Gra polega na kukaniu
fot. mat. prasowe

7 minut czytania

/ Muzyka

Gra polega na kukaniu

Bartosz Nowicki

„Syriusz”, pierwszy solowy album Rafała Gorzyckiego, jednej z ważniejszych postaci bydgoskiej sceny yassowej, jest próbą zmierzenia się z poezją swojego krajana, Krzysztofa Grusego

Jeszcze 2 minuty czytania

Rafał Gorzycki miał pracować w branży samochodowej, jednak zauroczony muzyką Milesa Davisa i Johna Scofielda postanowił grać jazz. Jako wolny słuchacz uczył się w renomowanej warszawskiej szkole przy ul. Bednarskiej. Dyplomu nie zrealizował, co nie przeszkodziło mu zostać jednym z najbardziej uznanych jazzowych perkusistów w Polsce. Po przeszło dwudziestu latach zdecydował się nagrać swój solowy debiut na… fortepianie.

Dziś jest na polskiej scenie jazzowej postacią pierwszoplanową. Stał się artystą cenionym również wśród słuchaczy muzyki współczesnej, awangardowej czy eksperymentalnej. W końcu pochodzi z Bydgoszczy, gdzie prężnie działa kolektyw Milieu L'Acéphale. Skupia on wybitnie uzdolnionych muzyków bydgosko-toruńskiego duopolis. Tworzą oni projekty takie jak Stara Rzeka, Kapital, T’ien Lai, Alameda czy Innercity Ensemble. Popularny „Gorzyc” do kolektywu nie należy, choć razem z Kubą Ziołkiem i Tomaszem Pawlickim przygotowują właśnie nowy projekt Tunning Ensemble. Wpływ na kształt sceny wywarł jednak dużo wcześniej, w latach 90. współtworząc yass. Był to kulturowy fenomen, uznawany przez niektórych za jedyny oryginalny gatunek muzyczny wykreowany nad Wisłą. Ukuty został na kanwie instrumentalnej, głównie jazzowej improwizacji. W duchu był jednak postmodernistyczny i nie ograniczał się do idiomu jazzowego. Jednym z dwóch głównych ośrodków yassu była Bydgoszcz, a konkretnie legendarny klub Mózg (drugim ośrodkiem było Trójmiasto).

Mimo bycia centrum eksplozji muzyki yassowej, Gorzycki chadzał własnymi ścieżkami i polegał na własnej artystycznej intuicji. W ostatnich latach do grania dobierał sobie partnerów, wcale nie najbardziej rozpoznawalnych w środowisku, ale za to szalenie uzdolnionych i kreatywnych. W Rafał Gorzycki Trio byli to Marek Malinowski, Wojciech Woźniak. Współpracuje też z wirtuozami (Jon Dobie) czy muzykami sprawdzonymi w starych yassowych składach (Sebastian Gruchot, Kamil Pater). Jego wydawnictwa naznaczone są intymnością i brzmieniowym stonowaniem. Logiczną konsekwencją był zatem materiał solowy. „To idea, która dojrzewała we mnie od ponad dwudziestu lat. Zaczęło się od płyty największego dziś jazzowego perkusisty Jacka DeJohnette’a. Występował na niej solo, grając głównie na bębnach. Bardzo mi się to spodobało, ale uznałem, że jestem na tyle młodym artystą i niewystarczająco dojrzałym, by za taki projekt się zabrać. Coraz bardziej interesowałem się malarstwem, filmem i literaturą. Zacząłem też słuchać dużo klasycznej muzyki fortepianowej. Z czasem, trochę intuicyjnie, redukowałem kolejne składy, doszedłem wreszcie do wniosku, że czas stanąć na scenie samemu” – mówił w wywiadzie udzielonym Marcie Leszczyńskiej na łamach Magazynu Bydgoskiego „Gazety Wyborczej”.

Wydany nakładem Requiem Records solowy „Syriusz” jest koncept albumem opartym na kanwie kameralnej instrumentacji, osnutej wokół wierszy Krzysztofa Grusego – poety, artysty wizualnego i dźwiękowego, blisko związanego z klubem Mózg; współtwórcy grupy artystycznej Szkoła Bydgoska.

