Żaden luksus
fot. Peter M, flickr, CC BY-NC-ND 2.0

14 minut czytania

/ Muzyka

Żaden luksus

Rozmowa z Wojciechem Walczakiem

Rynek muzyczny w Polsce i rynek pracy dla muzyków jest wątły i nieprzyjazny. Trzeba zacząć od podstaw – od wychowania odbiorców. Przywrócić granie muzyki w szkole

Jeszcze 4 minuty czytania

PIOTR KOWALCZYK: Zajmuje się pan projektami edukacyjnymi tak różnymi jak akcja #Grajmywszkole, konkurs dla młodych zespołów muzycznych Imagine Poland czy Polska Orkiestra Młodzieżowa LYO. Mają one promować muzykowanie zespołowe – w szkołach powszechnych, ale też wśród młodych muzyków kształcących się w szkołach muzycznych.
WOJCIECH WALCZAK:
Byłem w zespole przygotowującym Ogólnopolską Konferencję Kultury, przed konferencją przeprowadzono badanie środowiska muzycznego w Polsce, dostępne teraz na stronie Polskiej Rady Muzycznej. Sprowadziło ono nasz stan wiedzy z przestrzeni mitów do przestrzeni faktów. Mamy w Polsce 36 tysięcy osób pracujących na rynku w branży muzycznej – jako instrumentaliści, kompozytorzy czy nauczyciele muzyki. Największa grupa pracuje w muzyce rozrywkowej, kolejne miejsca zajmują nauczyciele muzyki i organiści kościelni. To 75% rynku muzycznego. Dalej w klasyfikacji znajdują się chórzyści i muzycy orkiestrowi. Te poszczególne grupy bardzo się od siebie różnią – pod względem wykształcenia czy trybu zatrudnienia. W niektórych grupach dominują formy elastyczne, w innych etaty. Generalnie podział przebiega na tych, którzy pracują na etatach, w instytucjach oraz tych, którzy funkcjonują na wolnym rynku jako indywidualne podmioty, bez żadnej regulacji. Jedna piąta muzyków przyznaje się do pracy na czarno.

MUZYKOTEKA SZKOLNA

Wywiad pierwotnie ukazał się w portalu Muzykoteka Szkolna, wydawanym przez Filmotekę Narodową – Instytut Audiowizualny, poświęconym edukacji muzycznej i popularyzowaniu muzyki klasycznej. Celem Muzykoteki Szkolnej jest kształcenie świadomych odbiorców muzyki i aktywnych uczestników kultury oraz podniesienie poziomu powszechnej edukacji muzycznej w Polsce.

W bazie serwisu znajduje się kilkaset utworów muzycznych, m.in. dział Kanon, zawierający 133 najważniejsze utwory w historii muzyki klasycznej. Inne elementy portalu to m.in.  scenariusze lekcji muzyki dla nauczycieli szkół podstawowych i ponadpodstawowychbaza wiedzy muzycznej (terminy, sylwetki kompozytorów, wizytówki instrumentów) i kurs nauki nut, a także materiały interaktywne, takie jak aplikacja ORKIESTROWNIK, poświęcona orkiestrze symfonicznej.

Dramatyczne okazały się też zarobki. Mediana wynosi 2231 złotych netto. To oznacza, że połowa muzyków zarabia mniej. Kolejna sprawa to prestiż zawodu muzyka. Zapytaliśmy muzyków, jak oceniają swoją pozycję w społeczeństwie, po czym zrobiliśmy badanie CBOS, jak postrzega ich społeczeństwo…

Muzycy mają przerośnięte poczucie własnego znaczenia?
Muzycy wiedzą, że nie cieszą się w społeczeństwie jakimś wyjątkowym prestiżem. Ale okazało się, że społeczeństwo uważa ten zawód za jeszcze mniej prestiżowy. Respondenci mieli w badaniu do wyboru siedem różnych specjalizacji muzycznych – m.in. didżej, organista kościelny, kompozytor, muzyk orkiestrowy. Wszyscy ci specjaliści, oprócz kompozytora, w rankingu zawodów wylądowali na przedostatnim miejscu. Tuż przed działaczem partyjnym. To się nie wzięło z przypadku. Przez trzydzieści lat, od czasu przemian ustrojowych, my, muzycy nie byliśmy przez społeczeństwo postrzegani jako grupa zawodowa, która coś wnosi, choćby do PKB czy ogólnego poziomu jakości życia.

