Mieszkanie jest wszechświatem

Mieszkanie jest wszechświatem

Rozmowa z Martą Leśniakowską

Środowisko architektów jest nieprawdopodobnie mizoginiczne. Ciągle toczę bezsensowne spory, dlaczego używam pojęcia architektka, skoro nie ma go w słowniku języka polskiego. Otóż istnieje, chociaż nie było używane przez 60 lat – rozmowa o narodzinach zawodu projektanta wnętrz

Jeszcze 5 minut czytania

MONIKA STELMACH: W latach dwudziestych wykształciła się nowa, nieznana wcześniej grupa zawodowa – profesjonalny architekt wnętrz. Po raz pierwszy też architekturę mogły studiować kobiety.
MARTA LEŚNIAKOWSKA
: Zawód –architekta wnętrz narodził się w Niemczech. Zasługi w tym miała nowatorska szkoła Bauhausu Waltera Gropiusa, która dopuściła kobiety do studiowania architektury na warunkach równorzędnych z mężczyznami. Ta niezwykle nowoczesna i postępowa uczelnia kształciła projektantów w bardzo szerokim zakresie, od architektury, poprzez meble, tkaniny, typografię, fotografię, po projektowanie na potrzeby teatru i filmu. Dizajnerzy wspólnie wypracowywali koncepcje związane z nowym człowiekiem, jego sposobem mieszkania i organizacją życia społecznego. Okres międzywojenny jest więc przełomowy w kształtowaniu współczesnej kultury. 

Co zadecydowało, że w tej nowej profesji pojawiło się stosunkowo wiele kobiet?
Pierwsza wojna światowa przyniosła gwałtowne zmiany w strukturze społecznej. Zginęło niemal całe pokolenie młodych mężczyzn. Kobiety zostały bez zaplecza finansowego, a musiały utrzymać siebie i swoje rodziny. Na rynek pracy weszła więc  grupa społeczna z nowymi aspiracjami i oczekiwaniami. Zmierzały do przełamania dawnych uprzedzeń kształtowanych przez patriarchalne scenariusze, m.in. zabraniające udziału kobiet w projektowaniu architektonicznym.

 Przyszłość będzie inna. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918, fot. archiwum Zachęty Przyszłość będzie inna. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918, fot. archiwum Zachęty

Jak zdominowane przez mężczyzn środowisko architektów przyjęło w tym zawodzie kobiety?
Kiedy w końcówce XIX wieku doszło do pierwszych prób wejścia kobiet na politechniki, reakcje były negatywne. Mężczyźni poczuli się zagrożeni w swej zagwarantowanej tradycją roli kreatorów, budowniczych świata. Naruszono dogmat patriarchalnej struktury rzeczywistości, zgodnie z którym kulturę wytwarza mężczyzna, a funkcja kobiety sprowadzana jest do biologii. Stąd brały się różne przesądy w rodzaju tego, że kobieta ma mniejszy mózg, nie jest zdolna do pracy twórczej i nie może uprawiać tak odpowiedzialnego zawodu jak architektura. Wymyślano kolejne bariery, żeby utrudnić kobietom start. Amerykanka Julia Morgan, która na przełomie XIX i XX wieku studiowała architekturę w Paryżu, swój dyplom zgłosiła do prestiżowego konkursu, ukrywając się pod męskim nazwiskiem. Kiedy prawda wyszła na jaw, wybuchł skandal i odebrano jej nagrodę. Dopiero na skutek interwencji środowisk architektonicznych odzyskała dyplom, wróciła do Stanów i stała się jedną z najbardziej wziętych architektek pierwszej połowy XX wieku, specjalizując się w ekskluzywnych rezydencjach w stylu postwiktoriańskim dla milionerów i gwiazd filmowych. Ale o jej istnieniu świat dowiedział się w latach 80. XX wieku, kiedy ukazała się jej monografia.

Marta Leśniakowska

prof. nadzw. dr hab. w Instytucie Sztuki PAN. Specjalizuje się w problematyce współczesnej architektury i kultury wizualnej. Autorka książek:  „Co to jest architektura” (1996 r.), „Architekt Jan Koszczyc Witkiewicz (1881–1958) i budowanie w jego czasach” (1998 r.) i „Architektki” (2016) oraz tekstów o architekturze i sztuce, m.in. „Pokój z widokiem. Barbara Brukalska & Nina Jankowska sp.o.o.” w zbiorze pod red. Joanny Kordjak „Szklane domy. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918”. Odznaczona przez MKiDN srebrnym Medalem Zasłużona Kulturze Gloria Artis (2014). Fotografka. 

