Rozpadnę się na tyćki
Eugenia Loli CC BY-NC 2.0

Rozpadnę się na tyćki

Natalia Malek

W „13 sztukach” Piotr Janicki jest poetą epifanii i owładnięcia, lubi w spokojne, utrwalone życie wpuścić trochę nienazwanego, ożywić list, żelka albo pyzę, posłać kogoś na seans do niemiłego wróżbity

Jeszcze 2 minuty czytania

Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest intensywność.

Michel Houellebecq, „The Art of Fiction”,
przeł. Dobromiła Jankowska i Adam Pluszka

To będzie recenzja ośmielająca: dla czytelników, by sięgnęli po „13 sztuk” Piotra Janickiego, poety oryginalnego, którego w środowisku literackim z pewnością nie trzeba przedstawiać, lecz którego osobność skutkuje raczej skąpą ilością omówień czy recenzji; i dla mnie samej – wobec takiej książki trzeba trochę animuszu, by wyjść z konwencji buffo na rzecz kilku zdań serio.

Wiersze i sztuki z najnowszej książki Janickiego nieco wyhamowały z szarżą – z jaką były kojarzone „Wyrazy uznania”, nagrodzone Literacką Gdynią w 2015 roku – na rzecz nowego eksperymentu. Rozpatrywane w pojedynkę są przystępne, klarowne, kontemplacyjne – momentami zaskakująco bliskie poetyce Mariusza Grzebalskiego, Miłosza Biedrzyckiego czy Grzegorza Wróblewskiego. O tej trójce – czwórce, bo przecież jeszcze Darek Foks – można myśleć jak o patronach „alternatywnego kanonu” poezji lat 90. – i choć Janicki nie zadłuża się u nikogo, to bez ich książek ciężko byłoby mu pchnąć ten eksperyment do przodu.

Sama książka pozostaje jednak concept boxem – przedsięwzięciem wymagającym i alternatywnym. Konceptualność objawia się już na poziomie tytułu i okładki – jako nawiązanie do „13 songs”, czyli trzeciej, kompilacyjnej płyty Fugazi. Ale ilość odniesień (Boniek, Szymanowski, Kantor; „czy Flora z Wiosny Botticellego / ma na pupie wypisane swoje imię / i czy Zefirem będzie każdy, / kogo przyciąga pupa Flory?”), poetyckich eksperymentów (fonetyka! gitarki!) i formalnych przekroczeń – wzrasta. To z pewnością wymaga od czytelnika „pewności obcowania”.

Jednym z postulatów „13 sztuk” jest właśnie pewność – nie ta, która w potocznym rozumieniu sprowadza się do przekonania o doniosłości naszych potrzeb i przekonań, lecz ta, która odpowiada za chęć eksperymentu, brak lęku przed – artystycznym, własnym – przetworzeniem. Byłaby to śmiałość estetyczna, która jest silnie nacechowana wyborem etycznym: sprzeciwem wobec fałszywej, bo podszytej lękiem przed zmianą, skromności czy popularnego skądinąd uniżenia, które swoją żywotność zawdzięcza chyba polskiemu powietrzu. U Janickiego ta podwójnie sprzężona pewność i rzeczowość są też podszyte wyborami lekturowymi („Top Søren”). Poeta sygnalizuje niekolizyjność założonej przez siebie postawy – śmiałości i powiązanej z nią chęci powtórzenia, a zatem i upewnienia się, potwierdzenia gestu lub intuicji – z wymogami życia społecznego (rodzina, zakład pracy), co jakiś czas pytając: „Idę wytrzeć stół, coś przynieść?” („Czosnek chrupie”) czy snując wizję rodzinnej służby, jak ta z „Bardzo kochającego”:

Już teraz chciałbym nie żyć
i otaczać opieką życie moich najbliższych jedną częścią,
drugą – prezentując sprzęt służbowy
Straży Pożarnej albo sprzęt Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego –
znakować miejskie rowery.

Jednak wydaje mi się, że dominującym tonem książki jest raczej ton odkrycia, olśnienia, nagłej, ale nieusuwalnej pewności. Pewność obcowania (stereotypowo – „męski pierwiastek”) jest też u Janickiego metodą dociekania i ustalania tego, co istotne. Przy czym znów, nie o jakąś wielką nieprzechodniość chodzi, lecz o to, co za nami idzie jak cień, jak pies:

Są dwa słońca.
W jednym z nich psy
wygrzewają się,
chłodząc w cieniu
drugiego. I
są dwa cienie.
Ten pierwszy
w skupieniu
obchodzi teren
i trwa to dłużej
lub krócej, lecz
zawsze tyle,
ile trzeba.
(„Potęga wiedzy”)

Czy jak w moim ulubionym wierszu z książki:

Spotykałem się kiedyś z jedną dziewczyną. Cóż,
od dawna jestem z Kamilą
i mamy słodkiego synka,

i tak sobie żyjemy, aż tu wczoraj jak nie
oparzę ręki gorącą
pokrywą… już myślałem, że w nocy nie zasnę

położyłem się, czekając,
aż moje myśli będą wiotkie niczym
gałązki, i 

powtarzałem ludzkim głosem:
„shellac znaczy szelak”,
żeby usłyszeć: „szelak shellac znaczy szelak shellac”.
(„Czerwiec”)

