Broń masowej wolności
Truthout.org CC BY-NC-SA 2.0

Broń masowej wolności

Piotr Szostak

Afera związana z firmą Cambridge Analytica, która miała nielegalnie użyć danych o 50 milionach Amerykanów do manipulowania wyborcami, ma historyczne źródło w narzędziach i metodach, które zamawiał na amerykańskich uczelniach Pentagon

Jeszcze 3 minuty czytania

W 1964 roku Eugene Burdick opublikował „The 480” – powieść political fiction, której akcja rozgrywa się po zabójstwie Johna F. Kennedy’ego. Inżynier John Thatch stara się w niej o nominację w wyborach prezydenckich z ramienia republikanów. Używa komputerów – wtedy jeszcze zajmujących całe pomieszczenia – przetwarzających wielkie ilości danych o obywatelach do manipulowania wyborami.

We wstępie do tego vintage thrillera z zimnowojenną paranoją w tle autor przestrzega przed nowym „podziemnym światem” amerykańskiej polityki. Już nie spiskujących szarych eminencji palących cygara, ale technokratów i naukowców przeprowadzających badania opinii publicznej i sondaże, wpatrzonych w komputery zdolne do „przechowywania prawie nieskończonej liczby informacji, które można kategoryzować i kopiować za naciśnięciem jednego klawisza”. Według Burdicka ta nowa grupa ludzi – z dobrymi intencjami i doktoratami na Harvardzie i Massachusetts Institute of Technology – „radykalnie przebuduje amerykański system polityczny”, będzie przewidywać zachowania wyborców i wpływać na ich decyzje. Symulować demokrację.

Tytułowe 480 to liczba kategorii, zgodnie z którymi w powieści modelowano amerykański elektorat: np. miejsce zamieszkania, poglądy religijne, status społeczno-ekonomiczny, postawy rasowe. Do tak zdekonstruowanych wyborców można było dopasować odpowiednio skalibrowane komunikaty polityczne. Te 480 kategorii nie było fikcją – Burdick zaczerpnął je z publikacji „Candidates, Issues, and Strategies: A Computer Simulation of the 1960 Presidential Election”, którą z dwoma współpracownikami napisał Ithiel de Sola Pool, profesor na MIT i założyciel firmy Simulmatics. Firma ta podczas wyborów w 1960 roku na podstawie wywiadów przeprowadzonych ze 130 tysiącami wyborców w oparciu o model 480 kategorii tworzyła symulacje komputerowe – wykorzystując IBM 704 – dla sztabu Kennedy’ego, prognozując alternatywne taktyki polityczne.

W jednym z raportów firma miała doradzić kandydatowi demokratów, żeby wprost przyznał się do wyznania katolickiego. Z badań wynikało, że Kennedy i tak nie może za bardzo liczyć na głosy protestanckie – nie było więc sensu zamiatać tej kwestii pod dywan. Trzy tygodnie od otrzymania raportu Kennedy podczas wystąpienia w Houston miał powiedzieć: „Wierzę w Amerykę, w której nietolerancja religijna kiedyś się skończy. W której nie będzie podziałów na głosy katolickie i głosy antykatolickie”. W styczniu 1961 roku Kennedy został zaprzysiężony na Prezydenta Stanów Zjednoczonych jako pierwszy katolik w historii.

Ithiel de Sola Pool wywodził się ze starej, sefardyjskiej rodziny rabinów, której pierwsi znani przodkowie żyli w średniowiecznej Hiszpanii. Jego ojciec był rabinem w Nowym Jorku. Pool był politologiem, socjologiem, jednym z pierwszych naukowców, którzy używali komputerowych modeli do analizy procesów politycznych, autorytetem od nowych technologii i masowych mediów. Był też zapalczywym antykomunistą, ekspertem od propagandy i wojskowych operacji psychologicznych.

IBM 704 / fot. NASAIBM 704 / fot. NASA

W 1983 roku opublikował książkę „Technologies of Freedom” [Technologie wolności], w której pisał: „Gdy komputery staną się w XXI wieku tym, czym były maszyny drukarskie, ciągle będzie się jeszcze czytać ślady tuszu na papierze i oglądać programy telewizyjne, lecz pojawią się nowe wielkie media, ewoluując z rozwiązań traktowanych dziś jako hakerskie zabawki. Wideodyski, zintegrowane pamięci i bazy danych będą pełnić funkcje, jakie dziś sprawują książki i biblioteki, podczas gdy systemy dostępu do informacji przejmą funkcje sprawowane dziś przez czasopisma i gazety. Sieci satelitów, światłowodów i fal radiowych będą pełnić funkcję dzisiejszego systemu pocztowego. Nie będzie wolności słowa, jeśli te nowe media także nie będą wolne” (przekład za tekstem Edwina Bendyka). Pool uważał, że regulowanie nowych mediów stanowi zagrożenie dla demokracji i wolności, bo „uniemożliwia pełne wykorzystanie potencjału technologii wolności, które otwierają nowe przestrzenie debaty publicznej i twórczości”.

