Kto zamordował underground?
Internationales Art Rock Festival, Frankfurt nad Menem, 1991

15 minut czytania

/ Sztuka

Kto zamordował underground?

Jakub Bożek

David Crowley i Daniel Muzyczuk przygotowali w Łodzi wystawę o artystycznym undergroundzie Bloku Wschodniego na podobieństwo wielopłytowego albumu rockowego. Niewielu wysłucha go w całości, ale i tak trzeba go mieć na półce

Jeszcze 4 minuty czytania

Na wystawie „Notatki z podziemia. Sztuka i muzyka alternatywna w Europie Wschodniej 1968–1994” w łódzkim ms2 czuję się jak nurek głębinowy. Podziwiam i chłonę łapczywie, dopóki starcza tlenu, ze smutną świadomością, że nawet kilkanaście godzin nie wystarczyłoby, żeby zobaczyć tutaj wszystko.

Trudno szukać wśród tej obfitości – na wystawie zaprezentowano prace prawie 70 artystów – jakichś cech wspólnych, ale jeśli miałbym już wskazać jedną, byłby nią eskapizm. W grawitacyjnych warunkach stwarzanych przez Związek Radziecki kierunek „do środka” był zresztą absolutnie naturalny. Po 1968 roku, kiedy czołgi Breżniewa wjechały do Czechosłowacji, marzenia rosyjskich liberałów partyjnych z pokolenia szestidiesiatników o zniesieniu cenzury, konwergencji z Zachodem i socjalizmie z ludzką twarzą, stały się zupełnie nierealne. Lata 70. to dla ZSRR okres zastoju, w którym wedle znanego dowcipu „problem wzrostu zmienił się we wzrost problemów”. Zamiast liberalizacji mediów i łagodnienia cenzury, Rosjanie dostali obsesyjną kontrolę i kilka enklaw wolności dla nielicznych: literackie pismo „Nowyj Mir” albo moskiewski Instytut Kurczatowa, gdzie nawet w latach 70. fizycy pracujący nad bronią jądrową czy technologią inwigilacji zapraszali na wykłady pisarzy dysydentów. Ale takie atrakcje przeznaczono elitom, zwykły obywatel tymczasem miał radio z zablokowanym pasmem częstotliwości i potężną sieć anten zakłócających sygnał zachodnich radiostacji.

Inwigilacja, nastrój „no future” – w Bloku zupełnie powszechny i niepunkowy – owocowały dośrodkowym impulsem, który napędzał underground. Stąd jego inklinacje do „trzeciego obiegu”, tworzenia niezależnych instytucji i mediów, niechęć do wpisywania się w binarny podział władzy i opozycji. Tak jak normalny obywatel szukał spokoju i sensu w kręgu rodziny i przyjaciół, tak underground energię brał z prywatności: nieformalnej sieci kontaktów towarzyskich, prawa do nieinteresowania się sprawami publicznymi, pewnej dozy abnegacji. Inaczej: underground zamiast walczyć z systemem, olewał go, licząc przy tym, że ów system odwdzięczy się mu tym samym.  Eskapizm przybierał najróżniejsze formy: od totalnej ucieczki w fantazję do nadidentyfikacji z komunizmem i jego symbolami. Na wystawie te dwa bieguny reprezentują „Kurs binokularnego tańca dra Enesera” łotewskiej grupy elektronicznej NSRD [Warsztat Odzyskiwania Nieodczuwanych Uczuć] i wideo „Pamięci Breżniewa” Józefa Robakowskiego. Obie instalacje umieszczono zresztą naprzeciwko siebie, tak by mogły puścić sobie oko.

Widoki wystawy

„Notatki z podziemia. Sztuka i muzyka alternatywna w Europie Wschodniej 1968–1994”, kuratorzy: David Crowley i Daniel Muzyczuk, Muzeum Sztuki w Łodzi, do 15 stycznia 2017.

Na pierwszym z trzech ekranów „Kursu” naukowiec w nieodłącznym szaroburym, grubym swetrze wtajemnicza początkujących adeptów w kwestie tańca dla dwojga oczu. Trudno powiedzieć, jaką dziedzinę uprawia, laboratoryjny sztafaż sugerowałby ścisłowca. W gabinecie jest mnóstwo próbówek, w pewnym momencie w pojemnej menzurze ląduje nawet makieta gałki ocznej. Z drugiej strony treść wykładu każe raczej myśleć o antropologu, w dodatku dość otwartym na nową duchowość. Naukowiec posługując się kolorowym schematem, tłumaczy na przykład, co symbolizuje każde z oczu: lewe jest ciemne, kobiece, yin; prawe – jasne, męskie, yang; środkowe oko to monitor świadomości; oko Brahmy – właściwie nie wiadomo, co robi. Same tańce są równie frapujące. Najprostszy to taniec powieki, wystarczy zamknąć i otworzyć w rytmie. Bardziej wtajemniczeni będą tańczyć źrenicą oka, zaawansowani – połączą oba tańce w złożoną anatomiczną choreografię. Dla prawdziwych mistrzów zarezerwowany jest dzienny taniec binokularny, ponoć idealny podczas surfowania po Oceanie Arktycznym. Jest jeszcze tajemniczy binokularny taniec życia, ale pytany o niego doktor Eneser tylko zakrywa dłońmi oczy.

