Bez Emilii
Muzeum Archeologiczne Tel-Hatzor, Izrael

13 minut czytania

/ Sztuka

Bez Emilii

Rozmowa z Nicolasem Grospierre'em

Prawa rynku będą zwyciężały nad estetyką, dopóki nie powstaną mechanizmy prawne, które pozwolą na lepszą ochronę architektury modernistycznej. Zostanie to, co jest najcięższe w modernizmie, czyli wielkie osiedla. Estetyka przegra z ekonomią

Jeszcze 3 minuty czytania

MONIKA STELMACH: W albumie „Modern Forms” pokazałeś kilkaset zdjęć. Jak długo nad nim pracowałeś?
NICOLAS GROSPIERRE: Zainteresowanie modernizmem sięga początków mojej praktyki fotograficznej. Pierwsze zdjęcia pochodzą z 2002 roku, czyli sprzed około 14 lat. Większość z nich wykonałem z chęci zachowania dokumentacji tych obiektów; myśl o albumie pojawiła się znacznie później. W międzyczasie robiłem różne inne prace, ale nigdy nie przestawałem fotografować modernistycznych budowli. Trzy lata temu przejrzałem archiwum i okazało się, że mam tysiące zdjęć tego zjawiska architektonicznego. Pomyślałem, że może warto to pokazać.

Jaki jest klucz?
Dysponowałem ogromną ilością materiału. Dlatego długo zastanawiałem się, jak uporządkować zdjęcia, żeby album miał ręce i nogi. Postanowiłem, że nie będę układał ich według czasu powstania czy krajów pochodzenia, ale według form. Klucz, który zastosowałem, nadaje pewną harmonię i komfort oglądania książki. W spokojny, a czasami żartobliwy sposób przechodzi się z jednego rodzaju formy do następnego. 

Niesamowita jest ta różnorodność architektoniczna. 
To wynika z technologii konstrukcji. Beton można dowolnie kształtować dzięki zastosowaniu metalowych prętów. Architekci byli zafascynowani nowymi możliwościami eksperymentowania, robienia rzeczy niezwykle śmiałych jak na tamte czasy.

Nicolas Grospierre

ur. w 1975 r. w Genewie, fotograf. Z wykształcenia politolog (w latach 1997–1999 studiował w Institut d’Etudes Politiques w Paryżu i na London School of Economics). Od 1999 mieszka w Warszawie. W 2008 razem z Kobasem Laksą otrzymał  Złotego Lwa na 11. Biennale Architektury w Wenecji za najlepszy pawilon narodowy: „Hotel Polonia. Budynków życie po życiu”. Brał udział w wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych. Jest laureatem nagrody Paszport Polityki 2011 w kategorii sztuki wizualne.

W albumie obok siebie znajdują się budynki z USA i Rosji, Libanu i Izraela. Zaskakujące połączenia.
Zadziwiające jest, że tak podobne budynki istnieją w krajach odległych od siebie geograficzne, kulturowo, polityczne, a czasami wręcz antagonistycznych. Na przykład Liban i Izrael łączą się w podobieństwie bliźniaczych budynków. Oba to biblioteki. Jedna w kibucu Gazit, w Izraelu, a druga w pałacu Niavaran, wzniesiona jako prywatna biblioteka królowej Iranu Farah Diba w Teheranie.

Wrażenie robi też liczba krajów, w których fotografowałeś modernizm, od Europy przez Stany po Azję. 
Ten rodzaj architektury jest obecny w Europie Zachodniej, w Stanach Zjednoczonych, ale też w Rosji, Afryce czy Azji. Idea modernizmu rozprzestrzeniała się na cały świat niezależnie od kontekstu kulturowego, geograficznego i geopolitycznego. Za każdym razem był to klarowny sygnał przystąpienia do nowoczesności. Kiedy myślimy o miastach w Brazylii czy Indiach zaprojektowanych przez Le Corbusiera, to zawsze były one symbolem stawania na nogi. W duchu modernizmu powstawały przecież całe nowe miasta zrównane z ziemią podczas II wojny światowej. Czy to w przypadku demokracji rozwiniętych, czy też krajów postkolonialnych, retoryka planistów była taka sama – dzięki tej architekturze staniemy się nowocześni. Nigdy później nie było już żadnej tak wielkiej idei w architekturze.

