Kopciuszek z czerwonym pazurem
fot. James Abbé

13 minut czytania

/ Film

Kopciuszek z czerwonym pazurem

Katarzyna Wajda

Pola Negri była pierwszą gwiazdą europejskiego kina importowaną do Hollywood. I pierwszą, choć nie jedyną, której potencjału Hollywood nie potrafił wykorzystać

Jeszcze 3 minuty czytania

Koniec lat 40. XX wieku. Po tym jak Mary Pickford odrzuciła rolę Normy Desmond w „Bulwarze Zachodzącego Słońca”, Billy Wilde proponuje ją Poli Negri. Ta odmawia, bo nie chce być postrzegana jako była gwiazda i szydzić z własnej kariery. Ostatecznie Normę zagra Gloria Swanson – rola przyniesie jej m.in. nominację oscarową i sławę, przyćmiewając tę, której doświadczyła w młodości. Negri tymczasem pozostanie przede wszystkim ikoną niemego kina. Jej biografia jest symboliczna – po wielkiej sławie przyszło zapomnienie, i wyjątkowa – to jak na razie jedyna Polka, która podbiła Hollywood. Pełno w niej paradoksów (słynna ekranowa brunetka w rzeczywistości była blondynką), niedomówień i przeinaczeń; sporo różnych „ponoć”. W czym też zasługa samej Negri, kobiety niebanalnej, która jako pierwsza pomalowała sobie publicznie paznokcie u stóp na czerwono. 

„Każdy kłamie, jeżeli służy to jego celom – nawet gwiazdy” – mówi w filmie „Księżycowe prządki”(1964) grana przez nią ekscentryczna madame Habib i te słowa mogłyby stanowić życiowe motto Poli Negri. Kreując swoją legendę, często uciekała się do mistyfikacji i przemilczeń. Budowała ją latami – rolami, strojami, wywiadami. Swoje zrobili też hollywoodzcy PR-owcy. Puenta: napisany razem z ghostwriterem A.A. Lewisem, wydany w 1970 roku (pol. 1976) „Pamiętnik gwiazdy”. Wbrew polskiemu tytułowi nie jest to pamiętnik, a zdystansowana opowieść 70-letniej aktorki, która od dawna funkcjonuje poza Hollywood – dosłownie (od lat 50. mieszkała w Teksasie) i w przenośni („Księżycowe…” to pierwszy jej film od roku 1943). Gwiazdy, która pokazuje swoje życie jak film, w którym najlepsze dialogi i cięte riposty należą do niej.

Jej życie to rzeczywiście historia jak z filmu – córka kucharki została hrabiną, księżną, miłością życia bożyszcza kobiet, z Lipna i Powiśla via Berlin trafiała do Hollywood, ze strychu na Browarnej do pałacu pod Paryżem. W wersji opowiadanej przez Negri znajdziemy: szybką karierę, sławę i bogactwo, miłość – wielką i nieszczęśliwą, cudowne zbiegi okoliczności. Brak tu niepowodzeń czy klęsk. Czasami tylko zza gwiazdy wychyla się ambitna parweniuszka i chwali się zgromadzeniem pięciu milionów dolarów – słusznie: mówiła pięcioma językami, ciężko pracowała, dobrze zarabiała, ale też myślała perspektywicznie i mądrze inwestowała, głównie w nieruchomości.

15. Święto Niemego Kina15. Święto Niemego KinaKsiążkowa Negri to dziewczynka od początku wyjątkowa (nieprzypadkowa zmiana daty urodzin z prozaicznego 3 stycznia 1897 r. na symbolicznego sylwestra 1899 r.). Nieświadoma swej urody, szykanowana przez zazdrosne koleżanki i dosyć konwencjonalna, podczas gdy prawdziwa z pewnością miała pazury – inaczej na ekranie nie wyrosłaby z niej drapieżna kocica, a w życiu słynąca z temperamentu gwiazda, która ponoć pewnego razu miała wdać się z pewną młodą Meksykanką w kłótnię tak gorącą, że Chaplin musiał obie studzić kubłem zimnej wody.

