Czas się skończył

11 minut czytania

/ Film

Czas się skończył

Rozmowa z Nancy Buirski

„Zmarła tuż przed swoimi 98. urodzinami. Żyła tak, jak my wszystkie – w kulturze zniszczonej przez potężnych mężczyzn” – mówiła Oprah Winfrey w  przemówieniu podczas rozdania Złotych Globów. Rozmawiamy z autorką dokumentu o Recy Taylor

Jeszcze 3 minuty czytania

W 1944 roku wracająca z nabożeństwa w Abbeville w stanie Alabama 24-letnia Recy Taylor została zatrzymana, a następnie zgwałcona przez sześciu uzbrojonych białych mężczyzn. Porzucona przy drodze prowadzącej do kościoła, gdzie znalazł ją jej ojciec. Jeszcze tej samej nocy zgłosiła przestępstwo lokalnemu szeryfowi. Choć szybko udało jej się zidentyfikować sprawców, jeden z nich, Hugh Wilson, utrzymywał, że „zapłacili jej za usługę”. Nigdy nie zostali skazani.

„Zagrozili, że ją zabiją, jeśli komukolwiek o tym opowie, ale jej historię zgłoszono do NAACP [Krajowego Stowarzyszenia Postępu Ludzi Kolorowych], gdzie młoda pracownica o imieniu Rosa Parks poprowadziła śledztwo w tej sprawie. Razem postanowiły dociekać sprawiedliwości, ale w erze Jima Crowa o sprawiedliwości nie mogło być mowy” – mówiła niedawno Oprah Winfrey w słynnym przemówieniu podczas rozdania Złotych Globów. „Recy Taylor zmarła 10 dni temu, tuż przed swoimi 98. urodzinami. Żyła tak, jak my wszystkie – w kulturze zniszczonej przez potężnych mężczyzn. Zbyt długo nie słuchano kobiet lub im nie wierzono, gdy odważyły się wyznać prawdę świadczącą przeciwko tym mężczyznom. Ale ich czas się skończył”.

MARTA BAŁAGA: Kiedy po raz pierwszy usłyszałaś o tej sprawie?
NANCY BUIRSKI, autorka dokumentu „The Rape of Recy Taylor”:
Kilka lat temu przeczytałam książkę Danielle L. McGuire „At the Dark End of the Street: Black Women, Rape, and Resistance”. Sprawę Recy Taylor opisano tam właściwie na samym początku. Zaszokowało mnie to, przez co przeszła. I jak niewiele osób o tym pamięta.

Każdy z nas słyszał o Rosie Parks, która odmawiając ustąpienia miejsca w autobusie białemu mężczyźnie, stała się symbolem walki z segregacją rasową. Ale nie o Recy Taylor. Pewnie dlatego, że wokół przestępstw seksualnych wciąż panuje zmowa milczenia.
Rosa Parks także padła ofiarą molestowania. Jej biały sąsiad usiłował ją zgwałcić, ale udało jej się go przekonać, by tego nie robił. To wydarzenie sprawiło, że zaangażowała się potem w pomoc ofiarom seksualnej przemocy – takim jak Recy. Nie była zmęczoną krawcową, która pewnego dnia po prostu powiedziała dość – była aktywistką, a jej reakcja na zachowanie tamtego kierowcy stanowiła naturalną kontynuację tego, czym zajmowała się od dłuższego czasu. Ale faktycznie nie wspomina się o tym zbyt często.

Sprawa Recy przypomniała mi historię małżeństwa Lovingów: czarnej kobiety i białego mężczyzny, których za bycie razem wtrącono do więzienia [Buirski poświęciła im swój pierwszy dokument „The Loving Story”, który następnie zainspirował film fabularny Jeffa Nicholsa]. W obu przypadkach tak naprawdę chodziło o seks, ale ludzie nie lubią o nim rozmawiać. Małżeństwa międzyrasowe tak długo pozostawały zakazane, bo nawet Afroamerykanie woleli skupić się na walce o prawo do głosowania albo o przestrzeganie praw desegregacyjnych. Nie dotyczyły sypialni. Tak samo podchodzono do gwałtów. Ludzie wstydzili się o nich mówić, kobiety wolały ich nie zgłaszać. Więc o czym miały pisać gazety, skoro każdy nabierał wody w usta?

