Może myślą, że Bella istnieje naprawdę i jest kobietą

Rozmowa z Bellą Ćwir

Nie wiem, co mogę powiedzieć o Belli. Nie ma za tym smutnej historii, nie miałem ciężkiego dzieciństwa, nic mi się złego nie przytrafiło. Po prostu mam coś z głową i wymyślam rzeczy zupełnie bez sensu. Bo przecież Bella nie ma sensu. I to jest spoko

Może myślą, że Bella istnieje naprawdę i jest kobietą

Jeszcze 4 minuty czytania

Może myślą, że Bella istnieje naprawdę i jest kobietą

PAULINA DOMAGALSKA: Skąd nazwa?
BELLA ĆWIR:
Oczywiście, że z Simsów.

Kim jest Bella Ćwir?
Do końca nie wiem, na czym polega Bella. Mam dwadzieścia pomysłów na godzinę i sam ciągle zmieniam zdanie. Wstawię piosenkę wieczorem, a rano już chcę ją usunąć, bo myślę, że jest beznadziejna. Pomysły nigdy się nie kończą, tylko czasem nie mogę zabrać się do pracy i te przerwy trwają nawet po parę miesięcy. Myśli i aspiracje Belli krążą wokół przepychu, tylko coś jej nie wychodzi. To takie marzenie o bogactwie, które się nie spełniło. Miało być wystawnie, a w zamian przyszedł upadek.

Zaczęło się przypadkowo. Robiłem sobie makijaże drag i nagrywałem jakieś filmiki. I z tego się zrobił projekt. Może nie dragowy, a bardziej queerowy.

Co to dla ciebie znaczy?
Na przykład, że nie wykluczam występu jako Bella bez doczepionych włosów i makijażu. Queerowość rozumiem tak, że nie muszę się utożsamiać z jedną płcią. Głównie to. Nie mam problemu z tym, że ludzie do mnie mówią w rodzaju żeńskim, kiedy jestem Bellą. Czasem z kolei, kiedy jestem Bellą, znajomi podchodzą i mówią do mnie „ej, Gracjan” – czyli po imieniu, bo nazywam się Gracjan. To też jest dla mnie spoko. Nie zamykam się do końca w Belli, nie o to chodzi. I nie chcę, żeby Bella była internetowym memem queerowej artystki. 

Bella to upadła diwa w krzywym zwierciadle, Violetta Villas Snapchata?
Tak, tak, tak. Bella to żywy organizm, który ciągle się zmienia. Dlatego koncerty są totalnie lo-fi, chcę, żeby to miało swój klimat. I stąd wpisy na Facebooku czy Instagramie, z błędami, przekleństwami, mieszanką polskiego i angielskiego. One nie są zbyt zrozumiałe, ale tak ma być. Bella po prostu żyje w swoim własnym uniwersum. Myślę, że nie każdy miałby na to odwagę. No bo co ja robię? Dla większości po prostu odstawiam szopkę.

Czuję, że nie do końca odnalazłem jeszcze określenie dla siebie. Jak ludzie mi każą napisać swoje bio, żeby wrzucić w opis koncertu, to nie wiem, co mam tam pisać.

I co na razie piszesz?
Że queerowa artystka, ikona internetowych freaków, itd. Ale nie piszę nic o sobie, nic nie wyjaśniam. Ludzie przychodzą z ciekawości, reszty muszą się sami dowiedzieć

Dobrze, to po kolei. Najpierw był makijaż i filmiki?
Tak, mój znajomy wrzucił filmik na jakąś grupkę w internecie i napisał, że Bella Ćwir's new album is coming soon. Very soon. To pomyślałem – OK. Wziąłem podkłady muzyczne z sieci, dograłem na dyktafonie swój głos i potem ktoś to wrzucił na YouTube'a. Tak oto powstała Bella. To było pod koniec 2016 r. i miałem wtedy 18 lat. Nie minęło kilka miesięcy i dostałem propozycję zagrania pierwszego koncertu, a potem była druga propozycja, i następna, i następna. 


