Podsumowanie 2016

31 minut czytania

/ Obyczaje

Podsumowanie 2016

redakcja

Nobel dla Boba Dylana i powrót Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu. Nuda w sztuce i najlepsze filmy. Muzyczne festiwale i sztuka mediów. Redaktorzy „Dwutygodnika” podsumowują mijający rok w kulturze

Jeszcze 8 minut czytania

TEATR

1. Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu
Po straconych sezonach za dyrekcji artystycznej Piotra Ratajczaka, Maciej Podstawny wyprowadził w tym roku legendarną polską scenę z impasu. Wszystko dzięki trzem mocnym spektaklom młodych twórców. „Cynkowi chłopcy”, debiut reżyserski Jakuba Skrzywanka na podstawie reportażu Swietłany Aleksijewicz, to dowód na świetne operowanie teatralną formą, w której sprawdzają się najprostsze i najbardziej klarowne pomysły oraz sentymentalna wyprawa na estradę Festiwalu Piosenki Żołnierskiej, który staje się przewrotnie gorzkim, antywojennym manifestem. Nie można też przegapić wspaniałej Rozalii Mierzickiej w roli stachanowskiej pin-up girl. „Zapolska Superstar” Anety Groszyńskiej i Jana Czaplińskiego to dla odmiany manifest feministyczny utrzymany w konwencji prześmiewczej lewicowej farsy. Plus dawka zbawiennej serotoniny dla tych wszystkich, którzy myślą, że nic nie można, nic się nie uda. Może się da? W zupełnie innej tonacji utrzymany jest „Schubert. Romantyczna kompozycja na dwunastu wykonawców” Magdy Szpecht. Reżyserka we współpracy z Wojtkiem Blecharzem i nominowanym do tegorocznych Paszportów Polityki Pawłem Sakowiczem przenosi nas w melancholijny i liryczny świat prekursora romantyzmu w muzyce. Mrok i humor dobrane są tu w idealnych dawkach, a udział amatorów seniorów strąca problem z wyżyn geniuszu gdzieś blisko nas, pod swojski koc, gdzie kryjemy się przed światem. Szpecht operuje czułością i szczerością, dlatego trafia do widza. Jak najbardziej zasłużone zwycięstwo w konkursie „Paradiso” na tegorocznej „Boskiej Komedii”.
Recenzja „Schuberta” Magdy Szpecht.

..2. „Robert Robur” Krzysztofa Garbaczewskiego
Spektakl wizjonerski.  Nie jest to przedstawienie do myślenia, raczej szeroko zakrojone wydarzenie, w które należy się zanurzyć, czerpiąc z niego przyjemność. Dlatego lepiej nie wiedzieć, co tam się wydarzy, jaka jest nić intrygi, jak zwykle u Garbaczewskiego poplątana. Nikomu nie odbiorę przyjemności pogoni z Roburem za pynchonowskim „błędem w systemie”, a ten jest nieoczekiwany jak wszystkie zwroty akcji w przedstawieniu. W najnowszym spektaklu Garbaczewski najsilniej chyba zawirusował percepcję widzów, o recenzentach nie wspominając, całkowicie odczarował piękny polski współczesny teatr, który zabrnął na manowce. W TR-ze jest brudno, absurdalnie i wreszcie prawdziwie, i jest w tym jakiś ukryty manifest, który trafia znacznie silniej niż zwroty ideologiczne i plasowanie dyskursów. Doświadczenie z pogranicza halucynacji i teatralnego olśnienia.
Recenzja.

..3. „Praskie Si-Fi” Agnieszki Błońskiej
Najlepszy ze spektakli Teatru Powszechnego w Warszawie pod dyrekcją Pawła Łysaka i Pawła Sztarbowskiego i jedno z najdotkliwszych wyznań zwątpienia w społeczną moc teatru. Błońska i dramaturżka, Joanna Wichowska, nie pozostawiają nam złudzeń: zawiedliśmy jako twórcy, recenzenci i widzowie, przelatując jak E.T. w ideologicznym koszyczku wysoko ponad głowami zepchniętych na margines, traktując ich zbyt łatwo jako atrakcyjny teatralnie temat, obcy gatunek. Nic więc dziwnego, że wylądowaliśmy na księżycu „dobrej zmiany”. Od dawna nie oglądałem w teatrze czegoś równie szczerego, gorzkiego i ironicznego. To spektakl, w którym pracę u podstaw realizatorzy zaczynają od siebie. I robią to absolutnie bezkompromisowo, ryzykując wszystkim. Może ta bezsilność, poddanie się, bezwzgędna kpina z własnych aspiracji jest nowym otwarciem dla teatru prawdziwie empatycznego?
Wywiad z reżyserką.

