Sztuczna inteligencja, czyli projekt o człowieku

14 minut czytania

/ Media

Sztuczna inteligencja, czyli projekt o człowieku

Ewa Drygalska

Książka Przegalińskiej stawia kontrowersyjną tezę: to sztuczna inteligencja jest jednym z największych, o ile nie najpoważniejszym metafizycznym projektem przełomu XX i XXI wieku

Jeszcze 4 minuty czytania

Czy współczesna filozofia jest zachowawcza i traci na znaczeniu? Graham Harman, amerykański filozof, celnie stwierdza, że o ile dzisiejsza fizyka pełna jest daleko idących spekulacji: podsycających wyobraźnię teorii strun (błyskotliwie zwizualizowanych w filmie „Interstellar), odważnie zakrojonych projektów takich jak Europejski Ośrodek Badań Jądrowych (gigantycznych rozmiarów eksperyment, który ma nam pomóc zrozumieć początek kosmosu i moment wielkiego wybuchu), to na tym gruncie filozofia wypada słabo, zwłaszcza jej popularna gałąź analityczna, zajmująca się rozwiązywaniem problemów logicznych. „Istoty wirtualne” Aleksandry Przegalińskiej to książka na swoim gruncie pionierska. Przeciera nowe szlaki w myśleniu o możliwościach i zasięgu filozofii, stawiając dla wielu klasycznych filozofów kontrowersyjną tezę: to sztuczna inteligencja jest jednym z największych, o ile nie najpoważniejszym metafizycznym projektem przełomu XX i XXI wieku.

Przegalińska pisze, że to właśnie technologiczna osobliwość skupia w sobie, jak w soczewce, spektrum problemów dotyczących naszego poznania, nabywania wiedzy, natury człowieczeństwa, relacji ciała do umysłu czy wreszcie świadomości i doświadczenia. Projekt ten ma na celu powołanie do życia nowej istoty, na nasze podobieństwo, ale też radykalnie od nas różnej, bo powstającej w procesie inżynieryjnym, a nie naturalnym.

Zanim jednak podejmiemy się prób przelania inteligencji czy świadomości do maszyny, musimy dobrze zrozumieć, jak procesy formowania się inteligencji działają. To właśnie poprzez badania przekraczające swoje własne dyscypliny, łączące filozofię, nauki ścisłe oraz technikę, stawiamy sobie po raz kolejny stare pytania o świadomość, umysł czy poznanie. Z jednej strony badamy mózg w projektach takich jak Human Brain Project, mających symulować sieci neuronalne (co nie jest proste – ludzki mózg składa się ze 100 miliardów neuronów), z drugiej zaś strony potrzebujemy solidnej teorii umysłu, która by to wszystko spajała.

Aleksandra K. Przegalińska, „Istoty wirtualne. Jak fenomenologia zmieniała sztuczną inteligencję”Aleksandra K. Przegalińska, „Istoty wirtualne. Jak fenomenologia zmieniała sztuczną inteligencję”. Wydawnictwo Universitas, 268 stron, w księgarniach od listopada 2016Przegalińska rekonstruuje historyczne sposoby ujmowania umysłu: od paradygmatu obliczeniowego, posługującego się metaforą mózgu jako komputera, aż do aktualnej teorii ucieleśnionego poznania. Wczesne ujęcia umysłu zasadzają się na prostych analogiach: inteligencja była rozumiana jako komputacja, czyli aktywność obliczeniowa, a umysł miałby wykonywać operacje o charakterze algorytmicznym. Teza Turinga zakładała, że każdy problem może zostać rozwiązany poprzez obliczenia, za pomocą algorytmów i komputera. Jednak dziś sprawa wydaje się nieco bardziej skomplikowana: wiemy, że sterują nami nie tylko racjonalne decyzje, ale i przyzwyczajenia, emocje czy afekty. Paradygmat ucieleśnionego poznania znosi z kolei klasyczny kartezjański dualizm pomiędzy materią i duchem, widząc relacje między umysłem a ciałem jako dynamiczny układ. Dopiero w duecie współtworzy odczuwający i działający organizm. Percepcja rzeczywistości wymaga bowiem aktywności w świecie, działania ze swoim ciałem i reagowania na napotkane obiekty. O ile możemy maszynę wyposażyć w motorykę i sensory pobierające informacje z otoczenia, o tyle problem ciągle stanowią emocje, które są nieodłącznym elementem inteligencji. Mierzalne, obserwowalne przejawy naszych emocji są jednak zwodnicze. Ekscytacja i lęk powodują te same symptomy: przyśpieszone bicie serca czy potliwość. Trudniej więc opisać ilościowo tak skomplikowane emocje społeczne jak zaufanie czy wyrzuty sumienia.