Często fotografujesz tzw. wielką płytę, która dziś nie ma dobrej sławy. Co cię w niej fascynuje?
Mimo wszystko forma. Budowanie z wielkiej płyty to jak zabawa klockami lego. Budynki składają się z kilkunastu modułów, które w łatwy sposób można złożyć. Cieszy mnie to na poziomie wizualnym, ponieważ widać, jak te elementy się układają. Interesująca jest też skala, ta olbrzymia liczba okien. Człowiek jest mały wobec tej architektury. Jednocześnie fascynująca jest świadomość, że za każdym z tych prostokątów kryje się życie jednostki albo rodziny. Wszystkie wyglądają podobnie, ale każdy mieszkaniec dekoruje balkon, jak tylko ma ochotę. To wariacja na temat tego samego tematu; wielka monumentalna kompozycja, która za każdym razem jest inna, a z drugiej strony taka sama. Wielka płyta była też odpowiedzą na modernistyczną ideę stworzenia lepszego świata.

xxx Nicolas Grospierre, Żółte osiedle, Warszawa, 2005 

Dziś nie kojarzy się z lepszym światem, a niektóre podupadające osiedla z wielkiej płyty stają się wręcz synonimem wykluczenia.
Woda, gaz i elektryczność w każdym mieszkaniu dzisiaj wydają nam się oczywistością, ale w latach 30. XX wieku były luksusem danym zwykłemu obywatelowi. Ucieleśniało to ideę postępu w tworzeniu godziwych warunków do życia, co widać też w strukturze własnościowej. Tworzone były wówczas spółdzielnie, przez co każdy na równych prawach był częścią tej wielkiej społeczności. To był nie tylko sposób myślenia o architekturze, ale też o tym, jak architektura może wpłynąć na codzienne życie. Widać to doskonale w budowlach użyteczności publicznej: sportowych, oświatowych czy kulturalnych, które nie powstawały dla zysku, ale po to, żeby ludziom żyło się lepiej, żeby się integrowali. Dzisiaj te koncepcje są już zapomniane, nastąpił powrót do własności. Ale mam wrażenie, że tęsknimy za ideami wspólnoty.

Dzisiaj modernizm znowu staje się modny?
Widać wyraźną tęsknotę za modernizmem, który jest na fali na całym świecie. Poza moim „Modern Forms” w tym samym czasie ukazało 5 innych albumów fotograficznych wokół architektury brutalistycznej. Modernizm jest modny nie tylko na poziomie estetyki, ale również ideałów, które stały za nim, tak jak już wspomniana idea spółdzielczości, która, mam wrażenie, jest znowu aktualna po rozczarowaniach późnym kapitalizmem.

Może o tej popularności decyduje też rodzaj nostalgii za przeszłością. Dla 30–40-latków stanowi nawiązanie do dzieciństwa.  Dla młodszych jest pewną ciekawą egzotyką. Oni nie mają też negatywnych skojarzeń historycznych. A może jest to nostalgia za niekomercyjnym typem architektury. Budynki modernistyczne nie miały charakteru zarobkowego, ich jedyną funkcją było służenie ludziom. Jest pewna hojność w architekturze bez kalkulacji ekonomicznej.

W Polsce modernizm jest wciąż niedoceniany. Budynek Ciechu w Warszawie zniszczono razem z twoją pracą.
Bardzo lubiłem nieistniejący już budynek Ciechu. Zanim został zrównany z ziemią, dostałem pozwolenie na zrobienie tam projektu, nazwałem go „Szklana pułapka”. Urządziłem oranżerię, a wstawienie luster weneckich dawało wrażenie niekończącej się zieleni. To była ostatnia rzecz, jaka tam powstała, bo potem weszły kopary. Instalację faktycznie zniszczono razem z budynkiem.

