Jeszcze 3 minuty czytania

Jakub Dymek

OBRAZY: Najsmutniejszy człowiek na świecie

Jakub Dymek

Jakub Dymek

„Risk” Laury Poitras – film poświęcony Julianowi Assange'owi – z bliska pokazuje, jak przebiega proces odbrązowienia, dekonstrukcja legendy

Pośrodku pokoju siedzi siwy mężczyzna, kobieta strzyże mu włosy, dookoła kręci się kilka osób. Z laptopa sączy się playlista odrobinę zbyt sztywnej imprezy: ejtisowe szlagiery, koreański pop. Wszyscy próbują być weseli – wszyscy oprócz mężczyzny, który jest centrum grawitacji tej sceny. Ktoś go mimochodem dotknie albo muśnie, ktoś puści do niego oko i pośle słodko-gorzki uśmiech, ktoś odgarnie kosmyk włosów z czoła. On też się uśmiecha – jak do znajomego, którego spotkał na pogrzebie.

To Julian Assange – założyciel ujawniającej rządowe dokumenty platformy Wikileaks – i jego współpracowniczki i towarzysze: Sarah Harrison, Jacob Applebaum, Renata Avila. Za kamerą stoi jeszcze jedna bliska mu osoba, reżyserka Laura Poitras. Scena przedstawia być może najlepszą imprezę, jaką można zrobić w areszcie domowym. Imprezę na cześć najsmutniejszego człowieka na świecie. „Risk”, film Laury Poitras o Assange'u, jest smutny i świetny, porusza tematy osobiste i uniwersalne, a za sobą ma wciągającą historię.

W 2010 roku Wikileaks ujawniło legendarne już wideo „Collateral Murder” (co można przetłumaczyć jako „Morderstwo uboczne”), przedstawiające atak amerykańskiego helikoptera na obiekt w Bagdadzie. W efekcie tego ataku śmierć ponieśli cywile, w tym dwóch dziennikarzy pracujących dla agencji Reutera. Po tym wycieku Assange stał się w Ameryce wrogiem publicznym. Wtedy Poitras postanowiła nakręcić film o Wikileaks, a nieskrywaną ambicją reżyserki było pokazanie przychylnego portertu organizacji i jej szefa. Zbieranie materiału i praca nad filmem trwały sześć lat. Oscarowy dokument Poitras o Edwardzie Snowdenie – który ujawnił metody działania amerykańskiej agencji szpiegowskiej NSA, po czym zbiegł do Hongkongu, a następnie Rosji – narodził się jako „poboczny” projekt w trakcie kręcenia dokumentu o Wikileaks. Ostatecznie Poitras pokazała swój film o Assange'u na festiwalu w Cannes w 2016 roku.

Jednak zanim film zadebiutował w kinach, wydarzyła się druga połowa roku 2016 i amerykańska kampania prezydencka. Na miesiąc przed wyborami Wikileaks upubliczniło e-maile Partii Demokratycznej, w tym jednego z szefów kampanii Hillary Clinton, Johna Podesty. W ujawnionej korespondencji najwięcej było zwyczajnego politykierstwa, intryg i plotek: uwagę zwrócił fakt, że sztab Hillary dowiedział się o kilku pytaniach z debaty przedwyborczej zawczasu, wyciekły także fragmenty przemówień kandydatki dla firm z Wall Street. Nie było w nich jednak dowodów na przestępstwo czy zdradę stanu, publikacja Wikileaks dała jednak Trumpowi do ręki wiązkę kijów do okładania Clinton i jej sztabu.