Poruszając się niezwykle sprawnie po obszarach technologii i humanistyki (jest zarówno filozofką teoretyczną, jak i prowadzi badania w obszarze neuronauk), Przegalińska postuluje nie tylko głębszą refleksję nad technologią, ale i przeformułowanie samej dziedziny filozofii w formacie filozofii eksperymentalnej, która dokonywałaby praktycznych interwencji w swój obiekt badania. Neurofenomenologia, która najbardziej interesuje autorkę, to swojego rodzaju interdyscyplinarna filozofia, która nie tylko buduje teorię i pojęcia, ale również uczestniczy w projektowaniu technologii. Na niedawnej konferencji „Beneficial AI” poświęconej sztucznej inteligencji (oczywiście w Kalifornii) wizjoner Ray Kurzweil podtrzymał swoje przewidywania dotyczące powstania silnej formy AI na rok 2029. Inteligentna „chmura”, zewnętrzny serwer danych będzie bezpośrednio łączyć się z naszą korą mózgową, rozszerzając pojemność i możliwości naszego mózgu. Filozof David Chalmers gasił jednak zapędy obecnych na konferencji optymistycznych futurologów, sugerując, że czeka nas świat wypełniony maszynową inteligencją, ale pozbawioną świadomości.

Choć w tle mamy wielkie pytania o generalną sztuczną inteligencję, cyborga, moment osobliwości, czyli hipotetyczny punkt w przyszłym rozwoju cywilizacji, w którym postęp techniczny stanie się tak szybki, że wszelkie ludzkie przewidywania staną się nieaktualne, to filozofkę interesuje nie tyle futurologia na miarę Hala z Kubrickowskiej „Odysei kosmicznej”, ale tak zwana sztuczna inteligencja słaba (weak intelligence), czyli awatary i boty. Przegalińska zastanawia się, jaki status posiadają tytułowe istoty wirtualne: skrypty komputerowe „aspirujące do bycia ludźmi”, symulujące rozmowę chatboty, automatyczni doradcy klienta, kognitywni pomocnicy czy asystenci urządzeń, jak popularna Siri firmy Apple czy Alexa wypuszczona niedawno przez Amazon, posiadająca ponad 10 tysięcy różnych funkcji.

Badaczkę w jej pracy interesuje przede wszystkim nasza reakcja na maszyny, nasze osobiste doświadczenie w relacji z technologią. Jak prawdziwy pionier-odkrywca Przegalińska przeprowadza eksperyment na samej sobie: odbywa szereg konwersacji z botami i przez dwa lata żyje oraz pracuje na platformie Second Life jako Aleksandra Sharkfin. Efektem jest opis interakcji z botami i własnego przeżycia. Second Life czy The Sims to stare dzieje, ale zestaw pytań, jakie wygenerowały i po sobie zostawiły wydaje się ciągle aktualny.