Każdy, ale nie Recy. Dlaczego do samej śmierci chciała rozmawiać o tym, co ją spotkało?
Zawsze była odważna. Swoich napastników oskarżyła jeszcze tej samej nocy. Nigdy się tego nie wstydziła, nigdy nie dała się stłamsić. Chyba właśnie na tym polegała jej wyjątkowość. Wielu ludzi walczyło o to, by spotkała ich zasłużona kara. Rosa Parks już o to zadbała: wraz z innymi, bardzo podobnymi do niej kobietami powołała nawet w tym samym roku komitet znany jako The Committee for Equal Justice for the Rights of Mrs. Recy Taylor. To one sprawiły, że o krzywdzie Recy usłyszano nawet w Nowym Jorku, a gubernator Alabamy został zmuszony do wyznaczenia daty kolejnego przesłuchania. Ale ono też nie skończyło się wyrokiem skazującym. Ława przysięgłych, składająca się oczywiście wyłącznie z białych obywateli, nie dopatrzyła się popełnienia przestępstwa, choć jeden z oskarżonych potwierdził jej słowa, zeznając, że „płakała i prosiła, by pozwolili jej wrócić do domu do męża i dziecka”. Myślę, że zawsze była tym rozczarowana. Na oficjalne przeprosiny od stanu Alabama musiała jeszcze długo poczekać – otrzymała je dopiero w 2011 roku.

Nancy Buirski

Amerykańska reżyserka i producentka. Założycielka i wieloletnia dyrektorka festiwalu Full Frame Documentary Film Festival. W 2011 roku zadebiutowała właśnym filmem „The Lovin Story”, opowiadającym o związku Mildred i Richarda Loving, czarnoskórej kobiety i białego mężczyzny, który spotkał się z ostracyzmem społecznym. Jest też autorką „By Sydney Lumet” i „Afternoon of a Faun: Tanaquil Le Clercq”. Jej najnowszy dokument opowiada o życiu Recy Taylor, zgwałconej w 1944 roku przez kilku białych mężczyzn i przez lata walczącej o ukaranie sprawców.
Strona o filmie: https://www.therapeofrecytaylor.com/

Czyli prawie 70 lat później?
Takie tragedie nie były wtedy na amerykańskim Południu niczym wyjątkowym. Teraz jest zresztą bardzo podobnie. Zgwałcono kolejną kobietę – co to za news? Gwałt staje się newsem tylko wtedy, gdy jest w jakiś sposób nietypowy.

 

Recy taki był?
Można tak powiedzieć. Wzięło w nim udział kilku mężczyzn, dręczono ją godzinami. Do tego od razu to zgłosiła. Ale nawet wtedy dziennikarze nie zareagowali od razu. Woleli poczekać, aż w sprawę zaangażują się jakieś znane nazwiska: na przykład pisarze W.E.B. Du Bois lub Langston Hughes.

Takie tematy o wiele chętniej podejmowały wtedy tak zwane „filmy rasowe” (ang. race films), skierowane do czarnej publiczności. Może niezbyt subtelnie, ale w przeciwieństwie do filmów głównego nurtu przynajmniej starały się oddać prawdziwe doświadczenia Afroamerykanów. Filmy głównego nurtu nie były tym w najmniejszym stopniu zainteresowane – tylko powielano w nich obraźliwe stereotypy. Nic dziwnego, że Afroamerykanie nie chcieli mieć z nimi nic wspólnego. Nie chcieli oglądać kolejnych wcieleń Mammy, Sambo czy Jezebel.


Wśród wielu białych mężczyzn panowało wtedy przekonanie, że ciało czarnej kobiety do niej nie należy. I można po nie sięgać, kiedy tylko przyjdzie na to ochota.
Taki pogląd sięgał jeszcze czasów niewolnictwa. Na plantacjach czarne kobiety należały do swoich właścicieli, i to dosłownie. Więc nie można było ich „zgwałcić”. W pewnym stopniu ta mentalność ostała się do naszych czasów. Nie wiem, czy biali suprematyści powiedzieliby dzisiaj, że ciała czarnych kobiet stanowią ich własność, ale na pewno zakładają, że są im w jakiś sposób podległe. Bo na tym opiera się przecież ta ideologia: na założeniu wyższości jednej rasy. Zresztą wszyscy mężczyźni, którzy gwałcą kobiety, podchodzą do tego bardzo podobnie. Traktują gwałt jako narzędzie terroru.

W czasie wojny też postrzegano to jako coś, co „należy” się żołnierzom.
Przemoc seksualna zwykle znajduje oparcie w systemie społecznym. Kościół też wciąż powtarza, że kobieta jest podległa mężczyźnie. Bez względu na to, co lubimy sobie powtarzać, takie zachowania nie biorą się znikąd i nie dotyczą wyłącznie patologicznych przypadków. Dlatego musimy o tym rozmawiać. Nie zrozum mnie źle – jeśli ktoś nie potrafi się na rozmowę zdobyć, nie ma w tym nic złego. Ofiara każdego przestępstwa ma wrażenie, że w brutalny sposób naruszono jej prywatność. Nawet jeśli ktoś ukradł ci portfel, i tak czujesz się z tym fatalnie. Ale warto pamiętać, że mamy w tej sprawie głos. Za każdym razem, kiedy postanawiamy go użyć, pomaga to komuś innemu.