Publikując wspomnienia, narzuciła swoją wersję, do której biografowie muszą się odnieść – i nierzadko jej ulegają, powielając mity. Pewnych zweryfikować się już nie da, inne wciąż dobrze brzmią, jak historia z aresztowaniem z powodów politycznych jej ojca, Słowaka Jerzego Chałupca (zapewne za rzekomą działalnością niepodległościową kryło się fałszowanie rubli), czy opowieść o jego romskich korzeniach, które wzmacniały egzotyczny wizerunek Poli i ponoć tłumaczyły jej ognisty temperament. Gdy aktorka trafiła do Hollywood, ojciec, który był blacharzem, za sprawą PR-owców zmienił się w wirtuoza skrzypiec (matka, dla lepszego efektu, w zubożałą hrabinę).

Negri miała tupet, we wspomnieniach przypisuje sobie cudze zasługi i ogranicza wpływ, jaki inni, zwłaszcza mężczyźni, mieli na jej życie. Czasami w samoobronie: obsadzenie protektora, Kazimierza Hulewicza, w roli dawnego przyjaciela matki, pozwala stworzyć alibi dla opieki, jaką czterdziestoparoletni ziemianin otoczył młodziutką baletnicę. Wpływowy wicedyrektor Teatrów Rządowych stał za jej angażami teatralnymi – a wcześniej zapewne, gdy okazało się, że gruźlica uniemożliwia karierę baletową, pomógł jej dostać się do szkoły aktorskiej. Prawdziwe kino – choć jeszcze raczkujące – pojawiło się w jej życiu po sukcesie wyreżyserowanej przez Ryszarda Ordyńskiego pantomimy „Sumurun”. Pola Negri – pseudonim po włoskiej poetce Adzie Negri – stała się pierwszą gwiazdą wytwórni Sfinks, której właścicielem był Aleksander Hertz: w kolejnych „dramatach apaszowskich” grała wampa, kobietę fatalną, rujnującą szczęście zakochanych w niej mężczyzn. Jej znakiem rozpoznawczym był wówczas taniec, a o popularności młodej aktorki świadczyła twórczość uliczna i frazy typu „Po ekranie wciąż się szasta z Polą Negri Nielsen Asta”.  Już wtedy pokazywała swój talent autopromocyjny: w sypialni bohaterki „Bestii” (1917) bystre oko wypatrzy wstęgi z pochwałą talentu… Poli Negri.

15. Święto Niemego Kina

W dniach 19–22 kwietnia w kinie Iluzjon odbędzie się 15. edycja festiwalu Święto Niemego Kina. Towarzyszyć jej będzie szereg wydarzeń dodatkowych w siedzibie FINA przy ul. Wałbrzyskiej 3/5 w Warszawie. Zaprezentowane zostaną filmy z epoki kina niemego z akompaniamentem muzyki jazzowej, klasycznej, klubowej i eksperymentalnej, wykonywanej na żywo przez wybitnych artystów: Włodka Pawlika, Gabę Kulkę, Drekoty, Resinę czy Sutari. Główną bohaterką festiwalu będzie Pola Negri.

W „Pamiętniku…” szybko z Kopciuszka staje się self-made woman, która (prawie) wszystko zawdzięcza swojemu talentowi i ciężkiej pracy, więc sukcesy filmowe także. Przemilcza za to porażki: nie pisze, jak naprawdę zakończył się polski, a zaczął niemiecki okres jej kariery. Wyrzuca z biografii zarówno przegrany ze Sfinksem proces – dziś niektórzy skłonni są widzieć w nim kolejną strategię reklamową Hertza – i filmy, które musiała dla niego zrobić, jak i te zrealizowane dla niemieckiego Saturn-Film, łącznie z „Manią. Historią pracownicy fabryki papierosów” (1918). Ze względu na mocno erotyczny profil produkcji niemieckiej wytwórni zapomina, że to właśnie ona zaprosiła ją w 1917 roku do Berlina. Oficjalnie niemiecka kariera Negri to Max Reinhardt ze swoim Deutsches Theater, wytwórnia UFA i Ernst Lubitsch, „jej reżyser”, filmowy Pigmalion, który z gwiazdy Sfinksa zrobił prawdziwą aktorkę. Razem nakręcili pięć filmów, które ukształtowały jej wizerunek egzotycznej femme fatale. Spośród tej piątki najważniejsza była „Madame Dubarry” (1919), doskonały przykład „Lubitsch touch”: połączenie lekkości i patosu, humoru i powagi z odrobiną perwersji. I sugestywny erotyzm Poli w życiowej kreacji. Film podbił Europę i Amerykę, przełamując powojenną izolację niemieckiego kina. Lubitschowi i Negri otworzył drogę do Hollywood.

