Jak pokonać węża
fot. Grzegorz Press

8 minut czytania

/ Teatr

Jak pokonać węża

Piotr Morawski

„Indianie” to dobra zabawa, ale też szkoła wychowania obywatelskiego, wspólnego działania dla dobra ogółu. By pokonać węża, trzeba działać razem. Na scenie i na ulicy

Jeszcze 2 minuty czytania

O Indianach było ostatnio głośno za sprawą Siuksów z Dakoty Południowej. Przez rezerwat Standing Rock miał być przeprowadzony rurociąg firmy Energy Transfer Partners. Jeszcze w kwietniu Indianie zbudowali obóz, by bronić swojej ziemi przed nafciarzami i sprzyjającymi im lokalnymi władzami. Dochodziło do aresztowań, pobić czy pogryzień – policja używała bowiem przeciw protestującym psów. O sprawie stało się głośno na całym świecie jesienią, kiedy lokalny szeryf postanowił namierzać protestujących, którzy meldowali się w Standing Rock na Facebooku. By zmylić władze i uniemożliwić identyfikację protestujących na całym świecie setki tysięcy osób oznaczały się jako obecne w rezerwacie.

Sprawa stała się głośna, choć w czasie kampanii wyborczej w USA kandydaci starali się unikać zarówno tematu rdzennych mieszkańców Ameryki i ich prawa do ziemi, jak i ochrony środowiska. Po jednej stronie stanęli ekolodzy i aktywiści działający na rzecz Indian, po drugiej – naftowy gigant. Pat trwał aż do 4 grudnia, kiedy władze cofnęły pozwolenie Energy Transfer Partners na budowę rurociągu na terenie rezerwatu Siuksów. I tak Indianie wygrali z systemem. Podobnie jak „Indianie” wyreżyserowani przez Justynę Sobczyk w Teatrze 21.

Justyna Lipko-Konieczna, Justyna Sobczyk, „Indianie”, reż. Justyna Sobczyk, Teatr 21, Nowy Teatr, premiera 9 grudnia 2016Justyna Lipko-Konieczna, Justyna Sobczyk, „Indianie”, reż. Justyna Sobczyk, Teatr 21, Nowy Teatr, premiera 9 grudnia 2016Na scenie Nowego Teatru – koproducenta spektaklu – jest rozbity obóz: las, namioty; w scenografii Justyny Łagowskiej panuje radosna atmosfera beztroskiej zabawy. To nie Indianie, lecz zuchy. „Mundur, chusta, pas zuchowy/ Beret zdobi głowę/ A na piersi pięknie błyszczy/ Znaczek kolorowy” – śpiewają aktorzy Teatru 21: Grzegorz Brandt, Anna Drózd, Teresa Foks, Daniel Krajewski, Maja Kowalczyk, Jan Adam Kowalewski, Barbara Lityńska, Anna Łuczak, Aleksander Orliński, Michał Pęszyński, Emilia Rajca, Piotr Sakowski, Aleksandra Skotarek, Cecylia Sobolewska, Marta Stańczyk, Piotr Swend i Magdalena Świątkowska w składzie poszerzonym o Magdalenę Czerwińską i Martynę Peszko. Są przebrani w zuchowe mundury. Zastępem kieruje Justyna Wielgus – prowadzi musztrę, wydaje komendy i wyznacza kolejne zadania, mające przynieść zuchom coraz to nowe sprawności: jest przeciąganie liny, wyścigi łodzi czy skok nad kanionem. Na razie – choć musztra przypomina prawdziwą tresurę – panuje atmosfera zabawy. Nagrody dostają też przegrani – nie ma tu lepszych i gorszych.

Ktoś wpada wreszcie na pomysł, by pobawić się w Indian. Obóz zostaje więc przemianowany na Zuchwest, a zastęp dzieli się rolami na Indian i kowbojów. Dopiero teraz – jak w eksperymencie więziennym Philipa Zimbardo – zaczyna się przemoc; jej sprawcą nie jest wcale wydająca komendy zastępowa, lecz są nimi sami uczestnicy zabawy. Ci, którym przypadły w udziale role kowbojów, szybko odnajdują się jako kolonizatorzy i gnębiciele podbijanego plemienia. Zaczynają dominować. Szybko zmieniają nazwę Zuchwest na Rezerwat i tam zamykają Indian. Tak ma się – ich zdaniem – ta zabawa skończyć. Na nic protesty zuchów-Indian, którzy spętani i zamknięci w rezerwacie chcą innego końca zabawy; na nic głos pełniącego funkcję arbitra Kaktusa, wtórującego Indianom w wołaniu, że „Tak się ta zabawa nie może skończyć”.

