Zawodowa historia Amatorskiej
Dave Sykes CC BY-NC-ND 2.0

21 minut czytania

/ Literatura

Zawodowa historia Amatorskiej

Paweł Dunin-Wąsowicz

Jak to się dzieje, że kultowość przedwojennej Ziemiańskiej, PRL-owskiej Kameralnej i stolika w Czytelniku kontynuuje w literaturze XXI wieku pozornie najpodlejszy lokal przy Nowym Świecie?

Jeszcze 5 minut czytania


obserwuj w lustrze swoją błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany.
Zbigniew Herbert, „Przesłanie Pana Cogito”

Cztery książeczkowe plany Warszawy wydawane w latach 1958–1962 są błogosławieństwem dla badaczy życia literackiego w mieście. Każdy z nich zawiera rejestr restauracji, barów i kawiarń, nieoceniony skarb przy ustalaniu realiów powieściowych czy diarystycznych. Cukiernia Amatorska pod adresem Nowy Świat 21 pojawia się już w pierwszym z nich. Okaże się to ważne na końcu tego tekstu. Tymczasem przez pierwsze 30 lat nie ma o czym mówić.

Nie wymienia Amatorskiej w pijackiej wyliczance 19 knajp Andrzej Stasiuk w datowanym na 1987 rok wierszu „Tamte wakacje”, opublikowanym w 1998 roku w efemerycznym piśmie „KurWar” (z tych knajp przetrwały chyba tylko trzy: „Rozdroże”, „Pasieka” i „Parana”). Brak też Amatorskiej w opowieści Mirosława Sokołowskiego „Gady” wydanej pośmiertnie w 1989 roku, choć autor na swoim kompociarskim szlaku obok kawiarń w sąsiedztwie heroinowego „bajzla” na Pasażu Śródmiejskim, takich jak „Szwajcarska”, „Mokka”, „Lucynka” czy „Janeczka”, wspomina bary kawowe z Nowego Światu o zbliżonym profilu, jak „Bajka” czy „Kuchcik”. Chociaż trop wydaje się właściwy: w kryminale Anny Kłodzińskiej „Za progiem mroku” z 1988 roku właśnie narkotykowy temat z Amatorską był związany. 72-letnia wtedy autorka pamiętnego „Wraku” z 1973 roku – paszkwilu na narkomanów i hipisów naraz – wyznaczyła ten lokal na miejsce spotkania producenta narkotyków Bladego z niejakim Morwą, który ma „wypuścić hieny”. Czyli zlikwidować  pokątną, domową produkcję towaru przez samych narkomanów, psujących Blademu rynek. Morwa przyszedł zatem do Amatorskiej: „wziął małą kawę i czekał. Blady zjawił się niespodziewanie, wmieszany między przepychających się turystów z wielkimi torbami przez ramię. W skupieniu pożerali lody”. Ale o biznesie konkretnie rozmawiają na śmietniku na zapleczu.

To, że Amatorska pojawia się w jednym z nielicznych literackich świadectw obyczajowych „młodej inteligencji czasów przełomu”, jakim jest opublikowane przez moje wydawnictwo Lampa i Iskra Boża w końcu 1995 roku powieściątko 27-letniego wówczas Krzysztofa Vargi „Chłopaki nie płaczą”, wydaje się zupełnie przypadkowe. W naszej lumpenartystycznej kompanii chodziło się wtedy wypić raczej do „Plastyków”, „Rzeźbiarzy”, „Harendy” i „Nory”. Ale zapis ten wart jest zacytowania, Amatorska nie jest jeszcze taka, jaka stanie się w XXI wieku – brak jej na razie późniejszych wyróżników: „Czuć ciepły asfalt i drżenie rozgrzanego powietrza. Siedzimy z Rafałem w Cafe Amatorska, popijamy powoli białe wino z lodem, jest duszno, zbliża się ósma, patrzymy na siebie jak byśmy czekali na sygnał do wszczęcia rewolucji, on ma czarną koszulkę i białe spodnie, ja czarne spodnie i białą koszulkę. Pewnie te dwie nie przyjdą, mówię. Jeżeli nie będzie ich do piętnaście po, idziemy, mówi Rafał”. Czy na pewno? Młodzi jeszcze mężczyźni właśnie tu podkreślają swój dystans do dziewczyn, z którymi się umówili: „Głupie cipy, mówię, pieprzone maturzystki, małolactwo, wszędzie małolactwo, nabzdyczone idiotki, wywalam z siebie starcze kompleksy, nie ma o czym z nimi rozmawiać, nic nie kumają, fast-foody zżerają im mózgi, plastikowe ubranka, buty na koturnach, spinki we włosach, a w głowie gówno”.