W naszym badaniu muzycy bardzo wyraźnie powiedzieli też, że nie czują się przygotowani do zawodu. Wskazywali, że w procesie edukacji mogli rozwinąć tylko umiejętności techniczne, biegłość gry na instrumentach. A jest jeszcze szereg innych ważnych kompetencji takich jak umiejętności menedżerskie, znajomość rynku, praktyka różnych stylów muzycznych czy radzenie sobie ze stresem.

Jakie są przyczyny tego niskiego prestiżu?
Brak potrzeb kulturalnych. Przez trzydzieści lat stopniowo pozbawiano młodych ludzi kontaktu z kulturą w szkole. Stopniowo redukowano liczbę godzin lekcyjnych. W nowej podstawie programowej lekcje muzyki jako osobnego przedmiotu przewidziano tylko w klasach 4–7. Na dwanaście lat kształcenia.

Kolejny problem polega na tym, że muzyki nie uczą sami muzycy. Nawet zarządzanie programem nauczania muzyki nie leży w ich kompetencji. Tylko 20 procent nauczycieli prowadzących lekcje muzyki w nauczaniu początkowym ma przygotowanie muzyczne. Czy wyobrażamy sobie, że wuefu nie uczą wuefiści? Dlaczego o przyszłość odbiorców muzyki nie dba środowisko muzyczne, tylko ktoś inny?

Jednocześnie ludzie po szkołach muzycznych nie znajdują pracy w zawodzie. Pracę w orkiestrze dostanie może co dziesiąty z nich. Wielu przypłaca to depresją. Jeśli ktoś przez siedemnaście lat słyszał, że jest wspaniały, wielki i czeka go świetlana przyszłość, a potem system mu tego nie daje… Rynek muzyczny jest w Polsce wątły i nieprzyjazny dla absolwentów szkół muzycznych.

Jak wyniki tego badania łączą się z projektem #Grajmywszkole?
Chodzi o wychowanie odbiorców i wzmocnienie w ten sposób rynku muzycznego. Trzeba zacząć od przywrócenia muzyki w szkole. Jest tyle dowodów, że muzyka, a konkretnie aktywne wykonywanie muzyki, granie i śpiewanie, bardzo wszechstronnie rozwija. Oprócz tego, że rozwija obie półkule, ma wpływ na wszystkie najważniejsze funkcje mózgu i na kompetencje społeczne. To doskonała szansa na integrację, pobudzenie kreatywności, wyrównywanie szans. Zespół muzyczny daje dzieciom możliwość uczenia się pracy w grupie.


Zobaczmy, co najczęściej pojawia się w reklamach – jakie tematy wykorzystują ich autorzy, żeby przyciągnąć odbiorców. Sport, rodzina i… muzyka. To jedna z najbliższych człowiekowi rzeczy. Zgadzają się z tym antropolodzy i psycholodzy. Istnienie w świecie oznacza istnienie w muzyce. Jeśli nie przystosujemy dzieciaków w szkole do obcowania z muzyką, to zrobimy im wielką krzywdę. Skoro ma tak znakomity wpływ na dzieci, a my im jej nie udostępniamy, to popełniamy rodzaj przestępstwa. Naszym obowiązkiem jest włączyć muzykę do nauczania.

Nie wystarczy na przykład częściej zabierać młodzież do filharmonii albo zwiększyć liczbę godzin lekcji muzyki?
Wszystkie te pozytywne efekty, o których wspominałem, dotyczą tylko aktywnego uprawiania muzyki. Sytuacji, w której spotyka się pewna grupa ludzi i z radością muzykuje. Do tego nie trzeba wiele. I bez znaczenia jest styl muzyczny. Badania, na których opiera się projekt #Grajmywszkole, nie różnicują stylu. Tak samo dobrze działa hiphop, jak i muzyka klasyczna czy jazz.

Projekt #Grajmywszkole ruszył wiosną 2017 roku. Zaczęło się od petycji do minister edukacji. Teraz chyba wreszcie nabrał rozpędu.
Niedawno ogłosiliśmy start pilotażu, w którym dziesięć wybranych szkół powszechnych otworzy pracownie muzyczne. Chodzi o to, żeby przywrócić muzykę do szkół jako zajęcia pozalekcyjne. W nowej podstawie programowej, która została przyjęta dla szkół podstawowych i ponadpodstawowych, przewidziano przecież możliwość muzykowania w ramach dodatkowych aktywności po lekcjach. Uczeń powinien czerpać radość z uprawiania muzyki – tak to dokładnie jest tam napisane.

