Po szarej tęczy
Antoni Krauze na planie filmu „Czarny czwartek”, zdj. Wikipedia Commons

7 minut czytania

/ Film

Po szarej tęczy

Darek Arest

Peerelowskie filmy Antoniego Krauzego tworzą kompletny obraz „gierkowskiej dekady”. Nieubłagana materia wisi nad wszystkim, ale w centrum jest kształtowany przez nią człowiek, jego słabości, pragnienia, ograniczenia

Jeszcze 2 minuty czytania

W ponurym domu opieki staruszkowie szykują się do zimy stulecia, ale ich wyobraźnię rozpala nocny transport trumien. „Będą nas mordować” – rzuca ktoś, a niezaspokojony głód życia każe im ruszyć w ostatnie tango. Chwilę później wesoła ekipa jest już na gigancie, z powietrza próbuje namierzyć ich helikopter, a młodzi szamani w obskurnej stodole wspaniałomyślnie dzielą się z nimi własnymi zapasami „polskiej heroiny”. Warto mieć w głowie te obrazy z „Prognozy pogody”, kiedy się próbuje zbyć wczesną twórczość Antoniego Krauzego zapożyczonym z literatury terminem „małego realizmu”. Nie było to nigdy komplementem, a dziś może się rymować z „małą stabilizacją”: upudrowanym konformizmem, zgodą na bylejakość, zawężeniem perspektyw. Wszyscy bohaterowie filmów Krauzego z tego okresu cierpią tymczasem na jakąś fundamentalną niezgodę, kliniczne nieukojenie, w dodatku pozbawione wymiaru ideologicznego. Zresztą między wysoce stylizowanym kinem lat 60. a panoszącym się w latach 70. „moralnym niepokojem”, sam realizm w formie proponowanej przez Krauzego nie był pozbawiony pierwiastka buntowniczego.

„«Monidło» i «Meta» to były dla nas wtedy ważne filmy. Nie było braci Dardenne, nikt nie słyszał o Mike’u Leigh, a tu na ekranie był kawałek prawdziwego życia, prawdziwi ludzie, robotnicy pokazywani bez upiększania i bez poczucia wyższości” – mówi Janusz Zaorski, który u Krauzego pojawia się w „Palcu Bożym” w charakterze aktora (1972). Bohaterów adaptowanej przez Krauzego prozy Marka Nowakowskiego i Jana Himilsbacha otula się zwykle pojęciem kultury marginesu, ale nie są to koniecznie barwni outsiderzy. W debiutanckim „Monidle” (1969) i w „Mecie” (1971) oszukującym system cwaniakom i naciągaczom towarzyszą dobrotliwi frajerzy, którzy nie odnajdują się w tym systemie, bo są zbyt uczciwi, zbyt bezpośredni, albo po prostu niezaradni. Tęsknota za czymś lepszym, za czymś więcej, może się przejawiać tu mało spektakularnie w pokątnym popijaniu domowej nalewki i inwestowaniu pensji w wizję lepszego życia reprezentowaną przez tandetne malowidło. 

Przeciwko temu występują, z tym tak się szarpią bohaterowie kryminalnego „Strachu” (1975) i opartej na autorskim tekście reżysera „Podróży do Arabii” (1979)? W fikcję z socjalizmu nikt tu nie wierzy, ale też nikt nie robi z tego dramatu. Są tu jakieś postaci symbolizujące władzę – kierownik domu opieki w „Prognozie pogody” (regularnie obsadzany przez Krauzego Witold Pyrkosz), profesorowie ze szkół teatralnych, od których odbija się na egzaminach wstępnych główny bohater „Palca Bożego” (Marian Opania), a przede wszystkim „grupa trzymająca władzę” w małym miasteczku ze „Strachu”. Jednak nikt z tego korowodu nie dorasta do roli demona, sprzyjające okoliczności zepchnęły ich po prostu na drugą stronę konfliktu, który na pewno nie ma charakteru politycznego. Z prezentowanych w przeglądzie filmów nie dotyczy to jedynie „Czarnego czwartku” (2011), opowiadającego o krwawym tłumieniu robotniczych protestów na wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Tu demonów jest pod dostatkiem, a przez całość prześwituje intencja wymierzenia im sprawiedliwości. Ludzkie historie są dodatkiem podporządkowanym funkcji rekonstrukcyjnej i osądzającej. To film wyraźnie odklejony od pozostałych pod niemal każdym względem. Jego obecność w tym przeglądzie, usprawiedliwiona czasem akcji, jest efektem szpagatu, jaki trzeba wykonać, by zaprezentować w miarę pełny przegląd twórczości Krauzego bez nieporadnego i warsztatowo położonego „Smoleńska” (2016).