Dziś te gówniary są już po czterdziestce.

*

Prawdziwa kariera literacka Amatorskiej zaczyna się dopiero w nowym stuleciu. A co jej sprzyja? Na pewno dogodne położenie tuż obok ronda de Gaulle’a, na pewno ciągłość i zachowanie formatu – prowadzący lokal nigdy (w odróżnieniu od „Parany”, gdzie umieścił „Stygmatyków” Marek Nowakowski) nie próbowali ścigać się z nowomodną konkurencją. Im mniej było na Trakcie Królewskim „Santosów” i „Poziomek”, tym bardziej wzrastał kapitał kulturowy tego reliktu PRL-u.

Pierwszym, który to docenił, był najprawdopodobniej Zygmunt Miłoszewski. Przyszły autor bestsellerowej serii o prokuratorze Szackim w swym debiucie – horrorze „Domofon” (wydany w 2005 roku, datowany na 2004) – skierował do Amatorskiej dziennikarza-alkoholika Wiktora po nieudanej rozmowie w sprawie nowej pracy. Jego refleksje trafiały w sedno na pierwszym z wielu poziomów, na których funkcjonuje ten lokal w kulturze polskiej:

Za co lubię ten pieprzony skansen?

Przede wszystkim za lustra. Wokół ścian, na wysokości lamperii, biegnie czarny, politurowany blat. Można przy nim usiąść. Usiąść i patrzeć w lustra, którymi wyłożono ściany nad blatem. Prosty zabieg architektoniczny, który powiększa optycznie pomieszczenie, miał w Amatorskiej zupełnie inny sens. Nikt nigdy nie pił samotnie. (…) Tak, lustra czyniły z Amatorskiej kultową knajpę samotnych znerwicowanych przegranych.

Wiktor lubił wpaść tutaj i zamówić cztery pięćdziesiątki. Bufetowa nie pytała, po co cztery, nie patrzyła z naganą, nie proponowała coli, nie drążyła, jaka to ma być wódka i czy na pewno nie woli dżinu, bo jest właśnie promocja.

Miłoszewski zwraca uwagę na prostolinijność obsługi, przyjmującej, że knajpa powinna służyć pijakom (to taka swoista amoralna moralność), a następnie kieruje Wiktora do taksówki. Zawiezie ona go do nawiedzonego bloku na Bródno, gdzie dopije się on zachomikowaną żołądkową gorzką.

Na dobre rozsławił Amatorską przybysz z Krakowa – najbardziej znany poeta generacji „brulionu” Marcin Świetlicki. Bohater jego trylogii kryminalnej, niegdysiejszy aktor dziecięcy w zmyślonym serialu detektywistycznym „Mały mistrz na tropie”, przybywa w jej drugiej części „Trzynaście” (2007) z Krakowa do Warszawy, aby podpisać umowę na książkę. Zainkasowawszy 8 tysięcy złotych zaliczki w gotówce, przesiaduje codziennie w Amatorskiej po kilka godzin od strony 152 do 208, na tydzień przed pierwszą wizytą Benedykta XVI, czyli w maju 2006 roku. „Amatorska trochę przypomina mistrzowi krakowski Zwis, oczywiście tylko trochę, ale wszystkie inne knajpy nie przypominają Zwisu w ogóle, więc tu postanowił mistrz zakotwiczyć” – zakotwiczenie polega na popijaniu pliski na przemian z winiakiem. W sprawie zwłok idiotki z Żagania nawet w Warszawie śledzi mistrza porucznik z Krakowa. Przesiaduje w Piotrusiu po drugiej stronie Nowego Światu, a kiedy szuka mistrza w powiększonej lustrami przestrzeni Amatorskiej, ten znajduje się w piwnicznej toalecie, gdzie się nieszczęśliwie zatrzasnął.