„Dzika kotka”, fot. Deutsche Kinemathek; „Spanish dancer”, fot. EYE Filmmuseum


Nim Pola tam trafiła, zdążyła zmienić stan cywilny. W „Pamiętniku…” mitologizuje także związki miłosne, dopasowując je do romansowych schematów. Swoje pierwsze małżeństwo opisuje jako historię spotkania Kopciuszka i Księcia, czyli hrabiego Eugeniusza Dąmbskiego, a kończy jak opowieść o Pięknej i Bestii. Poznany jeszcze w Berlinie Chaplin zabiega o nią, oświadcza się i wykorzystuje romans jako reklamę. Ów związek Króla Komedii i Królowej Tragedii był w oczach Hollywood farsą z niezłymi gagami. Jej bohaterowie po latach stoczyli bitwę na autobiografie, rywalizując w umniejszaniu własnego udziału w tym show. Wygrała Pola, bo jej „prawda” wydaje się lepiej opowiedziana: świetna jest opisana przez nią scena, gdy słynący ze skąpstwa Chaplin z dumą wręcza aktorce „zaręczynowy” 5-karatowy brylant, a ona wrzuca go do puzderka z innymi klejnotami, w „którym niepozornie zagrzechotał wśród tych z kolekcji Hohenzollernów”. Kolekcji, którą Negri kupiła sobie sama jeszcze w Berlinie.

Romans z Rudolfem Valentino przedstawia jako przeznaczenie (według złośliwych to nie przeznaczenie, tylko dział PR Paramountu), przed którym próbowała się bronić. Wielka namiętność i tragedia: Rudi w sierpniu 1926 umiera na sepsę. Rozpacz Poli, zdaniem niektórych (i prasy), była zbyt wielka i ostentacyjna, by była prawdziwa. Widzowie jednak wierzyli w tę miłość i akceptowali Negri jako (prawie) wdowę po Valentino. Do czasu, gdy w niecały rok po śmierci Rudiego poślubiła gruzińskiego księcia – pozbawionego grosza, ale posiadającego arystokratyczny tytuł łowcę posagów, Serge'a Mdivaniego. To drugie małżeństwo było jeszcze większym nieporozumieniem niż pierwsze. Późniejszy romans z angielskim pilotem Glenem Kidstonem, przerwany jego tragiczną śmiercią, przypieczętowował legendę heroiny, której nie dane jest zaznać prawdziwej miłości. A może zaznała, tyle że nie z mężczyzną, a z zamożną przyjaciółką Margaret West, której zawdzięczała wygodne życie po wojnie. Nawet jeśli, to opowiedzieć o tym nie może: melodramatyczna konwencja, jaką przyjęła w „Pamiętniku…”, nie uwzględnia lesbijskiego coming-outu.

Małżeństwo z Mdivanim, przez widzów odebrane jako zdrada Valentino, zwykło się, obok przełomu dźwiękowego, traktować jako główną przyczynę załamania się hollywoodzkiej kariery Poli. Jej wersja: propozycje były, ale zazdrość męża o partnerów nie pozwalała ich przyjąć. A może – jak uważają niektórzy historycy kina – gwiazda Poli Negri w Hollywood zaczęła blednąć już od momentu jej przybycia do Ameryki w 1923 roku?