Mimo wszystko Polacy kochają modernizm coraz bardziej, o czym świadczy oburzenie społeczne wywołane decyzją wyburzenia pawilonu Emilii. Trwa też walka o zachowanie budynku, w którym mieści się dziś Syreni Śpiew. Nie wiem, jaki będzie otworzony na nowo Smyk, ale inwestor obiecuje, że przywróci wygląd sprzed 50 lat. Na poziomie dyskursu wszyscy się zgadzają, że jednak modernizm ma swoją wartość. Wiele zmienia się na lepsze, chociaż straty są już dość duże.

xxx xxxNicolas Grospierre, Muzeum kosmosu, Tereny targowe, Trypolis, Liban, 2010

Przestał kojarzyć się z komuną?
Przez dłuższy czas był uznawany za trudną, złą architekturę. Ale to tak jak z Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, który jeszcze nie tak dawno chciano zburzyć. Dziś trudno sobie wyobrazić forsowanie takich pomysłów. Trzeba było czasu, żeby został odczarowany. Dziś estetyka przeważa nad negatywnymi skojarzeniami politycznymi czy ustrojowymi, co widać też na przykładzie szalonej mody na dizajn z tamtych czasów: meble, dekoracje czy naczynia.

Oburzenie społeczne nie zawsze przynosi efekty. Wiele ciekawych budynków w całej Polsce zniknęło i znika nadal. Pomimo protestów za chwilę nie będzie Emilki.
Wielkie nieszczęście, że Emilka zostanie zniszczona. Pocieszające jest jednak to, że było tam Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Gdyby została sklepem meblowym, to nie byłoby takiego zgiełku wokół rozbiórki pawilonu. A ponieważ stała się ważnym punktem na mapie kulturalnej Warszawy, to wielu ludzi oburzało się, że ważna instytucja zostaje bez dachu nad głową, a jednocześnie znika ciekawy obiekt. Dyskusja, jaka rozpętała się wokół Emilii, podniosła świadomość społeczną na temat modernizmu.

Można odnieść wrażenie, że istnieje rozdźwięk między wolą społeczną a decyzjami politycznymi.
Wiele z tych budynków jest atrakcyjnie położonych w centrach miast, gdzie działki kosztują olbrzymie pieniądze. Są wyburzane, a w ich miejsce zwykle powstają biurowce, ponieważ to przynosi właścicielom wymierne zyski. Prawa rynku będą zwyciężały nad estetyką, dopóki nie powstaną mechanizmy prawne, które pozwolą na lepszą ochronę architektury modernistycznej. Zostanie to, co jest najcięższe w modernizmie, czyli wielkie osiedla. Estetyka przegrywa z ekonomią

xxx xxxNicolas Grospierre, Dom sowietów, Kaliningrad, 2011

Stworzenie mechanizmów prawnych zajmuje dość dużo czasu. Istnieje ryzyko, że zanim zostaną wprowadzone w życie, to nie będzie już czego chronić.
W Polsce dziś bardzo ważne jest święte prawo własności, które nie istniało przez wiele lat. Istnieje paniczny lęk przed jego naruszeniem, nawet za cenę dobra społecznego. Doskonałym przykładem są autostrady. Komunizm skończył się 27 lat temu, a dopiero od wejścia do Unii zaczęto je budować z rozmachem. Wcześniej nie było mechanizmów prawnych, które pozwoliłyby, aby to państwo decydowało, że ziemia, przez którą ma przebiegać autostrada, musi być wykupiona. To są inwestycje, które na poziomie makro zwracają się błyskawicznie. A trzeba było czekać prawie 30 lat, żeby można było przyzwoicie jeździć.

