dwutygodnik - strona kultury

Kwiecień 2009

01 2009

02 2009

Maj 2009

03 2009

04 2009

05 2009

Czerwiec 2009

06 2009

07 2009

Lipiec 2009

08 2009

09 2009

Sierpień 2009

10 2009

11 2009

Wrzesień 2009

12 2009

Wrzesień 2009

13 2009

Październik 2009

14 2009

15 2009

16 2009

Listopad 2009

17 2009

18 2009

Grudzień 2009

19 2009

Grudzień 2009

20 2009

Styczeń 2010

21 2010

22 2010

Luty 2010

23 2010

24 2010

Marzec 2010

25 2010

26 2010

Kwiecień 2010

27 2010

28 2010

Maj 2010

29 2010

30 2010

31 2010

Czerwiec 2010

32 2010

33 2010

Lipiec 2010

34 2010

35 2010

Sierpień 2010

36 2010

37 2010

Wrzesień 2010

38 2010

39 2010

Październik 2010

40 2010

Październik 2010

41 2010

42 2010

Listopad 2010

43 2010

44 2010

Grudzień 2010

45 2010

46 2010

Styczeń 2011

47 2011

Styczeń 2011

48 2011

Luty 2011

49 2011

50 2011

Marzec 2011

51 2011

52 2011

Kwiecień 2011

53 2011

54 2011

Kwiecień 2011

55 2011

Maj 2011

56 2011

57 2011

Czerwiec 2011

58 2011

59 2011

Lipiec 2011

60 2011

61 2011

Sierpień 2011

62 2011

63 2011

Wrzesień 2011

64 2011

65 2011

Październik 2011

66 2011

67 2011

68 2011

Listopad 2011

69 2011

70 2011

Grudzień 2011

71 2011

72 2011

Styczeń 2012

73 2012

74 2012

Luty 2012

75 2012

LITERATURA OD KUCHNI:
Jesienna szarlotka jako remedium

Figle Bogusław Deptuła

Poeta – przynajmniej taki poeta jak Georg Trakl – raczej nie jada. Owszem, może się czasem czegoś napije, jak choćby wina. Cierpi, grzeszy, ale nie je, a gdy zje, to wpada w poczucie winy

Właśnie kończy się jesień, pora roku przez jednych lubiana, przez innych lubiana najmniej. Ja jesień, czas wszelkiej obfitości, lubię bardzo. Owoce, warzywa, grzyby wypełniają stragany, są piękne i jeszcze w znakomitej formie.

Poetą najbardziej jesiennym ze wszystkich pozostanie już na zawsze Georg Trakl. Dla Trakla jesień trwa przez cały rok – nie jest stanem pogody, a stanem ducha. Przemijanie, rozkład, fizjologiczność naszych ciał, ale i całej przyrody napełnia go melancholią; nawet słońce zjawia się tylko, by to ujawnić. To kompletnie depresyjna osobowość.

Fascynacja egzaltowaną poezją Austriaka Georga Trakla spłynęła na mnie dość wcześnie, bo w początkach liceum, i choć ewoluowała, trwa nadal. Pewnie wielu poezja ta wyda się nieznośnie manieryczna, przesadnie poważna i repetytywna, pisana cała na jednej nucie, ba, wręcz unisono: jesień, śmierć, apokalipsa. Tyle tylko, że choć Trakl jest właściwie pisarzem bez biografii, to zarazem właśnie ta biografia w tragiczny sposób uwiarygodniła jego poetyckie dzieło.

rys. Malwina KonopackaRozkładająca się monarchia austro-węgierska wydała całą plejadę znakomitych pisarzy, czerpiących inspirację z rozpadu świata, wywołanego lawiną I wojny światowej: Schnitzler, Hofmannsthal, Musil, Roth, von Doderer i inni. Trakl tego kataklizmu nie przetrwał, jego poezja wręcz przeciwnie – stając się jednym z najciekawszych artystycznych opisów owego upadku i końca, który musiał być nowym początkiem, ale początkiem już Traklowi niedanym. I może w pewnym sensie tak jest lepiej, bo wszystko staje się wówczas wewnętrznie spoiste.