Wojciech Walczak

Muzyk i animator. Absolwent Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie oraz Politechniki Warszawskiej. Od 2012 roku jest dyrektorem Polskiej Orkiestry Młodzieżowej LYO (wcześniej Lutoslawski Youth Orchestra).

Zajmuje się muzyką klasyczną i rozrywkową. Szczególnie fascynuje go kameralistyka. Od czasu studiów zaangażowany w społeczną działalność na rzecz polskiego środowiska muzycznego i promocji muzyki. Regularnie prowadzi warsztaty promujące powszechne muzykowanie w szkołach podstawowych w Warszawie.

W 2012 roku został wybrany prezesem polskiego oddziału międzynarodowego stowarzyszenia Jeunesses Musicales (dziś JM Poland). Sekretarz zarządu Polskiej Rady Muzycznej. W latach 2015–2016 przewodniczył pionierskiemu badaniu struktury polskiego rynku muzycznego. Jest również współwłaścicielem grupy kreatywnej Brothers in Arts oraz jej dyrektorem artystycznym.

Niestety szkoły mają bardzo mało pieniędzy – zorganizowanie pracowni i animatora jest poza ich zasięgiem. Dlatego chcemy w tym pomóc. Tym bardziej, że jako środowisko muzyczne powinniśmy czuć się najbardziej odpowiedzialni za przyszłość muzyczną tego kraju. Na początek zostanie otworzonych dziesięć pracowni. Szkoła musi wygospodarować przestrzeń na takie zajęcia. Koordynatorem projektu w danej szkole ma być animator lub nauczyciel muzyki. My sfinansujemy instrumenty i pracę animatora. Najtrudniejsza część całego przedsięwzięcia to przekonanie jednego i drugiego ministerstwa, że projekt jest istotny, i znalezienie na niego finansowania. Te koszty są poza zasięgiem organizacji pozarządowej. Nie da się tego zrobić żadnym grantem. To musi być prowadzone przez Instytut Muzyki i Tańca. IMiT na razie zobowiązał się, że kupi instrumenty i będzie je wypożyczał szkołom, które biorą udział w pilotażu.

W drugiej części akcji #Grajmywszkole rozpisany jest już projekt na 1200 szkół. Musiałby się wtedy w to włączyć Ośrodek Rozwoju Edukacji. Ministerstwo Kultury może płacić za zajęcia muzyczne i pracę muzyka, a część związaną z infrastrukturą musiałoby w docelowym projekcie przejąć Ministerstwo Edukacji. To do osiągnięcia. Widzimy duże wsparcie ze strony obu resortów.

Kto stoi za akcją #Grajmywszkole?
#Grajmywszkole prowadzą organizacje zajmujące się edukacją muzyczną, zrzeszone w Polskiej Radzie Muzycznej. Głównie Polskie Stowarzyszenie Edukacji i Animacji Muzycznej, Fundacja „Muzyka jest dla wszystkich” i moje stowarzyszenie, JM Poland, które jest częścią największego stowarzyszenia muzycznego na świecie. Docieramy z programami zajęć muzycznych do sześciu milionów dzieci i młodzieży na całym świecie. Ja sam też prowadzę warsztaty muzyczne w szkole powszechnej. Nie jest to dla nas obcy teren. Po pierwszym dniu ogłoszenia konkursu mieliśmy już 10 zgłoszeń, a ich ostateczna liczba to 83.

Dla nas najważniejsze jest to, że #Grajmywszkole opiera się nie na teorii, ale na praktyce idącej z dołu. Wszędzie są ludzie, którzy mają świetne pomysły, znają swoją szkołę i środowisko. Ci ludzie wiedzą też, jak potem wykorzystać te pracownie. To przecież nie tylko sale prób. Mają sprawić, że szkoła stanie się centrum życia społeczno-kulturalnego i będzie promieniowała na lokalne społeczności. Nauczyciele, którzy zgłaszają się do programu, będą zobowiązani do tego, żeby wychodzić na zewnątrz, będą wprowadzać zespół szkolny do lokalnego życia.