Podobnie jest w przypadku modernizmu – sytuacja zmieniłaby się, gdyby można było odgórnie chronić te budynki. Ale mimo braku regulacji prawnych, coraz więcej konserwatorów zabytków wpisuje budynki modernistyczne na listę obiektów chronionych, niezależnie od woli właściciela. Budowanie świadomości wymaga czasu.

Wydaje się, że Berlin znacznie wcześniej docenił modernizm niż Polska, chociaż historia Niemiec Wschodnich jest podobna.
Niemcy mają kompletnie inny stosunek do budownictwa. Na początku lat 2000 prawie połowa mieszkańców miast Niemiec wschodnich przeniosła się do zachodniej części. Drezno, Halle, Lipsk opustoszały. Byłem pozytywnie zaskoczony, że mimo to kamienice z początku XX wieku są odnowione na glanz. Uznałem to za rodzaj wizjonerstwa. Władze Niemiec wiedzą, że nikt tam nie chce mieszkać, ale nie pozwolą, żeby ten proces się pogłębiał. Może za kilka lat te domy znowu będą potrzebne. Oni mają też większy szacunek dla tego, co już istnieje, co zostało zbudowane. To kwestia innej kultury.

Masz ogląd z różnych miejsc na świecie, jaki jest stosunek do modernizmu w innych krajach?
Bardzo różny. Przy czym wcale nie jest tak, że w krajach zachodnich czy Stanach Zjednoczonych, które nie mają złych skojarzeń historycznych, jest większy szacunek dla modernizmu niż w państwach dawnego bloku wschodniego. W Stanach, mimo tego, że świadomość walorów estetycznych architektury modernistycznej jest dość wysoka, to bywają one burzone. Tam jest kult własności, jeśli właściciel uznaje budynek za nieużyteczny lub brzydki, to może go zniszczyć. Kościół w Waszyngtonie, w samym sercu tego kraju, kilkaset metrów od Białego Domu, zniknął kilka lat po tym, jak go sfotografowałem. Stało się tak tylko dlatego, że kongregacja uznała, że nie jest wystarczająco ładny. Do dzisiaj nic tam nie powstało.

Nicolas Grospierre, Modern Forms. A Subjective Atlas of 20th Century Architecture. Wydawnictwo Prestel, w księgarniach od 1 marca 2016.Nicolas Grospierre, „Modern Forms. A Subjective Atlas of 20th Century Architecture”. Wydawnictwo Prestel, w księgarniach od 1 marca 2016Natomiast w Gruzji, gdzie jest dużo modernistycznej architektury po Związku Radzieckim, a jak wiadomo, Gruzini nie są wielkimi fanami Rosjan, jest sporo organizacji pozarządowych, które zajmują się ochroną architektury modernistycznej. Mam do nich duży szacunek, ponieważ potrafili oddzielić walory estetyczne od trudnej historii. Niestety zniknął bardzo ciekawy pomnik rosyjski, jeden z moich ulubionych. Stał na głównym placu Tbilisi. Składał się z 9 łuków, każdy był mniejszy od następnego, jak matrioszki. Miał ksywę „betonowe uszy” albo „uszy Andropowa”. Nie istnieją też bardzo ciekawe hotele wypoczynkowe w Batumi.

Niektóre obiekty rozpadają się pozostawione same sobie, co też pokazujesz w „Modern Forms”.
Powodów jest wiele: kryzys ekonomiczny, brak środków na remonty. Niektóre z tych budynków są niefunkcjonalne z dzisiejszego punktu widzenia i nikomu nie opłaca się wkładać w nie pieniędzy. Ale istnieje pewien paradoks, który polega na tym, że to, co upadłe, ma pewną szlachetność; jest piękne właśnie poprzez upadek. Nie jestem pierwszy, który zauważył w tym wartość. Cała szkoła romantyczna fascynowała się ruinami antycznymi, bo to, co kiedyś monumentalne, a dziś w ruinie, wywołuje pewien rodzaj patosu, wzniosłości, smutku i nostalgii.