Niektórzy pisząc o jego twórczości, posuwają się wręcz do może nieco radykalnego stwierdzenia, że to właściwie jeden wiersz rozpisany na wiele odprysków. Albo niekończące się wariacje, może nie na jednej nucie, ale wokół wciąż powracającego wątku. Zarazem wielką siłą tej poezji jest jej obrazowość, malarska wprost sugestywność, fantastyczna paleta środków, uwzględniająca choćby nieco duszący przymiotnik „hiacyntowy”, powracający przy opisie włosów, nocy, głosu, milczenia. Ale i wonie, na przemian hiacyntowe i rynsztokowe, piwniczne i czarnobzowe, wychodka i jabłek, zgnilizny i wina, wracają po wielekroć, potęgując wizyjny charakter tych poetyckich obrazów zachodzącego świata.

Oficyna Literacka, Kraków 2001W 1973 roku w tak zwanej serii celofanowej PIW-u pojawił się pierwszy wybór wierszy Trakla, dokonany przez Jana Koprowskiego. Rok później Ewa Kuryluk wydała swą pionierską na polskim gruncie „Wiedeńską apokalipsę”. To w niej znalazł się bodaj najobszerniejszy dotąd tekst poświęcony Traklowi. Choć Kuryluk tłumaczyła tylko fragmenty wierszy potrzebnych do analizy jego twórczości, to niektóre z nich na długo pozostały w pamięci. Ostatnio tłumaczeniem Trakla zajął się Adam Pomorski, wydając w 2001 roku tom „Sebastian we śnie” – obejmujący całość spuścizny poety, niezbyt wszak obfitej, i opatrując tom dużym tekstem krytycznym, wymierzonym w  psychoanalityczną interpretację poezji Georga Trakla, której uległa pisząca o nim przed laty Kuryluk.

Oto bowiem interpretatorzy zazwyczaj skupiali się na wątku kazirodczej miłości, być może nieplatonicznej, do młodszej siostry poety, Margarete. Wszystko, co innym badaczom służyło do dowodzenia owego faktu, Pomorskiemu wydaje się jego zaprzeczeniem i trywializacją. Tłumacz nie zgadza się również na wpisywanie poezji Trakla w krąg poezji symbolicznej, upatrując w niej raczej przejawów ekspresjonizmu, a nawet  imażyzmu spod znaku Ezry Pounda. Argumenty znajduje w poezji i nowszych, szczególnie anglosaskich, interpretacjach. Powracający motyw kazirodczy Pomorski tłumaczy tak: „Kazirodztwo «siostry» i «brata» w liryce Trakla to stwórcze, doskonałe połączenie dwóch alchemicznych pierwiastków: srebrnego/białego księżyca i złotego/żółtego słońca, Luny i Sola, Selene i Heliosa”. To dość już daleko posunięta interpretacja i, jako interpretacja, pewnie jednych przekona i pociągnie siłą erudycji, innych nie. Pozostaje taki oto poetycki obraz z wiersza „Passion”, który symbolicznego charakteru nie ma, a co więcej – w zgodzie z tym, co sam Pomorski postuluje, mieć nie powinien. W jego przekładzie fragment brzmi:

„(…) Wśród mrocznych jodeł
Dwa wilki skaziły ród
Kamiennym uściskiem (…)”

W wersji Kuryluk:

„(…) Dwa wilki w mrocznym lesie
Krew naszą mieszaliśmy w kamiennym uścisku (…)”

Pomorski jest nawet bliższy psychoanalizy, pisząc „skaziły”, podczas gdy u Kuryluk dochodzi zaledwie do „mieszania”. Rozstrzygnięcia niepodobna dokonać tu i teraz. Pewnie strony sporu będą pozostawać przy swoim. Jednak obecność owego występnego wątku naznacza całą poezję Trakla i powraca, powraca wielokrotnie.

Gdyby jednak przyjąć kazirodczą perspektywę, łatwiej byłoby pojąć powód skrajnego pesymizmu i nieustającego poczucia grzechu, którego nic, zdaje się, nie ma mocy usunąć. Stąd depresja, stąd ucieczka przed światem, w pijaństwo, narkotyki, usługi prostytutek.

Trakl wcześnie oddał się we władanie narkotyków. Miały go wyciągać z silnej depresji, w jakiej pozostawał przez całe swoje nazbyt krótkie życie (1887–1914; trzy lata później, dożywszy podobnego wieku, Margarete podążyła w ślady brata i też popełniła samobójstwo).

Wydawnictwo Literackie, 1974Miał kłopoty ze zdawaniem w szkole średniej. Farmację wybrał, jak twierdziła niechętna tej decyzji rodzina, po to, by mieć dostęp do narkotyków. Przedawkowanie kokainy miało być bezpośrednim powodem jego śmierci. Rok wcześniej przedawkował weronal, co mogło skończyć się podobnie. Jednak narkotyki pojawiły się jako uśmierzenie, a nie podnieta do twórczości, odwrotnie niż u młodego Rimbauda. Pisze Kuryluk: „dla Trakla pijaństwo i zamroczenie oznaczały jedyną możliwą ucieczkę przed demonami własnej krwi i światem opanowanym przez brzydotę, zło i zbrodnię. Narkotyki przynosiły mu sen…”.

