Jeszcze 1 minuta czytania

Weronika Murek

SAMOUCZEK: Dostrzec w rybie człowieka

Weronika Murek

Weronika Murek

Osobą barana sądy zajmą się 999 razy (włączając w to inwektywy), osobą psa 1769, 137 razy osobą kota, 2 razy osobą trzmiela (włączając w to sytuację, w której jeden drugiemu złośliwie zapładnia pomidory trzmielem), z rzadka pojawia się w polskim orzecznictwie krokodyl

Przyznać prawa tylko tym, którzy mają świadomość posiadania praw oznacza w istocie: odmówić ich choćby śpiącym. Zgodnie z tym sądy coraz częściej zajmują się prawami zwierząt, i coraz częściej osądzają wobec założenia, że chronić zwierzęta należy nie z racji interesu, jaki w tej ochronie ma człowiek, a z racji interesu, jaki ma w tym zwierzę, „współpartner w przyrodzie”.

Konsekwentnie: jak znalazłam, osobą barana sądy powszechne zajmą się 999 razy (włączając w to nazwiska oraz inwektywy), osobą psa 1769, 137 razy osobą kota, 2 razy osobą trzmiela (włączając w to sytuację, w której jeden drugiemu złośliwie zapładnia pomidory trzmielem), 13 razy osobą słonia, 116 razy osobą gołębia (sąd zaniecha jednak ustalenia, czy gołąb jest drobiem, przyjmując za to, że co prawda przywłaszczenie gołębia – sztuka: jeden – jest karalne, należy jednak wątpić, żeby „sama w sobie osoba gołębia” była warta więcej niż jego skóra i mięso, choćby osobno ważone i liczone). Z rzadka pojawia się w polskim orzecznictwie krokodyl; raz przy przemycie, drugi w nazwie zajazdu, trzeci – jako logo na koszulce, najpełniej obecny tam, gdzie nie ma go w ogóle: w produktach śmiałej polskiej myśli garbarskiej – w materiale wytworzonym ze skóry z nogi indyka, wygarbowanej jak skóra dorsza tak, żeby wyglądała na skórę krokodyla.

Podobno ciało owcze powinno się nacinać pod stawami, a każde inne żywe stworzenie pod gardłem; tam gdzie leje się krew, tam język staje się suchy – suchy, bo poza krwią, suchy, bo formalistyczny – nie wystawiony, a wymierzony, sprowadzający do przedmiotu, wobec którego nie ma wyrzutów sumienia, bo można go co najwyżej uszkodzić, nigdy zranić – w języku prawnym zwierząt łownych nie zabija się więc, tylko pozyskuje, karpia nie pozostawia się poza wodą na pewną śmierć, tylko odstawia do zaśnięcia, zwierzę nie czuje bólu, tylko nieuświadomioną nocycepcję – i tak dalej.

Niedawno dopiero Sąd Najwyższy dostrzegł w rybie człowieka; w orzeczeniu wskazał, że świąteczna tradycja sprzedawania żywych karpi z rzadka tylko bywa humanitarna; czaszka jest twarda, a chęć życia wielka; nie o życie się zresztą tu rozchodzi, do życia stąd jeszcze bardzo daleko, a o godziwe „bytowanie w warunkach sprzedaży detalicznej” (ludzki, z grubsza, los). Przed sądem apelacyjnym powołany biegły orzeka, że dyskomfort ryby zależy od zbyt wielu zmiennych, aby można to było rzetelnie ocenić; w Czechach, zauważa przytomnie, trzymają ryby poza wodą nawet i do dwóch godzin, i nie słychać, żeby ktoś narzekał. Stres karpia nie jest cierpieniem karpia, dowodzi biegły, bo jest stanem odwracalnym; wiadomo poza tym, że ryby to mięczaki wśród kręgowców, przerazić je może nawet zwykły krzyk kormorana przelatującego nisko ponad taflą wody, zaś brak ruchu, zauważa biegły pogodnie, nie musi być związany ze śmiercią; być może chodzi tylko o to, że ryba nie rusza się, bo nie ma dokąd. Rzadko bywały ryby uznawane przez prawo za zwierzęta – to jest: za „żywe organizmy zdolne do ruchu postępowego”; częściej za pożytki płynące z wody; w tym sensie należały one do jeziora czy morza tak, jak jabłko należy do jabłoni.

Cała sprawa musiała zakończyć się przed Sądem Najwyższym i dopiero Sąd Najwyższy wziął pod uwagę głos tego z biegłych, który stwierdził, że choć nie ma pewności, czy ryby coś czują, to istnieje takie prawdopodobieństwo; skoro zaś prawo ma stawać po stronie słabszych, samo prawdopodobieństwo musi wystarczyć.

Narowista jest natura miłosierdzia, współczucie bywa tyleż szczytne, co sporadyczne i przypadkowe; poleganie na nich oznaczałoby pozostawienie ludzkości z niczym. Wobec przekonania o elitarności tych uczuć powołano do życia prawa podstawowe (to do życia, choćby), które zapewnić miały najskromniejszą chociaż ochronę tym, którzy nie byli w stanie sami jej sobie zapewnić. To takie same prawa, choć nie te same, których ciągle tak często się odmawia zwierzętom.