Budził respekt

20 minut czytania

/ Sztuka

Budził respekt

Rozmowa z Grzegorzem Kowalskim

Zajmował się ogrodnictwem i sadownictwem. Hodował gołębie. Ostatnich lokatorów gołębnika z Szumina przejął inny miłośnik ptactwa, Leon Tarasewicz. Hansen marzył, żeby na dachach projektowanych przez niego domów było miejsce na gołębniki, aby każdy, kto lubi, mógł hodować ptaki

Jeszcze 5 minut czytania

MONIKA STELMACH: Był pan studentem i asystentem Oskara Hansena. Jakim był wykładowcą?
GRZEGORZ KOWALSKI: Wykładał zasady Formy Otwartej, ale dopuszczał różne interpretacje i był ciekaw opinii. Wymyślał zadania, które zostawiały duże pole do dyskusji, zwłaszcza w tematach zależnych od subiektywnej oceny. Bardzo wnikliwie analizował każdą studencką pracę. Dostrzegał w nich to, czego sam student nie widział. Mawiał, że korekta prac dla niego to drenaż mózgu, wychodził ze swoich zajęć wyczerpany. Praca ze studentami była dla niego okazją, by sprawdzić konkretne aspekty Formy Otwartej, przekonać studentów do własnych koncepcji.

Język Hansena nie należał do łatwych. Filip Springer w swojej książce opisuje, jak Zofia Hansen podczas spotkań często upominała go: „Oskar, ty mów jak człowiek”.
W pierwszym kontakcie mogło się wydawać, że jego język jest hermetyczny, ale w gruncie rzeczy był bardzo precyzyjny. Na początek należało przyswoić pewne pojęcia, np. „uprzestrzennienie bryły” czy „uczytelnienie formy złożonej”.

Co znaczą te pojęcia?
„Uprzestrzennienie bryły” znaczyło pracę z obiektem trójwymiarowym. Gdy się ogląda bryłę, ze wszystkich stron wygląda tak samo, np. kula, sześcian lub stożek. Rzeźbienie znaczyło tyle, co ujmowanie pewnych jej fragmentów tak, aby z każdej strony wyglądała inaczej – pozostając kulą lub sześcianem wciąż intrygowała. Natomiast „uczytelnienie” było Hansenowskim terminem równoznacznym z wprowadzeniem ładu kompozycyjnego. Odnosiło się do układów przestrzennych lub urbanistycznych, w których nagromadzenie elementów stwarza chaos kompozycyjny.

Grzegorz Kowalski

Rzeźbiarz, performer, twórca instalacji, kurator i pedagog. Urodził się w 1942 roku. Ukończył Wydział Rzeźby ASP w Warszawie. W latach 1968–1970 był asystentem Oskara Hansena, a następnie Jerzego Jarnuszkiewicza. W 1985 objął pracownię dyplomującą na Wydziale Rzeźby, która w 2001 r. przekształciła się w Pracownię Przestrzeni Audiowizualnej zwaną „Kowalnią”. Uczył na trzech Wydziałach: Rzeźby, Wzornictwa i Sztuki Mediów, wszędzie inicjując koncepcje dydaktyczne mające swój początek w pracowniach Hansena i Jarnuszkiewicza.

Wystawę „Oskar i Zofia Hansenowie. Forma Otwarta” można oglądać do 29 października 2017 w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Kuratorka: Aleksandra Kędziorek.  

Jak rozmówcy reagowali na taki język? 
Hansen budził respekt, bo miał siłę argumentacji, która często przewyższała jego adwersarzy. Na gruncie zawodowym generalnie był dość zasadniczy. Lubił jednak dyskusje. W swoich projektach dopuszczał udział tzw. branżowców, np. konstruktorów, specjalistów od klimatu czy transportu publicznego. Słuchał ich uwag ze szczerą ciekawością. Niespodzianką była wizyta wojskowych w jego pracowni. Sami się do niego zgłosili, żeby sprawdzić, jak by działał Linearny System Ciągły na wypadek wojny nuklearnej. Uznali, że w razie wybuchu atomowego straty mogą być mniejsze niż w przypadku miast centrycznych.
Natomiast podczas wyjazdów plenerowych fraternizował się ze studentami, wszyscy mówiliśmy sobie na ty. Robił to z wewnętrznej potrzeby równości. Był urodzony do nauczania, robił to z wielką pasją. Szczególnie cenił sobie studentów, którzy zadają pytania, a nawet się buntują.