Wikileaks zajmuje się ujawnianiem tajnych informacji, ale ten wyciek był o tyle wyjątkowy, że nie dotyczył rządu czy korporacji, tylko partii politycznej, do tego w szczycie sezonu wyborczego. Bezstronność Assange'a i Wikileaks zaczęła być szeroko kontestowana. Tym bardziej, że e-maile Partii Demokratycznej trafiły na Wikileaks dokładnie pół godziny po tym, jak media doniosły o nagraniach Donalda Trumpa z 2006 roku, na których przechwala się obmacywaniem kobiet. Mógł to być wyłącznie szczęśliwy zbieg okoliczności. Ale mógł to być też wyraz wsparcia dla Trumpa, któremu Assange pomógł „wyrównać rachunki”. Co gorsza, zaczęły piętrzyć się poszlaki wskazujące, że źródłem materiału jest grupa sterowana lub działająca na zlecenie rosyjskich służb. Assange bronił się i szedł w zaparte: „Źródłem nie jest żaden aktor państwowy”. Ale z trudem szło mu przekonywanie nawet bliskich mu dotychczas osób. Nieprzekonana pozostała Poitras, która nie była w stanie dłużej wytrzymać z obrazem Assange'a, jaki sama pomagała stworzyć. Postanowiła zmontować film od nowa.

„To nie jest taki film, jaki myślałam, że robię. Sądziłam, że mogę zignorować sprzeczności. Myślałam, że one nie są częścią tej historii. Myliłam się. Sprzeczności stają się tą historią” – informuje nas spoza kadru głos reżyserki w równo pół godziny od otwarcia filmu. Z laurki czy hagiografii „Risk” zmienia się w dokumentalną rejestrację rozciągniętego na lata procesu rozczarowania. O ile „Citizenfour” o Snowdenie był zwartym, dziennikarskim projektem, osadzonym w kontekście konkretnych wydarzeń, w „Risk” Poitras udało zmieścić się wiele płaszczyzn, zostawić miejsce na dygresje, jednak bez traktowania biografii bohatera przyczynkarsko, jako źródła anegdot z morałem.

Dokument Poitras jest obrazem wyjątkowym dlatego, że z bliska pokazuje, jak przebiega proces odbrązowienia, dekonstrukcja legendy. Z bliska, czyli z perspektywy kogoś, kto zajmuje się biografią nie historycznego przywódcy czy bohaterki, ale kogoś bliskiego. Assange był oczywiście dla Poitras symbolem globalnej walki z nadzorem i bojownikiem o ujawnienie politycznych sekretów Ameryki. Ale był też kimś, z kim przeżyła momenty trudne i intymne – a jej kamera towarzyszy Assange'owi w chwilach decydujących o wszystkim, w chwilach największego stresu, obaw, paranoi. W mniejszym stopniu jest to film o politycznych dylematach – te i tak rozstrzygamy na podstawie własnych przekonań – ale osobistym ciężarze zadania, jakiego podjęła się Poitras. Jak pożegnać się i rozliczyć z obrazem pewnego ideału, który samemu pomogło się budować?

„Risk” przedstawia Assange'a egoistycznego, który bije się z wizerunkiem „człowieka sprawy”, poświęcającego swoje interesy dla misji. Gdy oglądamy go, jak w chłopięcy, cwany, pyskaty sposób próbuje grozić przez telefon najważniejszym politykom na świecie – jest w tym nawet ujmujący i łatwiej zrozumieć, skąd bierze się jego zdolność przyciągania ludzi. Gdy jednak, jak faktyczny mały chłopczyk, domaga się dla siebie podwójnych standardów i przekonuje, że akurat jemu wolno więcej – ogląda się to z zażenowaniem.

Kilkukrotnie powracające w filmie sceny, przedstawiające Assange'a sypiącego insynuacjami i napastliwymi aluzjami względem kobiet, służą Poitras również jako długi i konsekwentnie budowany wstęp do historii jej relacji miłosnej (choć nie z Assange'em, lecz innym bohaterem filmu). W jednym z finałowych momentów filmu, po mistrzowsku i bez pośpiechu Poitras ujawnia drugi z wątków „Risk”: przemoc seksualną. Oczywiście, wiemy o zarzutach ciążących na Assange'u: szwedzccy śledczy postawili mu trzy, śledztwo w sprawie najpoważniejszego z nich – gwałtu – zostało przez prokuraturę umorzone w maju 2017 roku. Ale to nie zamyka problemu.