Uwolniwszy się, mistrz wysłuchuje w ogródku monologów wygłaszanych przez wymoczkowatych młodych ludzi obojga płci – w pierwszym Świetlicki parodiuje dyskurs neolewicowo-genderowy rodem z „Krytyki Politycznej”, w drugim – popkulturową depresję, w trzecim – feministyczny psychologizm (wcześniej odnotowuje równie kretyńskie tłumaczenie, że wernisaż jest to rodzaj degustacji w galerii, ale nie handlowej). Przy innym stoliku mistrz zauważa podstarzałego aktora, z którym grał niegdyś w serialu, w towarzystwie mężczyzn w okularach i bez, mężczyzny w chustce na głowie i… poety Świetlickiego z Krakowa.

Oni fotografują swoimi telefonami swoje piwa, swoje butelki i puszki red bulla, swoje posiłki, siebie nawzajem przy konsumpcji piwa, red bulla, frytek i kebabów, a potem ci fotografujący oddają swoim partnerom czy partnerkom te telefony i sami są fotografowani ze swoim piwem, red bullem, frytkami, następnie przy pomocy tych telefonów wysyłają zdjęcia piwa, red bulla i kebabów swoim nieobecnym przyjaciołom, którzy przesyłają zdjęcia swoich piw i kebabów w zamian. A potem wszyscy zainteresowani zamieszczają te zdjęcia frytek i kebabów na swoich blogach, fotoblogach czy czym tam. A potem piszą niezliczoną ilość komentarzy.

Ten akapit z „Trzynaście” powtarza się w powieści Macieja Malickiego „Kogo nie znam” opublikowanej w tym samym 2007 roku, w tej samej serii (Polska Kolekcja Kryminalna) wydawnictwa EMG. Wypowiada go w Amatorskiej narrator, a na okładce widnieje mężczyzna w chustce na głowie – to właśnie zmarły sześć lat później autor, który popija tam z jakimś Marcinem (zgadnij jakim Marcinem).  Także w 2007 roku ukazała się – ale w innym, dużym wydawnictwie – powieść kryminalna „Pan Szatan”. Jej autorem był spiritus movens Polskiej Kolekcji Kryminalnej – Irek Grin. „Wypiłem dwie wódki w takim dziwnym niewarszawskim lokaliku przy końcu Nowego Światu – gwarnym i zadymionym” – tak jej bohater, eksdominikanin detektyw Józef Maria Dyduch, opowiada o swoim pobycie w Warszawie.

W serii Polska Kolekcja Kryminalna ukazała się w 2010 roku jeszcze powieść ówczesnego dziennikarza polskiego „Newsweeka” Roberta Ziębińskiego zatytułowana „Dżentelmen”. Osoba niejako tożsama z autorem jest narratorem większości tekstu. Jednak w końcowej partii popełnia ona samobójstwo. Matka Roberta Ziębińskiego Alicja po odwiedzeniu syna w szpitalu, gdzie przebywa w stanie beznadziejnym, dzwoni do jego przyjaciela Pawła Matuszka (postać autentyczna, pisarz science fiction, a przez pewien czas redaktor naczelny miesięcznika „Nowa Fantastyka”), który umawia się z nią w Amatorskiej: „w knajpianym ogródku siedziały tylko trzy osoby. Wielki łysy mężczyzna z kozią brodą, który pił wódkę ze znajomym. Ten drugi miał na oko czterdzieści osiem lat. Wydawało jej się, że zna skądś jego twarz. Musiała widzieć go dawno temu, tyle że wtedy był młodszy, szczuplejszy i mniej siwy (…) chciał zostać detektywem, ale była niemal pewna, że był znajomym jej syna. Pisarzem, poetą czy kimś takim” – to kolejny opis Świetlickiego, zaś w łysym z brodą można rozpoznać Grina.

Cztery lata później pod wiadomy adres trafił także bohater kryminału Mariusza Czubaja „Martwe popołudnie” – detektyw o znaczącym nazwisku Marcin Hłasko. Postawił w Amatorskiej kasztelana niejakiemu Mokremu, sprzedawcy z pobliskiej narodowej księgarni, a sam udał się do punktu ksero, aby skopiować dzieło „Eldorado” (o poszukiwaczach żydowskiego złota w pobliżu obozów zagłady), której to książki Mokry nie chciał mu pożyczyć. Hłasko troszczył się o swego dobrodzieja: „przestrzegłem, by nie spadł ze stromych schodów, gdy będzie szedł do kibla”. (Czubaj, obecnie profesor uniwersytetu SWPS, jest skądinąd autorem także wydanej w 2010 roku książki „Etnolog w Mieście Grzechu: powieść kryminalna jako świadectwo antropologiczne”, w rozmowie telefonicznej ze mną przypuszcza, że o Amatorskiej pisał nawet Remigiusz Mróz, ale nie pamięta, w której książce, i wobec dorobku kilkunastu tysięcy stron popełnionych przez tego autora odradza poszukiwania).

