OLEŚNICA, BOLESŁAWIEC, LUBAŃ ŚLĄSKI: Małe kina
MACSD CC BY-NC 2.0

14 minut czytania

/ Film

OLEŚNICA, BOLESŁAWIEC, LUBAŃ ŚLĄSKI: Małe kina

Adam Kruk

Trzeba było sprawić, by kino było modne, eleganckie, żeby wyjście do niego wiązało się z pewnym ceremoniałem, atmosferą, by publiczność dobrze się czuła – mówi dyrektorka odnoszącego duże sukcesy lokalnego kina

Jeszcze 4 minuty czytania

„...17 kwietnia 1945 roku przybywa na Dolny Śląsk pionierska grupa pracowników kinematografii”. „… pierwsze kino uruchomiono w Trzebnicy w kwietniu 1945 roku. Otrzymało ono nazwę «Polonia»”. „…16 VI 1945 r. w wyzwolonym Wrocławiu rozpoczyna pracę pierwsze kino «Warszawa»”. „…pierwsze kino ruchome rozpoczyna pracę na wsi w roku 1960”. „… pierwsze wiejskie kino stałe powstaje 1 IV 1950 r. w Kondratowicach, pow. Strzelin”. „…pierwsze dziesięciolecie kinematografii można podzielić na dwa główne okresy: lata 1945–1949 – uruchamianie i odbudowa kin w ośrodkach miejskich, lata 1950–1955 – ekspansja kulturalna na wieś, która trwa po dzień dzisiejszy”.

Garść takich optymistycznych informacji umieścił „Kalendarz Wrocławski 1960” (s. 368, pisownia oryginalna) w cyklu „Nieco historii”. „Ziemie Odzyskane”, które po wojnie „powróciły do macierzy”, miały zostać jak najszybciej spolonizowane, a osiedlanym tam przybyszom zapewniony miał być dostęp do kultury – w tym do kin, organizowanych w poniemieckiej infrastrukturze. Jak radzą sobie dziś? Postanowiłem przekonać się na własne oczy, odwiedzając dolnośląskich kiniarzy. Wybrałem trzy ośrodki: prywatny, miejski i wojewódzki.

Spirala

Poszukując kin, które warto odwiedzić, usłyszałem o działającej w Oleśnicy malutkiej Spirali – jednym z niewielu prywatnych (a więc niedotowanych przez miasto czy region) kin studyjnych. Założył je w 2015 roku Tomasz Klimkiewicz, który wcześniej studiował filmoznawstwo w Krakowie. Tam też pracował jako kinooperator w kinie Agrafka na Krowoderskiej, a na Podgórzu wraz z Robertem Skrzydlewskim, Bogdanem Balickim i Maciejem Gilem uruchamiał kino Kika. Formułę kinokawiarni postanowił przeszczepić na grunt rodzimej Oleśnicy (37 tys. mieszkańców). „I tak miałem wracać na chałupę i pomyślałem, żeby tutaj coś otworzyć. Ale Oleśnica to straszna dziura jest. Mało ludzi chodzi do kina, szczególnie na ambitniejszy repertuar. Może na «Zimną wojnę» by chodzili, bo wiele ludzi o nią dopytuje, ale nie mamy jej z czego grać” – mówi Klimkiewicz.

Spirala uzależniona jest od płyt BluRay i DVD, a wielu dystrybutorów nie posiada już kopii na tych nośnikach – standardem jest dziś DCP. Na projektor cyfrowy jednak Spirali nie stać, a prywatnym podmiotom trudno wnioskować o dotacje. Niekiedy projektor DCP przywozi do Oleśnicy OKO (Opolskie Kino Objazdowe), które kontynuuje tradycje ruchomego kina w miastach i wioskach opolskiego i dolnośląskiego. W Oleśnicy 2–3 takie projekcje w miesiącu odbywają się w sali widowiskowej lokalnego MOKIS-u. To tyle, ile Spirala gra dziennie, nawet jeśli z frekwencją szału nie ma. Klimkiewicz: „W weekendy jest trochę lepiej, wiadomo, w tygodniu odwiedzają nas czasem szkoły. Miejsc na sali jest 30, najlepszą publiczność mieliśmy na «Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie», ale całej sali nie zapełniliśmy nigdy. Wiek statystycznego widza to 40+, odwiedza nas uniwersytet trzeciego wieku. Wiadomo – jesienią i zimą zawsze więcej. Teraz w sezonie ławkowo-działkowym jest średnio”.