Wielokrotnie powraca w tej poezji wino, jego zbiory, odmienne barwy. Narkotyki wprost przywołane nigdy nie zostaną, chyba że w omownej frazie: „Pijany makiem płyniesz”.

Poeta – przynajmniej taki poeta, jak Trakl – raczej nie jada. Owszem, może się czasem czegoś napije, jak choćby wina, ale nie je. Cierpi, grzeszy, ale nie je, a gdy zje, to wpada w poczucie winy. Gdy dwukrotnie zjawiają się wzmianki o chłopskim jadle, mają one jednoznaczny charakter: „Breja w misce, chleb z czosnkiem, nędza bez odmiany”, czy w innym miejscu: „Chłopaki, dziewuchy, przysuwają miski / I leją wino, i dzielą się chlebem” (przeł. A. Pomorski).

Zatem choć sam nie jadał, to na jedzenie był jednak wrażliwy, bo je dostrzegał, a to wcale u poetów nie jest obowiązkowe. Wzmianki pojawiają się niespodziewanie: „Słodka woń jabłek”; „Pachną jabłka na komodzie”; „Owoce głucho, miękko padają z jabłoni”. Z gruszkami poszło jakoś gorzej: „Mdłe wonie / Kadzidła, gruszek zleżałych”.

To ostatnie akurat może nieco dziwić, bo między innymi z suszonych gruszek, ale też jabłek, moreli i brzoskwiń, śliwek, rodzynek i fig robi się znany w Austrii i południowych Niemczech Kletzenbrot, czyli rodzaj piernika, bo dużo też w nim przypraw korzennych. Jest ciemnobrązowy, ciężki i zbity, wilgotny i polany grubo białym lukrem. To pyszna rzecz, ale też nie taka łatwa do zrobienia, więc nie namawiam.

Może zatem przyszedł moment, by dać przepis na grzane wino? Pora jest jesienna, deszczowa i chłodna, więc na pewno dobrze jest zagrzać wina. Ale na jaki sposób: austriacki, francuski czy polski? Każda z wersji będzie miała swoich zwolenników, a zatem najlepiej pozostawić Czytelnikom szansę wyboru, my tylko dostarczymy niezbędnych informacji, jak każda z tych wersji powinna wyglądać.

Austriacy piją przed Bożym Narodzeniem ogromne ilości ponczu, który silnie rozgrzewa i szybko upaja. Jest to mieszanka herbaty, cukru, cytryny, owoców, rumu i wina. Ma zwodniczy różowy kolor. Francuzi wolą zwyczajnie podgrzać wytrawne czerwone wino, wkładając do szklanki plaster pomarańczy. Wina nie słodzą, a korzeni dodają ilości wprost śladowe, więc trudno na nie trafić. Zupełnie odwrotnie niż u nas, również w tym pozostajemy sarmatami. Do wina dodajemy cukier lub miód, no i mnóstwo korzeni, i to często mielonych, więc w naszej wersji grzane wino najpodobniejsze jest do piernika.

I jeszcze kwestia szarlotki. Oczywiście ortodoksi oraz mieszkańcy dawnej Galicji zaraz zaczną krzyczeć, że pożądana jest nie szarlotka (a co gorsza właściwie tarta, którą tutaj chcę zaproponować), ale strudel z jabłkami… Nie jestem szaleńcem, strudla nie będę próbował sam robić ani nikomu polecać do zrobienia. Jestem za rzeczami dość łatwo wykonywalnymi, a strudel na pewno do nich nie należy. Zróbmy więc szarlotkę, jakiej nie zrobił nikt, jabłkową tartę, ale też nie w wersji francuskiej, ale takiej, którą lubię najbardziej, na kruchym spodzie z osobno uprażonymi jabłkami.



Szarlotka nieortodoksyjna

Ciasto kruche:
1,5 szklanki mąki tortowej
0,5 kostki masła (ale można dać nieco więcej)
0,5 szklanki cukru pudru
2 żółtka
łyżka kwaśnej śmietany
szczypta soli
otarta skórka z cytryny
laska wanilii

Przepis na ciasto:
Całość zagnieść i wstawić na ok. 1h do lodówki.

