Głos Clary
Shareheads CC BY 2.0

9 minut czytania

/ Literatura

Głos Clary

Zofia Król

„Krzyki istniały na długo przed pojawieniem się człowieka, a ludzie są tylko instrumentami stworzonymi do ich wydawania”. Édouard Louis chciałby uczynić z przemocy najważniejszy obszar swoich literackich badań

Jeszcze 2 minuty czytania

Na dzień składają się godziny, na każdą z godzin minuty, a każdą z minut odliczać można w sekundach. Tym sposobem łatwiej znieść upływające życie; powiązany z teraźniejszością ból rozpada się na minimalne cząstki, strzałka czasu jest stale w ruchu – w pamięci, w oczekiwaniu, ale już nie w trwającej tu i teraz rozpaczliwej chwili. Trauma osadza się w poczuciu czasu.

Jeszcze tej samej nocy, kiedy został zgwałcony, bohater książki Édouarda Louisa idzie do pralni z brudną pościelą i skrupulatnie odlicza kroki. Kiedy nazajutrz czeka na wizytę u lekarza, liczy do tysiąca dwustu, tłumacząc sobie, że gdy tylko skończy, będzie już po wszystkim. Nawet wiele tygodni i miesięcy później zleca sobie wciąż rozmaite zadania – półgodzinny prysznic, dwudziestominutowe wyjście na pocztę – żeby zużywać kolejne fragmenty czasu i tym sposobem jakoś przetrwać noce i dni. Jeśli czynność trwa krócej niż powinna, karze się szczypaniem. „Co dziecko, jakim byłeś kiedyś, pomyślałoby o dorosłym, jakim jesteś teraz?”, pyta sam siebie na szpitalnym korytarzu. To, co najgorsze, ma się jednak dopiero wydarzyć – jak podkreśla Louis, śledztwo i leczenie są jedynie kontynuacją przemocy, dalszym procesem ograniczania swobody ruchów. „Błagasz, by przestali, a oni dalej robią swoje”, zupełnie jak wtedy, tamtej nocy. Dlatego ofiarom przemocy powinno się pozwolić milczeć.

Dwudziestosześcioletniemu francuskiemu pisarzowi tamta noc przytrafiła się naprawdę. Podobnie jak pierwsza, przełożona już na 20 języków powieść Louisa, „En finir avec Eddy Bellegueule” („Skończyć z Eddym Bellegueule”, 2014), a także ostatnia jego książka, „Qui a tué mon pere” („Kto zabił mojego ojca”, 2018), opublikowana w 2016 roku „Historia przemocy” jest opowieścią autobiograficzną. A chłopak, który zaczepił pisarza-bohatera w wigilijną noc, najpierw kochał się z nim i rozmawiał, a oskarżony o kradzież stał się nagle agresywny, by przez resztę nocy dusić go i gwałcić, był Kabylem z północnej Algierii. Na tym szczególe skupia się odtąd uwaga policjantów, którzy traktują opowieść Édouarda jako kolejny dowód na swoje rasistowskie teorie. Relacja ofiary zostaje po wielokroć, na rozmaite sposoby przejęta i manipulancko przeformułowana – przez funkcjonariuszy prowadzących śledztwo, lekarzy badających ciało pokrzywdzonego, a nawet przyjaciół bohatera, którzy mimo wszystko uważają, że najważniejsze jest teraz schwytanie sprawcy. Literatura staje się zatem na najbardziej podstawowym poziomie sposobem na odzyskanie własnej wersji opowieści.

Polachowska Joanna, Pauza, 192 strony, w księgarniach od sierpnia 2018Édouard Louis, „Historia przemocy”. Przeł. Joanna Polachowska, Pauza, 192 strony, w księgarniach od sierpnia 2018Trauma ofiary przenosi się nie tylko na czas, ale i na powiązaną z czasem przestrzeń. W przecinającym „Historię przemocy” gdzieś za połową dziwacznym „Intermedium” autor cytuje obszernie „Azyl” Faulknera, który przeczytał dopiero po ukończeniu własnej powieści, a którego bohaterka, Temple Drake, nie potrafi uciec z pewnego dziwacznego, złowrogiego domu, nie dlatego, że to technicznie niemożliwe, ale ze względu na wewnętrzną niemożność, wykształcające się w ofierze przywiązanie do sprawców i do miejsca przemocy. „Tak jakby najpierw zaistniała przemoc uwięzienia i geografii, inne zaś formy przemocy stały się tylko następstwem tej pierwszej, naroślami na niej, tak jakby geografia była czymś, co dzieje się bez nas, poza nami”.

W historii Édouarda pojawia się wiele jeszcze takich przerywników, w których Louis próbuje rozpoznać kolejne elementy już nie tylko własnej, ale światowej, uniwersalnej historii przemocy. Znajduje okazje, żeby pomiędzy kolejnymi aktami historii zgwałconego bohatera opowiedzieć także o śmierci bliskiego znajomego, o obwinianej niesłusznie matce zmarłej dziewczynki, o zarażonych wirusem HIV, którzy przygotowywali się na śmierć, a kiedy okazało się, że czeka ich jeszcze wiele lat, nie udało im się już odzyskać woli życia. A także o okrutnych, rzucających talerzami staruszkach, którymi opiekowała się kiedyś mama Édouarda. „Krzyki istniały na długo przed pojawieniem się człowieka, a ludzie są tylko instrumentami stworzonymi do ich wydawania”. W wywiadach Louis podkreśla, że chciałby uczynić z przemocy, zwłaszcza tej na pierwszy rzut oka niewidocznej, przestrzeń intensywnej refleksji, najważniejszy obszar swoich literackich badań.