„The Rape of  Recy Taylor” „The Rape of Recy Taylor”

Masz wrażenie, że staje się to prostsze?
Tak mi się wydaje. Spójrz na te wszystkie marsze, odbywające się odkąd Donald Trump – czyli człowiek, który publicznie opowiadał o „łapaniu kobiet za cipki” – został prezydentem Stanów Zjednoczonych. Za ich organizacją stoją przecież właśnie kobiety. To bezpośrednia kontynuacja tego, co zapoczątkowała sprawa Recy Taylor. Kiedy myślę o ruchu praw obywatelskich, myślę o Martinie Lutherze Kingu. Warto jednak wspomnieć o tym, że stała za nim cała armia kobiet. Były żołnierzami – brakowało im tylko wojskowych butów [śmiech]. Organizowały spotkania w kościołach, formowały komitety, a potem nagle o nich zapomniano, bo na scenie stał facet. Martin Luther King był wyjątkowym człowiekiem o niezwykłym darze porywania za sobą tłumów i wiedziały, że był właściwą osobą do tego, by wypowiadać się w ich imieniu. Ale nie powinniśmy zapominać o wykonanej przez nie pracy.

Myślisz, że te wszystkie akcje naprawdę mają szansę coś zmienić? Wiele osób twierdzi na przykład, że #MeToo rzadko wykracza poza pojedynczy post na Facebooku.
Ta dyskusja musi mieć jakiś dalszy ciąg. Niech się toczy na Facebooku albo na Twitterze, ale niech się toczy. Może da to innym do myślenia. Ludzie, którzy sprawują władzę, muszą wreszcie zrozumieć, że nie ma już społecznego przyzwolenia na zachowania, które dotychczas uchodziły im na sucho. Niech zobaczą, jak nas dużo. Naprawdę wierzę, że każdy z nas ma szansę coś zmienić, bo Mildred Loving czy Recy Taylor były zwykłymi kobietami – nie wyróżniały się niczym szczególnym. Nie były aktywistkami, ale kiedy nadszedł odpowiedni moment, opowiedziały się po właściwej stronie. Recy wiedziała, że nie może zachować milczenia. Nigdy nie miała w tej sprawie najmniejszych wątpliwości.

Ty byś miała?
Ha, dobre pytanie. Nie wiem. Miałam szczęście – nigdy nie znalazłam się w podobnej sytuacji. Poza tym jestem białą kobietą i choć opowiadam w moich filmach o rasie, nie wiem, przez co przechodzą każdego dnia Afroamerykanie. Jednak gwałt to przestępstwo i powinniśmy je traktować z taką samą bezwzględnością jak pozostałe. Oraz o nim mówić, choć samo wypowiedzenie tego słowa okazuje się często zaskakująco trudne. Wiele osób odradzało mi na przykład umieszczenie go w tytule filmu, ale skoro Recy nazywała rzeczy po imieniu, ja też musiałam to uszanować. Nawet Pietro da Cortona nazwał tak jeden ze swoich obrazów.

W Polsce przechrzczono go na Porwanie Sabinek(ang. The Rape of the Sabine Women).
Naprawdę? I właśnie na tym polega nasz problem. Morderstwo nazywamy morderstwem, a napad napadem, tak? Więc gwałt to gwałt, a nie żadne „porwanie” czy „atak”. Musimy nauczyć się używać tego słowa, ale najpierw pozbawić go piętna wstydu.

Mężczyźni przez całe wieki wykorzystywali kobiety. Do tego jeszcze kazali im wierzyć, że to ich wina. Jeśli choć raz w życiu usłyszysz coś podobnego, nawet jako mała dziewczynka, gdzieś to potem w tobie zostaje. I gdy spotyka cię przemoc, zamiast walczyć zaczynasz myśleć: „Może to prawda. Może to była moja wina”. Dlatego też historia Recy Taylor w gruncie rzeczy niesie pewną nadzieję. Ona od razu wiedziała, że to, co zrobili tamci mężczyźni, było złe. Wiedziała, że na to nie zasłużyła. Może ta świadomość pomoże innym zebrać się na odwagę i powiedzieć: „Tak, mnie też to kiedyś spotkało. Ale już się tego nie wstydzę”.

Recy Taylor zmarła 28 grudnia 2017 roku.