Czy będą tańczyć w Bytomiu

18 minut czytania

/ Teatr

Czy będą tańczyć w Bytomiu

Witold Mrozek

Wydział Teatru Tańca w Bytomiu to jedyny taki wydział w Polsce. Sesje baletu i tańca współistnieją obok zajęć z antropologii, reżyserii i choreografii. Studenci i absolwenci podkreślają, że studia przygotowują ich także do roli twórców. Nie godzą się na zamknięcie placówki po ledwie dziesięciu latach istnienia

Jeszcze 5 minut czytania

Decyzja senatu macierzystej Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie zapadła niespodziewanie. Rekrutacja ma być wstrzymana od przyszłego roku akademickiego (2019/20), potem przygotowane mają być dalsze kroki w stronę przeniesienia kształcenia do Krakowa. Powody? Oficjalnie: „decyzje te są wynikiem wieloletniej obserwacji przez Senat problemów organizacyjnych, finansowych i merytorycznych związanych z posiadaniem przez małą uczelnię wydziału zamiejscowego”. Mniej oficjalne powody: małe zainteresowanie (140 kandydatów na 25 miejsc w ostatnim roku), brak pracy dla absolwentów, planowane zmiany w prawie o szkolnictwie wyższym. Zupełnie nieoficjalnie mówi się o personalnym konflikcie i niechęci do utrzymywania przez krakowską uczelnię wydziału w mniejszym mieście, odległym o niecałe 100 km – około godziny jazdy samochodem. Dawny wydział ma być zredukowany do specjalizacji na Wydziale Aktorskim w Krakowie. Na 20 głosujących w senacie, 18 było za wstrzymaniem rekrutacji i przenosinami.

WTT w Bytomiu to jedyny taki wydział w Polsce. Wielogodzinne sesje baletu klasycznego i tańca współczesnego są tu w grafiku zajęć obok gry aktorskiej i zajęć z antropologii, reżyserii i choreografii. Studenci i absolwenci z dumą podkreślają, że studia przygotowują ich także do roli twórców, opracowywania własnych spektakli. Nie godzą się na zamknięcie placówki po ledwie dziesięciu latach istnienia i po oddaniu do użytku nowoczesnego budynku, z przestronnymi studiami tanecznymi. Razem ze środowiskiem tanecznym apelują o zachowanie wydziału do rektor AST, Doroty Segdy – i do wiceminister kultury Wandy Zwinogrodzkiej – Akademia, jak inne uczelnie artystyczne, podlega jej resortowi. 

Inicjatorem powstania bytomskiego wydziału był Jacek Łumiński – wychowanek szkoły baletowej i studium aktorskiego przy Teatrze Żydowskim w Warszawie, a także absolwent pedagogiki tańca na warszawskiej Akademii Muzycznej. Były tancerz słynnego choreografa Conrada Drzewieckiego, założyciel Śląskiego Teatru Tańca i współtwórca „polskiej techniki tańca współczesnego” – fizycznego, mocnego stylu, którego – obok innych – naucza się w Bytomiu. Łumiński mówił wielokrotnie, że łączy cechy polskiego i żydowskiego folkloru, amerykańskiego modern dance i inne tradycje. O Łumińskim mówi się z kolei, że jest charyzmatyczny, że ma trudny charakter – podobnie jak inni charyzmatyczni liderzy polskich teatrów-laboratoriów, szukających swojej drogi z dala od głównych centrów teatralnych.

2006: Stuhr podpisuje list

Historia Wydziału Teatru Tańca PWST (dzisiejszej: AST) rozpoczęła się w 2006 r., gdy wspólny list intencyjnych podpisali Jerzy Stuhr  – wówczas rektor krakowskiej uczelni, Łumiński – wówczas dyrektor Śląskiego Teatru Tańca oraz ówczesny eseldowski prezydent Bytomia Krzysztof Wójcik.

Śląski Teatr Tańca działał już wówczas od kilkunastu lat. Był miejską instytucją kultury z ogólnokrajową rozpoznawalnością, produkował spektakle, a w systemie weekendowych i wakacyjnych warsztatów gromadził dziesiątki ludzi zainteresowanych tańcem współczesnym z całej Polski. Dziś wykładają oni na uczelniach, prowadzą własną działalność artystyczną, piszą.