Wystawę „Przyszłość będzie inna. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918” można oglądać do 27 maja 2018 w Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki. Kuratorka: Joanna Kordjak. Wystawie towarzyszy książka „Szklane domy. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918” dostępna od kwietnia w księgarniach.

W Polsce dopiero po I wojnie światowej ta grupa zawodowa kobiet mogła zaistnieć.
Tak, choć w Europie pierwsze architektki pracowały już przed wojną, pionierską rolę odegrało tu środowisko fińskich sufrażystek. U nas proces ten przebiegał z ponaddwudziestoletnim opóźnieniem, co wynikało z sytuacji politycznej. Pierwsze studentki na Wydziale Architektury pojawiły się w konsekwencji ogłoszenia przez władze niemieckie w 1915 roku statutu Wydziału Architektury na warszawskiej politechnice. Na mocy tego dokumentu dopuszczono także kobiety do studiów. Kiedy pierwsza Polka, Jadwiga Dobrzyńska, w 1922 roku dostała dyplom, było to taką sensacją, że ukazała się nawet notka prasowa o treści: „Na wydziale architektury dyplom otrzymała panna Jadwiga Dobrzyńska, pierwsza polska architektoniczka”.

Architektoniczki?
Wówczas nie było jeszcze wiadomo, jak nazwać to nowe zjawisko. Później pojawiło się określenie architektka i używano go do końca II wojny światowej. W komunizmie wszystkie zawody sprowadzono do formy – „pani architekt” bądź „inżynier architekt” dla obu płci. W ten sposób kobiety wytraciły swoją tożsamość w męskich do niedawna zawodach. Środowisko architektów jest nieprawdopodobnie mizoginiczne. Ciągle toczę bezsensowne spory, dlaczego używam pojęcia architektka, skoro nie ma go w słowniku języka polskiego. Otóż istnieje, chociaż nie było używane przez 60 lat.

Mężczyźni musieli zrobić miejsce kobietom w tym zawodzie?
Z niepokojem przyglądali się, jak na rynek wchodzi konkurencja, która ma coś ważnego do powiedzenia i w dodatku znajduje klientelę. Te pionierki były bardzo dobrze wykształcone, obyte w światowych trendach, świetnie radziły sobie w tym zawodzie, a ich działalność, jak Barbary Brukalskiej, lokuje się w czołówce europejskich modernistek. Wbrew oporom zmiany się jednak dokonały. Choć nie był to oczywiście proces łatwy.

W „Szklanych domach” – katalogu do wystawy „Przyszłość będzie inna” pisze pani, że projektantki w dwudziestoleciu należały do generacji „buntu młodych” i prezentowały radykalnie awangardową postawę. 
Pierwsza wojna spowodowała załamanie się starych paradygmatów na wszystkich właściwie poziomach. Miasta dziewiętnastowieczne okazały się nieprzystosowane do potrzeb nowego człowieka. W ślad za tym szły nowe wymagania dotyczące architektury i wnętrz. Kobiety coraz częściej pracowały zawodowo, zmieniała się struktura rodzin i rytuały życia: wiele z tych pracujących kobiet nie miało już ani służby, ani czasu na czyszczenie barokowych ornamentów i trzepanie aksamitnych portier. W tej sytuacji przedmioty nie mogły być zdobną zawalidrogą. Jak mawiał Le Corbusier, dom ma być maszyną do mieszkania, czyli sprawnym i komfortowym narzędziem do funkcjonowania człowieka w codziennym życiu.

 Przyszłość będzie inna. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918, fot. archiwum Zachęty Przyszłość będzie inna. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918, fot. archiwum Zachęty