Spirala chciałaby należeć do Sieci Kin Studyjnych i Lokalnych, ale nie jest w stanie spełnić warunków frekwencyjnych. Interes pomaga utrzymać formuła łącząca kino z kawiarnią – „Raz bar utrzymuje kino, raz kino bar. Kawiarnia działa codziennie od 16:00, tu często zdarzają się dyskusje po filmach. Alkohole, które sprzedajemy, można zabrać na seans – nie są mocniejsze niż 18 procent, wódy nie lejemy”. Klimkiewicz sam obsługuje bar, sprząta, ustala repertuar, puszcza filmy. „Próbowałem pokazywać kino nieme z muzyką na żywo, był «Cud nad Wisłą» i «Gabinet doktora Caligari», ale wielkiego zainteresowania nie było. A muzyków opłacić trzeba – niezależnie, czy grają dla 5 czy 5 tys. osób”.

W budynku, w którym od ponad trzech lat znajduje się Spirala, wcześniej działały kawiarnia, lumpeks, rzeźnia, ostatnio sprzedawano kafelki. Klimkiewicz musiał go dostosować do potrzeb kinowych, wyremontować, w poczet dekoracji weszły kolekcjonowane przez niego plakaty filmowe, projektory, albumy. To obecnie jedyne regularne kino w Oleśnicy. Niegdyś działał tu reprezentacyjny Meteor (przed wojną Palast-Theater), który w latach 90. trafił w ręce ajenta, zmieniał właścicieli, by zamknąć się w 1997 roku – dwa lata po słynnej manifestacji przeciwko pokazowi „Księdza” Antonii Bird. Przez długie lata do otwarcia Spirali w mieście nie było żadnego kina. Klimkiewicz twierdzi jednak, że „Oleśnica ma to do siebie, że nie docenia tego, co ma. Ludzie wiedzą, że istniejemy, ale nie chodzą. Myślałem, że będzie lepiej. We Wrocławiu pewnie byłby szał, a tu orka na ugorze”.

Forum

Lepiej sytuacja wygląda w oddalonym o ponad 100 kilometrów od Wrocławia Bolesławcu. Słynące z ceramiki miasteczko, liczące prawie 40 tys. mieszkańców, pod względem kinowym jest chlubą regionu – trzysalowe kino Forum już drugi rok z rzędu otrzymało nagrodę PISF za najlepszy wynik frekwencyjny filmu zagranicznego w weekend otwarcia w Polsce (w obu przypadkach – „Gwiezdne wojny”). Działa od 1992 roku, ale przełomem stał się rok 2010, kiedy Forum jako pierwsze kino samorządowe w Polsce wzięło w leasing projektor cyfrowy, co, jak twierdzi dyrektorka Bolesławieckiego Ośrodka Kultury, Ewa Lijewska-Małachowska, znacznie zwiększyło atrakcyjność miejsca. „W 2007 roku mieliśmy 14 tysięcy sprzedanych biletów, a w 2011 – już 101 tysięcy. Przed zakupem projektora cyfrowego ludzie do kina jeździli do Legnicy (60 km od Bolesławca, bardzo dobre połączenie kolejowe), potem do nas wrócili. Bolesławianie chadzają nie tylko na hity – pięknie rozrósł się nam, prowadzony od początku przez Ireneusza Wojtkowa z Głogowa, DKF. Na nagrodzony przez PISF jako najlepszy dyskusyjny klub filmowy sprzedajemy ponad 300 karnetów miesięcznie”.

fot. od lewej: Ryszard Dziubka w foyer kina Wawel w Lubaniu Śląskim, fot. Adam Kruk; Foyer kina Forum w Bolesławcu, fot. Kuba Żary; Kawiarnia w kinie Spirala w Oleśnicy, fot. Adam Kruk