..4. „Orlando” Weroniki Szczawińskiej
W moim odczuciu najlepszy spektakl reżyserki. Zachwyca precyzją, piekielnie trudną partyturą (współpraca choreograficzna Agaty Maszkiewicz) i fantastycznym aktorstwem studentów wrocławskiej PWST. Rzadko zdarza się, żeby spektakl dyplomowy studentów aktorstwa przebił większość realizacji na zawodowych scenach. A jednak. I wymienić trzeba tu wszystkich, bo Pola Błasik, Artur Caturian, Sylwester Dąbrowski, Filip Kowalczyk, Aleksandra Matlingiewicz, Małgorzata Pauka, Maciej Piasny, Aleksandra Prochownik, Michał Surówka, Rafał Witczak, Karolina Synowiec radzą sobie z najbardziej ekwilibrystycznymi aktorsko pomysłami Szczawińskiej w sposób perfekcyjny i bez nich tego sukcesu by nie było. „Orlando”, mimo że powieść Virginii Woolf obrosła twardymi feministycznymi dyskursami, nagle odzyskuje lekkość młodzieńczego buntu wobec patriarchalnej rzeczywistości „wielkich Wiktorian”. Formalnie mistrzowskie, błyskotliwe, zapięte na ostatni guzik przedstawienie, którego pozazdrościć może większość teatrów repertuarowych (pod rozwagę).

..5. „Zrób siebie” Marty Ziółek
Odzieżowa mitologia, loga jako totemy, housowe remiksy smakujące jak pieśni z „Ogrodów koralowych i ich magii” Malinowskiego – Ziółek komponuje z nich spektakl o ogromnej sile rażenia, z nieodłącznym dla współczesnego społecznego rytuału elementem autoironii. W Komunie oglądamy duchowe karaoke i seans cudów: Glow z fantomowym kotkiem, Beauty, Coco czy High Speed to komponenty teatralnej psylocybiny, którą „Zrób siebie” uwalnia powoli do krwiobiegu widowni. Marki jako tripy, bez wyraźnego opowiedzenia się za lub przeciw – to od nas zależy, czy ta przygoda zakończy się odlotem, czy paranoją.
Wywiad z reżyserką.
Recenzja.

Paweł Soszyński

LITERATURA

1. Nobel dla Boba Dylana
Werdykt Akademii Szwedzkiej wywołał w tym roku niemałe zamieszanie. Bo choć wszyscy świetnie znali nazwisko laureata, to niektórym do głowy by nie przyszło, żeby nazywać go pisarzem. Nawet jeśli pierwsze reakcje rozłożyły się wokół prostego sporu: należało się/ nie należało, to późniejsza dyskusja o Nagrodzie Nobla dla amerykańskiego piosenkarza wyciągnęła z zatęchłej piwnicy sporo pytań o to, czym, jaka i gdzie jest literatura. Czy wielka poezja, zamiast zalegać na księgarnianych półkach, może wisieć na serwisach z tekstami piosenek? Czy „Blowin' in the Wind” będzie analizowane na maturze z polskiego? Czy w dziale literackim dwutygodnik.com będą ukazywać się recenzje tekstów Taco Hemingwaya? Najważniejsze, że decyzja akademików sprowokowała do dyskusji nie tylko tych, których fascynuje literatura (według starych ustaleń), ale również tych, których fascynuje literatura (według najnowszych ustaleń). Kto by posądzał szwedzkich akademików o taką przewrotność?
Rozmowa Jakuba Bożka z Jerzym Jarniewiczem o kulturze lat 60.

Maciej Jakubowiak

x2. Dyskusja wokół Nike dla Bronki Nowickiej
Po przyznaniu nagrody Nike dla wydanego przez Biuro Literackie tomu „Nakarmić kamień” rozgorzała dyskusja, która mogłaby zaspokoić ckliwe marzenia wielu o debatach i sporach, jakie niegdyś toczono na łamach działów kulturalnych, gdyby nie fakt, że odbyła się głównie w publikowanych w internecie krótkich notkach tygodników oraz na fejsbuku. Justyna Sobolewska krytykowała wybór jury, a Piotr Bratkowski go bronił, powołując się na „prywatne dreszcze i olśnienia”. Jaś Kapela z kolei obśmiewał metaforyczny ton Nowickiej, podkreślając, że książka nie ma nic do powiedzenia o współczesności. W całej tej dyskusji jednak najciekawsze są nie kolejne warstwy polemiki, ale pytania, jakie pojawiają się przy jej okazji, każde warte osobnego sporu: Czym jest gust literacki i czy przekonanie o jego prywatności jest do utrzymania, skoro chcemy o literaturze rozmawiać? Czy nadążanie lub nienadążanie literatury za współczesnością bywa raczej sprawą języka, tematu, czy też modnej w danym czasie odległości opisującego wobec tego, co opisywane?
Książka Bronki Nowickiej jest rzeczywiście niedobra, ale tegoroczna decyzja jury okazała się ciekawsza niż wybory z poprzednich kilku lat – zamiast decyzji do bólu oczywistej powstała okazja do zadawania pytań. 
Maciej Woźniak o sporze wokół Nike i gatunku prozy poetyckiej.
Recenzja tomiku Bronki Nowickiej.