Ścierał się pan z Hansenem?
Ostro się z Hansenem ściąłem przy zadaniu „statyczne – dynamiczne”. Broniłem swego subiektywnego odczucia, czym jest forma dynamiczna. Powiedział mi wtedy: możesz odrzucić, to co mówię, ale najpierw powinieneś nauczyć się języka, który ci proponuję. Chodziło mu o to, że zanim zaneguję jakąś koncepcję, powinienem ją dobrze poznać. Oczywiście miał rację, w języku Hansenowskim „forma dynamiczna” oparta była na analogii powtarzających się kierunków lub elementów. Była przeciwieństwem formy statycznej, opartej na kontraście kierunków, np. pionu i poziomu. To była gramatyka, którą należało sobie przyswoić.

Czy był lubiany przez studentów?
Klasyczni rzeźbiarze raczej nie czuli się u niego dobrze. Wypełnianie idei Formy Otwartej wiązało się z tworzeniem tła dla tego, co ludzie i życie do dzieła wnoszą; działania zza kulis. W tej koncepcji rola artysty była bliższa roli architekta czy projektanta lub dramaturga spektaklu, który przecież nie występuje na scenie. Artyści są raczej egocentrykami pielęgnującymi własną indywidualność, a Hansen nie dawał artyście piedestału. Autor, który jest na pierwszym planie, był dla niego emanacją formy zamkniętej, ponieważ to uczestnik teatru zdarzeń – widz, obserwator, przechodzień – był najważniejszym podmiotem Formy Otwartej. Część studentów jawnie nie zgadzała się z jego koncepcją; dla innych zajęcia u niego były nic nieznaczącym epizodem. Nie wychował przecież legionu następców, ale znaleźli się też tacy, a ja do nich należę, którzy doceniali ideę Formy Otwartej. Ta promodernizacyjna idea mogła być też pewnym antidotum na zacofanie cywilizacyjne, w którym żyliśmy po wojnie. W moim przypadku był to wybór na poziomie moralnym.

Oskar i Zofia Hansenowie. Dzięki uprzejmości Fundacji Zofii i Oskara Hansenów.Oskar i Zofia Hansenowie. Dzięki uprzejmości Fundacji Zofii i Oskara Hansenów.

Jak to rozmieć?
Forma Otwarta była sposobem, żeby żyjąc w opresyjnym ustroju politycznym, w którym dominowało ideologiczne kłamstwo, zachować wewnętrzną wolność. Miałem potrzebę przydatności społecznej i instynktowny opór wobec indoktrynacji politycznej. W założeniach Formy Otwartej liczyła się nie tylko grupa – kolektyw, ale przede wszystkim jednostka. To potrzeby poszczególnego człowieka powinny być powodem tworzenia się grup czy społeczności na zasadzie dobrowolności. Na przykład Hansen założył, że w ramach norm przydziału mieszkania każdy z lokatorów będzie mógł je sobie zaplanować. Na etapie projektowania, w ramach pewnych modułów, można było przesuwać ściany, a nawet układ otworów okiennych. Kiedy na zajęciach studenci rozrysowywali sobie mieszkania, to rozmieszczali otwory okienne według indywidualnych potrzeb. Rezultat dawał fantastyczne efekty na elewacji. W ramach ustalonego modułu powstała żywa, nieregularna kompozycja.

Wierzył, że ludzie sami dobrze zaprojektują swoje mieszkania?
Hansen zakładał, że człowiek w swojej istocie jest dobry i mądrze wybierze. Odbiorca był dla niego partnerem, a nie petentem czy mało znaczącym elementem masy. A jednocześnie ważne były przestrzenie wspólne, które miały służyć społeczności. Osiedle Słowackiego w Lublinie jest przepięknym tego przykładem: wewnętrzne dziedzińce, gdzie nie ma samochodów, są miejscem zabaw dzieci, kontrolowanym z okien przez matki. Miejsce spotkań nastolatków znajduje się poza taką kontrolą. Mieszkańcy mieli spotykać się w Domu Społecznym, który był zwornikiem układu osiedla, stworzonym dla wspólnych działań. W pobliżu pawilony handlowe i targowisko.
Oboje, Zofia i Oskar, chcieli, żeby ludzie mieli możliwie najlepiej zaspokojone wszystkie swoje potrzeby w miejscu, w którym żyją.