Największa sala ma 420 miejsc, kameralna 29 miejsc. Odremontowano też przekazane miastu w latach 90. dawne kino Orzeł, gdzie działa amatorska pracownia filmowa oraz kino kanapowe. Obecnie więc w Bolesławcu filmy grane są w trzech salach kinowych z projektorami cyfrowymi, nowoczesnymi ekranami srebrnymi, dźwiękiem Dolby. Pytana o receptę na sukces Lijewska-Małachowska mówi przede wszystkim o pozyskiwaniu środków zewnętrznych: unijnych, norweskich, innych grantów. „W latach 90. kina upadały głównie ze względów finansowych. Kiedy instytucje kultury przeszły pod samorządy, które musiały zdecydować, czy stać je na daną instytucję kultury, byłam świadkiem masowego ich zamykania, rezygnowano z tzw. dodatkowych kosztów. Ale w Bolesławcu kultura zawsze stała wysoko, tutaj są dwie szkoły muzyczne, słynne święto ceramiki, międzynarodowe plenery rzeźbiarskie – to nakręca turystykę, gospodarkę. Władze musiały się z tym liczyć i szybko zrozumiały, że instytucje kultury nie tylko są potrzebne, ale muszą też godnie wyglądać. Nikt nie przyjdzie do kina, w którym leje mu się na głowę, fotele są śmierdzące, spleśniałe, gdzie siedzi się w nieogrzewanym pomieszczeniu, bo nie ma czym zapłacić za węgiel. Znałam masę takich miejsc. Jeśli się nie zmodernizowały – uprzestawały istnieć”.

Kiedyś Forum robiło tzw. ogony, czyli pokazywało to, co już premierowo przeszło przez ważne kina w dużych miastach, teraz, ze względu na generowane tu dochody, sami dystrybutorzy proponują premiery, a nawet przedpremiery. Jak się to udało? „Trzeba było sprawić, by kino było modne, eleganckie, żeby wyjście do kina wiązało się z pewnym ceremoniałem, atmosferą, by publiczność dobrze się czuła. W holu kina zabudowałam wnękę pod schodami i otworzyłam kawiarnię. Inwestycja szybko się zwróciła: obecnie zatrudniony jest tam na etat pracownik i wciąż bardzo nam się to opłaca. Ludzi zniechęcać mogą różne rzeczy: czasem kolor może być nie taki, czasem obsługa – kiedy pani z łaską sprzeda bilet, ważna jest ciekawa strona internetowa, rezerwacje online… To wszystko naczynia połączone. Ma być pięknie, czyściutko, pachnąco i ma być dobry repertuar. Ale dobry repertuar będę miała, jeżeli wykażę się przed dystrybutorami frekwencją, którą budować trzeba latami”.

Kino Wawel

30 kilometrów na południowy zachód od Bolesławca leży prawie dwa razy od niego, mniejszy i wyraźnie uboższy Lubań Śląski. Największym pracodawcą były tu Lubańskie Zakłady Przemysłu Bawełnianego, dawno już zlikwidowane, podobnie jak Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego. Nieprzerwalnie od lat 50. działa tu jednak kino Wawel. Jego historia sięga jeszcze 1936 roku, kiedy zbudowano okazały modernistyczny budynek, funkcjonujący pierwotnie jako kino Capitol. Obecnie to jedno z sześciu kin prowadzonych na terenie województw dolnośląskiego i lubuskiego przez Instytucję Kultury Samorządu Województwa Dolnośląskiego ODRA-FILM (dawniej Okręgowy Zarząd Kin we Wrocławiu). Pozostałe, które nie przeszły w ręce miejskie lub prywatne, pozamykano. Prócz wrocławskiego DCF-u, ostały się kina w Wałbrzychu, Legnicy czy Jeleniej Górze. To jednak nie w dawnych miastach wojewódzkich, gdzie publiczność ściągają głównie multipleksy, a w niewielkich Żarach oraz właśnie Lubaniu ODRA-FILM notuje najlepsze wyniki frekwencyjne.

To zasługa Ryszarda Dziubki, który pracuje tu od ponad 40 lat. „Zaczynałem od gratisowego chodzenia do kina, co było zapłatą za plakatowanie filmów w mieście na słupach – opowiada. – Rozwieszałem plakaty i za to chodziłem za darmo do kina – na początku z wyjątkiem filmów od 18 roku życia, ponieważ tylu lat nie miałem. Później miałem styczność z kinem, bo robiłem różne prace plastyczne, jeszcze na etapie szkoły średniej, a od '77 roku przeszedłem w zasadzie przez wszystkie funkcje w kinie: od biletera i kasjera, poprzez kinooperatora bez uprawnień, aż po kierownika kina na początku lat 80.”.