W najnowszych tekstach poety z Supraśla jest wiele takiej ważącej „przechodniości”. „Ja” staje się paradoksalnym „chodzącym stałym punktem”, co jednocześnie umożliwia mu jak najczulsze rejestrowanie okoliczności przebywania/przemieszczania oraz uwalnia od pokusy oceniania, na którą cierpi wiele najnowszych poetyk. W tym Janicki wydaje mi się doskonały – wolny od moralizowania i lamentacji, lecz niepopadający w konsumpcyjny ciąg; rejestrujący detale obrazu – „tyćki” – ale bynajmniej nie po to, by tworzyć z nich melancholijny katalog.

Piotr Janicki, „13 sztuk”. Fundacja im. Tymoteusza Karpowicza, 86 stron, w księgarniach od listopada 2016Piotr Janicki, „13 sztuk”. Fundacja im. Tymoteusza Karpowicza, 86 stron, w księgarniach od listopada 2016Mnogość obrazów znajduje się więc u niego po obu stronach podstawianego lustra: i na srebrnej powłoce, i w oku patrzącego; trochę tak, jak chciał facet z Królewca. Po prostu żadna ze sfer nie zostaje uprzywilejowana. W podobnym tonie pisał o „13 sztukach” Dawid Kujawa, który wskazywał jednak na konsekwentne zainteresowanie redundancją na niekorzyść komunikacyjnej użyteczności. Ja obstawiam, że to nie użyteczność lub nieużyteczność są stawką tekstów Janickiego, nie powtórzenie (mimo zamykającego „Wyrazy uznania” credo: „Poezja jest też zabawą / zabawą a zabawą powtórzeń / slalomem między bramkami / które niewątpliwie są”), lecz kwestia minimum, z którym możemy się obejść. To minimum nie tylko estetyczne, przede wszystkim egzystencjalne, związane bardziej z trwaniem niż z nagłym uświadomieniem. Zainteresowanie minimum, nie nadmiarem, decyduje o intensywności wierszy Janickiego.

W „13 sztukach” obraz, rozparcelowany na tyćki, z których następnie składa się w tekście panoramę, często daje początek kolejnym asocjacjom, które – choć nieodległe – zmieniają układ początkowy:

język jest zazdrosny extra ecclesiam stygnie życie

jak już wszyscy wstali to mogę powiedzieć że
za miesiąc będę słyszał w nocy jak spadają kasztany
bo rośnie u nas drzewo za oknem
z tymi kasztanami kasztanowiec
(„Duże czasy”)

Lub na odwrót – tyćkowa panorama daje początek opowieści, która finał znajduje na stole poety lub na jego sofce. Tak dzieje się w większości sztuk („I. Z pokiereszowanego serca”) czy w niewierszowanych „Szmatach czasu”:

dawno dawno temu w czasach gdy przez zaniechanie sił ciemności otworzyła się planetom droga do zaistnienia na powierzchni Ziemi wznosił się blok Zagumienna 40 zbudowano go i otoczono innymi blokami we wszystkich mieszkali ludzie którzy jedną część życia mieli za sobą drugą zaś przed sobą wychylali się z okien i wołali dzieci znowu jedno ostatnio umarło czy to cyka rower czy toczy się jesienny liść

Natomiast czystość samej rejestracji jest ściśle powiązana z odmową moralnego sądzenia. Badając hierarchie i instytucje życia społecznego – temu m.in. służą nawiązania do sztuki, didaskalia opisujące „polski duży pokój”, a także Boniek, Szymanowski, Kantor – Janicki zderza je z „nagim życiem” (no, z życiem osiedlowym) nie na korzyść żadnej z subkultur, lecz po prostu na niekorzyść kaznodziejów:

Księżyc błąka się wśród kwiatów.
Rosa wolno spływa z kwiatów.
Proszę, by po moim życiu
nadal podlewano kwiaty.

ref.
        Czy nie pachną wtedy dłużej?
(„Dwa brzdęki”)

Czy jak w krótkim „III z Pierwszej części [vɛjɕtɕ]”:

Raz dwie siostry bardzo
do siebie podobne

przyjmowały chłopca
i się zamieniały,

lecz znalazł się drugi,
który je odróżniał.

Zaprzątnięcie formami, konwencjami i instytucjami życia społecznego służy nie tyle ich wyszydzeniu – a raczej nie tylko – ile wydobyciu intensywności, a więc substancji poetyckiego olśnienia. Tak, jest Janicki w paradoksalny sposób, zważywszy nieusuwalny chłód minimalnej opowieści oraz prawdomównej rejestracji, poetą epifanii i „owładnięcia”, lubi w spokojne, utrwalone życie wpuścić trochę nienazwanego, ożywić list, żelka albo pyzę, posłać kogoś na seans do niemiłego wróżbity, robić „miny jak Tadeusz Kantor”.

Cykl tekstów o poezji powstaje we współpracy z Fundacją Wisławy Szymborskiej.
logo