Nie przetrwał Dom Społeczny w Lublinie, w jego miejsce powstał kościół.
Tak, tego nie przewidzieli. Dom Społeczny miał integrować mieszkańców, być przestrzenią, gdzie każdy znajdzie miejsce dla siebie. Kościół pełni tę funkcję tylko dla osób wierzących. Na Osiedlu Słowackiego wręcz podzielił ludzi, przecież wciąż są protesty przeciwko dzwonom. Umieszczone zbyt blisko mieszkań potwornie hałasują. Ubolewam, że ten piękny projekt został zniszczony.

Był pan nie tylko asystentem, ale też współpracownikiem Hansena. Na czym polegała pana rola w pracowni zwanej Kaplicą?
Zakłady Artystyczno Badawcze na ASP były jednostką, gdzie pracownicy mogli robić zlecone projekty. Hansenowie dostali zadanie opracowania Linearnego Systemu Ciągłego, być może z Ministerstwa Budownictwa. W zespole poza Zofią i Oskarem Hansenami był Svein Hatløy i ja. Swoje koncepcje Hansen zawsze uzgadniał z Zofią. Ona też w dużej mierze konkretyzowała jego wizje. Moja praca była dość podrzędna, polegała na robieniu modeli przestrzennych. Były to duże gabarytowo makiety. Pracownia zwana Kaplicą była dość duża, ale i tak nie zawsze się tam mieściły. Jedna z makiet była ustawiona w poprzek pomieszczenia i trzeba się było schylać, żeby pod nią przejść. Ale dawała możliwość zobaczenia przestrzeni wewnątrz bloków mieszkalnych. Linearny system można było zobaczyć w skali fragmentu osiedla, ale Hansen chciał mieć perspektywę większej całości, więc powstała makieta Ursynowa z lotu ptaka. Lubił się bawić makietą jak klockami, które wciąż przestawiał.
O ile byłem pod ogromnym wrażeniem Formy Otwartej, to nie zgadzałem się z jego koncepcją Linearnego Systemu Ciągłego. Uświadomiłem sobie, że ta pociągająca utopia może być zrealizowana tylko w systemie nakazowo-rozdzielczym. Kładąc na szali jej wszystkie zalety funkcjonalne, ekologiczne, ekonomiczne, na drugiej szali pojawiało się widmo totalitaryzmu. Przyczółek Grochowski jest zrealizowanym przykładem przybliżenia Linearnego Systemu w niewielkiej skali. Filip Springer, który tam mieszka, powiedział bardzo ciekawą rzecz, że mieszkańcy są albo zdecydowanymi krytykami, albo wielkimi entuzjastami systemu linearnego, nie ma niczego pośredniego. Ja wypisałem się z tego projektu, ponieważ nie chciałem pracować nad czymś, z czym się nie w pełni zgadzam. Zastąpił mnie Henryk Górka.

1. Oskar Hansen we współpracy z Emilem Cieślarem i Andrzejem J. Wróblewskim, Aktywny negatyw mieszkania przy ul. Sędziowskiej w Warszawie.   2. Oskar Hansen – Wystawa indywidualna w Teatrze Żydowskim w Warszawie (Salon „Po Prostu”) 1957.  Dzięki uprzejmości Fundacji Zofii i Oskara Hansen.

Jak wówczas środowisko architektów podchodziło do jego koncepcji?
W środowisku architektów był raczej nielubiany. Jedni uważali go za dziwaka; inni za reklamiarza, dzisiaj powiedzielibyśmy PR-owca.

