Kunszt ameby
fot. Marta Ankiersztejn

4 minuty czytania

/ Teatr

Kunszt ameby

Paweł Soszyński

W „Total” przenikliwość i poczucie humoru Sakowicza doprowadzają do absurdu zasadę wirtuozerii, a krąg teorii rozszerza się aż za horyzont, gdzie spekulacja przestaje dostrzegać swój przedmiot i staje się nieistotna

Jeszcze 1 minuta czytania

Solo Pawła Sakowicza to teoretyczny żart, hipotetyczne work in progress, a przede wszystkim aktywna krytyka języka, jakim mówi się o współczesnym tańcu i sztuce. W „Total” nie zobaczymy wiele ruchu, zastąpią go meandry filozoficznych spekulacji, które Sakowicz zamyka w humorystycznym cudzysłowie. To nie tyle myślenie, ile dowcipna zabawa w myślenie. Wyparcie gestu przez mówienie o geście, grzęźnięcie w dyskursach – wszystko to pokazuje drugą stronę medalu, jaki zdobył dla tańca Jérôme Bel. Konceptualizacja choreografii, możliwość takiego o niej mówienia, które angażuje filozoficzne lektury, naukowe artykuły i polityczne manifesty, rzeczywiście rozszczelniło sztywne rozumienie tańca jako zestawu perfekcyjnie wykonanych, możliwie ładnych figur, ale jednocześnie uderzyło do głowy specjalistom, krytykom i teoretykom tańca.

Nieznośne stały się zresztą także opisy własnej pracy choreografów, do czego Sakowicz nawiązuje, testując naszą wytrzymałość już w ulotce towarzyszącej performansowi: „Cechą charakterystyczną spekulacji o wirtuozerii tanecznej jest podejmowanie ryzyka w budowaniu radykalnych scenariuszy dotyczących polityki pragnień”. „Ryzyko”, „radykalny scenariusz” i „polityka pragnienia” to trójgłowy smok, który zieje ogniem w nasze twarze od co najmniej dekady. Sakowicz gasi jego pragnienie w sposób przewrotny, wykonując jedyną w swoim solo sekwencję choreograficzną – cytat z Merce’a Cunninghama, choreografię, którą tancerz wykonywał trzy lata temu i którą zawsze chciał, dla czystej przyjemności, powtórzyć na scenie. „Polityka pragnienia” okazuje się niewinną ochotą, a nawet tęsknotą, i na tym małym prywatnym polu odzyskuje rzeczywiście radykalność, nie teoretyczną, nie spekulatywną  – ściśle wykonawczą.

„Total”, chor. Paweł Sakowicz. Pokaz w ramach festiwalu STS w Teatrze Studio w Warszawie, 29 lipca 2016. Fot. Marta Ankiersztejn

Temat „Total” – wirtuozeria – odwołuje się właśnie do wykonania, do jakości gestu, do umiejętności, do techniki. Do samego tancerza w działaniu. W czterech spekulacjach na temat wirtuozerii Sakowicz rezygnuje jednak z tańca w sposób świadomy, umieszczając siebie pomiędzy dwoma frontami: wspomnianym teoretycznym, belowskim, odczarowującym tancerza-wirtuoza – i właśnie wirtuozerskim, wymagającym od tancerza pewnego zestawu fizycznych umiejętności. „Total” lawiruje pomiędzy i testuje możliwości obu biegunów, tworzy wirtuozerię, w której o wartości wykonania świadczy jego bilans ekonomiczny: wkład siły i efekt. W ten sposób broni prostego gestu jako szczytu wirtuozerii. W innej spekulacji przywołuje postać Glenna Goulda, który uznał, że prawdziwą wirtuozerię można osiągnąć jedynie bez udziału widzów. Wreszcie spekuluje o wirtuozerii bez istnienia ludzkości, a więc sztuki – w tej spekulacji laur przyznając kunsztowi ameby.

W ostatniej spekulacji staje się to, co stać się musiało – Sakowicz jest konsekwentny i zaczyna spekulować na temat samej spekulacji. Docierając do granic spekulacji, rozmyśla o kosmosie, o wirtuozerii wszechświata. W ten sposób błyskotliwie odsłania klasyczny paradoks myśli, która idąc za ciosem, zawsze dotrze do punktu niemożliwego, poza naszym poznaniem, poza możliwością samej myśli. Nieodwołalnie każda myśl musi załamać się pod nieogarnionym ciężarem swoich konsekwencji. Myśl można urwać, zawiesić, ale – jak ciąg liczb – nie ma ona swojego końca. Spekulując o tańcu, albo docieramy do punktu zero – bezruchu, albo równie zerowej nieskończoności tanecznego gestu.

Pozostajemy więc w punkcie, pozostajemy tu, na tej scenie. Wokół nas kręci się niezbadany wszechświat, pod mikroskopami trwa kunsztowny taniec ameb, nasze komórki wibrują. W „Total” przenikliwość i poczucie humoru Sakowicza doprowadzają do absurdu zasadę wirtuozerii, a krąg teorii rozszerza się aż za horyzont, gdzie spekulacja przestaje dostrzegać swój przedmiot i staje się nieistotna. Pozostaje radykalna naiwność i szczerość gestu. Ostatecznie Sakowicz po prostu bardzo chce wykonać jeszcze raz Cunninghama. Przyjemnie patrzeć, jak go tańczy.