Zofia Król

3. Ważne przekłady i rozmowy wokół przekładów
Sprawa literackiego gustu pojawia się także w kontekście przekładu, we wstępie Piotra Sommera do antologii tekstów z „Literatury na Świecie” „O nich tutaj”, w której podtytule jednak przekład występuje dopiero na drugim miejscu, po języku. Również tom rozmów z tłumaczami Adama Pluszki „Wte i wewte”, wydany w dwutygodnikowej serii w Słowo/obraz terytoria, pokazuje związki przekładu z wariacjami polszczyzny. Obie książki stanowią kolejne ważne kroki w pogłębianiu i rozszerzaniu dyskusji o przekładzie jako literaturze i zawodzie tłumacza, niedocenianego twórcy literackich języków. Podobnie jak w zeszłym roku, pojawiło się także kilka nowych, dawno wyczekiwanych przekładów: „Rzekomo fajna rzecz, której nigdy więcej nie zrobię” Wallace’a w tłumaczeniu Jolanty Kozak, „10 grudnia” Saundersa w tłumaczeniu Michała Kłobukowskiego, opowiadania Agnona w tłumaczeniu Piotra Pazińskiego i „Alfred i Ginewra”, debiut prozatorski Schuylera w przekładzie Marcina Szustera. Ukazało się też między innymi wznowienie pochodzących z początku XX wieku przekładów Schwoba, a także nowe przekłady „Szkoły uczuć” Flauberta (Ryszard Engelking) oraz „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa (rodzina Przebindów).
Recenzja antologii „O nich tutaj”.
Rozmowy z tłumaczami na naszych łamach.
Fragment „Rzekomo fajnej rzeczy, której nigdy więcej nie zrobię” Wallace’a.
Tekst o „10 grudnia” Saundersa oraz przekładzie Kłobukowskiego.
Rozmowa z Piotrem Pazińskim.
Tekst Tomasza Wiśniewskiego, m.in. o „Żywotach urojonych i innych prozach” Schwoba.
Rozmowa z Ryszardem Engelkingiem.

Zofia Król

..4. Dyskusja wokół „Króla” Szczepana Twardocha
Najnowsza powieść pisarza z Pilchowic nie jest wybitna, ale pewnie właśnie dlatego wywołała dyskusję, jakiej dawno w polskiej literaturze nie było. Krytycy nie mogli się powstrzymać i publikowali swoje recenzje na parę tygodni przed premierą, więc w jej dniu wszystko zdawało się jasne. Choć właściwie jasne nie było nic: czy opisywanie przedwojennej Warszawy, podzielonej między lewacko-żydowskie gangi a prawacko-faszystowskie bojówki, jest tylko zagraniem pod publikę, czy próbą zmierzenia się z historycznym tabu? Czy cała ta historia ma być komentarzem do współczesności, czy porządnie zrobioną sensacyjną rozrywką? Czy rozkwaszanie nosów jest najlepszym sposobem uprawiania polityki? I o co chodzi z tym kaszalotem? Wczytując się w reakcje, jakie wywołał „Król”, można przeprowadzić solidne rozpoznanie stanu nastrojów społecznych i preferencji ideologicznych Polaków w 2016 roku. A największą zaletą całego tego zamieszania jest to, że najwyraźniej dobrze nam się myśli literaturą.
Recenzja „Króla” Szczepana Twardocha.

Maciej Jakubowiak

..5. Eseistyka literacka
Ryszard Koziołek, Agata Bielik-Robson, Grzegorz Jankowicz, Przemysław Czapliński, Jacek Gutorow, a na zakładkę jeszcze Piotr Paziński. W tym roku obrodziło fantastyczną eseistyką literacką, która pokazuje, że między akademickim nudziarstwem a promocyjnymi pseudorecenzjami istnieje przestrzeń dla zaangażowanej debaty o literaturze. „Cienie pod czerwoną skałą”, „Uchodźcy z Ziemi Ulro”, „Rzeczywistość poprzecierana” i „Życie w rozproszonym świetle” przekonują, że istnieją sprawy znacznie poważniejsze niż bieżące polityczne przepychanki, a „Dobrze się myśli literaturą” i „Poruszona mapa” – że dzięki literaturze możemy lepiej zrozumieć codzienność. Wszystkie te książki dostarczają przy tym języków, które stanowią skuteczną odtrutkę na coraz bardziej zwulgaryzowaną debatę publiczną.
Rozmowa z Ryszardem Koziołkiem.
Rozmowa z Agatą Bielik-Robson i Grzegorzem Jankowiczem.
Rozmowa z Jackiem Gutorowem.
Rozmowa z Piotrem Pazińskim.
Rozmowa z Przemysławem Czaplińskim.