Druga część kursu to wczesnokomputerowa animacja z zaskakująco przebojowym utworem przewodnim w stylu, który dziś nazwalibyśmy „balearycznym”. Sam taniec w działaniu zaś obserwować można na trzecim z ekranów z wideo z palmiarni Ogrodu Botanicznego w Salaspils. Obserwujemy nowicjusza wprowadzanego w mistyczny świat doktora Enesera, zostaje poinformowany, że być może będzie wymiotować lub w powietrzu lewitować. „Początkującym często się to zdarza”. Kolorowe i osobliwe postaci – ktoś niesie klatkę z dwiema papugami, ktoś ma złotą kurtkę lub wysoką czapkę z czarnego aksamitnego materiału – owijają go w białą gazę i prowadzą w barwnym korowodzie. Czego tu nie ma? Śladu komunistycznej smuty. „Kurs” to ucieczka w kolorowy świat pięknoduchów.

1. Kapela Aktual, koncert w F Klubie, Praga, 1971, dzięki uprzejmości Milana Knížáka. 2. Działania przeprowadzone w studiu polskiej telewizji przez Przemysława Kwieka, Zofię Kulik, Pawła Kwieka, Krzysztofa Zarębskiego, Jacka Dobrowolskiego i członków zespołu Grupa w Składzie, 1972, dzięki uprzejmości Zofii Kulik.

Na drugim biegunie zamiast utopii jest dystopia. Na kineskopowym ekranie bulwiastego telewizora defilada wojskowa z placu Czerwonego zorganizowana ku czci „złotego człowieka” (jak można usłyszeć od lektora), Leonida Breżniewa, czwartego sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Obraz jest ziarnisty i migocze nerwowo, nałożony na niego chłodny błękitny filtr jeszcze dodatkowo go odrealnia. Żołnierze zamiast twarzy mają plamy światła, światło sączy się im też z guzików dwurzędowych płaszczy. Święto totalitaryzmu równocześnie odpycha i fascynuje, a to dziwne przyciąganie podkreśla dodatkowo muzyka słoweńskiego Laibach – podniosła, monumentalna i wyzuta z emocji. Gdzie w tym eskapizm? W oku (znowu!) artysty, który na paradę wojskową patrzy jak na lądowanie Marsjan. Marsjanie, jak wiadomo, może i są interesujący, i może mają piękne mundury, ciekawe obyczaje i bywają nieco nieokrzesani, ale ni cholery nie idzie się z nimi dogadać. To inny świat, nie nasz świat.

*

Pomiędzy tymi dwoma biegunami znajduje się całe spektrum ucieczek: od queerowych komunistów z jugosłowiańskiej Borghesii do dzikusów z Praffdaty czy mniej znanej Ziemi Mindel Würm. Dzieli je wiele, łączy punkowa forma i ekspresja. Rock i jego młodszy brat, punk, to przecież medium młodzieżowego eskapizmu od lat 60. Muzyka do wertykalnego protestu z dżointem i blazą na twarzy. Jenny Diski opisała to znakomicie w „Latach sześćdziesiątych”: „Muzyka może nawet była dla nas za dobra: upoważniała do tego, by siedzieć w domu, zasłuchać się i nic nie robić. Zmieniliśmy świat w tak znikomym stopniu właśnie dlatego, że – bez względu na to, co sobie powtarzaliśmy i jak mocno czuliśmy się ze sobą związani, siedząc razem – poszukiwania, które prowadziliśmy, dla każdego z nas były osobnym, indywidualnym doświadczeniem”. „Notatek z podziemia” słucha się więc tak samo, jak ogląda. Wystawa atakuje hałasem: od półtoraminutowego, zapętlonego w nieskończoność, numeru enerdowskiego bandu A.G. Geige nie da się uciec, co po godzinie zresztą odczuwa się mocno. Na przyległej ścianie wiszą obrazy członka zespołu Franka Bretschneidera, dziś stojącego za prominentną wytwórnią muzyki eksperymentalnej raster noton.