Zadania, które przypisuje literaturze, łączą się ściśle z działalnością publicystyczną Louisa. W napisanym wspólnie z jednym z przyjaciół sportretowanych w „Historii przemocy”, filozofem i socjologiem Geoffroy de Lagasnerie, manifeście, który ukazał się na łamach „Le Monde” we wrześniu 2015 roku, pisarz formułuje cztery zasady lewicowej aktywności, koniecznego w nowych czasach zaangażowania: zasadę odmowy udziału w debacie na ustawione tradycyjnie tematy, nazywania rzeczy po imieniu, redystrybucji wstydu wedle nowych reguł i – najogólniejszą, choć sformułowaną najbardziej dobitnie zasadę – interwencji. „Interweniować tak często, jak to możliwe. Zajmować przestrzeń. Krótko mówiąc, ożywiać lewicę”. Najskuteczniejszym sposobem na lewicową „interwencję”, zagarnianie przestrzeni, ma się stać literatura. Pierwsza powieść Louisa, opowiadająca o świecie, z którego pochodzi autor, biednej miejscowości na północy Francji, gdzie bezrobocie dziedziczy się z pokolenia na pokolenie – zapoczątkowała dyskusję o literackiej reprezentacji świata klasy pracującej. Olga Byrska pisała w kontekście tej książki na łamach „Dwutygodnika” o projekcie intelektualnym, którego celem jest wytworzenie języka-pomostu, pozwalającego na przekazanie problemów „skrzywdzonych” tym „uprzywilejowanym”. „Historia przemocy” powstała z kolei w imię przywracania głosu tym, których nikt nie słucha, ofiarom, oraz niemym i porzuconym przez społeczeństwo członkom rodziny pisarza z maleńkiego Hallencourt. Wreszcie „Kto zabił mojego ojca” skupia się na wypadku w pracy, jego następstwach i całym społecznym kontekście. Jedna z krytyczek nazwała tę książkę „oskarżycielskim przemówieniem przeciwko politykom”.

Skoro literatura ma dawać głos tym, którzy głosu nie mają, budować język-pomost, poruszać tematy dotąd nieobecne lub niewidzialne, rozkładać na czynniki pierwsze odwieczne prawa przemocy, to powodzenie tego ambitnego zadania zależy od jej jakości i świeżości. Pisanie Louisa pokazuje, że podstawowym warunkiem dobrej literatury zaangażowanej jest uruchomienie wszystkich jej warstw: nie tylko treści, ale przede wszystkim narracji, która tworzy formalny szkielet powieściowego świata. „Historia przemocy” nie została napisana w konfesyjnej pierwszej osobie czy w uważanej za bardziej obiektywną osobie trzeciej ani w żadnej z praktykowanych we współczesnej literaturze mieszanek obu tych metod. Zamiast tego przez większość powieści Édouard słucha, jak siostra opowiada jego historię swojemu mężowi. Daje to efekty tak dobitne jak zdanie: „Clara powiedziała mężowi, że wstaliśmy”. Mąż ani razu się nie odzywa, ze skrytej za przymkniętymi drzwiami kuchni dochodzi tylko monolog kobiety oraz od czasu do czasu odgłosy: szklanki odstawianej na stolik, nalewanej wody. Siostra opowiada własną wersję historii zasłyszanej wcześniej od bohatera, a on sam, podsłuchując pod drzwiami, uściśla to i owo w nawiasach. Korzysta przy tym z wszelkich literackich efektów, jakie może przynieść ukrycie elementu pierwszoosobowej szczerości w tym, co nadpisane kursywą na oficjalnym tekście. Najmocniejsze, najbliższe bezpośredniej konfrontacji, są może fragmenty, w których siostra podkreśla, jak bardzo szanowano w rodzinie jego homoseksualizm, a narrator dopowiada tylko co i raz: „(amie)”. Opowiadana historia zostaje od samego początku odebrana nie tylko bohaterowi, ale i czytelnikowi. Clara jest głosem świata, w którym nie ma już ratunku od napędzającej się spirali przemocy.

Skuteczność „Historii przemocy” polega na tym, że czytelnik zostaje skonfrontowany z okrucieństwem nie tylko za sprawą opowieści o młodym bohaterze, któremu krew cieknie tego poranka po udach, ale także na znacznie głębszym poziomie, częściowo tylko podczas lektury uświadomionym – właśnie mistrzowsko i precyzyjnie pokomplikowanej narracji, która odtwarza odwieczne struktury przemocy. Narracja, utrzymujący opowieść szkielet przenika niepostrzeżenie do stylistycznego krwioobiegu czytelnika, w najbardziej osobisty językowy rejestr, nie pozwalając mu już dłużej trwać w pozycji tego, który opowieści o przemocy jedynie biernie słucha. W efekcie powstaje możliwość zaangażowania. Tylko w ten sposób postulat zajmowania przestrzeni może zostać na polu literatury potraktowany poważnie. Słowo po słowie, krok po kroku, być może uda się doliczyć do tysiąca dwustu.