Te propozycje same się pojawiały? Nie pomyślałeś: teraz zajmę się robieniem sztuki i muzyki, tak będę zarabiać?
No nie, gdzie. To nawet nie miało tyle trwać. A przecież Bella trwa już ponad dwa lata. Miałem to skończyć od razu po tych pierwszych kawałkach. Bo to było dla żartu. Ale się rozkręciło, ludzie chcieli jeszcze więcej. Przecież nie myślałem, że zajmuję się sztuką, kiedy sobie robiłem te makijaże, inni tak to nazwali. Uznali, że jestem cool. No i teraz jest – niby dla beki, a trochę na poważnie

Wszystko robisz sam?
Czasem znajomi mi pomagają, ale przez te dwa lata dużo się nauczyłem. Chcę być coraz lepszy, produkować coraz lepszą muzykę. Odkryłem w tym pasję.

Opowiedz o sobie. Gdzie mieszkasz, co robisz na co dzień?
Ludzie chcą wiedzieć coś na 100%. Wolą na przykład przeprowadzić wywiad ze mną, z Gracjanem, a nie z Bellą. A co za różnica? Mogę przecież opowiedzieć o Gracjanie to, co ludzie chcą usłyszeć. No ale OK, niech będzie. Skończyłem 20 lat. Ludzie się dziwią, że jestem taki młody. No może, ale ja tego nie czuję. Odkąd zacząłem robić to, co chcę, wszystko idzie bardzo szybko. 

Jestem z Elbląga. Nic nie robię, po prostu sobie żyję, mieszkam z rodziną. Jakiś czas temu rzuciłem szkołę z powodu problemów osobistych i chyba tak zostanie. Edukacja mnie nie interesuje. Ale nie wybrzydzam, mogę robić cokolwiek, bylebym mógł zajmować się na boku tym, co mnie kręci. Mieszkam w małym mieście i się w nim duszę. Jestem tam totalnym outsiderem. Rzadko wychodzę z domu. Jak gdzieś wyjeżdżam, to zawsze jest lepiej, dlatego tak lubię Warszawę. Niedługo się przeprowadzam do większego miasta i nie mogę się już tego doczekać.

Pierwszy raz dowiedziałam się o twoim istnieniu od Siksy. Dobra banda ty, Siksa, Dom Mody Limanka. Czujesz, że to jakaś mininisza kultury alternatywnej? 
Może trochę. Sporo osób zaprasza Bellę do współpracy. Wydaje mi się, że wszystko się teraz dzieje w Łodzi. A dokładniej wszystko jest zasysane przez Warszawę, ale to, co się dzieje w Łodzi, jest jeszcze trochę podziemne. Może nawet punkowe. Ale grałem już kilka razy w Warszawie i też było fajnie.

Mówisz, że ludzie zapraszają cię do współpracy.
Sporo tego się ostatnio uzbierało. Na przykład parę miesięcy temu lokalni elbląscy raperzy odezwali się do mnie, żeby coś razem zrobić. Nagrałem między innymi kawałek z Pikersem, gościem, który ma w sumie jakieś miliony wyświetleń na YouTubie. To nie do końca mój klimat, ale robię te kawałki, bo w sumie mnie to ciekawi, że taka współpraca jest w ogóle możliwa. Takie rzeczy tylko w Polsce. 

Regularnie się spotykaliśmy, żeby nagrywać. Są w porządku, mówią: żeby pokazać się ludziom jako Bella, to trzeba mieć jaja. Więc widzisz, tolerancja i otwartość przychodzą czasem z niespodziewanych miejsc.

Bella Ćwir, fot. Milena Liebe dla Polski Paradise Bella Ćwir, fot. Milena Liebe dla Polski Paradise

No właśnie, jak jesteś odbierany?
Odbiór jest różny, bywa, że ludzie biorą to na poważnie. Część osób nie rozumie, że Bella jest wykreowaną postacią, a nie prawdziwą osobą. Dostaję trochę hejtu. Ale ta krytyka płynie z internetu, a na żywo zazwyczaj jest bardzo miło. Przychodzą moi fani i są zajarani. A ja jestem aspołeczny, więc się męczę. Najlepiej czuję się sam ze sobą. Jak jest wokół mnie więcej osób, to się robi gorzej. To jest dziwne, bo ludzie piszą, że Bella leczy ich z depresji, a Bella sama ma depresję. I przełamuje we mnie nieśmiałość w sposób dość drastyczny. Dlatego dwa miesiące się wahałem, zanim zgodziłem się zagrać pierwszy koncert. Był megastres i niewypał, a ludziom i tak się podobało. Mówili, że dawno nie widzieli tak wyzwolonej osoby. Więc może ta nieśmiałość pomaga mi w udawaniu wielkiej gwiazdy? 

