Lepsza erotyka jest możliwa
rys. D. Matuszak

9 minut czytania

/ Literatura

Lepsza erotyka jest możliwa

Tomasz Pstrągowski

Na ostatnich stronach komiksu pada zdanie o tym, jak ważny jest dobry scenariusz. I choć mowa o fantazji z rekinami w kosmosie, jest to nauka, którą powinny sobie przyswoić także Nowicka i Hirszfeld

Jeszcze 2 minuty czytania

Powstała z inicjatywy Agaty „Endo” Nowickiej i Aleksandry Hirszfeld „Istota” reklamowana była szumnie jako „pierwsza na polskim rynku wydawniczym erotyczna powieść graficzna, opowiedziana i narysowana z perspektywy kobiet”. By zdobyć środki na jej opublikowanie, inicjatorki przeprowadziły aż dwie zbiórki społecznościowe (w serwisie Kickstarter i Wspieram.to) i weszły we współpracę z dwoma wydawnictwami: Kulturą Gniewu (Polska) i Centralą (zagranica). Chociaż zamierzenia „Istoty” były i słuszne i ambitne, to ani ambicja autorek, ani słuszność ich przekonań nie kamuflują faktu, że gotowy komiks jest przeintelektualizowany i bełkotliwy do tego stopnia, że trudno przez niego przebrnąć.

Choć zaczyna się nieźle. Otwierająca tom nowelka „Wyspa” (rys. Dagmara Matuszak) celnie chwyta zamierzenia autorek, nie wykorzystując do tego ani jednego słowa. Oto bezimienna bohaterka ląduje na tajemniczej wyspie, na której spotyka satyra – bożka płodności i popędu seksualnego. Ale w trakcie stosunku cechy satyra budzą się również w kobiecie, która okazuje się postacią tak samo zmysłową i pożądliwą. Jej potrzeby seksualne wcale nie są mniejsze, a ich zaspokojenie – mniej ważne. Zresztą to właśnie bohaterka doznaje spełnienia. Męski orgazm, będący zazwyczaj zwieńczeniem pornograficznego dzieła, nie następuje, zaś szczytująca bohaterka zostaje dosłownie wyniesiona w przestworza, gdzie otwierają się przed nią nowe horyzonty.

Niestety, dobre wrażenie pryska od pierwszych kadrów drugiej nowelki. Ilustrowane przez samą Nowicką opowiadanie „Auto” zaczyna się od brawurowego skojarzenia płynu do płukania prania z intymnymi wydzielinami, by następnie przenieść się do galerii sztuki, gdzie w towarzystwie prac Jarosława Kozakiewicza bohaterowie dyskutują na temat wibratorów i kobiecej masturbacji. „Auto” wygląda na komiks wyciągnięty wprost z lat 90., ździebko nieaktualny w 2018 roku. Bo jeżeli wciąż żyje ktoś walczący z onanizmem, to najpewniej nie czyta komiksów, a pilnuje ognia w wiosce amiszów. Tak wygodne ustawienie sobie oponenta szkodzi samemu komiksowi, który zamiast opowiadać o przyjemnościach płynących z masturbacji, czy nęcić czytelnika tą przyjemnością, staje się pretensjonalnym wykładem na temat prawa do robienia sobie dobrze. Wykładem wymieszanym z wprawiającą w zakłopotanie autopromocyjną sceną, w której Nowicka i Hiszfeld stawiają „Istotę” obok prac Phoebe Gloeckner, Ellen Forney czy Aline Kominksy-Crumb.

Nowelka „Auto” Agaty NowickiejNowelka „Auto” Agaty Nowickiej

W zbiorze zawierającym siedem nowelek, aż trzy przesiąknięte są nieznośnym dydaktyzmem. „Auto” nie jest zresztą najgorsze. W zilustrowanej przez Adę Bucholc „Rozmowie” bohaterka na dziesięciu przegadanych stronach odkrywa przed kochankami i czytelnikiem, że kobiety pożądają (nawet – o zgrozo – w trakcie okresu), miewają fantazje seksualne i przemyślenia o seksie analnym. W „Rozmowie” znalazło się też miejsce dla kolejnej scenki autopromocyjnej i szokującego morału, w którym główna bohaterka wyznaje, że „naprawdę lubi seks”.

Nowelka „Rozmowa”Nowelka „Rozmowa” (rys. Ada Bucholc)

Podobny, choć bardziej polityczny przekaz niesie komiks „Osmoza” narysowany przez Agatę Bogacką. Nowelka poza bardzo ciekawymi ujęciami może się pochwalić publicystyczną migawką z Czarnego Protestu i refleksją na temat białych mężczyzn, rządzących ciałami kobiet (czy w Polsce u władzy są w ogóle inni mężczyźni?).

Nowelka „Osmoza” (rys. Agata Bogacka)Nowelka „Osmoza” (rys. Agata Bogacka)

Lecz gdy ideologia schodzi na dalszy plan, „Istota” wcale nie staje się ciekawsza. W „Idei” – narysowanej przez Joannę Krótką, inspirującej się japońskimi komiksami pornograficznymi hentai – jest dużo „momentów”, ale nie ma scenariusza spójniejszego niż ciąg skojarzeń rekin–manga–porno z mackami. Z kolei Ewa Juszczuk przez dziewięć stron próbuje uchwycić kosmologię kobiecego orgazmu, tworząc komiks pusty, brzydki i nieinteresujący, zdecydowanie najmniej udany w i tak nieudanym tomie. „Istotę” zamyka rozdział „Kosmos” (rys. Katarzyna Borkowska), będący miałką fantastycznonaukową fantazją na temat seksu w kosmicznej próżni (znów powraca motyw rekinów) przy wykorzystaniu rozszerzonej rzeczywistości.

