Doskonale ubity grunt

7 minut czytania

/ Film

Doskonale ubity grunt

Agnieszka Jakimiak

Niemiecki serial „4 Blocks” stał się niespodziewanie jedną z najważniejszych telewizyjnych produkcji minionego roku

Jeszcze 2 minuty czytania

Wyobrażam sobie „4 Blocks” jako polski serial. Libańskie imperium, zbudowane na narkotykach, wyłudzeniach i prostytucji, działające poza prawem w europejskim kraju – trudno byłoby wzgardzić takim tematem, szczególnie w momencie nasilonych nastrojów nacjonalistycznych i w obliczu znikomej liczby imigrantów i praktycznie żadnej ilości uchodźców w Polsce. Wyobrażam sobie, co z tym materiałem zrobiłby Patryk Vega i wymyślam scenariusze, które mogłyby urodzić się w głowie Władysława Pasikowskiego. Jak wyglądałby polski serial o imigrantach prowadzących szemrane interesy, skorumpowanej policji i mafijnych rodzinach, przejmujących władzę w całej dzielnicy? Najczęściej przychodzą mi do głowy najgorsze wersje wydarzeń – odrobina ksenofobii wymieszanej z lękiem przed imigrancką falą, kilka stereotypów, które dziwnym trafem okazują się niezwykle prawdziwe, ale ich obecność zostaje usprawiedliwiona przez gatunkowe wymogi kina akcji. Jednak „4 Blocks” to nie „Operacja Samum”, ale niemiecki serial, który ma odrobinę więcej wspólnego z berlińskimi realiami niż z polskimi fantazmatami.

Emitowany przez polski oddział TNT w zeszłym roku, „4 Blocks” łączy świetnie poprowadzone kino sensacyjne z socjologiczną i polityczną diagnozą. Jest pod tym względem bliski takim filmom jak „Głową w mur” Fatiha Akina czy nawet „Imigrantom” Jacques’a Audiarda. W centrum akcji znajduje się libańska rodzina Hamadich, która trafiła do Niemiec ponad ćwierć wieku temu. Bracia Hamadi mówią po niemiecku doskonale, bez śladu akcentu, komunikują się płynnie z agentami nieruchomości, prawnikami, policją, dilerami i ulicznymi gangsterami, poruszają się po językowej mapie pewniej niż sami Niemcy. Prowadzą interesy w takim wymiarze, w jakim umożliwia im to państwo, a biorąc pod uwagę brak niemieckiego obywatelstwa i przedłużającą się w nieskończoność procedurę uzyskania prawa do stałego pobytu, zakres legalnych możliwości okazuje się niezmiernie ograniczony.

Hamadi są bogaci, żyją w olbrzymich apartamentach na Neuköllnie, mają po kilka samochodów, własny klub, ale nie mogą udokumentować większości swoich dochodów. Tytułowe cztery bloki to cztery filary ich fortuny: handel kokainą, prostytutki, automaty do gier i haracze. Na czele Hamadich stoi Tony (Kida Khodr Ramadan), najstarszy brat, zaraz po nim w rodzinnej hierarchii miejsce zajmują brat Abbas i szwagier Latif (grani przez niemieckich raperów Veysela Gelina i Massiva). W ich cieniu pozostają kobiety: żona Tony’ego Kalila (Maryam Zaree), siostra Hamadich Amara (Almila Bagriacik) i żona Abbasa – Polka Ewa (Karolina Łodyga). W klanową strukturę próbuje wedrzeć się Niemiec Vince (Frederick Lau, znany w Polsce z niezwykłej roli w „Victorii” Sebastiana Schippera), dawno niewidziany przyjaciel i były współpracownik, którego perspektywa staje się w serialu dominująca.