Second LifeSecond Life

Czym są więc awatary? Czy są to wirtualne reprezentacje człowieka, czy też wręcz jego przedłużenie? Nie rozstrzygnęliśmy jeszcze kwestii statusu internetu, a po piętach drepcze nam już VR, tym razem w pełnej imersji, którą zapewniają technologie takie jak Oculus Rift i smartfony. Jakie konsekwencje będzie miało rozpowszechnienie się wirtualu dla naszego pojmowania rzeczywistości? Czy tak jak w kultowym „Kosiarzu umysłów (1992) – jednym z pierwszych filmów mierzących się z nowymi technologiami, gdzie sponsorowane przez wojsko badania nad mieszkanką nootropów (substancji zwiększających zdolności poznawcze) i VR doprowadziły do postrzegania ludzi jako strumieni danych i przeszkód do ominięcia, ostatecznie doprowadzając kruche ludzkie umysły do pomieszania zmysłów? Przegalińska przywołuje koncepcje Jarona Laniera –  tego samego, którego firma VPL dostarczyła wirtualny hełm EyePhone (sic!) na potrzeby filmu Leonarda – mówiące, że wirtualność jest przeciwieństwem faktyczności i jednocześnie jej źródłem. Jednak już pop-filozof Slavoj Žižek odwraca to pytanie, dokonując typowej dla siebie retorycznej przewrotki, twierdząc, że rzeczywistość jest sama w sobie wirtualną konstrukcją, wobec czego rzeczywistość wirtualna i rzeczywistość tego, co wirtualne są właściwie od siebie nieodróżnialne. Konsekwencją takiego myślenia jest założenie, że awatary wcale nie są reprezentacjami realnie istniejących ludzi, ale zupełnie inną, nową formą bytu.

Przypomnijmy, że w 2014 roku pierwszy chatbot przeszedł test Turinga, a dwa lata później komputer pokonał mistrza chińskiej gry go, o wiele bardziej skomplikowanej niż szachy. Wszystko dzięki zaawansowanemu dziś, głębokiemu uczeniu (deep learning). Jednak od maszyny wygrywającej w gry strategiczne do rozumności jeszcze daleko. Przyglądając się postępowi sztucznej inteligencji od 1997 roku, kiedy DeepBlue wygrał z arcymistrzem szachowym, aż do 2015 roku, gdy DeepMind pokonał Lee Sedola, kiedy możemy oczekiwać, że superkomputer wreszcie pokona średnio rozgarniętą osobę w mafię lub monopol? Maszyny nie radzą sobie dobrze z wieloma niewiadomymi, informacjami niewerbalnymi i dla nas dość oczywistą mową ciała. W 2015 roku Google otrzymał patent na metodę opracowania rozwoju osobowości bota, który dotychczas wykazał się wysokim stopniem agresji w sytuacjach stresowych. Siri została obdarzona przez swoich twórców substytutem poczuciem humoru, udzielając banalnych, ale sympatycznych odpowiedzi na pytania o sens życia i sposoby pozbycia się ludzkiego ciała. Dzisiejsze boty to w gruncie rzeczy jednak interfejsy, które udają, że są innymi użytkownikami. Bot Tay wypuszczona na Twittera w zeszłym roku w ciągu jednego dnia padła ofiarą trollingu – specyficznej postironicznej formy językowej. Jak chatbot miałby rozpoznać realnie przemocową mowę nienawiści od wielokrotnie zapętlonych w sarkazm postprawdziwych treści „Beki z beki z beki z beki z … + ∞” czy „ポーラ C E B U L A ンド æ s t h e t i c” na razie nie udało się rozstrzygnąć.

Cierpliwa SiriCierpliwa Siri / fot. thenextweb.com

Sama Przegalińska stoi w pewnym rozkroku. Jej duża aktywność na polu medialnym wyniosła ją do rangi czołowej polskiej promotorki transhumanizmu. Jak sama pisała kiedyś na tych samych łamach: „Transhumanizm proponuje scalenie człowieka z jego technologią, opanowanie wszelkich barier biologicznych i technologicznych. Finałem tej pogoni postępu będzie rozprzestrzenianie się postludzkiej, technologicznie wzmocnionej cywilizacji po wszechświecie i przejęcie nad nim kontroli”. Zdaje się dostrzegać kryptoreligijne podstawy wszechogarniającego dyskursu przedsiębiorczości i kreatywności, który wyznają start-uperzy śniący o dotarciu do mekki innowacyjności Doliny Krzemowej, jednocześnie daje się porwać pogoni za „next best thing”. Nie podejmuje wątków krytycznych wobec technologii, cechuje ją raczej optymistyczne, pełne ciekawości spojrzenie na techne. Również genealogia (którą Przegalińska przywołuje, ale nie wyciąga z niej wniosków) badań nad sztuczną inteligencją wskazuje na jej przemocowe, militarne korzenie. Swój rozwój powojenna cybernetyka zawdzięcza inwestycjom wojska, ale i specyficznej przestrzeni, która ją umożliwiła, czyli laboratorium, dla którego model stanowiły Bell Labs i Massachusetts Institute of Technology Media Lab. Laboratorium stało się jednym z najważniejszych pojęć współczesnego dyskursu publicznego przenikającego do obszarów nauki, ekonomii czy kultury. Trudno dziś sobie wyobrazić jakąkolwiek instytucję czy korporację, która nie posiadałaby swojego labu. Dzięki szczególnemu statusowi, to właśnie Google Labs, MIT Computer Science and AI Lab czy OpenAI Elona Muska przecierają nowe szlaki w nauce eksperymentalnej opartej na prototypowaniu.