Wcześniej Łumiński myślał o niezależnej uczelni tanecznej w Bytomiu. Na przygotowanie jej koncepcji dostał środki z europejskiego programu Da Vinci. W spotkaniach brali udział przedstawiciele Folkwang Universität der Künste w Essen, tanecznej szkoły CODARTS w Rotterdamie czy Bruckner Universität w austriackim Linzu. Ostatecznie tamte prace legły u podstaw programu obecnego wydziału – po konsultacjach m.in. z Jerzy Stuhrem czy Krzysztofem Globiszem. Dziś Łumiński przyznaje: – Nie osiągnęlibyśmy jednak tego, co dziś mamy, bez wsparcia szkoły teatralnej, aktorów i reżyserów.

Wykładowcami tanecznych przedmiotów nowego wydziału zostali tancerze Śląskiego Teatru Tańca i jego środowiska. W szybkim tempie zrobili artystyczne doktoraty dzisiejszy dziekan Janusz Skubaczkowski czy Sylwia Hefczyńska-Lewandowska.

2018: Jacek Łumiński szuka wyjścia

Na AST można usłyszeć, że podczas obrad Senatu mówiono o niemożliwości dalszej współpracy z Łumińskim (obecnie prodziekanem), ze względu na popełnione przez niego „nadużycia”. Oficjalnie rektor AST nie wiąże konfliktu z problemami WST.  – Osoba p. J. Łumińskiego nie jest podmiotem decyzji Senatu – pisze Segda w mailu. I odsyła do oświadczenia w Biuletynie Informacji Publicznej uczelni.

Studenci, z którymi rozmawiam anonimowo przyznają, że Jacek Łumiński nie ma łatwego charakteru. Oddają mu jednak zasługi przy kształceniu artystów i utrzymaniu poziomu szkoły.

Na czym polegały „nadużycia”? Jednym z argumentów rektor AST miał być fakt, że Łumiński kontaktował się z prowadzącym uczelnię Ministerstwem Kultury z pominięciem Krakowa. A także, że samodzielne rozmowy prowadził z innymi uczelniami – w sprawie ewentualnego przejęcia przez nie prowadzenia wydziału.

Sam Łumiński przyznaje, że te ostatnie kontakty miały miejsce: – Rozmawiałem z kilkoma uczelniami. Są to dobre rozmowy – pewnie w najbliższym czasie będzie podjęta decyzja, co robimy dalej. I będzie musiała zapaść decyzja senatu uczelni; na razie są to rozmowy na poziomie rektora. Władze miasta włączają się w te działania. To dla nas ważne, że miastu zależy na tym wydziale.

Łumiński przyznaje, że po tym, co się stało, nie widzi dalszej koegzystencji z Krakowem:  – Szczerze mówiąc, dalsza współpraca nie wydaje mi się możliwa, z wielu powodów. Nasze światopoglądy różnią się tak bardzo, że chyba się nie da. Chyba po prostu aktorzy w szkole teatralnej myślą inaczej. Mam wrażenie, że myślą przede wszystkim o języku i słowie. Co w naturalny sposób ogranicza się do kręgu naszego kraju. My angażujemy ciało, ruch, zmysły. Słowo oczywiście ma też znaczenie, ale co innego jest głównym środkiem przekazu. Tutaj się nie zgadzamy. Wszystkie działania międzynarodowe, które rozpoczynamy na wydziale, są torpedowane przez Kraków.

Kto ma pracę po aktorstwie?

Szczególnie ubódł wychowanków tanecznych studiów argument o braku pracy po ukończeniu bytomskiego wydziału. Nic dziwnego – na łamach „Dwutygodnika” wielokrotnie pisaliśmy o trudnej sytuacji absolwentów aktorstwa. Opowiadają też o tym bohaterowie i bohaterki naszego „aktorskiego” cyklu wywiadów.

Tyle tylko, że z pracą jest ciężko po każdym wydziale. Nie tylko teatralno-tanecznym.