Nie jest jednak tak, że Amatorska jest wyłączną własnością męskiej prozy. Opiewała ją w dwu pierwszych powieściach Kaja Malanowska. W debiucie „Drobne szaleństwa dnia codziennego” (2010) kilkakrotnie do Amatorskiej wybierają się (choć nie zawsze dochodzą) depresyjna narratorka Maja i jej mąż Szymon – każde z osobna, ale i razem, dwukrotnie wyjściom tym towarzyszy odnotowanie czynności zakładania butów. W drugiej powieści „Patrz na mnie Klaro” (2012) Amatorska nie jest wymieniana z nazwy, ale łatwo ją rozpoznać w opisie dwóch scen. W ważniejszej z nich trafia tam tytułowa Klara, aby patrzeć na kobietę, którą podejrzewa o romans z jej mężem Franciszkiem (o dziwo pije tam ona nie z nim, lecz innym facetem), przeczytawszy wpis na owej kobiety blogu: „Bo na linii autobusu 222 jest takie miejsce, które lubię odwiedzać. (…) I chociaż, drodzy moi, jest wiele kawiarni w Centrum miasta. Bardziej stylowych. Gdzie piwo podają zmrożone. A nie w temperaturze pokojowej. Gdzie kawę można wypić z ekspresu. A nie zalewaną. W brudnej szklance. I gdzie wino nie śmierdzi octem. To jednak zawsze trafiam przy weekendzie do pana Andrzeja. I czas spędzam, podziwiając twarz własną. W rozwieszonych na ścianach lustrach”. O urodzinowej wódce wypitej w Amatorskiej i całowaniu się przy śmietnikach na zapleczu wspomina także w tegorocznej powieści „Frajda” Marta Dzido.

*

Równolegle z prozą Amatorska robi karierę w poezji. Już w 2002 roku w tomie Marcina Sendeckiego „Szkoci dół” znalazł się wiersz „Oranżada” przywołujący także bar znajdujący się po drugiej stronie ulicy:

Czy to nie ciebie niesiono z Piotrusia do Amatorskiej?
Zaraz wszystko opowiem, bądź gotów na rozczarowanie.
Z Piotrusia do Amatorskiej? Długo by opowiadać,
Lecz muszę cię rozczarować, nie zdradzam cudzych sekretów. (...)
Brodząc po ciemnej ulicy z Piotrusia do Amatorskiej
Bądź gotów na rozczarowanie, jeżeli szukasz pociechy.

Sendecki i Świetlicki są ulubionymi poetami Pawła Sołtysa, znanego jako Pablopavo – na  jego drugiej płycie z zespołem Ludziki „10 piosenek” (2011) znalazła się piosenka „Indziej” z przesłaniem „cały ten dzień to zdrada”. Jej pierwszy wers jest parafrazą wiersza jednego, a drugi drugiego Marcina:

Listopad niby nic, ale wiadomo świata koniec
Z Piotrusia do Amatorskiej niosą jakiegoś typa
Słychać tramwaje jak ślizgają się po szynach
Jadą na pętlę, tam się zaczyna stypa.

W swoim debiucie „Skarb piratów” (2013, nominacja do Nike) w wierszu „Kolejny tom wykładów Michela Foucaulta” ówczesny doktorant kulturoznawstwa Xawery Stańczyk ocalił pamięć nieistniejących już dziś kultowych knajp w promieniu kilkuset metrów od Uniwersytetu, nie zapominając jednak o wiecznotrwałej Amatorskiej:

…biegłem przez amfilady wszystkich zamków z piasku
z dala od młynów złudzeń, z Eufemii do Przekąsek (...)
Im gorzej wyglądamy, im mniej mamy w kieszeni,
im bardziej na przemiał – nam kradzione sztandary,
nam włos bufetowej w pierożkach w Amatorskiej,
nam piwko nad Wisłą. Cały czas żyjemy
w tajemniczych złotych miastach, sklejamy serca
na ślinę…

Wiersz Stańczyka umieszczony jako zamykający tomik (kolejna książka, której byłem wydawcą) można potraktować jako credo współczesnego lumpeninteligenta.