Pedagodzy będą do nas przyjeżdżać raz w roku na szkolenie, żeby się poznać, wymienić doświadczenia itd. Dostaną wsparcie i możliwość doskonalenia zawodowego z zakresu umiejętności animatora. Co ciekawe, w badaniu Polskiej Rady Muzycznej okazało się, że kompetencje, których najbardziej brakuje nauczycielom muzyki, to właśnie umiejętności animatora. Co więcej, nauczyciele zgłoszeni do pilotażu mają wziąć ze sobą swoich podopiecznych, którzy zagrają na przeglądzie zespołów działających w pracowniach #Grajmywszkole.

Przykłady z innych krajów np. Szwecji, która uważana jest za ojczyznę start-upów – pokazują, że warto inwestować w edukację muzyczną.
Szwedzi nie mieli dużych tradycji, jeśli chodzi o muzykę – kompozytorskich czy wykonawczych. Mieli też skostniały system edukacji szkolnej. Zrobili ruch, który absolutnie zmienił ich rzeczywistość. W latach 80. wprowadzili muzykę do szkół w szczególnej formie – każdy uczeń musiał grać w jakimś zespole. Dziś ten dziewięciomilionowy kraj jest trzecim największym eksporterem muzyki na świecie. Zajmuje miejsce na podium za Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią. Tę drugą zresztą dogania.

Jeżeli słuchamy Britney Spears czy innej wielkiej popowej gwiazdy, to za każdy kupiony jej album pieniądze dostają Szwedzi. Bo to Szwed Max Martin jest światowej sławy producentem muzycznym. Szwedzi potraktowali muzykę jako element gospodarki. Przy okazji dzieci szwedzkie mówią w trzech językach obcych i mają większą świadomość swojego ciała, emocji, potrafią improwizować. I cały naród jest po prostu bardzo muzykalny. Wszystko dzięki wprowadzeniu muzyki do szkół.

Wojciech WalczakWojciech WalczakMyśli pan, że muzyka mogłaby być znakiem firmowym Polski?
Na pewno mogłaby się stać takim towarem eksportowym. Mamy niesamowite możliwości, choćby tabun potencjalnych nauczycieli – te 36 tysięcy osób zajmujących się muzyką to znakomite zaplecze edukacyjne. Trzeba tylko umożliwić im pracę z ludźmi.

Dziś bycie nauczycielem w szkole jest jednak postrzegane przez zawodowych muzyków trochę jak zesłanie...
Młodego człowieka często kształtuje się w atmosferze, że jest wirtuozem. Jeśli nie dojdzie na szczyt, to jego nieszczęście. Nawet pracę w orkiestrze traktuje się jako coś gorszego. Jeszcze niżej, w środowiskowym rozumieniu, jest nauczyciel muzyki. Tymczasem nauczyciel to w każdym zawodzie osoba najważniejsza. Wydaje mi się, że w edukacji dokonuje się pewna zmiana postrzegania zawodu nauczyciela muzyki i roli muzyki, jednak państwo mogłoby ją wesprzeć. Stąd program #Grajmywszkole, który muzykom daje szansę na zatrudnienie, dzieciom dostęp do edukacji muzycznej prowadzonej przez zawodowców, bardzo dobrze wykształcone osoby, a koniec końców wzmacnia rynek muzyczny i środowisko.

Dzięki upowszechnieniu się grania w szkole muzycy będą mogli sami zadbać o swoich odbiorców w przyszłości. To tak jak z siatkówką i piłką nożną. Firmy produkujące sprzęt sportowy są silne rynkiem amatorskim. Jeśli wychowamy sobie 100 tysięcy gitarzystów, to rynek gitar wzrośnie od razu. Przybędzie też odbiorców muzyki, którzy chętniej pójdą na koncert czy kupią płytę. A potem ktoś taki może będzie regularnie kupował karnet do filharmonii. Tędy prowadzi droga do rozwoju publiczności w Polsce.

Stać nas na taki ambitny program?
Uważam, że tak. Objęcie wszystkich szkół w Polsce tym programem, czyli otworzenie we wszystkich dwunastu tysiącach szkół podstawowych w kraju pracowni muzycznych, to koszt rzędu 400 milionów złotych. Wbrew pozorom to nie jest dużo. A to ogromna inwestycja w społeczeństwo, która, jak pokazują badania, się zwraca. W wielu krajach Europy muzyka nie jest traktowana jako ekskluzywne dobro dostępne dla nielicznych. Oprócz wartości estetycznej ma też swoją wartość pragmatyczną.