Interesy tych podmiotów bywają sprzeczne, oscylując między społecznym (akademia) a komercyjnym (korporacyjnym) wykorzystaniem nowych odkryć naukowych. Kto będzie mógł skorzystać z rozwoju sztucznej inteligencji? Czy zasypie, a może raczej pogłębi ona ewentualne podziały ekonomiczne, szczególnie widoczne pomiędzy bogatą Północą a ubogim globalnym Południem? Podczas lektury „Istot wirtualnych” zabrakło mi pytania o szerokie, społeczne korzyści projektu sztucznej inteligencji. Czemu ma on służyć poza zaspokojeniem ciekawości naukowców i polepszaniem komfortu życia zachodniej cywilizacji? Ostatnio japońska firma Fukoku zwolniła 34 pracowników, zatrudniając systemy sztucznej inteligencji oparte na IBM Watson Explorer. Pełna automatyzacja jest na horyzoncie, czy jesteśmy na to przygotowani społecznie?

Gunkel Mimo szufladki transhumanistki Przegalińska jest jednak „tradycyjną” humanistką: sztuczna inteligencja jest dla niej przede wszystkim projektem mówiącym o człowieku, rodzajem zwierciadła, w którym możemy się jako ludzkość przejrzeć. Ciekawym polem, na które Przegalińska nie wkracza, jest wyłaniająca się dopiero szara strefa pomiędzy człowiekiem a sztuczną inteligencją, tak zwane obca (alien) inteligencja, która stanowiła między innymi temat tegorocznego festiwalu transmediale w Berlinie. Technologia, o której pisze autorka, otwiera szereg kolejnych problemów: intencjonalności i sprawczości (kto działa?), jak i etyki. Jak mamy traktować coraz doskonalsze istoty wirtualne? Jaką etykę powinniśmy im wpoić? Czy możemy uniknąć błędów ludzkiego osądu? Takimi problemami zajmuje się między innymi David Gunkel, który prowokacyjnie dzierżąc transparent „Robot Rights Now!”,  pyta m.in. o etyczny status maszyn i ich potencjalną odpowiedzialność moralną. Amazon Echo produkujące domową asystentkę Alexę stało się kluczowym elementem w śledztwie o zabójstwo, którego dokonano w 2015 roku w Arkansas, w Stanach Zjednoczonych. Policja uważała, że nagranie z urządzenia „towarzyszącego” uczestnikom zajścia może ujawnić dowód winy, jednak Amazon nie chcąc udostępnić swoich danych, zasłaniał się pierwszą poprawką do konstytucji gwarantującą ochronę wolności słowa, jaką miałaby być objęta także Alexa. Na dalszym horyzoncie – wyobrażonym w kulturze popularnej choćby ostatnimi produkcjami takimi jak brytyjski „HUM∀NS” (Channel 4) czy „Westworld” (HBO) – migocze pytanie o ewentualne prawa maszyn, analogicznie do uznanych dziś za fundamentalne praw zwierząt.

„Fenomenologia istot wirtualnych” pozostawia też lekki niedosyt języka opisu pierwszoosobowego doświadczenia obcowania z istotami wirtualnymi ograniczony w zasadzie do transkrypcji dialogów i technicznego opisu budowania postaci awatara. Ewidentnie brakuje nam narzędzi językowych, literackich (?), które potrafiłyby oddać taką intymną interakcję i emocjonalne, zmysłowe przeżycie z nimi związane. Komunikacja zapośredniczona przez internet zaowocowała nowymi formami językowymi. Czy wytworzy się jakiś nowy typ języka pomiędzy ludźmi a botami?