Czekając na Pamelę
fot. Bartek Zalewski

4 minuty czytania

/ Teatr

Czekając na Pamelę

Paweł Soszyński

W „Is it Pamela” Marty Ziółek bogini jeszcze nie nadchodzi, gubi się w letnich etiudach i wprawkach, a nad bezmiarem wód wciąż unosi się ciemność. Ale czuć, że Pamela jest już blisko, tuż za rogiem

Jeszcze 1 minuta czytania

Po świetnym „Zrób siebie” Marta Ziółek idzie za ciosem. Jeśli w Komunie Warszawa choreografka nagromadziła popkulturowe tkaniny, marki i wyobrażenia, to teraz sięga pod ich powierzchnię i tworzy współczesną mitologię. Przywołuje na scenę archetyp, zjawę, boski wizerunek. Pamela – bogini, która zjawia się w ultrafiolecie, jest małą dziewczynką i staruchą, sceniczną diwą i przyczajonym w kępach palm zwierzęciem. Ziółek projektuje świat, w którym adidasy i ortalion stają się pradawne, neonowe tipsy są atrybutem kapłanek, a karnawałowe pióropusze i boa układają się w rytualne płomienie.

Poszarpany dżins, czapki z daszkiem, białe t-shirty, sztuczne rzęsy – to zawsze był znak rozpoznawczy Ziółek. Jednak w „Is it Pamela” jej ulubione motywy zyskują sakralny wymiar. Nie jesteśmy już w szmateksowej przebieralni, raczej w świątyni, a może jeszcze wcześniej. Ten kult dopiero się rodzi, wyłania z cienia do powiek i błyszczyku, punktowych świateł, które szperają w ciemnej przestrzeni sceny. Zresztą czas jest w tym spektaklu problematyczny. Błędem byłoby umieszczać Pamelę na historycznej skali. Jest pradawna, bo wszystko poprzedza, ale jest też tu i teraz wytwarzana przez tancerzy, to nowa bogini – przechadza się w swoich kolejnych wcieleniach, szuka sama siebie, najlepszego środka wyrazu dla własnego kultu, swoich symboli i swojego dominium.

Najsilniej objawia się w Hanie Umedzie, performerce, instruktorce japońskiego tańca nihon buyo i – okazuje się – znakomitej aktorce. Jej Pamela jest szalona, groźna. To grymaśna starucha, zjawia się poprzez dziki śmiech i jak hinduska Kali wywala groteskowo jęzor. Raz jest lubieżna, innym razem zalotnie skryta za wachlarzem, którym w dystyngowanych gestach mąci pierwotną materię świata.

Is it Pamela, reżyseria/choreografia Marta Ziółek. Nowy Teatr w Łodzi, premiera 10 września 2017„Is it Pamela”, reżyseria/choreografia Marta Ziółek. Teatr Nowy w Łodzi, premiera 10 września 2017Szkoda, że w zderzeniu z jej postacią znikają pozostali tancerze, zupełnie jakby nie mogli w tej opowieści znaleźć dla siebie miejsca. To dziwi, bo w „Zrób siebie” siłą spektaklu były wyraziste osobowości, dopracowane postaci. Jeśli w trakcie pierwszych pokazów tej pracy, w warszawskiej Zachęcie, atmosferę i napięcie budowała sama przestrzeń, w której widzowie prowadzeni byli przez kolejne sale, jak przez kręgi wtajemniczenia, by dotrzeć do sanctum sanctori, to na scenie Teatru Nowego w Łodzi nie udało się odtworzyć tamtego doświadczenia. Zabrakło narracji, która z intrygującego pomysłu stworzyłaby opowieść. Dlatego w „Is it Pamela” nic się w gruncie rzeczy nie wydarza, brakuje w niej dynamiki charakterystycznej dla poprzednich prac Ziółek. A jeśli choreografka chciała odejść od dancehallowej estetyki, to nie znalazła równie mocnej alternatywy.

Realizatorzy w materiałach prasowych powoływali się na figury trickstera, „świętego idioty” (a to nie jest to samo). To bardzo mocne archetypy, już wielokrotnie wykorzystywane przez teatr. Poświęcono im też niejedną książkę. Bo to motyw bardzo atrakcyjny, a współcześnie odzyskuje on swoją aktualność. Nad dzisiejszym światem krąży widmo szaleństwa, i zdaje się, że ma ono, jak w przypadku trickstera, moc sprawczą. Zły bliźniak boga, mieszający karnawałowo logikę rządzącą społeczeństwami, polityką; klaun na tronie, ze śmiechem odwracający porządek świata; wielki głupiec i potężna siła tworząca.

fot. Bartek Zalewski

Odsłonięte piersi umazane fekaliami w finale przedstawienia to jednak trochę mało, by sprowadzić tę siłę na scenę. Ten pomysł to raczej gest kapitulacji. Mocny znak wyciągnięty na chybił trafił z teatralnego worka. Pamela jeszcze nie nadchodzi, jeszcze nie ma impetu trickstera. I choć czeka na nią niebanalna materia teatralna i atrakcyjny kostium, to gubi się w letnich etiudach i wprawkach, a nad bezmiarem wód wciąż unosi się tu ciemność. Ale czuć, że szalona bogini jest już blisko, tuż za rogiem.