Wszystko zmieniło się w feralnych dla polskiego przemysłu kinowego latach 90., kiedy nastąpiła ogólnopolska przymusowa prywatyzacja kin. Wówczas, jeżeli kierownik kin, należących do takich instytucji jak Okręgowy Zarząd Kin, nie chciał ich przejąć w ajencję (a następnie w dzierżawę), działalność zamykano. Dziubka: „Większość kierowników kin się na to nie zdecydowała, z dnia na dzień zamknięto ponad 20 kin na całym Dolnym Śląsku. Ja zaryzykowałem, a nawet zacząłem obsługiwać osiem miejscowości naraz: poza Lubaniem i Bajką we Lwówku Śląskim, które dzierżawiłem, grywałem filmy też w Gryfowie Śląskim, Olszynie Lubańskiej, Bolesławcu (wynajem sali kina Forum), a nawet Pieńsku koło Zgorzelca, Nowogrodźcu czy – dopóki można było, czyli do czasu cyfryzacji – w ośrodku kultury w Leśnej”. Stopniowo jednak, ponieważ nie inwestowano w remonty, budynki wyłączano z użytku. Kiedy zniesiono wojewódzki zapis, zobowiązujący nowych właścicieli do kontynuowania dotychczasowej działalności kinowej, położone w dobrych lokalizacjach nieruchomości dużo łatwiej było sprzedać i przeznaczyć np. na mieszkania.

Dzięki Ruszardowi Dziubce, któremu w 2008 roku przyznano odznakę Zasłużony dla Miasta Lubania, Wawel nie podzielił tego losu. „Żeby nie dopuścić do zamknięcia kina, dopłacałem do działalności. Kiedy nie byłem już w stanie prowadzić Wawelu na zasadzie dzierżawy (byłem prawdopodobnie ostatnim dzierżawcą w Dolnośląskiem i Lubuskiem), przekonałem ODRĘ-FILM, by je przejęła. Nie produkowano już kopii analogowych, nie było co grać, a nas nie było stać na zakup aparatury cyfrowej. W związku z tym otrzymałem projektor multimedialny, z którego grałem przez dwa lata, od 2013 do 2015 roku, z BluRaya i płyt DVD. Były to filmy głównie studyjne i okołostudyjne, ponieważ nie miałem dostępu do komercyjnego repertuaru na DCP. Mogłem przetestować widzów w Lubaniu. Jak to wychodziło? Na każdy z takich filmów miałem 10 stałych widzów. Dziś, nie czarujmy się, większości filmów studyjnych nie gram, bo prowadzi to tygodniowo do dwóch seansów dla trzech widzów”.

Trzy lata temu, dzięki środkom pozyskanym z PISF-u i ODRY-FILM, nastąpiła cyfryzacja Wawelu. Wtedy też budynek przeszedł gruntowny remont: wymieniono instalację elektryczną, zamontowano nowoczesny sufit z wentylacją i srebrny ekran, pomalowano hole i efektowną salę kinową na 400 miejsc. Wcześniej, po sprzedaży jeleniogórskiego kina Marysieńka, Lubań wzbogacił się o nagłośnienie w systemie Dolby Surround. Mimo konkurencji trzysalowego multipleksu w oddalonym o 20 kilometrów przygranicznym Zgorzelcu, frekwencja od czasu cyfryzacji skoczyła o 52%. „Obecnie ilość widzów utrzymuje się na poziomie ponad 20 tysięcy rocznie, czyli podobnie jak w drugiej połowie lat 90., kiedy pokazywałem takie filmy, jak „Kiler” czy „Ogniem i mieczem”.”

Co gromadzi największą widownię? „Jeśli chodzi o główne zainteresowania publiczności w Lubaniu, to muszą to być wielkie hity kasowe dla dorosłych, przede wszystkim polskie typu «Sztuka kochania», «Kobiety mafii», «Pitbull» Patryka Vegi, ale i Pasikowski. Popularne są również tytuły dla dzieci w stylu «Epoki lodowcowej» czy «Minionków». Filmy w 3D cieszą się prawie równym powodzeniem, jak w 2D, szczególnie te przyrodnicze, pokazywane na edukacji filmowej: «Spacer z dinozaurami» i «Dzika Afryka». Preferowany jest dubbing lub lektor – tu mowa głównie o filmach katolickich, bo właściwie tylko te posiadają lektora. Filmy w napisach cieszą się małym powodzeniem”.

Dziubka ma pełne ręce roboty: prócz wyboru filmów, organizacji widowni i edukacji filmowej, zajmuje się promocją i reklamą, odpowiadając za ekspozycję repertuaru na 5 lokalnych stronach internetowych, w sklepach i galeriach, w 10 gablotach oraz 21 ramach plakatowych na terenie kina. Zatrudnia trójkę pracowników, grywa nawet dla jednej osoby. Bo „działalność kinowa ma być zachowana”.