Maciej Jakubowiak

SZTUKA

..1. Nudne wystawy i Szalona Galeria
To był nudny rok. W zasadzie żadne wystawy nie zapadały na dłużej w pamięć, nie wzbudzały większych kontrowersji, nie próbowały zmieniać rzeczywistości. Nadal najsilniej oddziaływał zeszłoroczny „Spór o odbudowę”, wokół powojennej odbudowy i współczesnej reprywatyzacji stolicy – w grudniu 2016 wystawa niespodziewanie otrzymała grand prix w Architektonicznym konkursie Prezydenta Warszawy (co interpretowano jako gest polityczny), a kilka miesięcy wcześniej rozpętała się za sprawą artykułu w „Gazecie Wyborczej” prawdziwa afera reprywatyzacyjna.
To co najciekawsze zdarzyło się poza dużymi miastami i instytucjami. W odpowiedzi na trudną rzeczywistość społeczno-polityczną, a także na potrzebę dotarcia ze sztuką współczesną tam, gdzie nie dociera państwo, czwórka artystów pod szyldem „Szalonej Galerii” ruszyła w Polskę za pieniądze z crowdfundingowej zbiórki. Janek Simon, Kuba de Barbaro oraz Agnieszka i Ewa Polskie, wzorując się na powojennej inicjatywie Mariana Mnicha (dyrektora łódzkiego Muzeum Sztuki), odwiedzili z obwoźną wystawą Dolny Śląsk, Mazowsze, Ziemię Lubuską, Pomorze, Roztocze, Podlasie i Mazury.
Rozmowa z Szaloną Galerią
Reportaż z Lipiec Reymontowskich

..2. Tomasz Machciński i outsider art
Ten rok nie przyniósł też zbyt wielu olśnień artystycznych, ważnych debiutów czy powrotów. Pojawiło się za to miejsce dla art brut, szuki outsiderów, do której zalicza się m.in. twórców bez wykształcenia artystycznego, spoza oficjalnego obiegu, pacjentów szpitali psychiatrycznych czy więźniów. Gwiazdą wystawy outsider art „Po co wojny są na świecie. Sztuka współczesnych outsiderów” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej okazał się Tomasz Machciński, mechanik precyzyjny, który od 1966 roku do dziś stworzył przeszło siedemnaście tysięcy niesamowitych fotograficznych autoportretów, na których wciela się w znane postaci z historii, polityki, kultury. Machciński został później zgłoszony do konkursu na Pawilon Polski w Wenecji. Przeglądową wystawę polskich art brutowców pokazało w tym roku również warszawskie Muzeum Etnograficzne, a Fundacja Galerii Foksal kolejną odsłonę projektu Roberta Kuśmirowskiego, mieszającego prace artystów profesjonalnych z pracami pacjentów szpitali psychiatrycznych.
Rozmowa z Tomaszem Machcińskim
Rozmowa z Małgorzatą Szaefer
Recenzja wystawy „Po co wojny są na świecie” 

..3. Królikarnia
Jeszcze kilka lat temu mało kto fatygował się do położonej na rogatkach warszawskiego Mokotowa Królikarni – zakurzonego oddziału rzeźby Muzeum Narodowego w Warszawie. Dziś to miejsce tętni życiem dzięki nowej kuratorce Agnieszce Tarasiuk (od 2011), która za sprawą kilku prostych, ale bardzo przemyślanych, konsekwentnych ruchów przywróciła galerię na artystyczną mapę Warszawy i Polski. Do pięknego parku Tarasiuk wstawiła leżaki i stół, w pałacu otworzyła kameralną kawiarenkę, a do zakurzonych magazynów rzeźby wprowadziła współczesnych artystów; młodych i największe nazwiska. Zaproszeni twórcy pracują na zastanej kolekcji, wchodzą w dialog zarówno z pracami mistrzów, jak i trzecioligowych artystów, co przynosi często odświeżające efekty. Odbywają się tutaj na przemian wystawy lekkie i poważniejsze. Tarasiuk zaprasza często artystów warszawskich, też tych zapomnianych (trwająca wystawa Wandy Czełkowskiej), pracuje z lokalnym kontekstem architektonicznym („Figury retoryczne. Warszawska rzeźba architektoniczna”). To właśnie Tarasiuk jako pierwsza (przed festiwalem Warszawa w budowie) podjęła trudny temat warszawskiej reprywatyzacji i odbudowy na przykładzie losów Królikarni („Majątek”).
Recenzja „Majątku”
Recenzja wystawy Wandy Czełkowskiej 
Recenzja wystawy Zbigniewa Libery

4. Upadek miasta
..Wrocław, Europejska Stolica Kultury 2016. Chyba nikt nie przewidział, że będzie to paradoksalnie czas niszczenia wiodących wrocławskich instytucji kultury przez urzędników. W pierwszej połowie roku triumfalnie otworzono Muzeum Sztuki Współczesnej w Pawilonie Czterech Kopuł, wspaniale wyremontowane, ale bez zrozumienia eksponujące klasykę polskiej sztuki powojennej. Z nazwy wprawdzie współczesne, ale tak naprawdę poza kilkoma wyjątkami konserwatywne, kończące narrację na latach 80. Otwarcie Czterech Kopuł prawdopodobnie pogrzebało (celowo?) szanse na powstanie we Wrocławiu zaprojektowanego kilka lat temu nowego budynku Muzeum Współczesnego, które obecnie gnieździ się w trudnym ekspozycyjnie poniemieckim Bunkrze i realizuje ambitny, krytyczny program. Co więcej, miasto niespodziewanie zrezygnowało ze współpracy z twórczynią Muzeum Dorotą Monkiewicz, bezpodstawnie obarczając ją winą za niezbudowanie nowego gmachu. W wyniku protestów środowiska udało się przedłużyć Monkiewicz kadencję do końca roku i doprowadzić do zorganizowania konkursu na nowego dyrektora. Niestety jego wyniki okazały się mocno rozczarowujące.
Felieton o Wrocławiu
Artykuł o Pawilonie Czterech Kopuł i Muzeum Współczesnym 