Pool rozpoczął karierę naukową w latach 50. na Uniwersytecie Stanforda, gdzie prowadził badania o naturze i przyczynach lewicowych rewolucji na świecie. Próbując sprowadzić je do matematycznych algorytmów, usiłował znaleźć sposób, aby je przewidywać i dusić w zarodku. Później przeniósł się na MIT, gdzie pracował przez następne 30 lat – najpierw w Center for International Studies (finansowanym wtedy przez CIA), a później na Wydziale Nauk Politycznych, który pomógł stworzyć.

Po sukcesie wyborczym Kennedy’ego „Harper’s Magazine” nazwał metody Simulmatics „bombą atomową nauk społecznych”. Pool znalazł wtedy komercyjne zastosowanie dla swoich badań. Jego firma zaczęła oferować wielkim korporacjom usługi przewidywania reakcji konsumentów, testowania produktów i tworzenia strategii reklamowych. Jeśli można sprzedać ludziom kandydata na prezydenta – to samo można zrobić z proszkiem do prania i samochodem.

Jednocześnie Simulmatics zaczęła pracować jako zleceniobiorca CIA i powołanej przez Departament Obrony agencji ARPA (Advanced Research Projects Agency). W ramach Project ComCom (Communist Communications) firma miała tworzyć komputerowe symulacje systemów komunikacji w Związku Radzieckim i przewidywać, jaki wpływ mogą mieć audycje Radia Wolna Europa – finansowanego przez CIA – na sowiecki system polityczny.

Równolegle Pool brał udział w powstaniu sieci ARPANET – bezpośredniej poprzedniczki internetu, uruchomionej za pieniądze Departamentu Obrony. Są dwie narracje o powstaniu ARPANET – będące źródłem i prehistorią firm z Doliny Krzemowej. Według pierwszej, kiedy w 1957 roku Związek Radziecki wystrzelił Sputnika w kosmos, było jasne, że sowieci mogą też przenieść głowicę nuklearną na terytorium USA. Armia miała zlecić wtedy zbudowanie rozproszonej sieci komunikacyjnej, która mogłaby przetrwać wybuch bomby atomowej. ARPANET, oparta na protokole TCP/IP, miała być zdecentralizowana – zdolna przesyłać wiadomości, nawet jeśli jej znaczna część uległaby zniszczeniu. Druga historia opowiada o radykalnych inżynierach i pierwszych hakerach, którzy zainspirowani LSD i hipisowskimi, zdecentralizowanymi komunami, wykorzystali pieniądze wojska do urzeczywistnienia technologicznej utopii. Sprzeciwiali się wojnie i zbudowali cywilną sieć ARPANET, z której później wyłonił się internet. W swej pierwotnej, nieskażonej formie był maszyną dystrybuującą demokrację, w której informacja miała być wolna.

Yasha Levine, „Surveillance Valley. The Secret Military History of the Internet”. PublicAffairs, 384 strony, w amerykańskich księgarniach od lutego 2018Yasha Levine, „Surveillance Valley. The Secret Military History of the Internet”. PublicAffairs, 384 strony, w amerykańskich księgarniach od lutego 2018Te narracje splatają się ze sobą, miksują, jednak ta druga – mitologiczna – pozostaje dzisiaj dominująca. Yasha Levine w książce „Surveillance Valley” przypomina trzecią nitkę tej historii, mówiącą o tym, że internet był wynikiem serii projektów wojskowych z lat 60. wymierzonych w rozprzestrzeniający się komunizm, przede wszystkim w Azji Południowo-Wschodniej i Ameryce Południowej. USA w roli globalnego policjanta potrzebowała narzędzi do przetwarzaniu nadmiaru informacji wywiadowczych, monitorowania i przeciwdziałania rewolucjom. W obliczu wybuchających na całym świecie lokalnych konfliktów prowadzonych przez partyzanckie armie, często w celu obalenia rządów sprzymierzonych z Amerykanami, w miejscach, w których armia USA nie miała doświadczenia, wojsko szukało technicznej przewagi. Miejscową ludność i rebeliantów postrzegano jak automaty, które można rozłożyć na części pierwsze – mapować ich przekonania, wartości, powiązania społeczne, by w końcu wyizolować czynnik, który popycha ich w stronę rewolucji. Stworzyć dla nich modele prognostyczne i wypracować strategie zapobiegania im. Odpowiedzi na te pytania miały dostarczyć rozwijane technologie komputerowe.