Jaki miał być ten nowy człowiek?
Przede wszystkim nowoczesny. Przeszłość wówczas miała stosunkowo niewielkie znaczenie. Dominowała futurystyczna wizja budowania lepszego świata. Człowiek miał iść z duchem rozwijającej się w błyskawicznym tempie techniki; być mobilny: jeździć samochodem, pociągiem, pływać okrętem; wykonywać nowe zawody typu pilot samolotów; zmieniać miejsca – to właśnie ilustruje modernistyczna figura homo viator, człowieka mobilnego. W dwudziestoleciu panuje kult podróżowania, co zresztą było efektem wprowadzenia płatnych urlopów. Rozwija się infrastruktura turystyczna: hotele, pensjonaty, biura podróży. Powstawały obiekty rekreacyjne, jak basen solankowy w Ciechocinku, najnowocześniejszy obiekt rekreacyjny w tej części Europy. Uprawianie sportów demokratyzuje się i przestaje być zajęciem elitarnym. Rodzi się moda na aktywne spędzanie czasu w plenerze. Konsekwencją jest rozwój amatorskiej fotografii, dzięki pierwszemu małemu aparatowi Kodaka wylansowanemu w słynnym sloganie reklamowym: „ty naciskasz guzik, my robimy resztę”. Figura homo viator jest więc jednym z fundamentów rozumienia kultury modernistycznej. To między innymi stąd moda na nowy typ wnętrza mieszkalnego, w którym wykorzystywano wynalazki używane w kabinach transatlantyków z wbudowanymi w ścianę meblami.

Polskie modernistki fascynowały się również pragmatycznym skandynawskim projektowaniem.
Ruch awangardowy był prężny w całej Europie, ponieważ informacje przepływały wówczas dość szybko. Byliśmy krajem otwartym na nowoczesne trendy. Organizowano wystawy światowego dizajnu, np. w Instytucie Propagandy Sztuki w Warszawie. Wychodziły ambitne czasopisma, które popularyzowały projekty z innych krajów. Wytworzyła się europejska wspólnota estetyczna. Burżuazyjne, zdobne meble epoki wiktoriańskiej wypierane były przez nowoczesne, dużo bardziej uproszczone, mobilne, wielofunkcyjne i higieniczne. Do wnętrza mieszkania wprowadzano wielkie przeszklone ściany, co wiązało się z filozofią nowej przestrzeni dla demokratycznego, transparentnego społeczeństwa i z zaleceniami higieny jako nowej wówczas nauki. Skandynawskie wzornictwo doskonale wpisywało się w te trendy. Umiejętnie łączyło przywiązanie do tradycji, oszczędność i wykorzystanie dostępnych lokalnie materiałów: drewna czy kamieni. Wstrzemięźliwe projektowanie pozwalało dać oddech niedużym przestrzeniom mieszkań.

 Przyszłość będzie inna. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918, fot. archiwum Zachęty Przyszłość będzie inna. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918, fot. archiwum Zachęty

Wcześniej kuchnię i łazienkę wstydliwie ukrywano na zapleczu. W dwudziestoleciu stają się pełnoprawną częścią mieszkania.
Kuchnia staje się otwarta na salon, żeby kobieta pracująca nie była uwięziona na wiele godzin w zakamarkach mieszkania, ale mogła uczestniczyć w życiu rodziny. W projektach Barbary Brukalskiej widać, jak bardzo nowoczesna i funkcjonalna jest jej modelowa kuchnia zaprojektowana dla osiedla WSM (Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej) na Żoliborzu: otwarta na living room, z szafkami ułatwiającymi pracę, ergonomicznym ustawieniem, jest przedłużeniem, a nie marginesem wnętrza. Kuchnia Brukalskiej rywalizowała z innym awangardowym projektem z tego samego czasu, czyli słynną kuchnią frankfurcką zaprojektowaną przez awangardową architektkę niemiecką Margarete Schütte-Lihotzky, o formie wąskiej „kajuty” z oknem i zabudową szafkową.

Do dziś nie wymyślono lepszych rozwiązań, jeśli chodzi o urządzanie kuchni.
Po I wojnie światowej do projektowania weszła nauka. Lihotzky korzystała z badań nad ekonomią pracy prowadzonych dla wielkiego przemysłu: z rozwiązań stosowanych w fabrykach Forda nad racjonalną organizacją przestrzeni, dającą możliwie najlepsze wyniki. W architekturze sięgano po badania nad psychologią kolorów, co można oglądać w kuchni frankfurckiej i kuchni Brukalskiej, której model w skali 1:1 został wystawiony na wystawie w Zachęcie. Po raz pierwszy można więc zobaczyć, na czym wartości tego rozwiązania polegają. 