5. Lęki i obawy
Z początkiem roku gruchnęła wieść: cztery Muzea Sztuki Współczesnej (MSN, MOCAK, MWW, MS) dostały zero złotych na zakupy do kolekcji, podobnie wiele pomniejszych, ale ważnych galerii (np. białostocki Arsenał). Pieniądze poszły na muzeum bursztynu i wyroby z drewna prowincjonalnych artystów plastyków. Ostatecznie jednak udało się doprowadzić do rozpisania powtórnego konkursu, z kompetentną komisją, która przyznała muzeom wnioskowane środki. Uff.
Rozpoczynaliśmy ten rok również pełni obaw o polski pawilon w Wenecji: czy nie będzie musiał być do bólu polski? Niespodziewanie konkurs wygrała uznana amerykańska artystka Sharon Lockhart, co po pierwszej fali entuzjazmu wzbudziło różne wątpliwości. Ale jednak znowu ulga.
Po lekturze reportażu Stacha Szabłowskiego o budapeszteńskiej scenie artystycznej baliśmy się, że niedługo tak samo będzie u nas. Nie jest. Z wyjątkiem Wrocławia instytucje i artyści wciąż mogą pracować i robić dobre wystawy.  Rok 2017 rozpoczniemy lękiem o warszawską Zachętę, jej dotychczasowej dyrektorce, Hannie Wróblewskiej, wkrótce kończy się kadencja. Kto na jej miejsce? Czy będzie konkurs? Od plotek aż huczy, ale my tutaj nie zajmujemy się plotkami.
Artykuł o kolekcjach muzealnych 
Reportaż z Budapesztu 
Artykuł o Sharon Lockhart i Polskim Pawilonie 

Paulina Wrocławska

FILM

1. „Opiekun”, reż. Michel Franco
ss
Młody reżyser, Michel Franco nakręcił film o śmierci i umieraniu, o głowie, która nie znajduje pomysłu, jak uciec od ciała, i o ciele, które nic sobie nie robi z biednej głowy. O rzeczach, których się nie przeskoczy, i o sprawach, od których woli się raczej odwrócić wzrok. Bez metafizycznych trąb, bez anielskich piszczałek, bez symbolicznych fajerwerków. „Opiekun” to kino przezroczyste i delikatne, które przejeżdża się po człowieku jak walec do utwardzania jezdni.
Recenzja „Opiekuna”

2. „Scena ciszy”, reż. Joshua Oppenheimer
Druga część dokumentalnego dyptyku Oppenheimera, mniej bombastyczna niż „Scena zbrodni”. Rzecz o katach i ofiarach, Indonezyjczykach i Indonezji, ale przecież nie tylko. Także o krótkiej pamięci społeczeństw, sposobach obłaskawiania sumienia i o tym, że wycieczki do przeszłości, choć nieuniknione, rzadko przynoszą ukojenie.
Recenzja „Sceny ciszy”

3. Paterson, reż. Jim Jarmusch
Jarmush wraca do formy, a może raczej na ziemię. Odpuszcza sobie „Statek pijany”, wampiry i pytania o nieśmiertelność, opuszcza Maroko, na nowo instaluje się w Ameryce. Tym razem nie w Nowym Jorku, tylko w małym mieście w stanie New Jersey, gdzie kilkadziesiąt lat temu pewien fantastyczny amerykański poeta był w lokalnym szpitalu zastępcą kierownika pediatrii. Jeden z jego najsłynniejszych wierszy zostaje przytoczony w filmie w całości, chciałbym go też w tym miejscu zacytować:

Chcę ci tylko
powiedzieć

że zjadłem
śliwki
które były
w lodówce

i które zapewne
przeznaczyłaś
na śniadanie

Wybacz mi
były wyborne
takie słodkie
i takie zimne
(tłum. J. Hartwig)

Więcej o filmie już w ten piątek.
nasza

4. Nasza młodsza siostra, Hirokazu Koreeda
Tak mi się ułożyła ta czwórka, że z jeden strony Ciemna strona Mocy i depresja, a z drugiej – mistrz Yoda. Film Koreedy, czerpiący pełnymi garściami z kina Ozu, zwraca się ku światu, ale na swoich prawach. Jest w nim jakiś niespotykany i całkiem naturalny spokój. Jest w nim wszystko to, czego nie ma w tak modnych ostatnio jeremiadach. Japończyk mówi: „Nie wszystko musi mieć znaczenie”, i mi się to zwyczajnie strasznie podoba.
Recenzja „Naszej młodszej siostry”