Czyli stawanie się Bellą jest dla ciebie terapeutyczne?
Z tym to bywa różnie, czasem trochę się duszę, bo bycie Bellą potrafi być ciężkie. Bella jest pierwsza, jest sławniejsza, a Gracjan spada przez to na drugie miejsce. Ale z drugiej strony pozbyłem się dzięki niej kompleksów. Byłem strasznie zakompleksionym dzieciakiem, a Bella mi pokazała, że to twoja sprawa, jak wyglądasz. Teraz na komentarze w rodzaju „Boże, co ten chłopak robi ze swoim życiem” tylko wzruszam ramionami. Moja rodzina zresztą też tak mówiła na początku – bo wszyscy w mojej rodzinie dobrze znają Bellę – ale teraz się z tym oswoili, moje rodzeństwo nawet chciałoby kiedyś przyjść na koncert. 

A może to kwestia internetu? Ty się wychowywałeś na Facebooku, zdążyłeś się przyzwyczaić, że ktoś trochę trolluje, a trochę robi coś na poważne, a dla wielu osób to wciąż pozostaje obce.
No tak, ludzie nie rozumieją. Jak wypuściłem teledysk do „Drogich ciuchów”, to więcej ludzi zaczęło się tym się interesować, nie tylko dzieciaki. Lajkują posty, faceci komentują, że pięknie wyglądam. Może myślą, że Bella istnieje naprawdę i jest kobietą

Jak powstał teledysk do „Drogich ciuchów”?
Byliśmy w Łodzi, kręciliśmy go trzy dni. Nakręcił go Jakub Dylewski z łódzkiej szkoły filmowej. Zrobił to za darmo. W ogóle wszyscy się w to zaangażowali i było super. Tylko trzeba było przebrnąć przez trzy dni po 12 godzin kręcenia. Ale wyszło profesjonalnie. Długo na niego czekałem, zdjęcia kręciliśmy w październiku 2017 r., a teledysk wypuściliśmy dopiero w styczniu tego roku. Bardzo go lubię. A wyszło śmiesznie, bo zarzucono mi, że poszedłem w komercję. Że zbyt ładnie nakręcony. A ja nie wydałem na niego ani grosza. Nie, przepraszam, musiałem dojechać do Łodzi, tyle mnie kosztował



Co byś chciał osiągnąć jako Bella?
Jak najwięcej. Żeby to było możliwe, że takie Belle mogą osiągać tutaj różne rzeczy. Nie uważam się za drag queen, ale słyszę czasem, że Bella dużo zrobiła dla tego środowiska. Chyba faktycznie spoko wyszło?

Ludzie na ulicy wyglądają jak w uniformach, te wszystkie dziewczyny z twarzami wymodelowanymi à la Kim Kardashian. Jesteśmy sformatowani. I chyba boimy się być różni. A ja się już nie boję.

A czego słuchał nastolatek outsider z Elbląga?
Wychowywałem się głównie na grunge'u, którego słuchała moja siostra, ale wiesz co, prawda jest taka, że słuchałem wszystkiego, popu, hip-hopu, nie miałem ulubionych zespołów. 

To czym się inspirujesz?
Internetem. O, raperkami zagranicznymi się inspiruję. Kulturą drag queen też. Ale nie mogę wskazać konkretnych rzeczy, Bella po prostu powstała w mojej głowie.

Byłeś na jakimś występie drag queen w Elblągu?
Nie. To ponure miasto, w którym nigdy nie było czegoś takiego. 

To kiedy byłeś na pierwszym występie drag?
Jeszcze nigdy.

Czyli twoja inspiracja dragiem jest czysto internetowa?
Tak. Ale się nie jaram. To jest tylko pozornie podobne, Bella ma cały swój upadły świat.


W marcu zostałeś na chwilę bohaterem TVP3 Poznań.
Zostałem zaproszony do zagrania na otwarciu Pawilonu przy galerii miejskiej Arsenał i niektórych to oburzyło, stałem się tematem dyskusji telewizyjnej. Dla mnie to sprawa, która w ogóle nie powinna się wydarzyć. Bella stała się na chwilę kukłą polityczną. Jakiś radca prawny zaczął mi grozić sądem z tego powodu, że jako Bella nazwałem na Facebooku pewną dziennikarkę wulgarnym słowem. Z tego, co słyszałem, ta dziennikarka dostała dużo nieprzyjemnych wiadomości, bardzo mnie to wkurzyło. Ja swoją droga też dostałem, typowo homofobiczne rzeczy – ty pedale, nie pokazuj się w Warszawie, nie pokazuj się w Poznaniu. To było dziwne, trochę się przestraszyłem, ale z drugiej strony wiedziałem, że nic się raczej nie stanie, bo tego rodzaju hejt rzadko przenosi się poza internet. Bella to wytwór fikcji, ale krytyka była zaadresowana do mnie. Przez chwilę czułem się winny, że stworzyłem Bellę, pomyślałem, że może to poszło za daleko. Ale z drugiej strony oni widzieli w tym tylko sensacyjną otoczkę, przekleństwa, to, że facet przebiera się za babę.