Studenci i absolwenci promują w mediach społecznościowych hasztag #WTTdziała, wrzucając w odpowiedzi na argument Segdy informacje o swoich osiągnięciach

– W Bytomiu  studenci od początku przygotowują się do tego, że nie będzie łatwo – zapewnia Helena Ganjalyan, absolwentka WTT. Na studia do Bytomia przyjechała z Gdańska. Grała m.in. u Romeo Castelluciego, Guilherme Botelho, Dominiki Knapik, Jacka Głomba czy Leszka Bzdyla, ostatnio znana jest z polskiego SNL na internetowej platformie Showmax.

– Najlepsze w Bytomiu było to, że dostawałeś wachlarz różnych umiejętności – dodaje Ganjalyan. – To, co z nimi zrobiłeś dalej, w którą stronę poszedłeś, zależało od ciebie. Potem radziłam sobie niezależnie od tego, czy była to stricte aktorska, komediowa formuła w SNL Polska, czy też na drugim biegunie tworzenie własnych wieloosobowych spektakli. Rozwijaliśmy się nie tylko ruchowo, ale i umysłowo, umiejętnie kształtowana była nasza świadomość teatralna.

– Obawa o pracę jest normalna, po każdej szkole. Nigdy nie wiesz, czy ci się poszczęści czy nie. Nikt niczego nie obiecuje, raczej wciąż słyszysz, że uda się tylko nielicznym – nie ma złudzeń Robert Wasiewicz, dziś aktor warszawskiego Teatru Studio. Grał u Michała Borczucha, Mai Kleczewskiej, Cezarego Tomaszewskiego czy Krzysztofa Garbaczewskiego: – Na początku musiałem się tłumaczyć, czy jestem aktorem czy tancerzem. Teraz już nikt o to nie pyta. Określa mnie to, co robię na scenie, a środki dobieram zależnie od spektaklu, w jakim biorę udział. Odczułem wielką ulgę, gdy w jednej z recenzji pierwszy raz zobaczyłem „aktor tancerz” przed swoim nazwiskiem – opowiada.

Wasiewicz poza pracą artystyczną prowadzi obecnie zajęcia w Bytomiu jako asystent. O studentach, którzy trafiają na wydział po 10 latach jego funkcjonowania, mówi: – Dziś przychodzą tu ludzie bardziej świadomi tego, co chcą i tego, co ich czeka. Od moich czasów Wydział Teatru Tańca wciąż ewoluuje. Kiedy zaczynałem studia, było nas na wydziale 27 osób. Nie było absolwentów, program znaliśmy tylko w teorii, a ludzie gratulowali mi dostania się na wydział pieśni i tańca. Nie mieliśmy pojęcia, co będzie po.

Czego uczy się tancerz?

Wydziału bronią cenieni artyści polskiego teatru, którzy z Bytomiem współpracowali. Sebastian Majewski, reżyser i dramaturg, były dyrektor artystyczny Starego Teatru w Krakowie, teatrów w Wałbrzychu i Łodzi, wykłada też w bytomskiej placówce. – Uważam decyzję o wygaszaniu Wydziału Teatru Tańca i przeniesieniu go jako specjalizacji na Wydział Aktorski w Krakowie za niefortunną. W ten sposób kształcenie aktorów tancerzy jako niezależnych twórców i artystów traci swoją podmiotowość. Nauczanie akademickie na samodzielnym Wydziale Teatru Tańca jest też niezwykle istotne dla całego środowiska tańca – mówi Dwutygodnikowi.

Majewski pozytywnie ocenia program WTT: – Pozwala nabyć studentom narzędzia i techniki potrzebne do pracy we współczesnym teatrze, w którym wyraźne jest odejście od klasycznych metod psychologicznych na rzecz działań z ciałem jako formą i z formą jako językiem wypowiedzi. Studenci doskonale rozumieją performatywne metody tworzenia dzieła teatralnego. Jednocześnie rozumieją specyfikę teatru czerpiącego z instalacji i aktorstwa polegającego na umieszczaniu się w sytuacjach.

Wydziału broni też Cezary Tomaszewski, choreograf i reżyser: – Miałem ogromne szczęście pracować ze studentami pierwszego rocznika WTT nad dyplomem na podstawie „Hamleta” Szekspira. Przedstawienie to zostało zaproszone do programu Międzynarodowego Festiwalu „Dialog” we Wrocławiu, co jest wydarzeniem bez precedensu. Bytom obdarzył nas ludźmi myślącymi o teatrze w świeży i nowoczesny sposób, a co ważniejsze ludźmi mającymi narzędzia, otwartość, wyobraźnię, pokorę, dyscyplinę i umiejętności, żeby móc sprostać potrzebom nowego teatru. 