Trzeci temat wreszcie, z jakim konfrontuje nas „Risk”, wypływa z pierwotnego pomysłu na film. To opowieść o żywej legendzie, noszącej – czasem z dumą, a czasem z groteskową nieporadnością – brzemię „najbardziej poszukiwanego człowieka na świecie”. Widzimy Assange'a w areszcie domowym, przed sądem, uciekającego w przebraniu do londyńskiej ambasady Ekwadoru, gdzie również zostaje ostatecznie więźniem, choć formalnie korzysta z prawa azylu. Poitras nie ukrywa, bo i nie da się tego ukryć, jak destrukcyjne – dla i tak pogmatwanego człowieka – ma to konsekwencje. Dla niego i, oczywiście, dla jego współpracowników i bliskich.

Assange jest zakładnikiem w jeszcze innym sensie: zakładnikiem swojej koncepcji prawdy. Wierzy, że ujawniając dokumenty partyjne, tajne depesze dyplomatyczne, materiały wywiadowcze i nagrania operacyjne amerykańskiej armii, pomaga budować społeczeństwo bardziej poinformowane, świadome, krytyczne. Prawda jest prawdą, gdy nie mogą się przed nią ukryć możni tego świata – wierzy Assange. Jednak co się dzieje, gdy w imię tej prawdy trzeba kłamać? Zasłaniać własne motywacje, uprawiać grę pozorów, manipulować zdaniem innych? A w końcu, intencjonalnie lub nie, służyć politycznym potęgom? Poitras dotyka odwiecznego filozoficznego i moralnego dylematu, którego ilustracją w przeszłości były losy tak wielu politycznych idealistów, którzy nieuchronnie musieli skonfrontować się z tym, jak ich ideały przekuwają się na wcale niejednoznaczną rzeczywistość. Czy kłamanie w imię prawdy nie unieważnia samej prawdy, w imię której to robimy?

To ostatnie pytanie jest też przedmiotem reportażu, który ukazał się niedawno na łamach „New Yorkera” i zbudowany jest na podobnym szkielecie, co film Poitras. Raffi Khatchadourian, jego autor, również zna Assange'a od lat i w swoim wyjątkowo obszernym tekście konfrontuje swojego bohatera z poszlakami i dowodami przeczącymi jego alibi w sprawie współpracy z Rosją. Khatchadourian kończy swój tekst obrazem człowieka, który zbudował sobie więzienie, a przy życiu trzymają go już ideały nieodróżnialne od manii.

Film Poitras dotyczy, co oczywiste, założyciela Wikileaks osobiście, ale opowiada też o samej Poitras. Dokumentuje historię Assange'a oraz historię odchodzenia od niego, nawet jeśli jest to historia zracjonalizowana i ułożona dopiero post factum, projektująca pewne rzeczy wstecz, polemiczna wobec własnych uczuć i diagnoz sprzed nie tak odległego czasu. W końcu: „To nie jest taki film, jaki myślałam, że robię”.

Dlaczego ostatecznie Assange jest najsmutniejszym człowiekiem na świecie? Poitras, pomimo wszystkich jego grzechów, nie jest w stanie zrobić z niego człowieka najgorszego. Filtruje jego biografię przez swoje związane z nim emocje, a te są sprzeczne. Gdyby w oparciu o zebrany materiał reżyserka „Risk” chciała swojego bohatera wyłącznie rozliczyć lub skompromitować, byłby to inny film, prawdopodobnie nie tak dobry. „Risk” nie jest jednak bilansem księgowym, tylko dokumentalnym zapisem rozrachunku dokonanego przed pożegnaniem dwójki bohaterów, z obu stron kamery. Po premierze Julian Assange wystosował przeciwko Poitras pozew: oskarża ją o naruszenie prywatności oraz wizerunku przedstawionych w filmie osób.