Masa jabłkowa:
1–1,5 kg jabłek kwaśnych, najlepsza reneta
cukier, najlepiej brązowy
otarta skórka z cytryny

Przepis na masę:
Jabłka obrać, usunąć szypułki, pokroić dość drobno.
Wrzucić najlepiej na teflonową patelnię, dodać nieco wody.
Dodać przekrojoną laskę wanilii. Nasionka wydłubać i dorzucić. Przykryć przykrywką, udusić.
Doprawić cukrem i otartą skórką z cytryny, wygotowany strąk wanilii wyrzucić.

UWAGA: najlepszy smak mają jabłka kwaśne, które dosłodzimy wg własnego upodobania. Jabłka słodkie mają inny smak, gorszy. Można je doprawić sokiem z cytryny, ale smak takiej szarlotki jest zupełnie inny i dla mnie kompletnie fałszywy. Zawsze można skorzystać z jabłek granny smith, tak jak to czynią na Zachodzie, ale i tam już coraz częściej widać powracające renety, choć oczywiście w nieco przemysłowej wersji. Rozwiązaniem nie jest też korzystanie z gotowych jabłek ze słoika, to fałszywy trop!

Gdyby jakimś sposobem trochę jabłek wam zostało, prażone są wyśmienite do naleśników albo do chałki grubo posmarowanej masłem. Grubo.

Przepisu ciąg dalszy:
Ciasto rozwałkować na ok. 0,5 cm grubości. Wyłożyć na blachę lub formę do tarty.
Przykryć folią aluminiową, wysypać ziarnami fasoli, soczewicy lub specjalnymi kulkami ceramicznymi i piec ok. 30 min w temp. 180 stopni.
Wyjąć z piekarnika, zsypać fasolki, wstawić znowu do piekarnika, zrumienić  nieco ciasto, żeby się dopiekło i ładnie wyglądało.
Wyjąć ponownie, rozprowadzić masę jabłkową, posypać wierzch płatkami migdałów, ponownie zapiec, migdały powinny się zrumienić.

Całość ma zupełnie bajeczny aromat. Bita śmietana jest niepotrzebna, a kawa zupełnie nie pasuje. Najlepsza jest herbata, a do niej kieliszek koniaku, brandy albo – co najwłaściwsze – calvadosu.

Nie wiem, jak głęboka była depresja Georga Trakla, ale oczywiście naiwnie wierzę, że po spróbowaniu takiej szarlotki zapomniałby o niej na dłuższy czas.

Kwestia relacji z siostrą pozostaje nierozwiązana.

Bogusław Deptuła, redaktor naczelny „Art&Business”, współpracuje z dwutygodnik.com.

Jeśli chcesz umieścić fragment tekstu z dwutygodnik.com na swojej stronie lub blogu, prosimy o kontakt z redakcją na adres e-mail: redakcja@dwutygodnik.com. Dowiedz się więcej.

Muzyka

UWAŻNOŚĆ:
Słuchanie muzyki (ankieta)

Rozmowy

Sztuka to inny punkt widzenia

Rozmowa ze Zbigniewem Liberą

Produkty uboczne

Lotnictwo
w procesie poznawczym

Katarzyna Tórz

Felietony

ALFABET NOWEJ KULTURY: R jak remediacja

Mirek Filiciak / Alek Tarkowski

Figle

TRAMKA NAGO!!!!!!

PUDELIT

Sztuka

QUEER OPERA: Queer as opera

Bogusław Deptuła

Rozmowy

PRZED EUROPEJSKIM KONGRESEM KULTURY:
XVII Debata Tischnerowska
„Rosja, Polska i wojna”

Muzyka

Z podróży (3): Londyn i Paryż,
i nie tylko muzyka

Jan Topolski

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Śmierć i omlety

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Niewinna czarodziejka Holly

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Słodkie wino z ostrygami

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Jedyna taka kolacja

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Usta o smaku wina Pommard

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Particolare. Sztuka, która wznieca niepokój” w Wenecji

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Zbrodnie nad laguną

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
„Człowiek, który patrzył na przejeżdżające pociągi”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Stręczyciel codzienności

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
O błędach i grzechach kuchennych Filifionki

Bogusław Deptuła

Sztuka

Huculszczyzna w 40. rocznicę śmierci
Stanisława Vincenza

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Na wspak

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Psoty i gałgaństwa

Bogusław Deptuła

Literatura

„Nowe kroniki wina”
Marka Bieńczyka

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Juliusz Żórawski – przerwane dzieło modernizmu”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Tomasz Kowalski, „Kominiarz na dachu kościoła”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Miłośniczki mięs