Od lewej i od góry: „Prognoza pogody”, „Monidło”, „Palec Boży”, „Meta”, reż. Antoni Krauze

Na tle tego ostatniego filmu reżysera, „Czarny czwartek” jest przynajmniej sprawny w opowiadaniu historii i przypomina o jego innej twarzy – twórcy kina gatunkowego. W zestawie brak co prawda szpiegowskiego „Akwarium” (1995), ale jest wspomniany „Strach”, w którym sprawa kryminalna służy za pretekst do wgryzienia się w rzeczywistość małego miasteczka, wrogiego obcym i wszelkim zmianom. Próbujący zacząć życie na nowo po wyroku młody mężczyzna szybko odkrywa, że wszystko tu już jest ułożone, karty rozdane, jeszcze nie popełnione zbrodnie są już zatuszowane, a kij w szprychy włożyć może tylko ten, kto nie zna zasad i nie ma nic do stracenia. Najciekawsze, że kryminał wcale nie różni się pod względem nastroju od opowieści o niepokojach egzystencjalnych. Na pierwszy plan wybija tło: ponure budynki, opresyjna atmosfera, nieprzyjaźni ludzie.

PRL oczami Antoniego Krauzego

Przegląd prezentuje retrospektywę filmów fabularnych reżysera: od krótkometrażowych form telewizyjnych, przez nagrodzony za debiut na festiwalu w San Sebastian „Strach”, po „Czarny czwartek” – doceniony przez krytykę film o wydarzeniach grudniowych 1970 roku. 
Program przeglądu.

Jeśli zapomnieć na chwilę o zrealizowanej u progu lat 90. „Dziewczynce z hotelu Excelsior” (1988), filmy wchodzące w skład przeglądu tworzą kompletny obraz „gierkowskiej dekady”, symboliczne zamkniętej „Prognozą pogody”, w której przebłyski karnawału Solidarności zderzają się z atmosferą stanu wojennego. Nieubłagana materia wisi nad wszystkim, ale w centrum jest kształtowany przez nią człowiek, jego słabości, pragnienia, ograniczenia. Stosunki pracy i stosunki intymne. „Znajdź sobie jakąś normalną, ludzką pracę. Załóż dom, rodzinę, żonę, miej dzieci. Żyj po ludzku” – słyszy od przyjaciela zafiksowany na punkcie aktorstwa bohater „Palca Bożego” po kolejnym oblanym egzaminie do szkoły teatralnej. A gdy zżyma się, słyszy kpinę – „Jasne, świat się zawali, jak nie zostaniesz aktorem”. Świat się oczywiście nie zawali, młody chłopak o tym wie, ale wiedza ta niczego nie ułatwia. Filmy Krauzego to bogaty katalog obyczajów, nieźle ilustrujący to, o czym w „Kinie rzeczy znalezionych” pisał Rafał Marszałek. „Przeciętny Polak doby gierkowskiej z uroków natury korzysta ukradkiem. Obudzono w nim ciekawość świata, ale to nie znaczy, że go wyzwolono. Konserwatywne przyzwyczajenia wspomaga zdrowy rozsądek; jedno i drugie stanowi tamę dla ekscentryzmu”.

Opisując sposób, w jaki zapisały się w masowej pamięci wspomnienia lat 80. i 90., Olga Drenda posługuje się pojęciem „duchologii”, które wiąże się z techniczną stroną utrwalania rzeczywistości. Wyraża ono niemożność oddzielenia sygnału od szumu – zapamiętany świat ma przekłamane barwy starych taśm fotograficznych i widmo obrazu charakterystyczne dla kaset VHS (umiejętnie korzysta z tego Pablo Larraín w pokazującym schyłek epoki Pinocheta filmie „Nie” z 2012 roku). Portretowana przez Antoniego Krauzego dekada też ma swoją duchologię, w której neutralnego tła epoki nie sposób odróżnić od wyborów artystycznych, a na degradację rzeczywistości nakłada się degradacja kiepskiej taśmy filmowej. Bohaterowie „Monidła”, „Palca Bożego”, a nawet „Podróży do Arabii” mają swoje problemy finansowe, niespełnione aspiracje i niezaspokojone pragnienia, ale dziś wydają się przede wszystkim nie zgadzać na świat wizualnego szumu, niedoświetlonych planów i poszarzałych barw.