Zanim padnie bateria

Agnieszka Słodownik

Krótkie wiadomości i wideo od Amandy dostaję na WhatsAppie. Niektóre przypadają na drugą w nocy. Budzę się, zastanawiając, kto może pisać o tej porze. A to moja bohaterka. Też nie śpi

Korespondencja z sieci komórkowej.

Pik pik. Kolejna wiadomość od Amandy na WhatsAppie. Nie znamy się, ale od kilku godzin towarzyszę jej w podróży na północ stanu Nowy Jork. Brat Amandy został skazany na karę więzienia i odsiaduje ją tuż przy granicy z Kanadą. O 22:30 z NYC odchodzi autobus, po drodze tylko jeden przystanek w Albany, a potem już jedynie więzienia o różnym stopniu zabezpieczeń: Clinton, Franklin, Barehill i Barehill Upstate.

Trasa AmandyTrasa Amandy z „A Temporary Contact”

Jestem na linii z Amandą dzięki Nirit Peled i Sarze Kolster, które wsiadły z nią do autobusu, a potem stworzyły interaktywny dokument „A Temporary Contact”, który czyta i ogląda się na WhatsAppie. Krótkie wiadomości i wideo dostaję w aplikacji w odstępach czasu zgodnych z etapami podróży Amandy. Niektóre przypadają na drugą w nocy. Budzę się, zastanawiając, kto może pisać o tej porze. A to moja bohaterka. Też nie śpi. Formuła kontaktu przez komunikator pozwala poczuć się blisko z osobą obcą mi i z zupełnie innego kosmosu. Holenderskie reżyserki opowiedziały w ten sposób o tych, którzy pozostają w domu – akurat w tej historii są to kobiety: siostry, matki, żony. No i dzieci. Sygnalizują, że tu może być ciężej niż za kratkami.

„A Temporary Contact”, reż. Nirit Peled i Sara Kolster„A Temporary Contact” to jeden z dziesięciu krótkich eksperymentów na smartfon ze strony veryveryshort.com, wyłonionych w konkursie telewizji Arte oraz Kanadyjskiego Instytutu Filmowego we współpracy z festiwalem filmów dokumentalnych IDFA. To kontynuacja projektu interactivehaiku.com, o którym pisał w „Dwutygodniku” Maciej Jakubowiak. W przypadku #veryveryshort wszystkie prace miały być interaktywne, krótkie i na telefon. Owe małostki zajmą od jednej minuty do 30 godzin z życia. Trzeba tylko uruchomić je nie z rachitycznego komputera, ale tego podręcznego, małego, przenośnego. Dzięki nim można nieco inaczej zagospodarować puste minuty, podczas których zazwyczaj wchodzi się na pocztę, Instagram, Facebooka i inne wsysacze. 

Nie wszystkie prace z veryveryshort.com są opowieścią jak w przypadku „A Temporary Contact” czy „Where Is Home?”, instagramowej historii Ifeatu Nnaobi o tym, czym jest dom. Niektóre są bardziej zabawką. „Revolve” obiecuje na przykład taniec z telefonem. Nie mam pojęcia, czego spodziewać się po takiej zapowiedzi. Wchodzę na stronę revolve.veryveryshort.com/revolve. Szybko okazuje się, że powinnam pożyczyć nowszy telefon od przyjaciela, ponieważ mój nie udźwignie tej sytuacji. Pożyczam i siadam, ale aplikacja każe mi wstać i kręcić się wokół własnej osi (z zewnątrz wygląda to tak). Telefon przenosi mnie do białego pokoju bez okien. Wokół tańczą przebierańcy. Postać w czarnym obcisłym kostiumie z bufoniastą spódnicą. Istota w stroju pasiastym i zasłoniętą maską twarzą. Różowy stwór na rolkach. Gdy się kręcę, towarzyszy mi melodia – gdy zwalniam, ona psuje się, jakby winyl zwalniał. Mikropsychodeliczna i dziwna sytuacja, ale dobrze jest wstać i pokręcić się wkoło. Aha, jeśli chcieć osiągnąć poziom Grand Master lub Enlightened, przyda się obrotowy fotel.

 

Wszystkie prace na veryveryshort.com mówią coś o ruchu. „The Paper Sail” zaczyna się od instrukcji złożenia kartki i zrobienia z niej malutkiego żagla, który trzeba postawić na ekranie telefonu. Następnie należy zgasić w pokoju światło i sterować małą łódeczką. Nic więcej. Raczej interaktywna fraszka, poezja niż emocjonująca gra, ale spokój dziś na wagę złota.


Można też stać się czyimś osobistym budzikiem lub doświadczyć z innymi snu we wspólnej wirtualnej sypialni. A potem kończy się bateria. Zanim to się stanie, #veryveryshort pokazuje, jak wiele jeszcze twórczych możliwości ukrywa się w pozornie pozamykanej, skomercjalizowanej sieci.