Podobnie wielozadaniowa scena funkcjonowała w Leningradzie, któremu Crowley i Muzyczuk poświęcili osobną salę. Na jednej ze ścian wisi gigantyczny kolaż przygotowany przez malarza Jewgienija Kozłowa przy okazji prac nad okładką drugiego albumu kultowego Kina o tajemniczym tytule „Kierownik Kamczatki”. Wokalista zespołu, Wiktor Coj, nazywa Kamczatką swoje miejsce pracy, kotłownię położoną kilka ulic od plaży nad Newą, gdzie zatrudnia się po to, żeby nie podpaść pod paragraf za nieróbstwo. Sam kolaż – wykwit poppsychodelicznej wyobraźni Kozłowa – odzwierciedla stylistyczną woltę Kina, od podwórkowego punku do artystowskiej nowej fali inspirowanej Bowiem, Roxy Music, Yazoo czy Duran Duran. Do tego nieco wschodniej egzotyki, tu przejawiającej się w fascynacji Coja sztukami walki i filmami z Bruce'em Lee, od którego pożyczył sobie kilka sztuczek na potrzeby scenicznej choreografii. Realizator albumu, Andriej Tropiłło, wspomina sesje jak najgorzej: „To przypominało dom wariatów. Nie sposób było pracować, cały czas wygłupy, prezentacja ciosów kung-fu i karate w studiu”.

Malarze pracowali nie tylko nad wizualną oprawą Kina, ale dzięki zajawce Coja byli wśród członków zespołu. Perkusista Gustaw Gurianow należał do tak zwanych nowych dzikich, kręgu artystów skupionego wokół Timura Nowikowa i galerii Assa, w której prace wystawił sam Andy Warhol. Assa to też jeden z pierwszych skłotów w Pitrze i ważne miejsce spotkań undergroundowych muzyków, malarzy, rzeźbiarzy czy dzikich projektantów mody. Fantazyjne wyczucie stylu charakteryzowało też i Kino: trzech chłopaków ubranych na czarno i przylizany Gurianow w samych kąpielówkach. Wreszcie „Assa” to tytuł głośnego filmu wyreżyserowanego przez Siergieja Sołowiowa, w którym wystąpiła śmietanka towarzyska undergroundu, z Kinem w roli Kina i Nowikowem grającym „radzieckiego murzyna” (sic!) pochodzącego z Angoli. (Film można zobaczyć na wystawie w wygodnym kinematografie).


W tej samej sali kuratorzy prezentują długi dokument o scenie leningradzkiej nakręcony przez Joannę Stingray, Kalifornijkę zafascynowaną ZSRR, pełniącą funkcję łączniki lokalnego undergroundu ze światem zza żelaznej kurtyny. Stingray wwoziła do Leningradu tony sprzętu studyjnego i płyt, a w zamian wywoziła nagrania ważnych składów z Pitra: Akwarium, Kina czy Alisy, które zebrała na składance „Red Wave”. W Związku płyta wywołuje skandal, ale paradoksalnie korzystny dla zainteresowanych zespołów, bo przyciąga uwagę radzieckiej wytwórni płytowej Melodia. Po drugiej stronie sali klasycznie wykształcony kompozytor i lider awangardowego składu Pop Mechanika Siergiej Kuriochin tłumaczy, że bolszewicy przeprowadzili rewolucję na grzybach, a sam Lenin jadł ich tak dużo, że sam zmienił się w grzyba. Kaskaderski performans Kuriochina – nadany przez Telewizję Leningradzką – zyskał w końcu status legendy miejskiej. I Stingray, i Kuriochina łączyły bliskie związki z Kinem, będącym centralnym węzłem leningradzkiej sieci. Kino było słońcem artystycznej galaktyki Pitra tak dalekiej od smutku komunizmu.

1. Jewgienij „E-E” Kozłow, KINO, kolaż ze zdjęciami z sesji na potrzeby okładki albumu zespołu KINO Naczalnik Kamczatki (Operator kotłowni),  1985, kolekcja artysty.  2. Praffdata, akcja HOLIŁÓDŹ, Dzień dziecka, Łódź Bałuty, 1987, fot. Tomek Jagodziński, archiwum Praffdaty.  3. Ornament & Verbrechen grający koncert na otwarciu wystawy Roberta Lippoka „Schimmelmaschinen” (Maszyny pleśni) w galerii Wohnmaschine w Berlinie, 1989, fot. Michael Biedowicz.