Wówczas mężczyźni nie zajmowali się domem i dziećmi. Kobiety postanowiły same zaprojektować własną przestrzeń?
Pionierkami były tzw. domowe inżynierki. To zjawisko pojawiło się w drugiej połowie XIX wieku w Stanach Zjednoczonych, gdzie panie domu pierwsze dostrzegły, że mieszkania zaprojektowane przez mężczyzn nie spełniają swoich funkcji. Kuchnia jest nie w tym miejscu, okna nie tam gdzie są potrzebne, pokój dziecięcy za daleko od salonu. Zaczęły więc we własnych domach dokonywać przeróbek. Pionierską rolę odegrały tu siostry Harriet i Catharine Beecher, abolicjonistki amerykańskie (jedna z nich jest autorką słynnej „Chaty wuja Toma”), które napisały pierwszy podręcznik projektowania wnętrz w duchu nowego rozumienia przestrzeni mieszkalnej przeciętnej rodziny. Mierzyły się nie tylko z rozmieszczeniem pomieszczeń i ustawieniem mebli, ale też z problemem ogrzewania i wietrzenia. W XIX i właściwie do połowy XX wieku społeczeństwo dziesiątkowała gruźlica. Penicylinę wynaleziono dopiero tuż przez II wojną światową. Wcześniej zalecano usuwanie prątków Kocha za pomocą świeżego powietrza. Domy, które przeprojektowały siostry Beecher okna miały umieszczane naprzeciwko siebie. Ślady tego myślenia można obserwować na żoliborskim WSM, gdzie układ okien i drzwi pozwala zrobić przeciąg. To pokazuje, że projektowanie wnętrz nie polega na postawieniu kilku przedmiotów, żeby było ładnie, ale na kształtowaniu codziennego życia. Jak powiadał czeski awangardowy architekt, projektant i teoretyk architektury Vit Obrtel, „mieszkanie nie jest puszką sardynek, mieszkanie jest wszechświatem”.

 Przyszłość będzie inna. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918, fot. archiwum Zachęty Przyszłość będzie inna. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918, fot. archiwum Zachęty

Nie tylko kobiety po I wojnie światowej wyszły z domów, ale też dziecko zyskało podmiotowość. Zauważono jego odmienne potrzeby. Karol Hiller pisze, że „dziecko nie jest miniaturą człowieka dojrzałego, (…) włada całkiem odmiennym aparatem przyjmowania rzeczywistości”.
Wzornictwo dla dzieci było elementem kompleksowego projektu nowej rodziny. Wcześniej w zamożnych domach dzieci były separowane od dorosłych, wychowywane przez niańki, mamki i guwernantki. W dwudziestoleciu zmianie ulega struktura rodziny. Dzieci są bliżej rodziców, uczestniczą w ich świecie.  Pojawiają się nowe formy edukacji poprzez sport czy skauting. Projekty pokoi dziecięcych dostosowane są do ich potrzeb na poszczególnych etapach rozwoju. Meble odpowiedniej wielkości są proste i ergonomiczne.

Powstaje infrastruktura w postaci przedszkoli, żłobków.
Przedszkola są zaprojektowane jako nowe placówki, ważne edukacyjnie. Obowiązki guwernantek i nianiek przejmują teraz profesjonalne instytucje, gdzie pracują wyspecjalizowani pedagodzy, pediatrzy, socjolodzy i psycholodzy dziecięcy. Edukacja na każdym etapie miała na celu przygotowanie do życia w nowoczesnym świecie.

Świadomie podchodzono też do zieleni, której projektanci poświęcali dużo miejsca.
Architektura i zieleń były integralną całością. To oczywiście nie był nowy wynalazek, ale kontynuowano stare założenia, zgodnie z którymi pałacowe czy willowe ogrody były naturalnym przedłużeniem domu, „zielonym salonem”. Tradycja ta przetrwała w XX-wiecznych koncepcjach ogrodnictwa. I tu łączy się z nową nauką, o której mówiłyśmy wcześniej, czyli higieną. Helena Syrkusowa, która pracowała nad projektem mieszkań potrzebnych społecznie, pisała wprost, że założenia ogrodowe pełnią funkcje higieniczne, wietrzą domy, dostarczają ochłody, są taką właśnie przestrzenią przedłużającą mieszkanie. A ponieważ było ono nieduże, to część funkcji życiowych przerzuca się na zewnątrz, do przydomowych ogródków i parków między domami.

Ogrody były obsesją Brukalskiej, jako ziemiańska córka lubiła zieleń, studiowała też w SGGW. Na WSM widać, jak w jej założeniach ogrodowych, pasach zieleni między budynkami architektura łączy się z naturą. Relacje między architekturą, kulturą i naturą rozumiała jako harmonijną wspólnotę. Osiedlowe skwery nie miały charakteru wyrafinowanego ogrodu francuskiego, raczej były redefinicją swobodnych ogrodów angielskich. Ingerencja człowieka była ograniczona do niezbędnego minimum, natura sama sobie miała tu poradzić i oddziaływać na człowieka swoją zmiennością.