Ikarus linii 180, przegubowy gruchot
ma szyby zamalowane na biało,
lecz staje przed Amatorską

– takimi słowami zaczyna się z kolei wiersz „Skotografia”, który zawarł w tomie zatytułowanym „Powązki” (2015) Tadeusz Pióro. Skądinąd Sendecki zdradził mi, że bywalcy zlikwidowanego jakoś w pierwszych latach „Santosa” właśnie „Powązkami” nazywali Amatorską. Tenże Sendecki przywołał wreszcie ponownie Amatorską w poemacie „W” (2016), za który otrzymał skądinąd nagrodę imienia Wisławy Szymborskiej:

Między Wiejską a Amatorską
wymyśliliśmy z Marcinem i Marcinem
trzeci «Wiersz wspólny».
Nikt go nam nie zapisał.

– poeta nawiązał tu do wspólnych wierszy pisanych ze Świetlickim i Marcinem Baranem, pierwszy z nich ukazał się ćwierć wieku wcześniej w „brulionie” i był dość wulgarną odpowiedzią na postulat ideowości poezji wysuwany przez Juliana Kornhausera.

*

Jak to się dzieje, że kultowość przedwojennej Ziemiańskiej, PRL-owskiej Kameralnej i stolika w Czytelniku kontynuuje w literaturze XXI wieku pozornie najpodlejszy lokal przy Nowym Świecie? Nie piszą też przecież o nim literaccy celebryci w rodzaju Katarzyny Grocholi, Olgi Tokarczuk czy Szczepana Twardocha. Za to wieczorem w tym samym miejscu spotykałem jednocześnie Dawida Wildsteina i Sławomira Sierakowskiego. A w dzień najłatwiej natrafić w Amatorskiej na Janusza Rudnickiego (nie pisał o niej w regularnej prozie, ale poświęcił sporo miejsca w „piosence o swojej Warszawie” drukowanej w „Gazecie Stołecznej”), którego zachowanie stało się jakiś czas temu tematem obyczajowego skandaliku, podobnie jak inna afera z serii MeToo eksplodująca facebookowym apelem o bojkot Amatorskiej. Te ostatnie to tematy dla reportera, ja skupiam się tylko na odbiciu w literaturze. O ile wszyscy – może oprócz Stańczyka – wymienieni wcześniej pisarze traktowali ten lokal autonomicznie, to o bezlitosną syntezę pokusił się ten pisarz, od którego historia literacka Amatorskiej w III RP się zaczęła – Krzysztof Varga.

Jego przedostatnia powieść „Masakra” (2015) to pijacka warszawska odyseja podstarzałego wokalisty rockowego Stefana Kołtuna, niemogącego wyrwać się z trwającego od tygodnia alkoholowego ciągu. Przybywający z mieszkania na Saskiej Kępie na lewy brzeg w poszukiwaniu towarzystwa Stefan odnotowuje „Nie było nikogo w starej spelunie Zawodowej, gdzie przesiadują naraz znani poeci oraz krytycy literaccy, redaktorzy i niszowi wydawcy, cała ta sekta literackich frustratów o himalajskich rozmiarach ego”. Zaliczywszy trasę do Pałacu Prezydenckiego, w powrotnej drodze po dwu godzinach w ogródku Zawodowej trafia na Poetę, machającego doń ręką i zachęcającego do podejścia. Opisowi pijatyki tu i we wnętrzu pisarz poświęcił strony 219–295 „Masakry”; rozmowy z Poetą (o sylwetce naznaczonej „arbuzem brzucha wybrzuszającego koszulkę”) oraz Doktorem – patomorfologiem (w którym zawarł cechy Grzegorza Dyducha, basisty zespołu Świetliki) – poświęcone są w dużej mierze planowanemu sekretnemu przejazdowi Wraku samolotu oraz postaci opiewającego go Czcigodnego Starca – jako żywo Jarosława Marka Rymkiewicza. Zresztą sama „Zawodowa parowała starością i zmęczeniem, jak zaginiony statek kosmiczny z odległej galaktyki. (…) Z jakichś tajemnych powodów przychodzili tu też masowo poeci tęskniący za epokami, gdy poeta w Polsce znaczył więcej niż tylko poeta. (…) Teraz jednak poeci doszlusowali do ludzi zbędnych w społeczeństwie, tak jak wulkanizatorzy, kobiety prowadzące zakłady repasacji pończoch i cenzorzy z ulicy Mysiej. Przestali być bohaterami zbiorowej wyobraźni, a i uwieść piękną dziewczynę na bycie poetą było coraz trudniej”.