A nie jest tak, że trochę jednak chcesz szokować?
Bardzo lubię, jak ludzie tańczą i śpiewają na moich koncertach. Jestem zaskoczony, kiedy widzę, że ktoś zna słowa moich piosenek. Ale czasem faktycznie jest inny scenariusz, ludzie stoją i nie kumają. A ja się w tym dobrze odnajduję. Miałem tak parę miesięcy temu. Organizatorzy powiedzieli, że mogę już kończyć, bo ludzie na koncercie nie wiedzą, co mają ze sobą zrobić. Myślę, że oni się po prostu bali. Swoją drogą właśnie o takie koncerty – pełne niezrozumienia, napięcia – chodziło mi te dwa lata temu. A w zamian ludzie to polubili. 


O czym śpiewa Bella?
Trochę o życiu dzisiejszych nastolatków. Narkotyki, imprezy. No i internet. Większość ich życia się tam toczy. Trochę to straszne, pokazują swoje całe życie na Snapie. Ja bym tak nie mógł, wolę, jak ktoś wie o mnie mniej niż więcej. Śmieszne, Bella szokuje ludzi, a młodzież z kolei szokuje Bellę. Robią mema ze wszystkiego. A ja robię z tego parodię.

Te teksty są dosyć wulgarne, niby bez przesłania, ale coś tam jest – a przynajmniej dostaję wiadomości, że dzięki moim tekstom ktoś czuje się sobą. Piszę tekst, staram się, żeby się kleił w całość, a potem komuś to coś zmienia w głowie. Nie mogę się do tego przyzwyczaić, dla mnie to wciąż dziwne.

Jak nauczyłeś się makijażu?
W sumie to wciąż nie umiem się malować. Jak się uda, to super, jak nie, to trudno. Poza tym ten makijaż ma być przerysowany, więc mówienie, czy się udał, czy nie, jest tutaj bez sensu. On nie ma być estetyczny, nie chcę, żebyś spojrzała na mnie i pomyślała: o, właśnie tak chcę sobie jutro rozświetlić kości policzkowe. Nie dbam o wizerunek Belli w internecie. Chodzi mi o osiągnięcie efektu: miało być pięknie, a wyszło ćwir. 

Co? Przecież bardzo dbasz.
No może, ale wrzucam też nieudane zdjęcia. To ma być niedoskonałe. Głównie oglądają mnie dzieciaki, bo beka. Ale są też panie, które lajkują moje zdjęcia i piszą zaniepokojone komentarze „dziewczyno, co ty sobie zrobiłaś?”. To ja odpowiadam, że mam makijaż permanentny i nie da rady go już zmyć. 

Nie wiem, co mogę powiedzieć o Belli. Nie ma za tym smutnej historii, nie miałem ciężkiego dzieciństwa, nic mi się złego nie przytrafiło. Po prostu mam coś z głową i wymyślam rzeczy zupełnie bez sensu. Bo przecież Bella nie ma sensu. I to jest spoko

Lubię koncerty, bycie na scenie jest łatwiejsze niż kręcenie się potem po klubie. Ale dostawałem zaproszenia, żeby wystąpić w Elblągu i jednak wciąż nie jestem na to gotowy. Może będę mógł zakończyć projekt Bella, jak zagram u siebie.

Przebieranie się i bycie kimś innym jest wyzwalające. Ale z drugiej strony Bella nie daje mi wolności, ona mnie trochę zjada. Na razie przede mną przeprowadzka. Dostałem co prawda jakąś propozycję z wytwórni, ale jej nie przyjąłem. Chcę mieć wolną rękę, żeby móc powiedzieć: koniec, już wystarczy.

A co robisz w wersji, w której kończysz z muzyką?
Nie ma takiej wersji.

Dziękujemy Milenie Liebe za udostępnienie sesji fotograficznej dla sklepu vintage Polski Paradise