5. „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham”, reż. Paweł Łoziński
Znowu miliony Polaków odwiedziło w tym roku polskie kina, znowu polskie filmy plasowały się na szczycie box office'u. Doczekaliśmy się wreszcie filmu o Smoleńsku, o Wołyniu i o Beksińskich. Ten ostatni ugruntował pozycję Roberta Bolesty jako najciekawszego scenarzysty na rynku, i z miejsca ustawił debiutanta Jana P. Matuszyńskiego w pozycji jednej z największych nadziei polskiego kina. O dwóch pierwszych pisałem już sporo, więc nie będę się powtarzał, powiem tylko: nie tęsknię za wami. Gdyby ktoś mnie jakimś cudem zmusił to wybrania jednego filmu polskiego z 2016 roku, wybrałbym „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” Pawła Łozińskiego. To wyjątkowy dokument, który mówi też o tym, że wszyscy tak naprawdę jedziemy na tym samym wózku i wcale nie jesteśmy tak wyjątkowi. Ale przede wszystkim  próbuje nas przekonać, że w kraju nad Wisłą możliwa jest i rozmowa, i porozumienie. Obejrzałem, uwierzyłem, teraz zobaczymy, jak to się wszystko dalej potoczy. 
Recenzja „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham”

Jakub Socha

MUZYKA

1. Odejścia
W połowie 2016 roku wszyscy zaczęliśmy wzdychać z niedowierzaniem: „Co za rok!”. A potem nie było lepiej. Lemmy, David Bowie, Pierre Boulez, Keith Emerson & Greg Lake (z zespołu Emerson, Lake & Palmer), Prince, Leonard Cohen, Alan Vega, Sharon Jones, Eugeniusz Rudnik, Don Buchla, Pauline Oliveros,   George Michael, Chór Aleksandrowa… To tylko część osobistości, z którymi pożegnaliśmy się w 2016 roku. Ta czarna passa ma jednak swoje wytłumaczenie – starzeją się przedstawiciele pokolenia powojennego baby boomu. Stali się gwiazdami, ikonami zbiorowej wyobraźni, w sprzyjających warunkach – lata ich marszu na szczyt zgrały się z korzystnym trendem demograficznym. Swoją sławę zbudowali też w latach poprzedzających internet. Cykl życia gwiazdy takiej jak David Bowie trwał dekady. Dziś w warunkach ogromnego rozproszenia medialnego trwa o wiele krócej. Stąd wrażenie, że najwięksi i najwybitniejsi nas opuszczają i że nie ma „następców Bowiego i Prince'a”. Tyle że samo pytanie o „następców ” jest bez sensu.
Recenzja albumu „Blackstar” Davida Bowiego
Sylwetka Prince’a
Eugeniusz Rudnik, czyli Homo Radiophonicus
Suzanne Ciani o syntezatorze Buchli
Sylwetka Pauline Oliveros

2. Ofensywa minimalizmu i kolejny świetny rok małych wytwórni
Minimalizm jako remedium na przeciążenie zmysłów? W Teatrze Rozmaitości na początku 2016 roku mogliśmy oglądać spektakl muzyczny na podstawie Wacław Zimpel, fot. Justyna JaworskaWacław Zimpel, fot. Justyna Jaworskamotywów z biografii Tomasza Sikorskiego, jednego z najważniejszych polskich minimalistów. Obchodząca w tym roku 5. urodziny krakowska wytwórnia Instant Classic uraczyła nas jesienią trzema płytami LAM, Kristen, Lotto, które łączył wspólny mianownik – powinowactwo z tradycją minimal music. Szczególnie zasłużony w kontynuowaniu minimalistycznego dziedzictwa jest Wacław Zimpel, który również w Instant Classic wydał na wiosnę solową płytę „Lines”. Z minimalizmem flirtowala także Karolina Rec, czyli Resina (reprezentująca barwy prestiżowej wytwórni FatCat). Minimalistyczną interpretację Schubertowskiego cyklu „Winterreise” przedstawiła Joanna Halszka Sokołowska i była to jedna z kilku znakomitych płyt wydanych w 2016 roku przez Bôłt Records. Drugą wersję „Winterreise” wydała na początku 2016 roku Barbara Kinga Majewska – w połowie 2016 roku śpiewająca w udanym operowym wystawieniu „Zagubionej autostrady” na podstawie filmu Lyncha. Pod koniec 2016 roku Raphael RogińskiRaphael RogińskiKwadrofonik w poszerzonym składzie wykonał w warszawskim Nowym Teatrze „Music for 18 Musicians” Steve’a Reicha. Połowa Kwadrofonika wydała (jako PKP) zresztą w LADO ABC płytę „Utwory na perkusję i urządzenia elektroakustyczne”, m.in. z utworem Steve’a Reicha. Utwór kompozytora wykonał także Hubert Zemler.
Recenzja spektaklu „Holzwege” na podstawie motywów z życia Tomasza Sikorskiego
Recenzja dwóch płyt „Winterreise” wydanych przez Bôłt Records
Wywiad z Raphaelem Rogińskim z okazji projektu Żywizna
Recenzja albumu „Utwory na perkusję i urządzenia elektroakustyczne” duetu PKP
Hubert Zemler i jego perkusyjne wędrówki – recenzja albumu „Pupation of Disonance”
Recenzja płyty „GLIMMER Flute o’clock” Dominika Karskiego
Nowy minimalizm? Recenzja płyt LAM, Kristen, Lotto
Wywiad z Wacławem Zimplem
Recenzja płyty „Pupation of Dissonance” Huberta Zemlera

