Ogień z ciał
fot. Piotr Bekas

8 minut czytania

/ Muzyka

Ogień z ciał

Jakub Mihilewicz

Jakub Lemiszewski tworzy muzykę taneczną dla pokolenia spędzającego czas przed ekranami, wychowanego na wielopiętrowej ironii i informacyjnym przeładowaniu. Jego najnowszy album „2017 [nielegal]” jest pełen wariackich rytmów, za którymi trudno nadążyć i których trudno przestać słuchać

Jeszcze 2 minuty czytania

W maju, mimo protestów,  zostanie definitywnie zamknięta Eufemia. Klub w podziemiach warszawskiej ASP wyrobił sobie markę jednego z najciekawszych koncertowych miejsc w kraju. Nie był to po prostu klub, ale całe środowisko z niepowtarzalnym punkowym klimatem. W przewodniku magazynu Electronic Beats po „artystycznych osobliwościach” Warszawy Eufemia nazwana została najlepszym miejscem w stolicy. To tam narodził się między innymi kultowy cykl imprez z muzyką taneczną Brutaż. Eklektyzm, osłuchanie i popkulturowa erudycja stały się cechą charakterystyczną tej małej sceny. Eufemia była miejscem spotkań muzyków i artystów, przestrzenią wchodzenia w rozmaite twórcze i towarzyskie konfiguracje. W Eufemii gra(ło) się w poprzek podziałów gatunkowych, z silnym nastawieniem na improwizację – Palcolor i Poly Chain tworzą elektronikę, Evvolves shoegaze, a Złota Jesień noise rock. Wszyscy spotykali się na tych samych imprezach i grali razem koncerty. A to jedynie kilka najbardziej charakterystycznych i najgłośniejszych projektów wywodzących się z Eufemii.

Środowisko Eufemii nie tylko jest bardzo różnorodne, ale też staje się coraz ważniejszym punktem odniesienia. Świadczą o tym kolejne płyty, zaproszenia na OFF Festival, Unsound czy do udziału w projektach prowadzonych przez instytucje. Jedną z jego czołowych postaci jest Jakub Lemiszewski, producent, na którego setach didżejskich rytm plącze nogi, za którym trudno nadążyć i trudno przestać słuchać.

Lemisz, ze swoimi eklektycznymi zainteresowaniami, jest nieodrodnym dzieckiem Eufemii. Grał (i nadal gra) m.in. w shoegaze’owym Social Cream, punkowych Gołębiach, blackmetalowej Sierści  czy projekcie z piosenkami disco polo (niektórzy powiedzą, że to synth-pop) Duel Top. Wspomnianą już Złotą Jesień bloger muzyczny Filip Szałasek porównał do Ścianki, a zespół Graveyard Drug Party to – według słów samego Lemisza – „patologiczny noise rock”.  

W swoim portfolio Lemiszewski ma też punkt kariera solowa (oczywiście słowo „kariera” jest tutaj na wyrost). Pierwszym materiałem podpisanym jego nazwiskiem była kaseta „30 minut”. Materiał, wypełniony eklektycznymi samplami i pełen poczucia humoru, najbliższy jest filozofii plądrofonii. Zebrał on swego czasu entuzjastyczne recenzje w prasie – być może częściowo przez estetyczne podobieństwo do muzyki Ariela Pinka czy Johna Mausa. Lemiszewski odwołuje się do podobnej palety chwytów retro i nostalgicznych zagrań. Wykorzystuje fragmenty reklam i programów telewizyjnych czy odgłosy z gier wideo. Sam wybór nośnika (kaseta) stawia „30 minut” w jednej linii z innymi produkcjami chillwave czy hypnagogic pop.

Jakub Lemiszewski, 2017 [nielegal], MAGIA 2017Jakub Lemiszewski, „2017 [nielegal]”,
MAGIA 2017
Wydana dwa lata później składanka zatytułowana po prostu „MIXTAPE” (2016, MAGIA) była już wyraźnym zwrotem w kierunku muzyki tanecznej, konkretnie footworku. To pochodząca z Chicago mutacja wulgarnego ghetto house'u – przyspieszona o 20–30 BPM agresywna wersja gatunku. Footwork swoją nazwę bierze od tańca o tej samej nazwie, a konkretnie pojedynków tanecznych, wokół których zbudowana jest cała kultura. Największy nacisk kładziony jest tutaj na wyjątkowo dynamiczną pracę stóp. Jednymi z pierwszych producentów i aktywistów są RP Boo oraz Traxman. Bodaj najbardziej znana do dziś wytwórnia to TEKLIFE, wraz z jej przedwcześnie zmarłym w 2014 roku założycielem, DJ Rashadem. Footworkowa scena zaczęła zyskiwać na znaczeniu w okolicach roku 2000, a około 2010 roku footwork został wyeksportowany do Europy i innych części globu. W 2012 narodziła się wytwórnia Polish Juke, promująca polskich artystów zajmujących się tym rodzajem muzyki.