Hamadi spędzili w Berlinie 26 lat. Niektórzy członkowie rodziny urodzili się w Niemczech i nigdy nie byli w Libanie. Trzech scenarzystów – Richard Kropf, Bob Konrad i Hanno Hackfort – nie mają złudzeń podtrzymywanych przez niektórych polityków: współczesne Niemcy od lat były budowane przez imigrantów, którym uparcie odmawia się prawa do stałego pobytu i wciąż traktuje jak nieintegralną warstwę niemieckiego społeczeństwa. „4 Blocks” umiejętnie dekonstruuje to przekonanie: to w samym sercu Berlina bezustannie rośnie zapotrzebowanie na narkotyki, pieniądze z narkotyków finansują handel nieruchomościami, nieruchomości gwarantują awans społeczny i wspomagają gentryfikację. Łańcuch jest prosty i nie ulega zmianom od wielu lat, ale pozostaje niedostrzegalny dla przeciętnego bywalca berlińskich klubów, okazjonalnego konsumenta kokainy albo rodziny, która szuka mieszkania na Neuköllnie, gdzie ceny za wynajem rosną najszybciej w całych Niemczech. Sieć ekonomicznych powiązań sięga poza skalę lokalną i mówi więcej o szklanym suficie wśród imigrantów niż jakakolwiek socjologiczna analiza.

„4 Blocks” „4 Blocks”



Z drugiej strony, „4 Blocks” nie jest niemiecką wersją „Narcosa” – opowiada o innej skali problemu zakorzenionego w późniejszych czasach i nie czyni ze swoich bohaterów półbogów owładniętych marzeniem o panowaniu nad światem. Podstawowy konflikt rozgrywa się nad przepaścią, która dzieli kryminalne interesy i brak legalnego statusu obywatelskiego od wyjścia na tak zwaną „prostą”. Tony Hamadi nie wkroczył na wojenną ścieżkę z policją i prawem z własnego wyboru – znalazł się na niej, ponieważ sprzyjała temu koniunktura, policyjna korupcja i miejskie układy. Twórcy serialu nie usprawiedliwiają swoich bohaterów, od początku zdajemy sobie sprawę, że oglądamy opowieść o bezwględnym gangu, ale pytania, które stawiają, nie zatrzymują się na etycznym aspekcie metod działania Hamadich. „4 Blocks” ma inne aspiracje, przede wszystkim uwidacznia paradoksalną symbiozę, w której funkcjonują z pozoru niepołączone warstwy społeczeństwa. Fatalne traktowanie żony i siostry przez Abbasa, brutalne wojny gangów, dzieciaki handlujące narkotykami w Görlitzer Park i wędrujące do więzienia w zamian za zwolnienie z aresztu mafijnych szych – władze, rodziny i społeczeństwo mogą przymknąć na wszystko oko, póki siatka biznesowych relacji trzyma się mocno, a ceny mieszkań idą w górę.


„4 Blocks” to serial wyjątkowo brutalny, na wielu poziomach. Przemoc, wymuszenia, tortury i domowa agresja pokazane są w nim bez żadnej taryfy ulgowej. Wraz ze wzrostem skali okrucieństwa zaciska się pętla na szyi całej rodziny – w pewnym momencie wszystkie drogi odwrotu zostaną zamknięte, a marzenia o idyllicznym odpoczynku w domku nad jeziorem wśród pszczelich uli wydadzą się bzdurną bajką. Wizja zakupu nieruchomości i rozpoczęcia godnego, legalnego życia na zawsze pozostanie mrzonką, w końcu warta 5 milionów euro kamienica była i będzie utrzymywana z brudnych pieniędzy. Kiedy rzeczywistość przestaje wskazywać wyjścia ewakuacyjne z rodzinno-mafijnego kręgu, niektórzy z Hamadich – jak Kalila – zwracają się w stronę religii, tak jakby rytuał miał ich uchronić przed świadomością szkód i zniszczeń poczynionych przez najbliższych. Inni, jak Abbas, chcą wprawić kryminalną machinerię w jeszcze szybsze obroty i poszerzyć jej zakres. Ironia i brutalność losu polegają jednak na tym, że karty w tej grze zostały już dawno rozdane gdzie indziej – w urzędach imigracyjnych, wśród policji, przez klasowy i majątkowy podział społeczeństwa, w ustawach dotyczących rewitalizacji miasta i zakupu nieruchomości. Właśnie to odróżnia „4 Blocks” od mojego wyobrażonego polskiego serialu – twórcy tej minisagi zdają się mówić: To my wymyśliliśmy system, który nie działa, wykoleja się na każdym zakręcie i pracuje na pogłębianie nierówności. Nikt i nic nie pochodzi w nim z zewnątrz, wszystko trafia na doskonale ubity przez nas grunt.