Nowelka „Kosmos” (rys. Katarzyna Borkowska)Nowelka „Kosmos” (rys. Katarzyna Borkowska)

Na ostatnich stronach „Kosmosu” pada zdanie o tym, jak ważny jest dobry scenariusz. I choć mowa o fantazji z rekinami w kosmosie, jest to nauka, którą powinny sobie przyswoić także Nowicka i Hirszfeld. To właśnie na odcinku scenariuszowym „Istota” cierpi bowiem najbardziej, nie będąc ani ciekawym komiksem erotycznym, ani wciągającą opowieścią, ani mądrym tekstem publicystyczno-edukacyjnym. I choć od strony graficznej wszystkie nowele stoją na bardzo wysokim poziomie, „Istocie” brak fabuły i wielowymiarowych bohaterek. Jak również refleksji głębszych niż hasła z równościowych demonstracji i choćby śladowej subtelności w ich dostarczaniu. A przede wszystkim w „pierwszej na polskim rynku wydawniczym erotycznej powieści graficznej, opowiedzianej i narysowanej z perspektywy kobiet” brak choćby odrobiny erotycznego napięcia.

Owszem, kryją się w „Istocie” drobne smaczki. Imponuje chociażby entuzjazm, z jakim artystki traktują kobiece (i męskie) ciała – często bardzo odległe od plastikowego ideału ze świata pornografii. Czy otwartość, z jaką mówią o fizjologii, nierozerwalnie przecież związanej z cielesnością. Ale te szczegóły zakopane są głęboko pośród łopatologicznych monologów, wprawiających w zażenowanie momentów autopromocji i pretensjonalnych kosmicznych orgazmów. „Istota” już samym tytułem sugeruje, że chce być dziełem totalnym, opowieścią o istocie kobiecości. Niestety jest tylko zbiorem nowelek, rzucających w czytelnika banałami i oczywistościami.

Nie sposób na koniec nie zestawić „Istoty” z opublikowanym pod koniec 2017 roku albumem „Polish Porno Graphics”.O ile Nowickiej i Hirszfeld chodziło o erotykę zaangażowaną, przedstawianą z kobiecej perspektywy, o tyle twórcy „Polish Porno Graphics” zaprosili do współpracy artystów i artystki obu płci i otwarcie mówili, że zależy im przede wszystkim na „momentach”. To dlatego wszystkie zebrane w tomie miniatury pozbawione są dialogów. Prostackie przekonanie, że w pornografii chodzi tylko o fizjologię i ładne widoki, jest największą słabością „Polish Porno Graphics” – krótkiego, pustego tomiku, który wylatuje z głowy już w trakcie lektury.

„Istota”„Istota”, scenariusz: Agata Nowicka i Aleksandra Hirszfeld, rysunki: Agata Bogacka, Katarzyna Borkowska, Ada Bucholc, Ewa Juszczuk, Joanna Krótka, Dagmara Matuszak, Agata Nowicka. Wydawnictwo Kultura Gniewu, 109 stron, w księgarniach od lipca 2018Autorzy obu zbiorów nie odrobili lekcji ze „Szninkla” – legendarnej powieści graficznej Jeana Van Hamme’a i Grzegorza Rosińskiego, której „momenty” naznaczyły całe pokolenie czytelników i do dziś wspominane są z sentymentem i zażenowaniem. Nie chodziło tam ani o publicystyczne postulaty, ani o zwykłe zaspokojenie czytelniczej ciekawości. Udało się za to umieścić akcję w kontekście. Zbliżenia w „Szninklu” były oczywiście pięknie narysowane, pornograficznie dosłowne i (jak na swoje czasy) bardzo śmiałe, ale ich rozpalająca wyobraźnię siła wynikała z tego, że były wkomponowane w sensowną fabułę, a wobec spółkujących bohaterów czytelnik odczuwał emocje. Tyle wystarczy w dobrej erotyce. I tego właśnie zabrakło w „Istocie”  i w „Polish Porno Graphics”.

PS
„Istota” nie jest i nie chce być kompetentnym przewodnikiem po rodzimych artystkach komiksowych, jednak brak niektórych nazwisk wśród zaproszonych do współpracy jest szczególnie widoczny. Najbardziej brakowało mi Katarzyny „Panny N” Witerscheim, autorki doskonałej „Nocy Kupały” opublikowanej na blogu Ohjoysextoy.com. Do „Istoty” świetnie pasowałaby też Olga Wróbel odważnie mierząca się w swojej twórczości z własnym ciałem i jego fizjologią. W albumie Nowickiej i Hirszfeld nie ma też niestety Anny Heleny Szymborskiej – artystki pokazującej, że kobiety mogą się dobrze czuć również w mocnej, wulgarnej pornografii. Ta wyliczanka nie jest zarzutem – zdaję sobie sprawę, że przy albumie mogła pracować skończona liczba osób.