Harmonia krótkotrwała

Harmonia krótkotrwała

Piotr Strzemieczny

Dominik Strycharski zmierzył się z utworami wielkich postaci świata jazzu i muzyki współczesnej – Erica Dolphy’ego i Louisa Andriessena

Jeszcze 1 minuta czytania

Dolphy, jeden z ważniejszych flecistów, klarnecistów i saksofonistów lat 60. ubiegłego stulecia, nagrał setki utworów autorskich i przearanżowanych klasyków. Rozpisywał kompozycje Charliego Parkera, Igora Strawińskiego czy Jana Sebastiana Bacha (w tym Suitę nr 1, pierwotnie na wiolonczelę, którą Dolphy zapisał na użytek klarnetu basowego). Grał z Herbiem Hancockiem i Tonym Williamsem. Wielokrotnie pojawiał się na płytach wielkiego kontrabasisty Charlesa Mingusa. Koncertował  i nagrywał z Johnem Coltranem. Razem zjechali Europę, a Dolphy’ego można usłyszeć chociażby na „Impressions” z 1963 roku. Dolphy jako artysta był jednak wyśmiewany i krytykowany przez jazzową prasę. Doceniony został dopiero po śmierci w 1968 roku.

W 2015 roku na koncercie w warszawskim Pardon, To Tu Dominik Strycharski złożył hołd twórczości klarnecisty i saksofonisty. Do występu przygotowywał się zaledwie miesiąc. Głównie analizując, myśląc i słuchając – przede wszystkim słynnego, klasycznego „Out to Lunch!”. To właśnie z ostatniej płyty Dolphy'ego pochodzą trzy pierwsze nagrania na „Flauto Dolphy”. Dolphy to przede wszystkim wirtuozeria i nieszablonowość. Kompozytorskie szaleństwo i improwizowana frywolność, która w utworach Amerykanina z jednej strony przygniatała, z drugiej zaś – dzięki odpowiednio dobranym współpracownikom – wybrzmiewała lekkością i zmiennością tematów. Dolphy lubił zaskakiwać, bawić się aranżacjami i flirtować ze słuchaczami.

Dominik Strycharski, Flauto Dolphy, Słuchaj! 2017Dominik Strycharski, „Flauto Dolphy”,
Słuchaj! 2017
Strycharski również nie przestraszył się ryzyka. Całą płytę oparł jedynie na fletach. Sprawił w ten sposób, że barwne, zaaranżowane na zespół jazzowy kompozycje Dolphy'ego otrzymały nowe życie. W poszczególnych częściach „Flauto Dolphy” trudno rozpoznać oryginały. O to chyba jednak chodziło. Liczą się szorstkie melodie zahaczające momentami o kakofonię. W nagraniu podkreślona jest fizyczność dźwięku. Słyszymy, jak Strycharski przełyka ślinę czy robi mikroskopijne pauzy na złapanie powietrza. W końcu, gdy wyciąga na flecie wysokie tony, by sekundę czy dwie grać najniższe oktawy. I tak jest już od otwierającego „Flauto Dolphy” „Straight Up and Down”. W „Gazzelloni”, utworze, który Dolphy napisał na cześć włoskiego flecisty Severino Gazzelloniego, nie doświadczymy bebopowego charakteru i lekkości fletu. Słyszymy szaleńczą grę, jakby Strycharski ścigał się sam ze sobą. Pozbawione skoczności oryginału szybkie partie hipnotyzują słuchacza. Pozbawienie kompozycji sekcji perkusji (w 1964 roku Dolphy'emu towarzyszył Tony Williams), wibrafonu czy trąbki w normalnych okolicznościach obniżałoby wartość utworu. Strycharskiemu udało się jednak przełożyć skomplikowane i rozległe kompozycje na kameralne utwory utrzymane w intymnej atmosferze. „Iron Man”, jedno z istotniejszych dzieł Dolphy’ego, nagrane z big bandem i dwoma basami, tutaj zostało wykonane tylko na flecie. I w tej wersji broni się doskonale.

Z kolei dla Bôłt Records Strycharski przygotował album z cyklu „Plays”, w ramach którego polscy muzycy interpretują twórczość innych artystów. Był już Coltrane w wykonaniu Raphaela Roginskiego, był Schubert i jego „Winterreise” w dwóch wersjach (Barbara Kinga Majewska i Emilia Sitarz oraz Joanna Halszka Sokołowska), w końcu „Glimmer” Dominika Karskiego w wykonaniu zespołu Flute o’clock. „Ghost”, najnowsze wydawnictwo Dominika Strycharskiego, Dominik Strycharski, Ghost, Bôłt Records 2017Dominik Strycharski, Ghost”,
Bôłt Records 2017
oparte zostało na dziele holenderskiego kompozytora Louisa Andriessena. Album zawiera trzy nagrania. Pierwszym z nich jest „Melodie” stworzona w latach 1972-1974. Kompozycja na pianino i flet została na płycie „Ghost” bardzo wiernie odegrana. Wyłapanie różnic między dwiema wersjami jest bardzo trudne. Utwór jest, zgodnie z tym co sugeruje tytuł, melodyjny, przez co tylko wyraźniej zaznaczony jest jego kameralny charakter. Spokojne pianino pełni rolę tła dla fletu, którego partie rozciągnięte są na blisko dwadzieścia pięć minut. Bajkowa kompozycja ujmuje swoją prostotą i współbrzmieniem instrumentów. Utwór drugi to utwór tytułowy, „Ghost”. Staje się rodzajem próby strojenia i przygotowywania przed ostatnią kompozycją, „Harmonie”. Szmery, szuranie, stukanie, wyrazisty oddech, pojedyncze frazy fletu – i tak przez prawie dwie minuty. To wstęp do rozstrojonej, momentami kakofonicznej kompozycji „Harmonie”, w której obaj artyści (Strycharski i Sebastian Zawadzki) grają obok siebie, wbrew tytułowi sprawdzając granice wytrzymałości słuchaczy. Tak jakby chcieli pokazać, że harmonia w dzisiejszych czasach jest rzeczą trudną do osiągnięcia, a z całą pewnością krótkotrwałą.