Dlaczego za reklamiarza?
Był w międzynarodowej grupie architektów Team 10, jeździł za granicę, uczestniczył w międzynarodowych konferencjach. Prawdopodobnie trochę mu zazdroszczono światowego życia. Poza polskim, dobrze znał francuski, ponieważ w młodości był na stypendium we Francji. Miał świetne kontakty: studiował u Légera, pracował u Pierre’a Jeannereta, znał Picassa i Moore’a. Komunikował się ze światem zachodnim jak równy z równym, bez kompleksów osoby zza żelaznej kurtyny. Analizowaliśmy przykłady architektury, którą on miał okazję oglądać. Mówił nam o romańszczyźnie francuskiego Vezelay, ale też modernistycznych projektach, np. o cmentarzu leśnym Skogskyrkogården, kaplicy cmentarnej i krematorium projektu Asplunda w Sztokholmie, czy Pomniku Sibeliusa w Helsinkach projektu Eili Hiltunen. Jego zdaniem te budowle były emanacją Formy Otwartej. Poza francuskim mówił też płynnie w rosyjskim, jego matka była Rosjanką, a ojciec pół Norwegiem pół Polakiem. Jeździł do Związku Radzieckiego, gdzie było zapotrzebowane na wizjonerskie koncepcje mieszkalnictwa. Miał kontakty z żyjącymi uczestnikami rosyjskiej awangardy. Dla mnie światowość Hansena była fascynująca, a proszę pamiętać, że były to czasy izolacji żelaznej kurtyny.

Mimo uznania dla Hansena zrezygnował pan z funkcji jego asystenta.
Z asystentury zrezygnowałem po dwóch latach, rozstaliśmy się w zgodzie i przyjaźni. Zmarł Henryk Morel, asystent Jarnuszkiewicza. Byłem w Meksyku na sympozjum rzeźbiarskim, kiedy Jerzy Jarnuszkiewicz napisał do mnie z propozycją jego zastąpienia. Zanim podjąłem decyzję, to zapytałem Hansena, co sądzi na ten temat. Odpisał „weź to”. I to prawdopodobnie ostatecznie zadecydowało o moim przejściu do pracowni Jarnuszkiewicza. Być może Hansen widział, że nie mogę się u niego w pełni realizować. Jego asystenci przygotowywali studentów do korekty. Byliśmy zobowiązani uczyć języka Formy Otwartej. Nie zostawało zbyt wiele miejsca na własną inicjatywę pedagogiczną. U Jarnuszkiewicza była większa swoboda. Kiedy na rok wyjechał do Kanady, to właściwie samodzielnie prowadziłem jego pracownię. Wymarzona sytuacja, żeby eksperymentować. Nadal jednak współpracowałem z Hansenem przy jego projektach. Do końca życia Hansena byliśmy w dobrych stosunkach. Nawet jeśli się spieraliśmy, to ja miałem poczucie krnąbrnego uczniaka, bo on był dla mnie prawdziwym autorytetem.

Przyjaźniliście się?
Był bardzo lojalnym człowiekiem. Nie wiem jednak, czy mogę powiedzieć, że się przyjaźniliśmy. Czasami dużo rozmawialiśmy. Po wyczerpujących korektach studenckich prac proponował, żebyśmy przeszli się pieszo do domu, bo mieszkaliśmy niedaleko siebie. W ten sposób odreagowywał „drenaż mózgu”. Te rozmowy były dla mnie bardzo cenne. Miał ciekawe spojrzenie na wiele spraw. Na przykład był zdecydowanym przeciwnikiem Powstania Warszawskiego, bo jego zdaniem wtedy najlepsi poszli na bezsensowną rzeź. Ale używał do krytyki Powstania kategorii estetycznej, mówił, że to był „monstrualny kicz”.

1. Oskar Hansen, Zofia Hansen, Osiedle im. Juliusza Słowackiego w Lublinie, lata 70. XX w.  2. Linearny System Ciągły. Pasmo Mazowieckie, 1968.  3. Oskar Hansen, Linearny System Ciągły. Pasmo Zachodnie, 1968.  Dzięki uprzejmości Fundacji Zofii i Oskara Hansen.