Sceptycznie pomysł przekształcenia wydziału w krakowską specjalizację ocenia dr Joanna Szymajda z Uniwersytetu Łódzkiego, w latach 2010–2017 wicedyrektor Instytutu Muzyki i Tańca: – Wydzielanie aktorskiej „specjalizacji ruchowej” to działanie całkowicie anachroniczne, odwrotne od tego, co robi się na świecie. Bytom - to taniec z aktorstwem, a nie dodatkowe „ruchowe” zajęcia dla aktorów. W nowoczesnych szkołach teatralnych stawia się na pełną interdyscyplinarność.

Segda odpowiada, odwołując się do formalnych zapisów dotyczących edukacji: – Kształcenie na WTT w Bytomiu prowadzone jest w dziedzinie „sztuk teatralnych” na kierunku „aktorstwo” i to na pewno nie ulegnie zmianie. Nie posiadamy uprawnień do prowadzenia kierunku „taniec”, który w systemie wyższego szkolnictwa artystycznego przynależy do „sztuk muzycznych”. Na tym etapie nie znamy jeszcze przyszłej struktury Uczelni, do której wprowadzenia będziemy zmuszeni przez ustawę 2.0. Ustawa ta pozostawia Uczelni decyzje co do istnienia wydziałów. Stąd pytanie o „krok wstecz” wydaje się bezpodstawne – odpisała rektor AST.

Łumiński komentuje: – Specjalność to byłoby tylko 8–10 osób i zupełnie inny program kształcenia. Takie rozwiązanie nie spełnia wypracowanych tu przez nas standardów. Kształcimy ludzi, którzy zdają sobie sprawę ze społecznej odpowiedzialności sztuki, spełniamy warunki nowej ustawy.

Z kolei studenci wyrażają obawę co do osób, które nauczać mają tańca po przeniesieniu nauki do Krakowa, na „zwykły” Wydział Aktorski. Inna sprawa, że nauczanie tańca wymaga infrastruktury. Dużo większej powierzchni sal czy specjalnych podłóg ograniczających urazy kolan.

Cezary Tomaszewski ocenia: – Proces szkolenia tancerza aktora – artysty wszechstronnego to praca polegająca na ciężkich codziennych treningach. Dlatego bez odpowiednich profesjonalnych i przestrzennych warunków pracy ta edukacja w proponowanej nowej formule jest trudna do wyobrażenia na jakimkolwiek poziomie.

Segda sprawę widzi inaczej: – Senat umocował rektora AST w uchwale do „podjęcia czynności i analiz dotyczących możliwości przeniesienia edukacji prowadzonej na Wydziale Teatru Tańca w Bytomiu do Krakowa”. Mam pomysły i plany, ale to za wcześnie, by składać deklaracje. Przeprowadzone wstępne rozeznanie co do dostępnych odpowiednich sal wypadło pozytywnie.

Kultura upada, miasto apeluje

Z upadkiem kolejnych instytucji i festiwali kończy się – nie tylko bytomskie – marzenie o rekultywacji poprzemysłowych ośrodków przez kulturę. Śląsk to nie Zagłębie Ruhry, Polska to nie Niemcy.

Do historii przeszedł już coroczny bytomski festiwal – Ogólnopolska Konferencja Tańca Współczesnego i Festiwal Sztuki Tanecznej. Przez lata gromadził fanów tańca i praktyków z całego kraju, ściągając zagranicznych wykładowców.

Nie istnieje też już Śląski Teatr Tańca, zlikwidowany w 2013 r. w atmosferze lokalnego finansowego skandalu. W jego miejsce powstał Bytomski Teatr i Tańca Ruchu Rozbark, którego artystyczną dyrektorką jest Anna Piotrowska. Jako artystyczna marka nie ma jednak dawnej rozpoznawalności, a że – choć dostał własny budynek – gra jeszcze rzadziej niż ŚTT, który przestrzeń dzielił z lokalnym centrum kultury – trudno tego nie odczytywać jako degradacji. W pokopalnianej, pięknie odremontowanej siedzibie „Rozbarku” odbywają się za to różnorakie eventy.

