PRZEGRYW: Nawet jeśli jesteś koniem

13 minut czytania

/ Film

PRZEGRYW: Nawet jeśli jesteś koniem

Agnieszka Jakimiak

BoJack, mierny celebryta z ambicjami utopionymi w hektolitrach alkoholu i górach kokainy, gwiazda przebrzmiałego sitcomu „Rozbrykani”, nie odbije się od dna, ponieważ to on je wyznacza

Jeszcze 3 minuty czytania

Filmy o robieniu filmów to właściwie osobny gatunek w kinematografii. Ma je na swoim koncie praktycznie każdy istotny reżyser (niekoniecznie reżyserka – z jakiegoś powodu kobiety rzadziej zajmują się kręceniem autotematycznych filmów) – od Federico Felliniego przez Roberta Altmana po Paula Thomasa Andersona. Bywają komediami (Jaja w tropikach” Bena Stillera), thrillerami („Przerwane objęcia” Almodóvara czy Mulholland Drive” Lyncha), dobrze czują się w eksperymentalnych i awangardowych ramach (jak wiele innych filmów Davida Lyncha i prawie każdy film Jeana-Luca Godarda). Nie zawsze wiele je łączy, ale zaskakująco często pojawia się w nich jeden wątek: perspektywa kompletnej klapy. Filmy o robieniu filmów rzadko pokazują, jak powstaje arcydzieło i jak odnosi się błyskawiczny sukces; wprost przeciwnie, proces doprowadzenia do produkcji przypomina jazdę na bobslejach w letni dzień, nakręcenie pięciu minut filmu wydaje się trudniejsze od napisania wielotomowej sagi, a wybór obsady staje się kulą śnieżną taranującą wszystkie podejmowane wysiłki. Nie jest to regułą, ale zazwyczaj filmy o filmach to filmy o porażkach, potknięciach, przestrzelonych eksperymentach, zatargach z producentami, niespełnionych oczekiwaniach i pogrążonych projektach. Czasem także o złamanych życiach i przegranych karierach, które nigdy karierami nie były – jak w wypadku BoJacka Horsemana. I chociaż dziwnie to brzmi, oglądanie historii kina z perspektywy tych, którym się nie udaje, może przynieść więcej satysfakcji niż śledzenie opowieści o sukcesie.

Animowany serial BoJack Horseman” nie tylko opowiada o upadku filmowej kariery tytułowego bohatera, ale sam otarł się o widmo porażki. Pierwsze odcinki nie spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem krytyki, wstępne recenzje nie wróżyły sukcesu, zapowiadał się trochę śmieszny, trochę pozbawiony wyrazistości serial o przemyśle filmowym. Dopiero w drugiej połowie sezonu coś zaskoczyło: komiczno-upiorna animacja przesunęła punkt ciężkości na bezwzględny sarkazm i otwartą kpinę z amerykańskiego środowiska filmowego, a przede wszystkim utwierdziła widzów w przekonaniu, że nie mogą w tym wypadku liczyć na żaden happy end. BoJack (Will Arnett), mierny celebryta z ambicjami utopionymi w hektolitrach alkoholu i górach kokainy, gwiazda przebrzmiałego sitcomu Rozbrykani”, nie odbije się od dna, ponieważ to on je wyznacza. Ulubiony aforyzm Leca, cytowany przez osoby zamiłowane w kryzysach brzmi: „Kiedy znalazłem się na dnie, usłuszałem pukanie od spodu”. Zgodnie z zamierzeniem twórcy serialu Raphaela Boba-Waksberga i szesnaściorga pozostałych scenarzystów, od spodu puka właśnie BoJack.


„BoJack Horseman” wpisuje się w nurt „sadcom”, nazwany tak przez amerykańską pisarkę i autorkę komedii Jenny Jaffe. Transparent”, Master of None” czy Fleabag” przetarły nowy szlak w ramach tego, co uznajemy za dowcipne i rozbrajające. Smutne komedie, które nie oferują plejady żartów i nie zapewniają tradycyjnych pociech w postaci Schadenfreude, mogą paradoksalnie pozwolić sobie na więcej niż sitcomy podążające za regułami gatunku. Nie muszą być zawsze zabawne i nie muszą być uniwersalne, za obiekt swoich badań mogą obierać najtrudniejsze tematy, ich bohaterki i bohaterowie bywają niewyraźni, banalni i niefilmowo introwertyczni.