Najbardziej znany jest z architektonicznych idei, a przecież przez całą swoją akademicką karierę związany był z wydziałem rzeźby.
Mówił, że najlepiej pracuje mu się nie z architektami, ale właśnie z rzeźbiarzami, bo oni rozumieją jego koncepcje. Z całą pewnością działał na innym poziomie niż architekci, którzy musieli projektować wedle wytycznych rządu, a on był wizjonerem. Mimo to przychodzili na jego zajęcia studenci z innych wydziałów, np. architekci, Andrzej Fajans, potem Hanna Szmalenberg. Norwegowie: Ingvaldsen, Fonkalsrud i kilku innych specjalnie przyjeżdżali studiować u niego. Svein Hatløy był jego współpracownikiem, jednym z najwierniejszych uczniów i propagatorów Linearnego Systemu. Założył w Norwegii szkołę opartą na koncepcji Formy Otwartej. Byli też tacy, którzy się nim interesowali, nawet jeśli nie zawsze zgadzali. Rozmawiałem z Czesławem Bieleckim, który jest antytezą Hansenowskich idei modernistycznych, ale mówił, że śledził myśl Hansena.
Hansen wpadł na pomysł zrobienia osobnej Katedry Sztuki Zintegrowanej, która miała skupiać studentów z różnych wydziałów. Ta koncepcja okazała się zbyt modernizacyjna jak na tamte czasy. Nie przekonał do tego pomysłu rady wydziału. Złożyli mu wotum nieufności jako dziekanowi. Bardzo to przeżył, musiał odejść ze stanowiska.

Dzisiaj o Hansenie sporo się mówi i pisze, ale pojawiają się krytyczne głosy na temat jego współpracy z komunistycznymi władzami.
Na konferencji na temat Formy Otwartej w Lublinie jakiś historyk twierdził, że Hansen był komunistą. Zaprotestował Czesław Bielecki, który słusznie zauważył, że nie można oceniać na podstawie wyrwanego z kontekstu świstka papieru kogoś, kto próbował żyć i realizować swoje projekty w tamtym systemie. To daje duże pole do manipulacji. Hansen nie był członkiem partii, trzeźwo oceniał system, w którym przyszło mu działać. Brał udział w strajkach studenckich w 1981 roku, spaliśmy na stołach w pracowni w ASP.
Innym razem, podczas sesji hansenowskiej w MSN, Grzegorz Piątek wystąpił z twierdzeniem, że jego koncepcje były po myśli partii. Bardzo się mylił. Pamiętam, że działania Hansena były zawsze wbrew egzekutywie partii i kolejnym ministrom kultury. Rektor Marian Wnuk, który rozumiał idee Hansena, kiedy przychodził minister na wizytację, to zasłaniał sobą wejście do pracowni Hansena. To nie była pracownia socrealistyczna, nie realizowała misji „przydatności dla gospodarki narodowej” jak chciał Gierek. Hansenowie uznawali, że system jest opresyjny, ale stwarza też szanse dla pewnych działań społecznych. Byli ateistami z przekonania, do końca życia ludźmi zaangażowanymi społecznie, ale nigdy nie byli komunistami. Musieli się jakoś poruszać w ówczesnej rzeczywistości, innej możliwości nie mieli. Wolałbym mówić o spuściźnie Oskara Hansena niż o tych bezpodstawnych zarzutach.

widok wystawy, fot. Bartosz StawiarskiWidok wystawy w MSN, fot. Bartosz Stawiarski