*

Varga jako pierwszy wspomina wreszcie o czymś jeszcze: „Nieoficjalnie cieszyła się Zawodowa sławą pederastycznej knajpy, knajpy dla starych peerelowskich pederastów”.  Podobnie jak w „Paranie” na rogu Marszałkowskiej i Skorupki w południe przesiadują w „Amatorskiej” samotni starzy mężczyźni, dopiero wieczorem towarzystwo zmienia się na młodsze i mieszane.

W wydanej dziewięć lat temu pracy zbiorowej „HomoWarszawa – przewodnik kulturalno-historyczny” można przeczytać, że nazwy na A – Alhambra, Ali Baba, Antyczna, Ambasador – były wyróżnikiem śródmiejskich lokali, które w czasach PRL upodobali sobie homoseksualiści. Choć nie tylko. „Epicentrum pedalskiego placu-zagłębia stanowiły lokale Antyczna, Santos i Lajkonik. Rasowe peerelowskie kawiarnie oferowały kawę parzoną w szklankach, koniaczek i wuzetki. Czar tych lokali jakoś przetrwał w podobnych im Piotrusiu, Bajce i Amatorskiej. (…) Amatorska do dziś przyciąga «lajkonikową publikę»” – w tym kontekście nowego znaczenia nabierają „Powązki” jako tytuł książki Tadeusza Pióry.

Nic dziwnego, że właśnie w Amatorskiej umawiał się ze swoimi rozmówcami Remigiusz Ryziński, autor wydanej w zeszłym roku książki „Foucault w Warszawie”, odtwarzający pobyt w latach 1958–1959 przyszłego słynnego filozofa, który kierował wówczas Centrum Francuskim przy Uniwersytecie Warszawskim. Jego orientacja seksualna stała się pretekstem do esbeckiej prowokacji i wydalenia z Polski.

„Dopiero południe, a w Amatorskiej już pełno. Kilka stolików, ściany wyłożone lustrami przydają się do obserwacji towarzystwa. Podobno popularność Amatorskiej na tych lustrach była zbudowana. Człowiek siadał, niby z nosem w gazecie, ale z oczami nad nią spoglądał w lustro i napotykał inne spojrzenie. Najważniejsze w Amatorskiej, że każdy każdemu równy. Za szkłem w gablocie barowej: zimne nóżki, tatar, śledzik. Do wyboru. A czasem tylko kawa, sypana albo i rozpuszczalna, czasem przyniesiona w woreczku z domu; kelnerki to nie dziwi, podaje wrzątek” – pisze Ryziński, czekający na starego transwestytę Lullę.

Foucault mieszkał za rogiem, w wynajmowanym mieszkaniu przy Rutkowskiego. Ryziński przypuszcza, że właśnie w Warszawie napisał zręby swojej legendarnej „Historii szaleństwa”. Ale Stefan, dawny warszawski kochanek zmarłego w 1984 roku na AIDS francuskiego filozofa, który ponoć nazywał go „kwiatem lotosu”, w rozmowie z Ryzińskim zastrzega: „Amatorską raczej omijał, może nie była mu po drodze, chociaż pierwsza na Nowym Świecie, nie sposób przejść obojętnie. Wpadało się na szybko, a czasem porozmawiać aż do zamknięcia”.

Co za koincydencja! Nie mógł przecież o tym wiedzieć Xawery Stańczyk, który na cztery lata przed ukazaniem się książki Ryzińskiego przytaczany wcześniej wiersz z wątkiem Amatorskiej puentował:

...złoto prekariuszy
ważniejsze są niż ustawa o reformie emerytalnej,
wieszczone wejście na polski rynek Amazona,
Leszek Miller znów na czele Sojuszu Lewicy Demokratycznej,
kolejny tom wykładów Michela Foucaulta
i Weekend Antykapitalizmu razem wzięte.
Dzieciaki nie dadzą się tak łatwo wmanewrować w dorosłość,
tyle wyobraźni można jeszcze zasquatować.

W cytatach została zachowana oryginalna pisownia – niektórzy autorzy piszą Amatorska w cudzysłowie, inni bez cudzysłowu.