W sadcomach ludzie chorują na choroby psychiczne, nie noszą makijażu, mają problemy z własną i cudzą seksualnością, nienawidzą swoich rodziców, nie przepadają za swoimi dziećmi, bywają pogardzani i gardzą innymi, nie zakochują się w tych, w których powinni, a najczęściej nie zakochują się w nikim. Nie rozumieją, co się z nimi dzieje i dlaczego, i to nie ze względu na scenariuszowe przewrotki, cliffhangery czy sytuacyjne absurdy. Te smutno-śmieszne seriale opowiadają podobne historie na wiele sposobów – to opowieści o tym, że nie znamy siebie samych, nie wiemy, jak poradzić sobie z życiem i prawie każdego w pewnym momencie coś przerasta. Bywa, że słowa ułóż sobie życie” brzmią jak najgorszy wyrok albo wyzwanie równie nieosiągalne co spacer piechotą na Marsa. Sadcomy dają też upust naszej mroczniejszej stronie – popędowi ku autodestrukcji, dążeniu do autokompromitacji, życzeniu innym źle. W umiejętny sposób portretują najbardziej wstydliwe psychoanalityczne mechanizmy represji, supresji, prokrastynacji – sprawiają w ten sposób, że identyfikujemy się z większością problemów i kryzysów przedstawianych w serialu, zaczynamy obdarzać fabułę i postaci empatią i zrozumieniem.

Na pierwszy rzut oka BoJack mógłby pewnie kojarzyć się z Donem Draperem z serialu MadMen” i nosić cechy silnego samca walczącego o władzę w krwiożerczym środowisku filmowym, ale sadcom otwiera przed nim całkiem nowe charakterologiczne możliwości. W tym nurcie protagonista ma prawo być żenujący, obleśny, odpychający, godny politowaniażaden. Nawet jeśli jest koniem.


W BoJacku Horsemanie” występują ludzie i humanoidalne zwierzęta, które zachowały swoje fundamentalne cechy – labrador Mr. Peanutbutter szczeka na listonosza, perska kotka Princess Carolyn umie skakać po dachach i traci równowagę, jeśli przytrzaśnie sobie wąsik, ptaki-paparazzi w afekcie rozbijają się o szyby. Sam BoJack jest lekko utytym koniem, który zaspokaja swój alkoholowy nałóg końskimi dawkami whisky i marzy o roli w filmie o Secretariacie – słynnym koniu wyścigowym, którego kariera również zeszła na manowce. Zwierzęcy sztafaż stanowi prawdopodobnie najśmieszniejszy element serialu – raz po raz w drugim albo trzecim planie ujawnia się jakaś nieoczywista umiejętność manatów, orek, żyraf czy delfinów. Poza tymi zwierzęcymi urozmaiceniami, BoJack Horseman” pozostaje przerażająco ludzki. Jego bohaterowie cierpią na depresję, alkoholizm, uzależnienie od narkotyków, byli molestowani seksualnie, zostali odrzuceni przez rodziców, pchają się w patologiczne relacje, grzeszą naiwnością i głupotą, tracą pieniądze, marnują czas, niszczą bliższe i dalsze osoby.

W rzeczywistości problemy w BoJacku” są tak ludzkie, że długo nie orientujemy się, że tytułowy bohater jest również głównym czarnym charakterem w serialu. BoJack bywa ofiarą okoliczności: nie może mieć wpływu na ścieżki przemysłu filmowego ani na bezwzględność producentów, nie od niego zależy jego alkoholizm, nie ponosi pełnej winy za to, w jaki sposób wychowali go rodzice. A przynajmniej przez pewien czas chcemy w to wierzyć. Nie możesz cały czas robić gównianych rzeczy, a potem za nie przepraszać” –wi w końcu BoJackowi jego współlokator, aspirujący do miana przyjaciela, Todd Chavez (Aaron Paul) – Jesteś wszystkim tym, co jest z tobą nie tak. To nie jest kwestia alkoholu, narkotyków albo wszyskich tych gównianych rzeczy, które przytrafiły ci się w karierze albo w dzieciństwie. To kwestia ciebie”.

„BoJack Horseman”

Pod tym względem „BoJack Horseman” jest jednym z najsmutniejszych i najbardziej dojmujących seriali ostatnich lat. Pod przykrywką satyrycznej opowieści o absurdach przemysłu filmowego i komedii z antropomorficznymi zwierzętami reprezentującymi najważniejsze i najmierniejsze postaci w Hollywood, BoJack” przemyca historię systemowej odpowiedzialności. Twórcy nie poprzestają na diagnozowaniu zepsucia, nieuczciwości czy mobbingu obecnego w Hollywood, interesuje ich bardziej pytanie: Dlaczego powtarzamy schematy zachowań, zdając sobie sprawę z ich szkodliwości? Co i jak skłania nas do destrukcji i autodestrukcji? Inaczej mówiąc: Czemu ciągle przegrywamy i czemu tak dobrze się w tym czujemy?

Jednocześnie nie rzucają oskarżeń wobec bohaterów, którym znowu się nie udało – BoJack Horseman” pracuje na to, żebyśmy zdali sobie sprawę, że trudne i zawikłane życiowe sprawy oraz wieloletnie zaniedbania nie dają się łatwo rozwiązać, że słowa nie są rzucane na wiatr, ale zawsze trafiają do cudzych uszu, a czas nie leczy wszystkich ran. Nie brzmi to jak opis komediowej animacji dla dorosłych, a jednak BoJack” nie składa się wyłącznie z depresyjnych tonów. Dramatyczne załamania i porażki przecina pazur ironii – wyostrzony przez obecność takich gwiazd jak Felicity Huffman, Jessica Biel czy RuPaul, odgrywających własne alter ego – oraz duża dawka empatii.