Już w latach 1961–1968 Simulmatics brała udział w tzw. Project Agile w Wietnamie. Konsultanci firmy mieli zbierać dane i przeprowadzać wywiady z pojmanymi członkami Wietkonkgu i miejscową ludnością. Armia USA chciała wiedzieć, dlaczego wietnamscy rolnicy się buntują i przystępują do partyzantów, jak „rozpracować” ich motywacje, pozyskać sympatię i przeciągnąć na swoją stronę. Lucian Pye, kolega de Soli Poola z MIT, twierdził w tamtym czasie, że komunizm jest chorobą psychologiczną przenoszoną przez ludzi. Simulmatics szukała na nią lekarstwa – czysto technicznego rozwiązania problemu, które wojsko mogłoby zaaplikować w ramach terapii narodu wietnamskiego. Badania Simulmatics były częścią szerszej polityki USA w Wietnamie w tym czasie – Programu Feniks. Jego efektywność mierzono w liczbie „zneutralizowanych” członków Wietkongu.

Kolejnym programem, przy którym pracował Pool, był międzynarodowy Project Camelot finansowany przez ARPA. Wojsko chciało stworzyć „radar” wykrywający odpowiednio wcześniej lewicowe rewolucje. Jednak kiedy dokooptowani do niego chilijscy naukowcy ujawnili powiązania z amerykańską armią, skończył się skandalem i został zamknięty. W 1968 roku zastąpił go Cambridge Project, połączony z siecią ARPANET. Jego twórcami byli J.C.R. Licklider, psycholog, matematyk i futurysta uzależniony od Coca-Coli, i – oczywiście – de Sola Pool. Cambridge Project był pionierskim systemem dostępnym z każdego komputera podłączonego do sieci i służył do zbierania i analizowania wielkich ilości danych. Mógł służyć jako narzędzie badawcze dla psychologów czy socjologów, ale był też wykorzystywany do inwigilacji przez służby wywiadu i wojskowych strategów. Był też – oczywiście – wymierzony w lewicowe ruchy społeczne w USA.

Pool w swoich pracach z tego okresu opisywał przewroty lewicowe nie jako konflikty ideologiczne i polityczne, ale problemy, które trzeba po prostu rozwiązać. Inwigilacja i nadzór miały według niego służyć wykorzenieniu konfliktów ze społeczeństwa. Marzył o skomputeryzowanym, transparentnym świecie, który prześwietlałby ludzi. W 1969 roku pisał: „Tajemnica we współczesnym świecie jest głównie czynnikiem destabilizującym. Nic nie przyczynia się bardziej do pokoju i stabilności niż czynności elektronicznego i fotograficznego śledzenia, analizy treści i interpretacji tekstów”.

Sieci komputerów, o których śnił Pool, miały zarządzać społecznościami, korygować życie ludzi, gwarantować bezpieczeństwo i harmonię. Politykę miała zastąpić matematyka i inżynieria. Ale nie były to wizje z wiersza Richarda Brautigana „All Watched Over by Machines of Loving Grace” [Wszystko pod okiem maszyn miłującej łaski]: I like to think (and / the sooner the better!) / of a cybernetic meadow / where mammals and computers / live together in mutually / programming harmony / like pure water / touching clear sky.


Technologiczne utopie, o których marzył Pool, były wolne od chaosu, tarcia, ale nie były otwarte na interpretację – miały służyć ekspansji ideologii wolnorynkowej i globalnej dominacji USA.

Pool wymarzył świat, w którym żyjemy. Afera związana z firmą Cambridge Analytica, która miała nielegalnie użyć danych o 50 milionach Amerykanów do manipulowania wyborcami i wyniesienia Donalda Trumpa do władzy, ma historyczne źródło w narzędziach i metodach, które zamawiała na amerykańskich uczelniach agencja ARPA. Podobnie jak Simulmatics pół wieku temu, SCL Group – spółka matka Cambridge Analytica – pracowała dla Pentagonu.

Dzisiaj te metody – monitorowania, śledzenia, manipulowania – w nieporównanie większej skali, służą przede wszystkim temu, żeby odgadywać nasze preferencje i lepiej sprzedawać produkty i usługi. Pół wieku temu – miały zatrzymać rewolucję.

Rząd Stanów Zjednoczonych twierdził zawsze, że nie prowadzi polityki przemysłowej – idealistyczna historia powstania internetu jest częścią tej fikcji. Bezpośrednie planowanie przemysłowe – badania i rozwój – którego owocem był sektor technologiczny i Dolina Krzemowa, było domeną wojska. Największe firmy technologiczne wyrosły na powiązaniach z armią, CIA czy NSA. Według autora „Surveillance Valley” niektóre ich części są tak splecione ze służbami wywiadowczymi, że trudno powiedzieć, gdzie kończą się prywatne firmy, a gdzie zaczyna rząd USA.

To, co robiła Cambridge Analytica czy robi dzisiaj Palantir, firma Petera Thiela, która zbiera gigantyczne ilości danych dla CIA i wojska USA, to logiczna konsekwencja prac Ithiela de Soli Poola. Aktualizacja jego „Technologii wolności”. Internet od samego początku został zaprojektowany jako narzędzie inwigilacji – miał tę funkcję wmontowaną. Zawsze oznaczał: profilowanie, targetowanie, nadzór. Był bronią, która dzisiaj wybucha Amerykanom w rękach.