Oczywiście, separacja undergroundu i komuny miała charakter czysto umowny, a o tym, jak kruchą autonomią cieszyli się artyści, przekonało się środowisko czechosłowackie, upolitycznione przez partię na siłę. W okresie „normalizacji” rozpoczętym przez wjazd czołgów Układu Warszawskiego, Komunistyczna Partia Czechosłowacji ostro docisnęła śrubę. Działaczy o liberalnym skrzywieniu skreślano z list bądź też usuwano z partii, a inteligentów degradowano do roli pracowników fizycznych. Kultura miała być oficjalna i służyć słusznym proletariackim wartościom, „pop realnego socjalizmu” reprezentowała królewska para, Karel Gott i Helena Vondráčková. Alergia KPCz na wszelkie przejawy niezależnego myślenia i twórczości rosła do tego stopnia, że ścisłej kontroli poddano nawet zjawiska zupełnie niszowe, w paranoicznej optyce underground dopuszczał się bowiem „ataku na kulturę”. W tak zatytułowanym propagandowym dokumencie telewizji czechosłowackiej środowisko skupione wokół zespołu The Plastic People of the Universe przedstawiono jako degeneratów i narkomanów. Gdy ogląda się „Atak na kulturę”, trudno nie myśleć o tym, jak bezbronnego wroga wykreowała sobie partia. Plastikowi, zespół założony przez robotnika w rzeźni Milana Hlavsę, byli – do czasu – absolutnie apolityczni i kompletnie niszowi. Pierwszą płytę nagrali dopiero w 1974 roku, po sześciu latach funkcjonowania, a popularność zdobyli dzięki samizdatowym kasetom i niecodziennym koncertom. Jeden z nich prezentuje kronika: zespół występuje na przyjęciu weselnym, a widownia obserwuje ich z sympatią i czasem widocznym rozbawieniem. Lektor tymczasem opisuje tę scenę jako apokalipsę zakończoną wezwaniem milicji przez weselników. Inna interwencja milicji – podczas II Festiwalu Drugiej Kultury w Bojanowicach – dla zespołu zakończona aresztem i wyrokiem za zakłócanie porządku, dała zaś impuls do powstania Karty 77, protestu inteligencji przeciw łamaniu praw i wolności obywatelskich. Lektor z „Ataku na kulturę” komentuje to następująco: „Na Zachodzie też biją artystów, a Havel widzi w tym naruszenie praw obywatelskich!”.

*

Notatki z podziemia, red. D. Muzyczk, D. Crovley. Muzeum Sztuki w Łodzi, 446 str., w księgarniach od stycznia 2017.„Notatki z podziemia”, red. D. Muzyczuk, D. Crovley. Muzeum Sztuki w Łodzi, 446 s., w księgarniach od stycznia 2017.Wystawa kończy się na 1994 roku, gdy stary komunistyczny świat znika na dobre – rok wcześniej Borys Jelcyn zakończył czołgami kryzys konstytucyjny w Rosji. W nowym świecie artyści z Bloku musieli sobie szukać nowych ścieżek do autonomii, często błądząc we mgle. Dla niektórych droga wiodła przez międzynarodowy rynek sztuki, który w ZSRR pojawił się w okolicach 1988 roku, razem z pierwszą aukcją Sotheby’s. W hotelu Mieżdunarodnaja zebrali się wówczas koneserzy i celebryci – wśród nich Elton John i król Jordanu – po to, żeby kupować radziecką awangardę, o której zresztą nie mieli pojęcia. Obecny tam dziennikarz Andrew Solomon zanotował sobie rozmowę dwóch kobiet oglądających katalog: „Kupiłam tę pracę. Albo tę? Już nie pamiętam”. Druga odpowiedziała jej: „Którąkolwiek. Chodzi o to, żebyś miała pamiątkę z tej nocy. Czyż nie była ekscytująca?”. Zorientalizowana radziecka awangarda znalazła się wówczas w punkcie zero, stara hierarchia przestała obowiązywać, nowy porządek miał się dopiero ustalić. Zdezorientowani artyści zaś uczcili aukcję całonocną popijawą zakończoną paradoksalnym toastem za… Breżniewa.

Podczas gdy jedni przechodzili przyspieszony kurs kapitalizmu sztuki, inni wykonywali radykalny zwrot ku totalitaryzmowi. Wspomniany już wcześniej Siergiej Kuriochin znalazł wzór do naśladowania w Aleksandrze Duginie, w połowie lat 90. ideologu Partii Narodowo-Bolszewickiej, a dziś wpływowym technologu politycznym nowej prawicy. Kuriochin w latach 90. zorganizował koncert Pop Mechaniki poświęcony Duginowi i pisał szaleńcze manifesty, w których postulował ustanowienie „ścisłego totalitarnego reżimu w kulturze, który pozwoli kulturze kierować polityką”.

Gdy ogląda się „Lenina grzyba”, naprawdę trudno zrozumieć tę woltę. Kapitulacja wobec niej to też chyba jedyny słaby punkt wystawy Crowleya i Muzyczuka. Jest to przecież znakomity punkt wyjścia dla kryminału pod tytułem: „Kto zamordował underground?”.