Wydziału chce bronić samorząd. – Nie wyobrażam sobie Bytomia bez Wydziału Teatru Tańca. To jedyne miasto w Polsce, które kształci tancerzy od szkoły podstawowej, przez średnią, po magistrów. Dlatego, gdy tylko dowiedzieliśmy się o zamiarze likwidacji wydziału w Bytomiu przez władze Akademii Sztuk Teatralnych, podjęliśmy starania, by uczelnia została w naszym mieście – mówi obecny prezydent Bytomia Damian Bartyla. Władze miasta poprosiły rektor Segdę, by anulowała decyzję o wstrzymaniu rekrutacji. A lokalny tygodnik „Życie Bytomskie” – skądinąd mocno prawicowy – zrobił z zamknięcia wydziału temat swojej pierwszej strony.

Owszem, wyludniający się Bytom sam nie jest metropolią, ale leży we wciąż przeszło dwumilionowej aglomeracji. Nie jest ona ośrodkiem kulturalnym na miarę Krakowa – ale nadal jednym z większych w Polsce. 15 km od siedziby WTT mieści się katowicka „filmówka” – Wydział Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego. Tamtejsi studenci reżyserii wielokrotnie współpracowali ze studentami WTT. Od centrum Katowic dzieli Bytom 28 minut autobusem, 24 pociągiem lub 42 tramwajem.

Jak mówi Helena Ganjalyan, studiowanie teatru tańca w Bytomiu ma swoje plusy: –  To daje pewien rodzaj skupienia, nic cię tu nie rozprasza. To miejsce daje dużo pokory, a to cenna rzecz w dzisiejszych czasach, nie tylko w teatrze. Nie ma się poczucia „artystowskiej bohemy”, upajania się swoją wspaniałością na każdym kroku. Zakładasz dres, śmigasz po smutnych ulicach i jedyne twoje miejsce, to szkoła.

A co dalej z budynkiem bytomskiego wydziału? Samorządowcy przypominają, że to darowizna od miasta. Dopiero co minął dla niego pięcioletni okres ochronny dla inwestycji unijnych, uniemożliwiający przebudowę, zmianę statusu nieruchomości czy czerpanie z niej komercyjnych korzyści.

Na pytanie o przyszłość siedziby Segda również odpowiada formalistycznie: – Budynek przy ul. Piłsudskiego 24a w Bytomiu jest własnością AST w Krakowie i został przekazany przez Gminę Miasta Bytom dla zapewnienia bazy materialnej na kształcenie studentów. Los budynku zależy od przyszłości Wydziału Teatru Tańca.

Łumiński widzi różne opcje dalszego losu szkoły: – To kwestia negocjacji, budynek razem z wydziałem może przejść w inne ręce. Na naszą siedzibę poszło prawie 10 milionów złotych – ogromne pieniądze podatnika polskiego i europejskiego. Byłoby to wielkie marnotrawstwo, gdyby nie był dalej wykorzystywany do celów edukacyjnych. Prowadzimy negocjacje. Udało się nam wypracować styl i markę. Nawet odchodząc gdzie indziej, a być może tak będzie – a może będzie tak, że stworzymy własną szkołę – mamy się na czym skupić.

Przy tak rozbieżnych stanowiskach trudno dopatrzeć się miejsca na dyskusję o potencjalnych konstruktywnych zmianach w funkcjonowaniu wydziału  – jak np. umiarkowanym zmniejszeniu liczby przyjmowanych studentów, czy też np. większym otwarciu na coraz liczniejszych w Polsce absolwentów zachodnich uczelni tanecznych, którzy mogliby wesprzeć kadrę.

Czy teatralno-tanecznemu wydziałowi uda się „odejść gdzie indziej”? Czy władze w Krakowie posłuchają protestów na Śląsku? Póki co, studenci WTT dostają przykrą lekcję – przyspieszony kurs zasad obowiązujących w polskim teatralnym świecie. Liczą się największe ośrodki, reszta mało kogo obchodzi – podobnie zresztą, jak pieniądze podatnika. Najważniejszą przyczyną fundamentalnych zmian bywają personalne animozje. Zaś decyzje zapadają arbitralnie, bez szerszych konsultacji, uwzględnienia głosu najbardziej zainteresowanych, a nieraz także bez sensu.