3. Dobry rok festiwali
Sleaford Mods, jedno z zaskoczeń OFF Festivalu, fot. mat. prasoweSleaford Mods, jedno z zaskoczeń OFF Festivalu, fot. mat. prasoweNa katowicki OFF nie dotarły największe gwiazdy, na czym ten festiwal tylko zyskał. Unsound musiał zmierzyć się z kolejnym tematem przewodnim. Brexit i kryzys uchodźczy znacznie ułatwił zbudowanie nieoczekiwanych sensów wokół programu i zaproponowanego hasła, dislocation. Najciekawiej było na kameralnych imprezach, takich jak łódzka Musica Privata czy Sanatorium Dźwięku. Świetnie wypadła też organizowana od wielu lat, ale ostatnio w nowej formule Poznańska Wiosna Muzyczna. Ostatni rok pod dyrekcją Tadeusza Wieleckiego zaliczyła Warszawska Jesień. W 2017 roku festiwal zaprogramuje Jerzy Kornowicz.
Nową formułę zaproponował także festiwal Sacrum Profanum – postawił na odważne projekty, m.in. hołd dla „odrzuconego” Zbigniewa Karkowskiego czy „Operę o Polsce”. Projekt „Karkowski/Xenakis” to zresztą ironiczna puenta naszego artykułu-sylwetki tej legendy noise’u sprzed trzech lat. Jacek Skolimowski pisał w nim: „Wyobraźcie sobie, że (...) najważniejsze festiwale muzyki współczesnej organizują ogromne koncerty monograficzne [poświęcone Karkowskiemu – przyp. red.]” – ta wizja szybko stała się faktem.
OFF Festival w Katowicach
Wywiad z dyrektorem artystycznym Unsoundu, Matem Schulzem
Unsound w Krakowie
Sanatorium Dźwięku w Sokołowsku
Poznańska Wiosna Muzyczna
Musica Privata w Łodzi
Wywiad ze zwyciężczynią Konkursu Wieniawskiego, Veriko Tchumburidze
Jazzowa Jesień w Bielsku-Białej

4. Porozumienie w centrum
PRO8L3M, fot. Piotr PytelPRO8L3M, fot. Piotr PytelPolski hip-hop jest coraz mniej przaśny, za to coraz bardziej estetycznie samoświadomy (przy czym Gang Albanii wymyka się moim narzędziom opisu). Jest o czym pisać. Jednocześnie, przynajmniej z perspektywy pozaśrodowiskowej,  wciąż brakuje czegoś absolutnie porywającego.  Najciekawszych uliczników reprezentowali w 2016 roku PRO8L3M i Kaz Bałagane, a opcję centrową – ignorowany (w najlepszym wypadku) przez polską krytykę Taco Hemingway, Bisz/Radex oraz bywalcy wszelkiego rodzaju podsumowań – Łona i Webber oraz Ten Typ Mes. Do frakcji „inteligentów” nie zapiszę nikogo, bo to właściwie obelga, a Fisz Emade legitymację hip-hopowców zwrócili już jakiś czas temu.
Jeśli zaś mowa o estetycznej samoświadomości, to mieliśmy w tym roku Julia MarcellJulia Marcellkolejny wysyp solidnej, estetycznie podanej muzyki środka – głównie kobiecego popu. Na tym tle wyróżniała się Julia Marcell, która odnalazła zupełnie inny język niż na poprzednich płytach. Lata showcase’ów czy festiwali-przeglądów w rodzaju Spring Break powodują, że ławka dla „w miarę interesujących” zespołów jest coraz dłuższa. Ale podobnie jak w przypadku rodzimych hip-hopowców – „brakuje supernowej”.
Recenzja płyty „PRO8L3M”
Recenzja płyty „Nawiasem mówiąc” Łony i Webbera
Recenzja płyty „PROXY” Julii Marcell
O promowaniu polskiej muzyki pop za granicą
Dumplings, Rebeka, XXANAXX i inni
O skandynawizacji polskiego popu.

5. Czarny protest czy czarny prog rock?
Kanye WestKanye WestDwa lata temu Jakub Wencel napisał dla nas tekst o radykalnym politycznym zwrocie w „czarnej” amerykańskiej muzyce pop. Wraz z kolejnymi zamieszkami na tle rasowym, związaną z nimi akcją #BlackLivesMatter, rasistowskimi akcentami w czasie amerykańskiej kampanii prezydenckiej, tekst ten wydaje się jeszcze bardziej aktualny. Amerykańskie continuum hip-hop/r’n’b/soul (dodajmy do tego modny w ostatnim sezonie dancehall) nie tylko stało się bardziej rozpolitykowane. Przechodzi też swój okres progresywno-rockowy. A może to już faza rokoko? Wszyscy wydawali ostatnio concept albumy i eseje filmowe. To bogactwo wizualno-dźwiękowe poraża, jeśli wręcz nie odstręcza. Jednocześnie Kanye West spotykający się z Donaldem Trumpem to jakby nihilistyczny rewers Bono, brylującego na salonach politycznych. Gdzieś ginie zresztą różnica między Westem raperem a Westem kuratorem. Jednocześnie najpoczytniejsze portale muzyczne i kulturalne nie mają wątpliwości. „Cranes in the Sky”, „Formation”, „Lemonade”, „Ultralight Beam”, „Atrocity Exhibition”, „Black Beatles”, „Life of Pablo”, „BLOND”, „Views”, „Work” – to single i albumy wykonawców wywodzących się z tradycji „czarnej muzyki” najlepiej oddawały Zeitgeist popkultury 2016 roku.  
Recenzja albumu „Life of Pablo” Kanyego Westa

