Podróże przeglądarki

Agnieszka Słodownik

„Przeglądarka” Anny Janko przypomniała mi, że na forach internetowych wciąż można mówić rzeczy intymne i niepoprawne, pod pseudonimem. Na brzydko zaprojektowanych drzewkach dyskusji jest bezpiecznie

Podróże przeglądarki

Jeszcze 2 minuty czytania

Podróże przeglądarki

„Coraz więcej wysiłku, jeśli nie desperackiego uporu, włożyć dziś trzeba w przekonywanie, że internet jako – nawet potencjalna – przestrzeń emancypacji, przełamywania podziału postrzegalnego, ale również wytwarzania nowych praktyk (takich jak bezinteresowne „dzielenie się”), nowych horyzontalnych wspólnot (jak P2P) i wizji przyszłości, jeszcze nie umarł” – napisał ostatnio w piśmie „Widok” Łukasz Zaremba. A tu (nie tak znowu) nagle zbiór „Przeglądarka” Anny Janko. „Ruszam w podróż po morzu internetowym. Poszukam innych rozbitków” – pisze autorka, a ja przysiadam przy kominku i słucham opowieści o jej wyprawie.

„Przeglądarka” to felietony autorstwa Anny Janko, poetki i pisarki, które ukazywały się w „Zwierciadle” w latach 2007–2017. Janko chodzi po necie i ląduje w różnych wątkach, czy też topikach. Głównie są to bowiem fora internetowe, na których wciąż można mówić rzeczy niepoprawne i intymne, pod pseudonimem, o czym ta publikacja mi przypomniała. Na brzydko zaprojektowanych drzewkach dyskusji jest bezpiecznie. I są tu wszyscy: Ładowacz, Paco-Paco, Móskół, Panna Migotka, Rumcajs, Lola, Pogromca Postów, Ostry Wymiatacz, Niedoświadczony, Kwiatuszek, Xicor, Misiaczek, no i oczywiście nieśmiertelny Gość.

Anna Janko, „Przeglądarka. Felietony poufałe”. Wydawnictwo Zwierciadło, 293 strony, w księgarniach od października 2017

O ile ciekawiej jest z nikami niż z imionami i nazwiskami. Janko zagłębia się w ich historie w kolejnych portach. Jest kraina pakerów, którzy dzielą się dziennymi planami treningów, w tym ilością przyjętych supli, czyli suplementów (wiele z tych miejsc ma swoje własne skróty językowe i na początku trzeba się trochę zorientować w kodach). Jest kraina autoagresji. To tu zamieszkują dziewczyny, które tną się i mają po 150 sznytów na ciele oraz obowiązkowo długie rękawy i nogawki przez całe lato. Są lądy zamieszkałe przez cierpiące przez menopauzę kobiety, gdzie występują siódme poty, tycie i emocjonalnie jest, jakby, permanentny PMS. Na planecie Miłość „całe forum trzyma kciuki” za Niedoświadczonego i Kwiatuszka, których dopiero czeka ten pierwszy raz. Są obawy i niepewność oraz konkretne, bardzo konkretne rady. Zakupoholiczki dzielą się u siebie kolejnymi upadkami, w duchu AA („Mam na imię Natalia i jestem zakupoholiczką (w szafie 131 rzeczy)”). Na jednym z forów jest i klasyczny topik „lęk przed śmiercią”:

Też mam straszne stany lękowe, które są związane z myślą o śmierci – pisze inna internautka. – Dochodzą do tego stopnia, że ogarnia mnie taka panika, że muszę budzić mojego chłopaka w nocy, żeby ze mną rozmawiał! I dodatkowo włączam telewizję, ustawiam Vivę lub inny program muzyczny i dopiero przy tym usypiam. Najgorzej jest, jak dojdę do myślenia o tym, że mnie zakopią w ziemi…

Porzucone kobiety 50+ odnajdują inne porzucone 50+ i następuje pocieszenie wśród dyskutantek. Inni borykają się gdzieś z opieką nad chorymi rodzicami („spotworniała starość”). Jak pisze Janko, „Internet ma wielkie serce i przytuli wszystkich cierpiących, można mu napisać o największych tragediach, a on odpowie tym samym, co już stanowi jakieś pocieszenie”.  

Dzieci bijące, gryzące i plujące mieszkają chyba gdzieś w sąsiedztwie świata matek niekochających swoich dzieci. Świata smutnego i przepełnionego poczuciem winy. Macierzyńskie tabu zostaje tu rozbrojone dzięki anonimowości. Można powiedzieć bardzo niepopularne rzeczy – oczywiście nie obejdzie się bez potępienia i agresji w odpowiedzi.

Janko jakoś udaje się nie oceniać, nie drwić, nie wpada w koleiny hipokryzji i dominujących w przestrzeni publicznej ustawień myślenia. Janko nie gardzi. Jaka to ulga poczytać, jak ktoś inny czyta i szanuje, choć ludzie opisywani jakby może obcy jej, inni. Więcej poetek powinno opisywać świat w ten sposób, nie tylko swoje internety. Język Janko jest ciepły, spokojny.

Janko odwiedza też blogerów osławionych chorobą nowotworową czy wrodzonym zanikiem mięśni. Niektórzy, jak Paula i Pan Śmieciuch, już nie żyją. Blog wciąż jest. I są też ci, których te blogi zmieniły – a przynajmniej tak deklarują w komentarzach.

Internet to też usługi, jest i o spowiedzi online, i wirtualnym pochówku, e-żebractwie (cyberxebracy.pl) i duchowym uzdrawianiu. I miłości do komputera, przyjemności klikania, posiadania klawiszy pod opuszkami palców: „Rozczula mnie myszka i jej dyskretne czerwone światełko spod brzuszka”.

Jeśli komuś droga jest forma książki jako przedmiotu, to tu trzeba ją zignorować. Felietony Janko zostały opublikowane jako książka pod choinkę. Papier ślizga się koszmarnie i jest biały do granic mojej wytrzymałości. Warto jednak zmrużyć oczy.

Książka serce mi rozgrzała, ale jednocześnie pogłębiła panoptykonowe lęki, że każdy może dziś podsłuchać i opisać, czy to twoje internetowe wpisy, czy to mowę i uczynek. Często na Facebooku czytam, że w tramwaju fejsbukowy celebryta podsłuchał rozmowę albo w pociągu reportażysta czy dziennikarz zagląda sąsiadowi w ekran, by później zrobić z tego pogardliwą mikroopowiastkę na osiemdzisiąt trzy lajki. Pisarka też może wyciągnąć i opisać. Tylko Janko nie drwi, w tym cała nadzieja.