kozyry, Żebrowskiej czy Żmijewskiego, które o uwagę widza zabiegały, startując z wysokiego poziomu intelektualnego, wymagały od niego również bardzo konkretnych narzędzi poznawczych. Ta ekskluzywność sprawiła, że widz masowy – chcąc nie chcąc – został z tego układu wyłączony. Kultura rave'owa operowała z kolei przystępnym językiem i proponowała doświadczenie wspólnotowe. Flirtowała też z technologią, przekazem medialnym, kiczem i popartem, które dobrze oddawały specyfikę polskiej rzeczywistości potransformacyjnej. Trójmiejski CUKT (Centralny Urząd Kultury Technicznej) tworzył już w tym czasie techno-imprezy o charakterze politycznym. W ramach „Antyelekcji – Technodemonstracji” (1995) wystawiono na prezydenta Roberta Jurkowskiego, którego hasłem wyborczym było „Bądź sobą, jestem z tobą”. Karty do głosowania zawierały tylko jedną kandydaturę. Kiedy Kwaśniewski wraz ze swoim sztabem wyborczym sięgał po disco polo, CUKT jako narzędzia mobilizacji społecznej używał techno wzbogaconego o pierwiastek ironiczno-utopijny.

W późniejszej o kilka lat „Prezydenckiej Kampanii Wiktorii Cukt” wystawiono z kolei wirtualną kandydatkę – Obywatelski Software Wyborczy (OSW) – której program składał się tylko z tego, co chcieli usłyszeć wyborcy. Wiktoria Cukt postulowała demokrację bezpośrednią i partycypacyjną, wiece wyborcze zamieniając w rave'owe imprezy, a swoim hasłem wyborczym ustanawiając wdzięczną frazę: „Politycy są zbędni”. I sztuka, i polityka płynnie wnikały w strukturę CUKT-owych imprez – masowy ruch techno pozwalał na kontakt z masowym odbiorcą.

Widok wystawy / fot. Bartosz Stawiarski

Pod koniec lat 90. spychana coraz bardziej na margines i zagarniana przez środowiska dresiarskie kultura techno i rave'u zaczęła się brutalizować i kompromitować. Raversom z początku dekady narkotyki umożliwiały jeszcze wejście na głębszy poziom świadomości i pozwalały na eksplorowanie innych wymiarów rzeczywistości – później wiązały się z agresją, a opinia publiczna łączyła je głównie z przemocą i przestępczością. Na „140 uderzeniach” sygnałem tej tendencji jest mocny found footage „Huta 2000” (2016) Gregora Różańskiego, w którym obrazy z Parady Wolności zestawiono z kadrami z kibolskiej akcji w Łodzi.

Jest na tej wystawie wiele świetnych wizualizacji, obiektów, dźwięków i dokumentacji. Właściwie jedne płynnie przechodzą w drugie – chyba dzięki temu właśnie propozycji Rondudy, Maliborskiego i Krawiec doświadczyć można jako pełnowymiarowej transmedialnej imprezy. Są prace Jacka Sienkiewicza oraz związanych z krakowskimi Krzysztoforami Marta Deskur, Kuby de Barbaro i Janka Simona; jest inspirowana znakiem Solidarności koszulka z napisem „Schizofrenia” stworzona przez warszawskiego pioniera rave'u – Karola Sukę. Są malarskie odbitki płyt tarczowych wykonane przez Rafała Bujnowskiego dla nieistniejącego już krakowskiego klubu Roentgen: oryginalnie w strobo sprawiały wrażenie ruchomych – tutaj oświetlają je „Impulsatory” Józefa Robakowskiego, w których efekt stroboskopu wytwarza perforujące kliszę światło. Jest dokumentacja akcji Pawła Althamera, który po zażyciu ecstasy na Documenta w Kassel w 1997 roku wszedł na imprezę techno w kasku pilota na głowie, prowokując ludzi do innego niż zazwyczaj spojrzenia na rzeczywistość. Jest naiwno-futurystyczno-utopijny „Manifest” Marcelo Zamenhoffa, w którym artysta przepowiada, jak będzie wyglądał świat w 2000 roku. Jest dokumentacja urzekającego performansu „Miłość” jednego z pierwszych krakowskich vidżejów – Miłosza Łuczyńskiego – który na festiwalu Tu Performance w Toruniu w 1995 roku ułożył na podłodze kwadrat z dwóch tysięcy szminek i w rytm muzyki DJ-a OP-a rozbierał się, tarzał w szminkach i owijał ciało folią. Jest pokazywany kiedyś na rave'owej imprezie slideshow „Unikalny pokaz malarstwa” Maciejowskiego i Bujnowskiego: surowe slajdy z prywatnego archiwum i brutalistyczne rysunki jako generatory bad tripów. Są wreszcie świetne rzeźby duetu Kijewski-Kocur,  który elementy kultury konsumpcyjnej samplował według autorskiej strategii SSS (Surfing-Scaning-Sampling). „Złoty strzał” i „Portret konny Andy'ego Warhola” powstały dokładnie na tej samej zasadzie, na jakiej dźwięki samplowali vidżeje. Jest znacznie więcej.

„140 uderzeń na minutę” to chyba pierwsza w Polsce wystawa przepracowująca relacje sztuk wizualnych z muzyką techno i rave, stawiająca obok figury artysty-samplera ciało widza w ruchu. I choć na Open'erze zafunkcjonowała bardzo organicznie, to kusząca jest wizja doświadczenia tej wystawy w oderwaniu od festiwalowego kontekstu. Wizja galerii, która zamienia się w imprezę-techno, albo klubu techno, który staje się galerią. Wizja kontaktu z masowym odbiorcą poprzez „sztukę pozbawioną sztuczności”.