Piotr Kowalczyk

MEDIA

VR Warsaw Day 20161. VR
Wirtualna rzeczywistość to aktualnie najbardziej chodliwa technika w sztuce, reklamie, a nawet niektóre instytucje robią, co mogą. Takiej mieszanki prac można było doświadczyć na VR Warsaw Day 2016. Twórcy szlifują warsztat i jeszcze sporo jest do ogarnięcia –  zbyt często odbiorca musi zmagać się z mdłościami po założeniu okularów.

2. „First we feel, then we fall” Jakuba Wróblewskiego
First we feel, then we fall
Jakub Wróblewski – artysta multimedialny, operator i wykładowca Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie – stworzył audiowizualną wersję „Finnegans Wake” Jamesa Joyce’a. „First we feel, then we fall” to również kolaż. W tym przypadku możesz w nim nieco grzebać. Obcujesz z plejerem, w którym można przechodzić pomiędzy kilkoma nagraniami wideo towarzyszącymi danemu fragmentowi książki. Obraz się zmienia, a dźwięk pozostaje. Możliwość manipulowania obrazem to niewątpliwie bajer, ale równie efektownie wychodzi sama strefa audio. To projekt, który uświadamia dźwiękowy potencjał książki Joyce’a i inspiruje do eksplorowania tego aspektu dzieła w wersji polskiej, w tłumaczeniu Krzysztofa Bartnickiego. O projekcie rozmawiałam z autorem w 6. odcinku podkastu ODBIORNIK. Można w nim też posłuchać fragmentu polskiej adaptacji książki w interpretacji Adama Ferencego.

3. „Tutajfilm” Gubały, Bukowskiego, Ziołka, Stasiuka
Tutajfilm
Tutajfilm” to również mieszanka literatury z audiowizualnością i zupełne przeciwieństwo FWFTWF. To podróż przez Beskid Niski widziany kamerą operatora Kamila Gubały, z muzyką Piotra Bukowskiego (Xenony, Hokei) i Kuby Ziołka z gościnnym udziałem Andrzeja Stasiuka. Wymyślili oni i zrealizowali niekończącą się impresję z losowo wyświetlanymi elementami wideo i audio, w której nie ma żadnej interaktywności, nawet opisu „O projekcie” czy „O autorach”. Stasiuk leniwie opowiada o kolejnych dniach tygodnia w Beskidzie. Na ekranie nocna burza, mgły nad wzgórzami, świt. To chyba pierwszy polski projekt, który wpisuje się w trend „powolnej sieci”. Kojarzy się też z telewizją, którą puszcza się i leci sobie w tle. Nie trzeba oglądać ciągiem, choć można, bo hipnotyzuje. Kameralnie, subtelnie. Projekt jest otwarty i stopniowo obrasta w kolejne nagrania wideo, muzykę. Będą też kolejne literackie recytacje innych autorów.

4. „Situation Rooms” Rimini Protokol
Situation Rooms
O „Situation Rooms” niemieckiej grupy Rimini Protokol można było przeczytać na stronie Nowego Teatru: „«Situation Rooms» to symultaniczne, wielowątkowe kino w technologii rozszerzonej rzeczywistości”. Lub – tytułowe sytuacje, w których się uczestniczy. Dwadzieścia osób porusza się po labiryncie scenografii, słuchając w słuchawkach i oglądając na przenośnych ekranach opowieści 10 wylosowanych bohaterów. Ich historie łączy temat broni, są bohaterami współczesnego teatru wojny. Chirurg z organizacji Lekarze bez Granic oprowadza po swojej polowej sali operacyjnej w Sierra Leone. Rodzina gości mnie w swoim tymczasowym mieszkaniu we Włoszech i opowiada o łodzi, w której uchodziła z Syrii. Kierowniczka stołówki częstuje barszczem i opowiada o swojej pracy w fabryce broni w Rosji. Ten mocny, uczestniczący teatr, jak gra, wsysa do wnętrza opowieści i historii bohaterów, a Romini Protokol jest o trzy kroki do przodu przed typowymi zastosowaniami aktualnie modnych technologii.

5. „Bound” studia Plastic
Bound
Z bardziej rozrywkowych i niedokumentalnych sytuacji warto sięgnąć po grę „Bound” i odetchnąć od teatru wojny w onirycznym wirtualnym świecie studia Plastic. To gra o rodzinie, ale sam świat jest na tyle zachwycający, że można sobie po prostu pospacerować. Lepsze niż emigracja wewnętrzna, o której ciągle w tym roku słyszałam.
Reportaż na temat gry w 6. odcinku podkastu ODBIORNIK.

Agnieszka Słodownik