To właśnie w Polish Juke została wydana kolejna EP-ka Lemisza „DAAAMN”. Jej eksperymentalne, brudne brzmienie lo-fi okazało się bezkompromisowe nawet na tle stylu, który przecież z natury jest szorstki i agresywny. Lemiszewskiemu ograną, wydawałoby się, formułę udało się wzbogacić o kilka autorskich elementów. Dziś wizytówką Lemiszewskiego są energetyczne sety na żywo, pełne gęstych struktur i perkusyjnych ścieżek. Taki też jest jego najnowszy album, najmocniejszy w dotychczasowej dyskografii.

„2017 [nielegal]” to dowód, że Lemisz nie przespał najnowszych prądów w muzyce tanecznej, a motywami memicznej kultury postinternetowej żongluje z niespodziewaną zręcznością. Album wydany przez poznański label MAGIA pełen jest wielopoziomowych nawiązań. Płyta opatrzona jest charakterystyczną okładką – widać na niej obiekty/obrazy, które znaleźć można w przestrzeni witryn serwisu Tumblr. Połączone są one w absurdalny kolaż: laptop z pękniętą matrycą sąsiaduje z wąsatym jegomościem w czerwonej koszulce z napisem CCCP i zdjęciem wątku na 4chanie, gigantycznym forum internetowym, fabryce memów i wylęgarni trolli. Tytuły utworów pisane są w całości kapitalikami, niczym u nadpobudliwego nastolatka z włączonym klawiszem CapsLock.

Album dostępny jest za darmo (nie tylko do odsłuchu, również do pobrania), sam zaś tytuł „nielegal” nawiązuje w prześmiewczy sposób do kultury hip-hop (tak tłumaczy się na polski słowo mixtape, czyli rozdawane za darmo „demówki”). Postironiczna, memetyczna warstwa wizualna, kpiąca z braggerskich praktyk kultury hip-hop (chwalenie się drogimi przedmiotami, głównie ubraniami) pasuje jednak jak ulał do rozpędzonej kawalkady uderzeń snare'ów i kick drumów zaprogramowanych przez Lemisza. Otwierający „IIOII” zaczyna się pędzącymi między dwoma kanałami głośnika werblami i typowym dla Lemisza, dramatycznie pociętym damskim wokalem – w przeciwieństwie do podgatunku soulful footwork, który sampluje utwory soul i r’n’b, tutaj nie udaje się rozpoznać utworu źródłowego.

Nadchodzący później synkopowany „PNTNFTWRK”, przypomina mi swoją melodią wygwizdaną przez syntezator przaśne kawałki popularnej w naszych rejonach Europy muzyki pumping bass/hardbass, a wchodzące na kilkanaście taktów uderzenia gabberowej stopy to zapewne pozostałości po występach Lemisza na rodzimym cyklu Wixapol, promującym najbardziej radykalne odmiany kultury tanecznej. Gabber, ekstremalna muzyka techno słuchana przez włoską, holenderską czy belgijską klasę robotniczą lat 90. (co wspaniale dokumentuje blog Gabber Eleganza), kilka lat temu wróciła do łask w głównym nurcie kultury. Często pojawia się w kontekstach sztuki współczesnej czy pokazów mody.


„UUUUSSSSS”, z przesterowanymi stopą i linią melodyczną zapowiada, co będzie się działo w drugiej połowie albumu – w „OIOIII” można niemal usłyszeć nieistniejące dialogi, powstające na przecięciu polifonicznych sampli wokalnych i frenetycznych snare'ów. „KRRRR” najbardziej w całym katalogu MAGII, pozycjonującej się przecież postinternetowo, przypomina dokonania PC Music, znane też jako gatunek bubblegum bass – kwaśna linia basu, przesterowane klaśnięcia i przesłodzone melodyjki idealnie wprowadzają w pierwsze takty przedostatniego utworu „SSOOSSOOSS”, który jest najlepszym numerem na płycie i murowanym przebojem. Warto posłuchać tej kompozycji na słuchawkach: nerwowa stopa, melancholijny synth, wysokie kobiece wokale i suche trzaski perkusji skomponowane są w idealnych proporcjach.
 
Kończący album „COCOLA II” zaczyna się niczym jakiś zaginiony utwór londyńskiego eksperymentalnego duetu Rezzett albo innego artysty wydawanego przez label Trilogy Tapes – senny, ciężki, prawie industrialny dźwięk zostaje skontrapunktowany fragmentem wokalizy pochodzącym jakby wprost z gatunku uplifting trance. Niepozorny szaleniec z myszką i laptopem potrafi wykrzesać autentyczny ogień z nóg i ciał tańczących. Chociaż Polakom daleko do technicznej maestrii tancerzy z Chicago, to być może dzięki „[nielegalowi]” nasze rodzime piwniczaki wyjdą na zewnątrz i spróbują rozruszać usztywnione od siedzenia przed kompem kończyny.