Drapak dla kota
fot. Natalia Kabanow

4 minuty czytania

/ Teatr

Drapak dla kota

Stefan Drajewski

W „Priv” Iza Szostak zawarła wszystko to, co dotyka bohaterów, którzy tęsknią do bliskości, chcieliby się podotykać, poocierać, poczuć siebie, pobyć ze sobą, ale się boją

Jeszcze 1 minuta czytania

Po aferze Cambridge Analytica, kiedy okazało się, że dane milionów użytkowników Facebooka mogły być wykorzystane do celów politycznych, nikt już chyba nie ma złudzeń. Potwierdza się to, co wiadomo od dawna: Priv nie zabezpiecza prywatności użytkowników.

Spektakl Izy Szostak i Anki Herbut „Priv” zaczyna się w momencie, kiedy publiczność wchodzi na widownię teatru im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie, a aktorzy nieobecnym wzrokiem się w nią wpatrują. Ten chwyt „nieobecności”, bycia gdzie indziej jest stałym elementem formy spektaklu, jak stojący na środku sceny drapak dla kota. Następna scena, niezwykle intrygująca, może się kojarzyć z technikami relaksacyjnymi, które wykorzystują grupy terapeutyczne, a nawet – zdaję sobie sprawę z przesady – sekty. „Nieobecni duchem” bohaterowie nawiązują bezsłowny kontakt ruchowy i dotykowy. W tej podłogowej choreografii Iza Szostak zawarła wszystko to, co dotyka bohaterów, którzy tęsknią do bliskości, chcieliby się podotykać, poocierać, poczuć siebie, pobyć ze sobą, ale się boją. Odkrywają się przed grupą, przyznają się sami przed sobą. Niestety, układ kolejno następujących po sobie scen trochę to przypomina. Każdy bohater ma swój monolog, swoją scenkę, akcję ruchową… Tworzy się łańcuch, który nie ma początku ani końca. Stanowczo za długi.

Priv, reż. Iza Szostak. Teatr im. Aleksandra Fredy w Gnieźnie, premiera 7 kwietnia 2018„Priv”, reż. Iza Szostak. Teatr im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie, premiera 7 kwietnia 2018Pomysł z Naukoznawczynią (Magda Jędra), która opowiada o historii pamiętników, jest świetny. Bo czym różnią się zapiski w mediach społecznościowych od dawnych pamiętników? Jest jedna tylko mała różnica. Zniknął podział na dzienniki pisane przez mężczyzn (z gruntu przeznaczone do publikacji) i kobiety (szczerze, pisane w tajemnicy, nie do druku), o których w swoim wykładzie wspomina Naukoznawczyni. Zapiski „pamiętnikarzy sieciowych” nie mają płci. Pielęgniarz jest tak samo do bólu szczery, jak Smutna Dziewczyna reprezentująca sefie-feminizm. Zapiski „pamiętnikarzy sieciowych” nie mają również formy, chyba że jako formę przyjmiemy bylejakość, bezkształtne wypowiedzenia, których absolutnie nie należy łączyć ze strumieniem świadomości. Zapiski „pamiętnikarzy sieciowych” nie znają też pojęcia tabu. Mokra cipka – a czemu nie. Temat jak każdy inny, aby się nim podzielić z innymi, zwłaszcza kiedy ukrywa się swoją tożsamość albo wręcz odwrotnie – chce się zaszokować.

„Priv” rozgrywa się na trzech planach: ruchowym, werbalnym i plastycznym. Ten ostatni jest bardzo statyczny. Drapak jak drapak. Pozwala czasami wykonawcom odetchnąć, przytulić się do futerka. Światła jakby w tym przedstawieniu nie istniały, wyszukiwarka rzucona na ścianę, gadżety z klubu fitness… Ciekawszy jest plan werbalny. Anka Herbut bawi się słowem. Nie wiem, czy wykorzystuje krążące w sieci posty. I wreszcie plan ruchowy. Lubię choreografie Izy Szostak, bo w nich każdy ruch i gest jest nośnikiem precyzyjnych znaczeń. W sposób rzadko spotykany łączą ruch z technologią. Tym razem Iza Szostak oszczędnie odwołała się do smartfonów, podstawowego narzędzia „pamiętnikarzy sieciowych”, za to fantastycznie pokazała potrzebę bliskości – bohaterowie nawiązują bliskość nie z drugim człowiekiem, ale z urządzeniem.

„Priv” ma jednak defekt. Spektakl jest za długi. Mocne sceny – taniec „podłogowy” Magdy Jędry i Tatiany Kamienieckiej, które utrwalają go na swoich smartfonach – sąsiadują z bezradnym aktorsko monologiem Smutnej Dziewczyny,  zabawne wiersze Pielęgniarza z cierpko brzmiącymi wypisami z manifestów feministyczno-politycznych. Przydałyby się skróty.