Kończy się jednak. A oczywista przemoc rodzi demona – czarnego węża, który teraz przejmuje władzę nad wszystkimi uczestnikami zabawy. Nikt mimo usilnych starań nie jest w stanie go pokonać. Ani siłą, ani inteligencją, ani nadnaturalnymi mocami. Cały zespół Teatru 21 jest bezradny i staje w obliczu mającej nieuchronnie nadejść klęski. Ale znów pojawia się wołanie, że „ta historia nie może się tak skończyć”.

Na pomoc zostają wezwani widzowie, którzy razem z aktorami, siedząc na scenie, radzą, jak pokonać węża. Padają rozmaite pomysły, aż ktoś wreszcie wpada na najprostszy – żeby węża rozmontować. Bo teatralny wąż zrobiony był z czarnych kurtek spiętych karabińczykami i okazał się wcale nie taki groźny. Trzeba było zatem zerwać sceniczną umowność, by pokonać zło. Wychodzimy więc z teatru!

Nowy spektakl Teatru 21 był oczekiwany od dawna; i żeby było jasne – oczekiwania były ogromne. Oczywiste było też, że to dla całego zespołu nowe otwarcie. Po świetnych „Klaunach” demaskujących utopię programów mających wspierać usamodzielnienie się osób z niepełnosprawnościami („inclusion – illusion” – śpiewali wówczas aktorzy) w końcówce 2015 roku, o aktorach Teatru 21 zaczęło się wreszcie na dobre pisać. Justyna Sobczyk zaczęła pracować w innych teatrach – w marcu 2016 roku wyreżyserowała „Ojczyznę” Krystyny Miłobędzkiej w Teatrze Polskim w Poznaniu, a w czerwcu w ramach Długiego Obiegu w krakowskim Starym Teatrze wraz z aktorami z Teatru 21 przygotowała „Hamleta V”. „Indianami” Teatr 21 wszedł też do nowej instytucji – do Nowego Teatru w Warszawie (choć kolejne spektakle mają być pokazywane już w Instytucie Teatralnym). Zespół się również powiększył.

Ze sceny znikła za to reżyserka. Zwykle to ona kierowała ruchem, chodziła po scenie z mikrofonem, udzielała głosu, dopowiadała, tłumaczyła, a przede wszystkim – była obecna i widzialna. Tym razem zdecydowała się wycofać ze sceny, zostawiając całą przestrzeń dla aktorów. Czy to znaczący gest reżyserski i czy będzie tak już na stałe – na razie nie wiadomo…

Pozostają jednak rzeczy niezmienne, a do takich należy niewątpliwie polityczność spektakli Teatru 21. Ekipa składająca się w większości z osób z zespołem Downa i autyzmem, siłą rzeczy zawsze będzie tworzyła spektakle, które będą rewidowały relacje władzy. Które będą stawiały widzów w niewygodnej sytuacji i które będą problematyzowały jakkolwiek rozumianą normatywność.

Teraz – zwłaszcza gdy Zuchwest zostaje zmieniony w Rezerwat – w oczywisty sposób tematem staje się wykluczenie z pola widzialności i uczestnictwa w życiu społecznym osób z niepełnosprawnościami. Tak jak Indianie zamykani są w rezerwatach, tak dla osób z niepełnosprawnościami tworzone są ośrodki, by mogli czuć się lepiej na własnym terenie; z myślą o nich planowane są programy integracyjne, mające wkluczać je w społeczeństwo i pomagać samodzielnie funkcjonować (o tym byli „Klauni”). Jakby zupełnie nie zauważa się przy tym protekcjonalnej, w istocie wykluczającej, postawy. W pomysł ten wpisana jest gettoizacja – i to bez względu na to, czy mowa o żyjących w rezerwatach Indianach, czy o niepełnosprawnych odseparowanych od życia w szkołach specjalnych albo w ośrodkach. Rezerwat zawsze będzie przestrzenią wykluczenia, niezależnie od intencji towarzyszących jego powstaniu. Tworzenie rezerwatów daje państwu alibi. I święty spokój. Indianie na przyznanym im obszarze mogą rządzić się swoimi prawami; mogą czcić swoje święte miejsca i zgodnie z tradycjami polować. Mogą żyć po swojemu, jednak tylko pod warunkiem, że rezerwatu nie opuszczą.

Albo dopóty, dopóki jakaś kompania naftowa za przyzwoleniem państwa nie zechce wybudować na ich terenie rurociągu. Wtedy pozostaje akcja obywatelska; obywatelski protest przeciw aparatowi przemocy. Wówczas trzeba rozmontować węża, który jako żywo przypomina ciągnący się przez scenę rurociąg. Można? Można!

„Indianie” to dobra zabawa, ale też szkoła wychowania obywatelskiego; wspólnego działania dla dobra ogółu. By pokonać węża, trzeba działać razem. Na scenie i na ulicy. To świetna lekcja nie tylko dla dzieci.

Spektakl przeznaczony jest dla widzów od lat siedmiu – górnej granicy wieku realizatorzy nie wyznaczyli.