Była pierwszą gwiazdą europejskiego kina importowaną do Hollywood. I pierwszą, choć nie jedyną, której potencjału Hollywood nie potrafił wykorzystać. Pola Negri przyjechała tu jako gwiazda UFY, na którą zatrudniający ją Paramount nie miał dobrego pomysłu. Pojawiła się jako Europejka z dekadenckiego Berlina, z ekranowym wizerunkiem kobiety zmysłowej, świadomej siły swego erotyzmu, w realiach lat 20. – ery jazzu, prohibicji i gangsterów – bliższej życia niż słodkie bohaterki Pickford czy Lillian Gish. Jednak nie umiejąc tego emploi twórczo wykorzystać, dość purytański Hollywood zaczął ją amerykanizować i ugrzeczniać, m.in. poprzez melodramatyczne historie o nawróconych grzesznicach. Drapieżna kotka straciła pazury.

Zabrakło Lubitscha – oficjalnie został w Niemczech przez wcześniejsze zobowiązania, ale ponoć miał dość muzy przypisującej sobie wszystkie zasługi. Gdy się pojawił, zrobili „Cesarzową” (1924) i dotknięcie Lubitscha ożywiło dawną Polę, która jako caryca Katarzyna jest wcieleniem zmysłowej kobiecości (z nutką komizmu). Zazwyczaj jednak pracowała z reżyserami mniej zdolnymi, nieumiejącymi tonować jej nadekspresji. Dlatego o hollywoodzkiej karierze Negri, o której w prasie II RP pisano wyłącznie w superlatywach, mówi się często jako o artystycznej porażce: była gwiazdą, zarabiała miliony, ale nie rozwijała się jako aktorka, czego zresztą była świadoma.

Skoro więc została obsadzona w roli gwiazdy, to zaczęła ją grać. Może inspiracja wyszła z działu reklamy Paramountu, ale faktem jest, że największą hollywoodzką kreacją aktorki Poli Negri była Pola Negri, gwiazda Hollywood. W tej roli przechadzała się po Bulwarze Zachodzącego Słońca z gepardem (a może panterą) na smyczy i wyznaczała nowe trendy w modzie – turban na głowie, sandały na bosych nogach i oczywiście czerwone paznokcie u stóp. Inne atrybuty gwiazdy: futra z białych gronostajów, brylanty, rezydencja w Beverly Hills, kaprysy (wstrzymuje zdjęcia, bo zamiast futra z szynszyli dostała królicze), charty i znani mężczyźni u boku. Częścią tej roli była też wojna z Glorią Swanson, ponoć wymyślona i toczona wyłącznie przez marketingowców.

Z roku na rok jej gwiazda bladła. W wersji Poli – z własnego wyboru. Były ponoć propozycje, ale je odrzucała, jak właśnie rolę Normy – choć równie prawdopodobna jest wersja, że Wilder nie naciskał, uznając, że skoro ma już Ericha von Stroheima z ciężkim akcentem, to dodatkowy Negri będzie przeszkadzał. Przyjęła jednak rolę madame Habib, proponując, by kota bohaterki zastąpić… gepardem. Z nim też, ubrana na czarno, z turbanem na głowie, pojawia się na londyńskiej premierze, wskrzeszając na chwilę stary Hollywood.

Umarła 1 sierpnia 1987. Opiekująca się nią pielęgniarka wspominała, że Negri do końca malowała na czerwono paznokcie u nóg. Wcześniej, w roku 1974, w wywiadzie udzielonym Zbigniewowi K. Rogowskiemu, pytana, które współczesne aktorki ceni najbardziej, wymieniła Vanessę Redgrave, dodając, że gdyby jej wspomnienia miały być sfilmowane, to właśnie ją widziałaby w roli głównej. Chętnie obejrzałabym taki film. Mógłby – choć narracyjnie to mało wyrafinowane – zaczynać się od sceny, gdy do Vanessy Redgrave, jako już starszej Negri, przychodzi Billy Wilder z propozycją roli żyjącej dawną sławą gwiazdy niemego kina.