Na ile dzisiaj jest aktualna teoria Formy Otwartej?
Koncepcje hansenowskie miały wpływ na wielu artystów. Koniec lat 50. i początek 60. to okres stawiania pomników, wreszcie tych, których ludzie oczekiwali. Realizacje uczniów Hansena były projektowane w koncepcji Formy Otwartej, np. podziemny pomnik Bohaterów Warszawy Emila Cieślara i Karola Śliwki, czy pomnik oświęcimski Wróblewskiego i Latosa, który zakładał wyjałowienie gruntu na obszarze Auschwitz tak, żeby już nic tam nie wyrosło, na zawsze zamarło życie. Okazał się trudny do zrealizowania, ponieważ nie da się wytruć ziemi, nie infekując okolicy.
Główną i najbardziej znaną artystyczną emanacją Formy Otwartej jest niezrealizowany pomnik Auschwitz „Droga”, który do dziś funkcjonuje jako legenda. Zespół Jarnuszkiewicz, Julian Pałka, Hansenowie i jeszcze kilku autorów znalazło zaskakująco prostą i prawdziwą odpowiedź na kwestię, w jaki sposób człowiek, artysta może zachować się wobec zagłady. Czy jakikolwiek gest artystyczny będzie adekwatny wobec skali tragedii? Zaproponowali ujęcie resztek obozu Birkenau w ramy asfaltowej drogi w poprzek obozu, od obozowych drutów po ruiny krematorium. Byłaby to droga pielgrzymek i miejsce indywidualnych oznak pamięci. Relikty na drodze miały pozostać nietknięte, podczas gdy resztę obozu miała pokryć rozwijająca się przyroda. Droga miała przekreślić teren zbrodni.
Kontynuatorką jego myśli była Elżbieta Dębińska-Cieślar i Emil Cieślar, duet Kwiek-Kulik, Wiktor Gutt i Waldemar Raniszewski z koncepcją działań zespołowych. Zofia Kulik jest przykładem osoby, która wychodząc od Formy Otwartej, doszła do jej całkowitego zaprzeczenia. Po rozstaniu się z Kwiekiem przyjęła, że działa w formie zamkniętej. Forma Otwarta była obecna też w Kowalni i następnie w sztuce krytycznej. W rozwiniętej współczesnej formule obecna jest w działalności Pawła Althamera i Artura Żmijewskiego. Szczególnie w „Stosowanych Sztukach Społecznych” Żmijewskiego odnajduję echo myśli Hansena. W ten sposób Forma Otwarta jest obecna jako idea w kolejnych pokoleniach artystów.

Podkreślał pan niejednokrotnie wpływ Formy Otwartej na swoją twórczość i na metody pedagogiczne.
Hansen, ale też i Jarnuszkiewicz, zostawili akademii fantastyczną spuściznę, jeśli chodzi o metodę kształcenia artystów. Hansen wprowadził metodykę, która polegała na tym, że poszczególne problemy budowy formy są rozpisane na proces edukacyjny, język form wizualnych poznaje się jak litery alfabetu. Jarnuszkiewicz wypracował koncepcję „dydaktyki partnerskiej”, czyli uczenia się nawzajem, profesora i studentów. Niezwykle ważne jest uznanie tego dziedzictwa, bo to buduje tożsamość uczelni. Z perspektywy czasu uważam, że w latach 60. i 70. filarami warszawskiego ASP byli: Henryk Tomaszewski na Grafice, Oskar Hansen i Jerzy Jarnuszkiewicz na Rzeźbie, Jerzy Sołtan na Wzornictwie i Stefan Gierowski na Malarstwie. To artyści, który zadecydowali o promodernizacyjnym ukierunkowaniu uczelni.

Ostatnie lata Hansen spędził w Szuminie.
Często opowiadał o Szuminie. Dla niego był to azyl. Zajmował się ogrodnictwem i sadownictwem. Żartowaliśmy, że uprawia gruszki na wierzbie, ponieważ szczepił drzewa owocowe. Hodował gołębie. I jak wszystko, robił to z wielką pasją. Kosił łąkę w upalny dzień czerwcowy, kiedy wybuchła elektrownia w Czarnobylu. Wtedy, jak twierdził, napromieniował się, co było początkiem jego choroby nowotworowej. Z czasem nie był w stanie opiekować się ptakami. Ostatnich lokatorów gołębnika z Szumina przejął inny miłośnik ptactwa, Leon Tarasewicz. Marzeniem Hansena było, żeby na dachach projektowanych przez niego domów było miejsce na gołębniki, aby każdy, kto lubi, mógł hodować ptaki.

Filip Springer stwierdził, że gdyby mógł zadać jedno pytanie Hansenowi, to zapytałby: czy pan w to wszystko naprawdę wierzył?
Z całą pewnością w wierzył w swoje koncepcje. Był człowiekiem idei. Ale przede wszystkim wierzył w człowieka. Człowiek był zawsze w centrum jego uwagi.