 Przyszłość będzie inna. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918, fot. archiwum Zachęty Przyszłość będzie inna. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918, fot. archiwum Zachęty

Do awangardowych mieszkań wprowadzano małe ogródki z egzotycznymi roślinami. Co prawda nie mieliśmy kolonii, ale przecież marzył nam się Madagaskar.
Ten egzotyczny motyw w mieszkaniach awangardowych to echa mody panującej w wielkich rezydencjach i burżuazyjnych domach w epoce wiktoriańskiej, gdzie budowano oranżerie i kolekcjonowano egzotyczne rośliny przywożone z odległych kolonii. W przestrzeni demokratycznego społeczeństwa dyskurs kolonialny został zredukowany do małych akwariów, w których hoduje się jakiegoś kaktusa czy filodendrona. Brukalska tego rodzaju rozwiązania popularyzowała w swojej poradni „Dom i Ogród”, testując pewne elementy we własnym domu przy ulicy Niegolewskiego, pierwszej w Polsce awangardowej realizacji architektonicznej.

To w dwudziestoleciu powstała idea ogródków działkowych w miastach.
Moda na ogródki działkowe była związana z migracją ludzi ze wsi do miasta. W ten sposób rekompensowano tęsknotę za ziemią. Łagodziły szok kulturowy w zderzeniu z nową sytuacją cywilizacyjną. Poza tym dawały zaplecze do wytwarzania żywności.

Czy społeczeństwo było przygotowane na te wszystkie zmiany?
W owym czasie był to eksperyment. Gruntownie przygotowany i przeprowadzany etapowo, ale jednak eksperyment. Jego założenia pokazywały, jak kształtować miasto, żeby było bardziej przyjazne, funkcjonalne, zdrowsze, ładniejsze i przede wszystkim dostosowane do zmian, jakie niesie współczesność. Był to program totalny, jeśli chodzi o wizję, ale nie o realizację. Reakcja społeczna na tę nowoczesność bywała niechętna. Burzące zasiedziałe przyzwyczajenia i stereotypy idee zawsze napotykają opór. Modelowe osiedla na Rakowcu i WSM na Żoliborzu były w założeniu osiedlami społecznymi, ale w rzeczywistości były jednak dość elitarne.

 Przyszłość będzie inna. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918, fot. archiwum Zachęty Przyszłość będzie inna. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918, fot. archiwum Zachęty

Na ile programy modernizacyjne dwudziestolecia były aktualne po wojnie?
Program modernizacji był obliczony na wieloletnią realizację. Nikt nie przypuszczał, że wybuchnie II wojna światowa, która wszystko zmieni. Część tych koncepcji realizowano w szczątkowej formie po wojnie. Większość została jednak wypaczona przez dogmaty i normy komunizmu w znienawidzonych później blokowiskach, karykaturach wielkich awangardowych programów dwudziestolecia.

Współczesne projektowanie nie kieruje się już żadnymi ideami i programami.
To prawda, dzisiaj nie istnieje jakaś wyrazista myśl architektoniczna, jak to było w międzywojniu, ale także w okresie powojennym, gdy próbowano na różne sposoby przełamać doktrynę realizmu socjalistycznego za pomocą żywotnego ciągle ruchu nowoczesnych. Dzisiaj obserwujemy śmierć architektury tak pojmowanej. Mamy do czynienia jedynie z budownictwem. W erze globalizacji wielkie osiedla są niemal identyczne w każdym zakątku świata, homogenizują krajobraz.

 Przyszłość będzie inna. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918, fot. archiwum Zachęty Przyszłość będzie inna. Wizje i praktyki modernizacji społecznych po roku 1918, fot. archiwum Zachęty

Z drugiej jednak strony powstają nieprawdopodobne realizacje.
Wielkie gwiazdy architektury zawsze istniały i istnieć będą, projektując pojedyncze wspaniałe kreacje. Jean Nouvel, który stworzył na zlecenie Emiratów Arabskich muzeum zwane pływającym Luwrem w Abu Zabi, pokazuje możliwości dzisiejszej architektury przy praktycznie nieograniczonych możliwościach technicznych i finansowych. Ale poza tego rodzaju pojedynczymi, spektakularnymi obiektami dominuje budownictwo nastawione na szybką realizację i równie szybką akumulację, bez przemyślanego układu urbanistycznego. I to zostawimy w spadku kolejnym pokoleniom. Bezideowość i chaos architektoniczny to bolączka całego świata.