To nie pierwszy raz, kiedy Gorzycki próbuje scalić słowo pisane z dźwiękiem. W 2001 na debiutanckiej płycie Ecstasy Project, w utworze „Tribute to Roman Wilhelmi” swoje teksty deklamował Piotr „Dino” Kaliski. Z kolei w 2009 powstał projekt Gorzycki / Szczęsny / Nowiński, dedykowany poezji. W repertuarze znalazły się wiersze Szymborskiej, Jesienina i Białoszewskiego, oraz dedykacje dla Wojaczka, Brodskiego i Różewicza. Efekt tego przedsięwzięcia pozostaje dyskusyjny. Co prawda w warstwie dźwiękowej spotkanie szumiącej elektroniki z perkusjonaliami okazało się strzałem w dziesiątkę, jednak piosenkowe aranżacje, artykułowane przez Krzysztofa Nowińskiego z nieznośną manierą à la Grzegorz Turnau, ocierały się mimowolnie o kampową estetykę. O ile Dawid Szczęsny już rok później zrehabilitował się współpracą z Wojciechem Bąkowskim, w ramach zjawiskowego debiutu Niwei, o tyle na kolejne podejście „Gorzyca” do poezji musieliśmy czekać do dziś.

Rafał Gorzycki, Syriusz, Requiem Records 2017Rafał Gorzycki, Syriusz”,
Requiem Records 2017
Dźwiękowa tajemnica „Syriusza” została oparta w głównej mierze na dźwiękach fortepianu. Jego ciepło roztacza melancholijną aurę nad całym materiałem. Ascetyczna artykulacja ujęta w formach łagodnych i powolnych kantylen pozwoliła na osnucie wierszy Grusego onirycznymi scenografiami. Gorzycki z nabożnością celebruje każdy dźwięk, pozwalając mu wybrzmiewać blaknącą poświatą. Często posługuje się rewersem, aby uzyskać jeszcze bardziej rozmyty efekt. W tkliwości, z jaką traktuje klawisze fortepianu usłyszeć można zarówno romantyczne zamyślenie Chopina, jak i natchnione medytacje Johna Cage’a czy Mortona Feldmana. Gorzycki nie waha się również przed zajrzeniem w trzewia instrumentu w celu przeprowadzenia na nim sonorystycznych interwencji. Pozwalają one zabłysnąć „Syriuszowi” również na polu muzyki elektroakustycznej. Wymiennie z fortepianem na harmonicznym planie pojawiają się wibrafon oraz ekspresyjne organy. Kontemplacyjne tempa, w jakich dryfują te instrumenty skontrastowane są krótkimi, dynamicznymi wejściami perkusji. Stanowią one cezury między kolejnymi wierszami, będąc przy tym popisami zróżnicowanej techniki i wirtuozowskich umiejętności Gorzyckiego.

Wysmakowane kompozycje stają się wymarzonym nośnikiem poezji Grusego, deklamowanej przez „Gorzyca”. Są to dla niego pierwsze wokalne doświadczenia. Głos Gorzyckiego jest łagodny i afirmatywny. Jego tonacja z wdziękiem wtula się w ciepło fortepianowej suity. Deklamacja emanuje „naturszczykowską” autentycznością. Jest natchniona dziecięcą wręcz wrażliwością, pełną zachwytu nad wydarzeniami oraz ich bohaterami. Niekiedy w tembrze głosu pobrzmiewa łagodna nuta ironii, nadająca narratorowi barwnego dystansu do treści. Impresyjne wiersze Grusego, pod wpływem muzyki Gorzyckiego nabierają surrealistycznego wymiaru. Patronami takiej wrażliwości mogliby być Bruno Schulz czy Roland Topor. „Krzysztof słyszał je już po nagraniu płyty. Powiedział, że nie spodziewał się, że można tak pięknie oddać ducha, którego chciał w nich ująć” – zdradza na łamach Magazynu Bydgoskiego autor płyty.

Jak widać, Gorzycki nie boi się podejmować ryzyka. „To najtrudniejsza sesja w moim życiu, a nagrałem już 21 płyt. Ale było warto, czuję, że to niesamowite doświadczenie, wzbogacające mnie jako perkusistę, muzyka, pianistę, kompozytora i człowieka” – zwierzał się w wywiadzie udzielonym Arkowi Lerchowi. Na tym zaawansowanym etapie kariery kameralny i pełen uroku „Syriusz” nie jest bynajmniej benefisem „Gorzyca”. Ten niezwykle osobisty materiał wydaje się być raczej zwiastunem twórczego przesilenia i nowego otwarcia. Symboliczną chwilą zatrzymania się doświadczonego i utalentowanego twórcy. Momentem życiowej i artystycznej refleksji, której zwierciadłem jest słodko-gorzka poezja Krzysztofa Grusego.

W jednej z ostatnich kompozycji „Syriusza”, Gorzycki łagodnym głosem deklamuje słowa, które można potraktować jako credo przyświecające jego twórczości: „Gra polega na kukaniu... Kto dłużej potrafi żyć, mówiąc a ku ku, ten wygrywa”...