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Domownicy” Ania Witkowska, Adam Witkowski

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Powidoki. Władysław Strzemiński i prawa dla sztuki”

Bogusław Deptuła

Wstępniak

DRŻENIE.
O fizjologii procesu twórczego

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Wstyd głodu

Bogusław Deptuła

Muzyka

Powrót rozpustnika

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Apetyt Kotta

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Bitwa pod Grunwaldem” Edwarda Dwurnika

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pod kandyzowanym niebem

Bogusław Deptuła

Literatura

Wojciech Modest Amaro, „Natura kuchni polskiej”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Gosia Turzeniecka, „Senność”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Nieuleczalna nuda

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pan Samochodzik i kogut w winie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pokarm dla zaświatów

Bogusław Deptuła

Sztuka

Ars Homo Erotica

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Hawańskie picadillo

Bogusław Deptuła

Literatura

LITERATURA OD KUCHNI:
Idiotyzm doskonałości

Bogusław Deptuła

Sztuka

Fijałkowski, Gierowski i Sempoliński

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cynik we łzach

Bogusław Deptuła

Sztuka

Zwierzoczłeko…

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pod wzgórkiem

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa obrazów Aleksandry Waliszewskiej

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Papuga Flauberta – na słodko

Bogusław Deptuła

Sztuka

Dobrze malować rzeczy naturalne…

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Monsignore insalata

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa obrazów Pawła Janasa

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
W oparach Porto

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Jana Berdyszaka

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Opus magnum hrabiego Sandwicha

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Kochanek i czekolada

Bogusław Deptuła

Muzyka

O koncercie Valerego Gergieva

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Chłód, głód i ucztowanie

Bogusław Deptuła

Sztuka

Konstelacje relacji

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Wyobraźnia i wnętrzności

Bogusław Deptuła

Sztuka

Awangarda i Holokaust

Bogusław Deptuła

Muzyka

O koncercie Marka Minkowskiego

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Szatańskie szampany
albo bezczelność Gomory

Bogusław Deptuła

Sztuka

Pył barwny

Bogusław Deptuła

Sztuka

Huculak w Latającej Galerii

Bogusław Deptuła

Sztuka

Retrospektywa Libery

Bogusław Deptuła

Sztuka

O budynku Muzeum Historii Polski

Bogusław Deptuła

Sztuka

QUEER OPERA: Queer as opera

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI: Kuchnia przemienienia

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pasztet z Geparda

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Paniczna Angina

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Schizma. Sztuka polska lat dziewięćdziesiątych” w CSW

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pontorma kłopoty z żołądkiem

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
We władzy rzeczy

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Tajemnica kotleta Pożarskiego

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Jana Kudlički

Bogusław Deptuła

Sztuka

Album Fontainebleau w CSW

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wieczny powrót

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Światobranie Oty Pavla

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Duszę zjeść, albo lipografia

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa rysunków Sempolińskiego

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Baku, Erywań, Tbilisi: Odbiór!”

Bogusław Deptuła

Sztuka

WSPOMNIENIE:
Bałagan i rygor

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pamiętnik powstańczego podniebienia

Bogusław Deptuła

Sztuka

Dwie wystawy w Awinionie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cesarska namiętność do kurczaków

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Constantin Brâncuşi – fotograf”

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Karasie, trudna ryba

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wielość Maziarskiej

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Rosjanin w podróży

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Michała Szuszkiewicza

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Lunatyk lizboński

Bogusław Deptuła

Sztuka

CAMP:
„Notatki” Susan Sontag

Bogusław Deptuła

Sztuka

Powołanie: fotograf

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Pieczone gąski

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa „Święto Baroku. Sztuka w służbie prymasa Michała Stefana Radziejowskiego”

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa Wojciecha Gilewicza

Bogusław Deptuła

Sztuka

Realizacja Daniela Burena w Muzeum Sztuki w Łodzi

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Cafe Babilon

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Smak Rzymu

Bogusław Deptuła

Sztuka

Wystawa nowych prac Leona Tarasewicza

Bogusław Deptuła

Sztuka

„Inwazja dźwięków” w Zachęcie

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Soczewica Jakubowa

Bogusław Deptuła

Sztuka

Nagrobki, diabełki, duszki

Bogusław Deptuła

Sztuka

WSPOMNIENIE:
Między widzieć a pisać

Bogusław Deptuła

Figle

LITERATURA OD KUCHNI:
Iryzujące szparagi à la Proust

Bogusław Deptuła