„BoJack” zasłynął jednak nie tylko jako satyra na środowisko filmowe, podbił serca widzek i widzów także dzięki umiejętności zbudowania więzi między tym, co przytrafia się bohaterom w animowanym świecie a diagnozą psychologicznych kryzysów, rozpadających się związków, świata, którego nie da się poskładać w całość, obecnych w najbliższej nam rzeczywistości. BoJack, Princess Carolyn, Todd nie są postaciami, którym się zazdrości, ale wszyscy wykonują gesty i działania, z którymi możemy się identyfikować i których na pewnym etapie życia każdy się wstydził. Trudno tu mówić o triumfie porażki i kreowaniu klęski na pożądany styl życia – ale na pewno można dostrzec, że dominujące nastawienie twórców serialu wobec życiowej beznadziei nie ma charakteru lamentu i rozgoryczenia. Nawet jeśli nie chcielibyśmy tak żyć – budzić się dzień w dzień na ciężkim kacu, niszczyć każdą przyjacielską albo miłosną relację, zawalać pracę ze względu na własne niespełnione ambicje albo nierealistyczne poprzeczki, do których próbujemy doskoczyć – to często właśnie tak żyjemy, a żeby to zmienić, musimy najpierw się z tym pogodzić. Być może właśnie dlatego „BoJack” i inne sadcomy gromadzą rzesze fanów, a miłośnicy kostiumów zakładają strony, na których prezentują inspiracje dla znoszonych i za krótkich swetrów albo upapranych jeansów obecnych w serialu (w przypadku „BoJacka” to bojackfashion.tumblr.com).


„BoJack Horseman” przypomina w dużej mierze serial „FeudJaffe’a Cohena, Ryana Murphy’ego i Michaela Zama - kolejny serial o robieniu filmu z perspektywy tych, którzy są na wylocie z produkcyjnego obiegu. Opowieść o rywalizacji między Joan Crawford a Bettie Davis na planie Co się zdarzyło Baby Jane?” przeradza się w historię bezwzględnej walki o byt w Hollywood, a także równie skomplikowanych i trudnych zmagań o wycofanie się z filmowego przemysłu. W serialu Crawford jest grana przez Jessicę Lange, a Davis przez Susan Sarandon – dwie wybitne i chwilowo zapomniane przez Hollywood aktorki. Horseman chce zagrać Secretariata i przegląda się w jego historii, Lange i Sarandon odnajdują się w pozornie przebrzmiałej anegdocie o dwóch gwiazdach rywalizujących o utrzymanie własnych pozycji. Różni ich rzecz jasna charakter przegranej – BoJack nie jest narażony na seksizm, chętnie korzysta z pozycji nikłej władzy, którą chwilami dzierży, podczas gdy walka Joan Crawford i Bettie Davis to przede wszystkim starcie ze standardami urody Hollywoodu, ageizmem, praktyką osiągania kariery przez łóżko, wykorzystywaniem seksualnym. „Feud” nie portretuje jednak bohaterek wojny o filmową emancypację, tylko poziom wzajemnych uwikłań i przyzwyczajeń związanych z systemem pracy i produkcji. Obie bohaterki są niesympatyczne, bywają obcesowe, chamskie i wyrachowane, obie krzywdzą otaczających je ludzi, trudno je lubić i trudno im współczuć. Jednak można je zrozumieć – łatwo postawić się w ich sytuacji i wyobrazić sobie, że wobec przeciwności nie obieramy samarytańskiej postawy, ale idziemy w zaparte. Nawet jeśli z góry wiemy, że nie wyjdzie nam to na dobre.

Można czerpać pewną dozę przyjemności z opowieści o tych, którzy znaleźli się na szczycie i szybko wszystko stracili, ale to nie ta chwilowa satysfakcja przesądziła o sukcesie BoJacka Horsemana” i raczej nie przyczyniła się do popularności „Feud”. Wydaje się raczej, że sztafeta porażek i niepowodzeń zdejmuje z nas, widzów i widzek, ciężar oczekiwań i pozbawia niektórych projekcji. To kwestia ciebie, mówi Todd Chavez, trochę krytykując BoJacka, a trochę dając mu przyzwolenie na klapę. Niepowodzenie nie musi oznaczać, że wszystkie wysiłki idą na marne, a koniunktura zawsze wygrywa. Porażka może również oznaczać, że czasem trzeba znaleźć się po drugiej stronie, poza podziałem na zwycięstwo i klęskę, w przestrzeni niepewności i wątpliwości. Bez względu na to, czy znajdujemy się jak Crawford i Davis w Hollywood, czy – jak BoJack – w Hollywoo.